: 23 lipca 2014, 00:38
Mniejszy z rycerzy, co rozsądniejszym się wydawał pokręcił nieco wąsem cmokając zarazem w nieco śmieszny sposób.
Wrócim tu niebawem, a jeśli łeż nam wciskałeś żadna cię protekcja przed bożym gniewem nie wyratuje. Nie będę cię przed własną rodziną upokarzać, lecz czas na rozmyślunek daję do jutrzejszego wieczora. Spiskiem to przeciw Kościołowi pachnie. Tedy dom ten pełen zaduchu opuszczę niezwłocznie.
Vladek! Idziemy!
Opuścili dom Mikulasa pozostawiając go z myślami.
Pytające spojrzenie żony i dzieci okazało się nader trudne do uniesienia. Mikulas opadł na drewniane krzesło niczym młot kowalski. Przez moment mocno zakręciło mu się w głowie.
[center]***[/center]
Plując i przeklinając wracał von Rundstedt do zajazdu, w którym spędził kilka ostatnich tygodni. Pogrążony w myślach, skupiony na celu w jakim przyjechał do Pragi nie zważał jednak na szybko przemijających gości, ba! Nawet imienia właściciela nie spamiętał.
W głównej izbie napotkał ucztujących braci. Siarczyście urągali saracenom i poganom. Nieprzystojnym wręcz objawiając się zachowaniem.
Kolejni, których Pan na ciężkie wystawiał próby. Czterech mężczyzn coraz zuchwalej pozwalało sobie na zaczepki, postura zaś ich jak i szpetne rany zdobiące oblicza, pancerze wysłużone i znoszone onuce jasno do zrozumienia dawały, że niejedną bitwę w życiu widzieli.
I hałasowaliby pewnie coraz głośniej, nie uciszani przez nikogo, gdyby nie pojawienie się tego, który musiał im być przywódcą.
Pojawił się znienacka, niby duch. Stał na szczycie schodków wiodących do pokoi, w których i von Rundstedt nocował.
Ucichli niby gromem rażeni.
Wrócim tu niebawem, a jeśli łeż nam wciskałeś żadna cię protekcja przed bożym gniewem nie wyratuje. Nie będę cię przed własną rodziną upokarzać, lecz czas na rozmyślunek daję do jutrzejszego wieczora. Spiskiem to przeciw Kościołowi pachnie. Tedy dom ten pełen zaduchu opuszczę niezwłocznie.
Vladek! Idziemy!
Opuścili dom Mikulasa pozostawiając go z myślami.
Pytające spojrzenie żony i dzieci okazało się nader trudne do uniesienia. Mikulas opadł na drewniane krzesło niczym młot kowalski. Przez moment mocno zakręciło mu się w głowie.
[center]***[/center]
Plując i przeklinając wracał von Rundstedt do zajazdu, w którym spędził kilka ostatnich tygodni. Pogrążony w myślach, skupiony na celu w jakim przyjechał do Pragi nie zważał jednak na szybko przemijających gości, ba! Nawet imienia właściciela nie spamiętał.
W głównej izbie napotkał ucztujących braci. Siarczyście urągali saracenom i poganom. Nieprzystojnym wręcz objawiając się zachowaniem.
Kolejni, których Pan na ciężkie wystawiał próby. Czterech mężczyzn coraz zuchwalej pozwalało sobie na zaczepki, postura zaś ich jak i szpetne rany zdobiące oblicza, pancerze wysłużone i znoszone onuce jasno do zrozumienia dawały, że niejedną bitwę w życiu widzieli.
I hałasowaliby pewnie coraz głośniej, nie uciszani przez nikogo, gdyby nie pojawienie się tego, który musiał im być przywódcą.
Pojawił się znienacka, niby duch. Stał na szczycie schodków wiodących do pokoi, w których i von Rundstedt nocował.
Ucichli niby gromem rażeni.
Rikandur i 8art- pora na ładniutkie opisy Waszych postaci.


