PBF - Memento mori

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 23 lipca 2014, 00:38

Mniejszy z rycerzy, co rozsądniejszym się wydawał pokręcił nieco wąsem cmokając zarazem w nieco śmieszny sposób.
Wrócim tu niebawem, a jeśli łeż nam wciskałeś żadna cię protekcja przed bożym gniewem nie wyratuje. Nie będę cię przed własną rodziną upokarzać, lecz czas na rozmyślunek daję do jutrzejszego wieczora. Spiskiem to przeciw Kościołowi pachnie. Tedy dom ten pełen zaduchu opuszczę niezwłocznie.

Vladek! Idziemy!

Opuścili dom Mikulasa pozostawiając go z myślami.

Pytające spojrzenie żony i dzieci okazało się nader trudne do uniesienia. Mikulas opadł na drewniane krzesło niczym młot kowalski. Przez moment mocno zakręciło mu się w głowie.

[center]***[/center]

Plując i przeklinając wracał von Rundstedt do zajazdu, w którym spędził kilka ostatnich tygodni. Pogrążony w myślach, skupiony na celu w jakim przyjechał do Pragi nie zważał jednak na szybko przemijających gości, ba! Nawet imienia właściciela nie spamiętał.
W głównej izbie napotkał ucztujących braci. Siarczyście urągali saracenom i poganom. Nieprzystojnym wręcz objawiając się zachowaniem.
Kolejni, których Pan na ciężkie wystawiał próby. Czterech mężczyzn coraz zuchwalej pozwalało sobie na zaczepki, postura zaś ich jak i szpetne rany zdobiące oblicza, pancerze wysłużone i znoszone onuce jasno do zrozumienia dawały, że niejedną bitwę w życiu widzieli.
I hałasowaliby pewnie coraz głośniej, nie uciszani przez nikogo, gdyby nie pojawienie się tego, który musiał im być przywódcą.
Pojawił się znienacka, niby duch. Stał na szczycie schodków wiodących do pokoi, w których i von Rundstedt nocował.
Ucichli niby gromem rażeni.
Rikandur i 8art- pora na ładniutkie opisy Waszych postaci.
Ostatnio zmieniony 01 listopada 2015, 14:44 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 23 lipca 2014, 13:37

Gdy krzyżacy wyszli, Mikulas gestem przywołał do siebie żonę i Michała.

- Mus mi ruszyć z pomocą do mego przyjaciela, który ponoć nowe tajniki medyczne zgłębił i chce się nimi podzielić przed śmiercią. A figurkę, o którą te świętoszki wypytywali, to ktoś skradł, zanim do nas dotarła. Obawiam się, że ktoś może mi ją podrzucić do domu, by mnie skompromitować i na stos wydać. Do wsi Złoty stok muszę się udać i ciebie, Michale, proszę, byś ruszył ze mną. Będziemy mieli okazję dowiedzieć się nowych rzeczy o medycynie i ziołach - skusił pomocnika, nie chcąc jednak całej prawdy mu wyjaśniać. - A ciebie, żono moja, zostawię pod opieką pachołków rycerza, co żem go czas jakiś wyratował. Dajcie znać Łamignatowi, by szykował nas do długiej podróży; i że on również z nami w drogę ruszy. Teraz mus mi do króla, usprawiedliwić mą nieobecność, gdyż wtedy to dopiero podejrzenia gromem na nas spadną.

Po chwili milczenia, Mikulas przemówił znowu.

- Tedy idę, a wy dochowajcie wszystkiego w tajemnicy i szykujcie się do drogi. Jutro z rana chcę wyruszyć.
Idę do króla i proszę o audiencję. By nie spowalniać: chcę pokornie i z szacunkiem poinformować króla, że wyjeżdżam na parę tygodni, by zgłębiać wiedzę medyczną i uzupełnić zapas ziół, by móc dalej leczyć jego królewską mość i cały dwór. Przy okazji skarżę się na krzyżaków, opowiadając całą sytuację z pominięciem treści listu. Potem idę do mości rycerza, którego Mikulas uzdrowił, i proszę o protekcję dla rodziny na czas mojej nieobecności, w zamian za dożywotnią, darmową opiekę medyczną dla niego i jego familii.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lipca 2014, 22:28

Stojący w drzwiach mężczyzna mógłby spokojnie wpisać się kanon siedzących w zajeździe zbrojnych. Ubrany był tylko teraz innaczej i nieco starszy zarówno od samych rycerzy jak ich suwerena. Kiedyś ciemne włosy przypruszyła siwizna, podobnie też jak i krótką brodę, w oczach wciąż tkwił zawadiacki błysk, choć nieco przygaszony ciężarem trapiących tegoż człowieka chorób. Miał grubo ponad pięć stóp wzorstu, co stawiało go i tak w rzędzie mężczyzn bardzo wysokich. Ubrany był poszlachecku w prosty i znoszony wams oraz płaszcz. Pomysleć, że jeszcze niedawno samemu stał na czele o wiele głośniejszej bandy, a także znacznie liczebniejszej.

Rundstedt nie szukał zwady. Nie dlatego, że nie sprostałby kilku rozbójnikom. Siła w ręku i umiejętności w robieniu żelazem wciąż były, tylko zbyt bardzo cierpiał. Bóg zesłał w koncu na niego pokutę za liczne grzechy młodości. Widać odpusty jakie płacił w Kosciele Św Idziego na Tumskim Ostrowie nie były wystarczające. A nadmienić należy, że nie były to byle jakie odpusty. Sam biskup nakazał mu niegdyś w ramach odpustu zapłacenie stu marek reńskich, za morderstwo jakie się miało dopiero dokonać, a sam Erchard dorzucił jeszcze relikwię Św Archibalda, którą wyrwali siłą z rąk siótrzyczek Klaryskek z opactwa pod Krakowem. Ech, nazbierało się trochę grzeszków, za które musiał pokutować przed Chrystusem. Kolano bolało jakby ktoś przebijał je przy każdym ruchu rozgrzanym do czerwoności prętem, a plecy jątrzyły reumatyczne skurcze. Erchard rad był, że w na schodach stanął starszy nad rycerzami. Opuscił dłoń odruchowo zaciśniętą na trzonku budyganu i powoli ruszył w stronę schodów, starając się iść tak jakby nic go nie bolało. Choć z pokorą znosił chrystusowy krzyż jakim pokarał go Bóg Ojciec, to marzył tylko o tym aby w zaciszu pokoju posmarować bolące miejsca kocim smalcem z ziołami...
Obrazek
A co mi tam, niech raz chociaż G. Clooney ma satysfakcję, że wyglądam jak on:)
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2014, 23:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 lipca 2014, 23:34

Konrad Nałęcz rycerz z Mazowsza, aktualnie w Pradze.

Obrazek
Aktualnie w Pradze. Patrz post #8- Do Pragi dotarł wczesną jesienią...
Ostatnio zmieniony 24 lipca 2014, 09:13 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 24 lipca 2014, 01:11

Obrazek

Starszy szlachcic zauważył że twarze domniemanych rozbójników spalone słońcem, jakby wiele lat spędzili na jakichś pustkowiach. Jaki z herbem przedstawiającym czerwony krzyż również spłowiałe od słońca. A ich przywódca ... albo raczej spowiednik, bo nosił szatę odpowiednią dla osoby duchownej, również należał do tego samego zakonu. Tylko zamiast miecza, mocno zużyty młot. Z rękojeści zwisał smętny skrawek pergaminu przymocowany woskiem. Jego zaskakująco badawcze spojżenie, połączone cichymi krokami wydawało się wypełniać przestrzeń. Dostojnie zszedłwszy ze schodów i widząc stojącego poniżej miejscowego rycerza, skłonił głowę niczym ksiądz witający wiernego i zaskakująco głębokim głosem, trochę zdartym na pustyni, pozdrowił go w imię pańskie. Sprawiając lekkie wrażenie jakby każdy jego spokojny krok to był z przytupem a uprzejme pozdrowienie wydawało się niemal jak kamień rzucony na ramiona.
8-art, nie rozpoznajesz rycerzy zakonnych ? Templariuszy po czerwonych krzyżach ? Bezbożność. :P
EDIT: https://encrypted-tbn0.gstatic.com/imag ... zGG4E9QBDg
Obrazeczek z szlachetnym obliczem mojego bohaterka. Bo więcej jak jeden nie wyświetli mi podła maszyna.
[offtopic]8art edit: W zajeździe ćmica taka, żem nie zooczył. Teraz już widzę:p Już oczy nie te jak w młodości.[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 25 lipca 2014, 07:27 przez Rikandur, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 26 lipca 2014, 08:21

Zaiste półmrok panował w zajeździe, a i godzina chyliła się ku wieczorowi. Ożywione późnym popołudniem rozmowy przeradzały się w ciche opowieści gawędziarzy snujących mroczne historie pełne strzyg, upiorów, a potępionych duchów.
Zadziwiło to Erchardta, który nasmarowawszy obolałe miejsca eliskirami zszedł do głównej izby. Jako człek oświecony i bywały spodziewał się raczej przyśpiewek i tańców swawolnych, pijaństwa i hałasów, nieplanowanych swarów.
Ponure opowieści ciągnące od kominka wraz z silnym zapachem czosnkowej zupy i kadzonych mięsiw przycięgnęły także uwagę templariuszy. Z początku podśmiewali się nieco zarzucając wybujałość wyobraźni gawędziarza, lecz gdy ów odsłonił nogę ukazując rany, zamknęli jadaczki patrząc nawzajem po sobie.
Jeden, czy drugi rzucił niepewnie, że mogą to być rany po wielkich sidłach, w które nieopatrzny gawędziarz sam wleźć musiał. Zrazu skarcił go inny, obeznany w temacie.
Erchardt z racji swej natury żywo zainteresował się tematem, choć rozsądek nakazywał zachowywać dystans.
Gdy bywalcy zaczęli rzucać oskarżenia, w kierunku pogan, innowierców, o karze za grzechy napominając i podstępów u niemców, czy Polaków upatrując Erchardt zaczął rozumieć niechęć mieszkańców do przybyszy z dalekich stron, którzy zdaniem wielu zgromadzonych znaczną za owe nieszczęścia ponosili winę.
Wnet jeden z drugim zaczęli licytować się w historiach. Rozsądny człek między bajanie starych bab i połowę z nich by włożył, lecz mówiły one o ofiarach i cierpieniu. Znalazł się więc brat pożartego przez wilki. Znalazł i strażnik, który ledwie ranka tego samego znalazł straszliwie rozszarpane zwłoki. I to u samych bram.
Na te słowa cisza zapadła ponura. Dym izbę wypełnił i gadać się już nikomu nie chciało.

Wówczas zza stołu podniósł się mąż. Ubrany był zacnie, znać było w nim krzepę wielką, a i wojaczkę wieloletnią po posturze i pewności siebie z głosu dostojnego płynącej.

Odstawił kielich ruchem powolnym i wyrafinowanym. Było w nim wszak coś, co uwagę wszystkich przykuło. Wewnętrzna siła, jaką emanują wielcy, gdy prowadzą rycerstwo na polu bitwy, gdy mową swoją napełniają serca wiarą i odwagą. Było w nim to wszystko, mimo że nie wyrzekł jeszcze ni słowa.
Wszyscy zatem zapatrzeni z zachwytem bezrozumnym niejako rozdziawili gęby czekając niecierpliwe, aż obcy przemówić zechce.

Prawda to wszystko. Wilki grasują po okolicy i nie byle jakie to bestie. Wypasione na tchórzliwym chłopstwie w siłę urosły i niejedną jeszcze przegryzą gardziel. Na grzechu prostaków w pychę obrosły.
Całe ich watahy z Sudet ciągną. Pałętają się po okolicy, lecz szczerze zdziwionym jestem, że tak blisko pod mury miejskie podeszły.
No ale nie moje to zmartwienie, co tu w praskich murach się zadomowić może.
Zwę się Zygfryd von Feuchtwangen.
Rankiem w Sudety jadę. Ze świętą misją. Jeśli ktokolwiek w ten sam kierunek idzie przyłączyć się może do mego zbrojnego orszaku.
Choć nie zdziwiłbym się, gdyby nikt nie chciał teraz ku Polsce podróżować.


Miasto zadziwiło Konrada, było niezwykle rozległe i niemalże zgubił się poszukując zajazdu U ZLateho, gdzie umówiony był z von Feuchtwangenem. Sporo mieszkańców mieć musiało.
Dostrzegł też Konrad niechęć ogólną, toteż nie zapuszczał się nadto poza główne ulice, a i tak tu i ówdzie bulwą oberwał od wychudłych dzieciaków zszokowany takim brakiem szacunku dla swego wyższego bądź co bądź stanu!
Wreszcie zrozumiał, że nie stan jego, jeno pochodzenie emocje nieprzyjazne wzbudzają.
Erchardt. Alfonso. Wygląda na to, że Zygfryd von Feuchtwangen podąża w tym samym co i wy kierunku.
Konrad- chcesz coś zwiedzić/ kupić w Pradze? Feuchtwangen umówił się z Tobą rankiem, pod zajazdem U Zlateho, gdzie obecnie przemawia do zebranych.
[center]***[/center]

Rzadko zdarzało się, by Mikulasowi zabrakło języka w gębie.
To był jeden z tych nielicznych momentów.

Nim zdążył umówić się na audiencję raz jeszcze owego dnia zaskoczyły go odwiedziny. Niechętnie odesłał rodzinę do innych pokoi widząc w progu swego domu brata Jana z zakonu Cystersów.
Wśród kręgów, w jakich obracał się Mikulas Tichy krążyła plotka, jakoby zakon nie tylko sprawami duchowymi się zajmował niejako wykazując zainteresowanie wszystkim, czym można było się zainteresować. Brat Jan zaś, cieszący się wielkimi względami księcia Wacława zdawał się w tej mierze przodować, a i zdarzało się, że książę udzielał mu kredytu zaufania w wielu niejasnych sprawach.
Mikulas doskonale wiedział zarazem, że kością w gardle bywa medycyna duchowieństwu, która gdy bywa nazbyt skuteczna uczciwych ludzi od pokory i modlitwy odciąga.
Tak przynajmniej niejednokrotnie podszeptywał Jan księciu niewytłumaczalnym zbiegiem okoliczności nie dający się odnaleźć, gdy boleści gastryczne dręczyły Jego Wysokość.

I tenże skruszony człek wielkiej wiary w towarzystwie dwóch braci Cystersów gościł teraz w jego domu.
opowiedział mu w zawiłych słowach, lecz dosadnie o niechęci dworu do sytuacji, w jakiej postawił go Mikulas.
O wielkiej pracy ducha, jaką przedsięwziął Świątobliwy Wacław II by zyskać kruchą przychylność papieża i Cesarza Niemiec, którą obecnie nadwątlić może wszechobecna plotka o konflikcie Mikulasa z Zakonem Templariuszy. Opowiedział mu o delikatności politycznej, dla której najodpowiedniejszym byłaby niezwłoczna podróż Mikulasa, gdziekolwiek uzna za stosowne. Możliwie długa, przynajmniej półroczna.
Przez grzeczność nie wspomniał o nieprzyjemnościach, jakie zmartwieni polityką bardziej wpływowi niż Jan ludzie cechujący się nie tak wielkim, jak on miłosierdziem uczynić by mogli.
Na odchodnym o swej niezachwianej trosce o dobro całego dworu wspomniał informując, że stosowną rozmowę z łaskawie panującym już odbył i powtarzać jej Mikulas nie musi dla własnego bezpieczeństwa jak i reputacji dworu.
To rzekłszy spod skromnej szaty książęcy pierścień wysunął.
Ostatnio zmieniony 01 listopada 2015, 14:51 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 26 lipca 2014, 09:56

Konrad Nałęcz chętnie by coś w Pradze zobaczył, ale wobec takiego nastawienia miejscowych, nie zamierzał wieczorem kręcić się po ulicach, być może zmuszono by go do zabicia kogoś w samoobronie, a tego nie chciał.
Postanowił wypocząć i poczekać do rana na spotkanie z Zygfrydem von Feuchtwangen, dziwne to było by wilki pod tak wielkie miasto podchodziły.
Jaka pora roku jest, zima już? Śnieg jest?
Koniec września. Śniegu nie ma, pogoda jest dość dobra.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2014, 14:00 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 26 lipca 2014, 10:17

Mikulas wpatrywał się podejrzliwie w pierścień. Wiedział, że mus go pocałować, ale brzydził się dotykać tego świętoszka, a jeszcze bardziej cmokać go w sygnet. W końcu się przemógł i zrobił to, czego wymagała od niego etykieta.

- Tak więc wyjeżdżam na długi czas, bracie Janie. Dziękuję, żeście w moim imieniu z królem Wacławem pomówili. Tedy bywajcie, bracie, a i pewni bądźcie, żę gdym wróce do Pragi, wam pierwszym znać dam - dodał, kłaniając się lekko, z szacunkiem i uznając tym samym, że zakończył swoją rozmowę.

Gdy w domu Mikulasa znów zapanował spokój i nikt obcy w nim nie przebywał, medyk znów zebrał Michała, żonę Ilonę oraz Łamignata.

- Niebezpiecznie się, robi, jakoby spisek jakiś! Obawiam się Ilono, że nie będziesz bezpieczna, gdy ja odjadę. Przez jakiś czas będzie spokój, ale jestem pewien, że te świętoszki zaczną cię nachodzić, straszyć, a potem będą rabować, wywalając was na próg. Dlatego udam się do rycerza Petra Smyrdka, by protekcji naszej familii udzielił. Ty zaś udasz się teraz na targowisko i kupisz prowiant dla trzech osób co najmniej na tydzień. Ty zaś - zwrócił się do Łamignata - pomożesz mojej żonie, kupisz sobie wyposażenie na drogę - Ilona da ci, ile będziesz potrzebował - i spakujesz swoje rzeczy. Z kolei ty, Michale, kupisz wóz i osła, który będzie go ciągnął. Sobie też kup coś na drogę. Spotkamy się wieczorem!
Wprowadzam plan w życie. Wyruszamy najszybciej, jak to możliwe. Sam oczywiście też zaopatruje się w rzeczy do podróży (koc, podróżnicze ubranie itp). Biorę tyle złotych monet, na ile mi będzie potrzebne, by wyżywić trzech rosłych mężczyzn + uiścić opłaty za nocleg czy myto. Resztę zostawiam pod opieką żony, by z nich korzystała do czasu, kiedy wrócę. Wypisuję również list, w którym przepisuje dom na żonę (wiem, że kobiety nie miały w zasadzie praw w średniowieczu, ale list adresuję do ów rycerza, prosząc, by wspomógł moją żonę, w zamian za cztery dziesiąte wartości domu).
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 lipca 2014, 23:11

Von Rundstedowi możliwość podróżowania w kupie, do tego jeszcze zbrojnej była bardziej niż na rękę. Podszedł rycerza, zamierzając jak najbardziej skorzystać z oferty:

- Dobrze panie von Feuchtwangen prawicie. Ruch ku Sudetom mniejszy ostatnimi czasy, boć i niespokojnie. Jeno patrzeć jak się król Wacław, z książętami niemieckimi i piastowskimi za łby weźmie. Rad jestem Panie, że ku księstwom piastowskim jedziecie, bo zbójów na gościńcach nie brak, a lepiej mi z Wami niźli samojeden ku rodzinnym stronom jechać. Chyba sam jeden Święty Idzi mi waszą kompanię zesłał. Takoż wdzięcznie Waszą ofertę przyjmuję. Niech Wam Święty Krzysztof wynagrodzi, a ja w mych włościach ugoszcze jeśli na popas zgodzicie się stanąć. Jam Erchard von Rundstedt starościc kłodzki. (Nie wiem czy taka tytulatura istniała w XII wieku, ale chyba nikt się nie obrazi).


[offtopic]Araven:
Urząd starosty wprowadził Wacław, po koronacji na króla Polski, czyli wkrótce, ale Śląsk należał do Czech wtedy, to starościc Kłodzki raczej ujdzie.[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2014, 23:27 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 27 lipca 2014, 20:18

Alfonso uśmiechnął się słysząc niemieckiego rycerza. Popatrzył na swoich współbraci i zobaczywszy że wrażenie na nich przemowa von Faeuchtwangena wywarła podobne jak na nim samym. Dostojnie pokiwał głową, zgadzając się z rycerzem.

"My, bracia zakonu Templariuszy również podróżujemy w stronę ziem królestwa ... Polskiego. To że spotkaliśmy się z tak pobożnym rycerzem z pewnością jest Boską łaską. Zwą mnie Alfonso Buonafiori, jestem kapelanem Zakonu."

Kapelan zaofiarował pomoc odziałku Templariuszy. A i braciszkowie się trochę rozruszają wycinając wilki. Boży wojownicy potrzebują wyzwań by testować siłę swej wiary ...
Przydałby się medyk, bo jakoś mi się nie widzi by wilczki ot tak sobie poradziły ze zdziczałymi wieśniakami. ;)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 lipca 2014, 20:29

[offtopic]zastanwiam sie tak czysto teoretycznie jak na Polske mowili owczesni podwladni niemieckich, czeskich, polskich książąt. Kraj byl w okreise rozbicia dzielnicowego i podzielony miedzy Piastow. Bylo Krolestwo Polskie, czy tylko Księstwa Polskie, Piastowskie.[/offtopic]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 28 lipca 2014, 05:41

Nie przez przypadek Michał zyskał sobie przychylność i protekcję Mikulasa. Bystry młodzieniec o twarzy oszpeconej przebytą ospą sprawił się wyśmienicie. Choć pora była popołudniowa zdołał przyprowadzić wóz a i zdrowo wyglądającego osła. Łamignata zganił nieco, bo przepłacił nadto, a i prowiantu jak dla całej książęcej armii nakupił. Pochwalił się do tego z dumą, że gębę obił jednemu, co to się chyba za nim po ulicy szwendał.
Mikulas w tym czasie uwijał się, by sprawy wszelkie dopiąć na ostatni guzik, wreszcie wieczorem gotowi byli do drogi. Opuszczać jednak miasto zmierzchającą porą uchodziło za rzecz hultajom i szemranym charakterom przynależną, toteż Mikulas nie chciał dodatkowym uszczerbkiem na reputacji ryzykować, czekając do rana w nerwach nieprzespawszy trzeciej części nocy. Gdy jednak pierwsze promienie słońca pojawiły się nad horyzontem solidne kółka wózeczka zaterkotały miarowo, gdy trójka spiesznych podróżników ruszyła ku bramie.
Strażnik nie wyrzekł ni słowa, lecz bacznie się Mikulasowi przyglądał, by w chwilę potem rzec cszeptane słowo na ucho swemu kompanowi. Niechętne spojrzenia odprowadziły ich jeszcze chwilę, a Mikulas zaskoczony się poczuł wielce i zadziwiony szybkością rozchodzenia się plotek.
Nie ujechali daleko, jak Michał spostrzegł długi orszak zbrojny, eskortujący czarną jak bezksiężycowa noc karocę. Zatrwożony pomocnik zwrócił uwagę na rycerzy, spośród których kilku miało na piersi krzyże czerwone, takoż same jako i te, które zdobił piersi niedawnych dręczycieli rodziny Mikulasa.

[center]***[/center]

Rosły giermek von Feuchtwangena oczekiwał rycerzy przed gospodą. Było z nim czterech jeszcze rycerzy, wielkich i mocarnych jak dęby. Skromnie, lecz dostojnie się prezentowali, choć Rundstetowi wydało się raczej, że rycerze to jedynie paradni. Zębów za dużo mieli, szram żadnych i znamion widocznych. W pancerzach wypolerowanych, w porannym brzasku lśniących.
Rycerz spod Ciechanowa poprawiając juki zauważył, że owi rycerze wyposażeniem przewyższali go nieco, lecz nie zwykł wstydzić się swej skromności, która raczej ze względów praktycznych wynikała, niż niedostatku.
Alfonso z zaciekawieniem wpatrywał się w karocę, lecz gdy tylko postąpił krok w jej stronę, drogę zastąpił mu jeden z rycerzy von Feuchtwangena. Zaskoczyło to nieco templariusza nawykłego, że wszyscy ustępują mu z drogi. Uszanował jednak zapalczywe spojrzenie młokosa uśmiechając się jedynie. Tenże w odpowiedzi pochylił głowę przedstawiając się przy tym jako giermek tego, który do wspólnej wyprawy ich nakłonił. Nie pytany wspomniał przy tym głośno, by usłyszeli to wszyscy, że rycerz znamienity Zygfryd von Feuchtwangen wyruszył bardzo wcześnie, by przedpole wybadać wraz z najętym przewodnikiem.
Wspomniał jeszcze i o tym, by uszanować spokój ducha tych, których ciała do ziemi rodzinnej w honorowej misji wieźć będą, a które w karocy w zdobnych trumnach spoczywają. Uprosił, by ciekawości nadmiernej zaniechać i wieczny odpoczynek zmarłych możliwie cicho w podróży respektować.
Ruszyło dwunastu zbrojnych porankiem dwudziestego szóstego dnia miesiąca Września roku Pańskiego 1291 ku Sudetom, różnymi motywami serca i ducha kierowanych.
Mikulas- orszak porusza się wolno, ale przed wieczorem was dogoni. Oczekujecie ich, czy też próbujecie się ukryć? Czy podróżujecie dalej tym samym tempem?
[offtopic]Wacław II Czeski wkrótce będzie się także tytułował królem Polski. Stąd pozwolę sobie na takowe nazewnictwo podzielonych rozbiciem dzielnicowym ziem.[/offtopic]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 28 lipca 2014, 11:34

Podróżujemy dalej, tym samym tempem. Nie uciekamy, nie czekamy, a jak się nadto zbliżą, to im ustąpimy drogę.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 lipca 2014, 11:53

Konrad Nałęcz dyskretnie spoglądał na współtowarzyszy, starając się ocenić na ile są doświadczeni w boju, a na ile tylko udają takich.
Preferowano tu ciężkie uzbrojenie, Konrad jednakże nawykł do walki jako lekkozbrojny, nie kwapił się do zakuwania w ciężką zbroję, mimo, ze stać go było na zakup takowej,, jak i ciężkiego rumaka.
Został przy skórzni i swoim szybkim i lekkim, ale i wytrzymałym wierzchowcu.

Mazowszanin baczył także na innych podróżnych. Dumał nad dziwnymi atakami wilczych watah, w jesieni, miast w zimie. Teraz zwierza było w bród. To jakaś diabelska sprawka, albo bajanie miejscowych.
Mazowsze było częścią Królestwa Polskiego, rozbitego jednak na dzielnice, jednakże władcy Mazowsza starali się zachować jak największą niezależność, lawirując między Zakonem Krzyżackim, polską, Węgrami i Czechami.
Konrad był z Mazowsza, ale czuł się Polakiem, co potwierdziła jeno odbyta podróż, w Królestwie Polskim taką samą mową mówiono jako na Mazowszu, za swojak go biorąc.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 28 lipca 2014, 14:12

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy oddział von Feuchtwangena zrównał się z niechętnymi wspólnej podróży Czechami. Czerwone krzyże rozpaliły wzrok Mikulasa płomieniem wściekłości czyniąc go zbiegiem, intruzem we własnym mieście. Przez zaciśnięte zęby odmówił propozycji omal nie krztusząc się, gdy pomiędzy rozmawiającymi zakonnikami usłyszał nazwisko Buonafiori. Mikulas pochylił wzrok ku ziemi starając się zachować zdrowy rozsądek, by nie zdradzić się gniewem.

Pozwolili się więc minąć rozbiwszy przed nocą małe obozowisko. Noc okazała się chlodniejsza niż przypuszczał. Dawno nie podróżował. Nawykł do mieszczańskiego życia. Zramolał nieco. Mikulas przyrządzał właśnie potrawkę warzywną, gdy Tichy poczuł znaną sobie woń.
Wzbudziło to jego niepokój. Znał dobrze ołowiany, ciężki zapach krwi. Unosiła się w nocnym powietrzu, balansowała, tańczyła, przeplatała się z zapachami lasu.
Wzmożyli czujność, lecz nie usłyszeli nic. Ucichły sowy, złamana gałązka strzeliła w zaroślach. Łamignat zacisnął pałkę wielkimi dłońmi.
W głębinach mrocznego lasu, gdy na niebie zalśnił księżyc dostrzegli parę błyszczących, żółtych oczu.
Wilki... -wyszpetał Łamignat cofając się o krok. Serce Mikulasa zadudniło mocniej, wiedział że drapieżcy zapolują właśnie na niego. Był wolniejszy od swych sług. Najgorszy koszmar z otchłani lasu. Rozszarpią go z łatwością. Co go podkusiło, by opuszczać dom?
Zjedzą go, przegryzą krtań, rozwłóczą wnętrzności po lesie. Diabelskie bestie. Wcielone zło!

Koval złapał go za rękę, lecz co mógł wiedzieć? Z pewnością są inne! Mikulas rozglądał się szybko we wszystkich kierunkach wypatrując tego, czego najbardziej się obawiał. Mogły ich tu być setki!
Spoiler!
Wilki są najgorszym krewnym psa. Mikulas zaś posiada fobię przed nimi. Nie jest też zbyt odważny. Test był pechowy. Uciekniesz w las, w nocy, w mrok. Opisz to samodzielnie. To naprawdę poważna sytuacja.
[center]***[/center]

Von Feuchtwangen dołączył do nich dopiero, gdy rozbili obozowisko. Oczekiwali na niego z winem i pieczonym mięsiwem dooskonale przyrządzonym przez jednego Zygfrydowego giermka. Któryś z templariuszy zaśmiał się zapytawszy, czy orężem macha tak wprawnie jak rożnem, lecz Alfonso skarcił go natychmiast, krótko i surowo. Znał ten temperament młodzików do sprawdzania się i rywalizowania. Zwłaszcza gorący w sercach tych, którzy przysięgali wstrzemięźliwość.
Zygfryd odmówił kolacji odwołując się do nawyków, nad którymi nie zechciał się nadmiernie rozwodzić. Trzy, czy pięć razy okrążył karocę, upewniając się o bezpieczeństwie snu zmarłych. Zmówił modlitwę i polecił zwiadowcy, co razem z nim podróżował opisać zawiłości drogi, która ich czekała.
Zapowiedział także, że w dniu kolejnym również będzie podróżował przodem.
Człek honoru. Niezłomny rycerz oddany sprawie wrażenie wywarł na Konradzie niezwykłe. Wydawał się rześki i wypoczęty, dniem jazdy nie zmęczon zupełnie.

ODPOWIEDZ