Mamy 4 +1 rzut razem 5 minus 2 trudności, imponujący sukces (bo 3 sukcesy). Tym samym dokładne info jak wyżej.
PBF - Płomień Assurbanipala
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Chen Shu ocenia ich rozmiary na zbliżone do ludzkich, ale są bardzo silne, raczej nie poruszały się na 2 nogach, jak ludzie, a w inny sposób.
Mechanika: Spostrzegawczość na 4 trudność testu 2, rzut +1 (Przezwyciężanie).
Mamy 4 +1 rzut razem 5 minus 2 trudności, imponujący sukces (bo 3 sukcesy). Tym samym dokładne info jak wyżej.
Mamy 4 +1 rzut razem 5 minus 2 trudności, imponujący sukces (bo 3 sukcesy). Tym samym dokładne info jak wyżej.
Ostatnio zmieniony 30 lipca 2014, 21:33 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
- Nie sądzę żeby coś takiego pojawiło się bardzo niedawno. Ta wioska została wymordowana parę miesięcy temu. Z drugiej strony nie mogli też pojawić się bardzo dawno, bo wiedzieliby o nich Atlajowie. No chyba że wszystko co wiedzą o tej krainie pochodzi z opowieści ludzi którzy stąd uciekali - prowadził wywód Tranicos.
- Nie będę ukrywał, panowie. Wiemy za mało. Za mało żeby podjąć jakąkolwiek rozsądną decyzję. Jak zwykle zresztą. Wniosek z tego nasuwa się sam: róbmy to co zwykle. Idziemy do szamana, obojętnie czy żyje czy nie. Cokolwiek by się nie działo, gdy tam dotrzemy dowiemy się więcej.
- Nie będę ukrywał, panowie. Wiemy za mało. Za mało żeby podjąć jakąkolwiek rozsądną decyzję. Jak zwykle zresztą. Wniosek z tego nasuwa się sam: róbmy to co zwykle. Idziemy do szamana, obojętnie czy żyje czy nie. Cokolwiek by się nie działo, gdy tam dotrzemy dowiemy się więcej.
- Tak, albo będziemy pożywką dla robactwa. Cudownie. Dobra, zbieramy dupska, nie podoba mi się tutaj - mruknął Zorian, poprawiając swój nowy miecz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Odnalezienie pala
Po chwili awanturnicy, raz jeszcze obrzuciwszy wioskę uważnym spojrzeniem, ruszyli przed siebie.
Na zachód od wioski wyrastał rzadki pas lasu, przechodzący w szerokie pasmo sawanny, falującego
morza traw sięgających człowiekowi do piersi, czasami nawet jeszcze wyższych. Dalej znowu las, szybko przeradzający się w gęstą dżunglę.
Awanturnicy spoglądali na rozciągającą się przed nimi krainę. Na wschodzie wznosiło się łukiem zakrzywionym ku północy i południowi pasmo gór, na ogół nagich i łysych. Na południu ciągnęły się aż po horyzont, a ich poszarpane kontury przypominały Drussowi wzgórza Cymerii. Bliżej znajdował się łagodnie sfałdowany teren, zadrzewiony wprawdzie dość gęsto, lecz o ileż mniej gęsto niż dżungla. Wydawało się, że jest to rozległy płaskowyż, od wschodu zamknięty górami, a od zachodu sawanną.
Ruszyliście na wschód długim, płynnym, nie znającym zmęczenia krokiem. Gdzieś za wami skradały się pewnie jakieś czarne ludożercze diabły i nie mieliście ochoty znaleźć się w ślepym
zaułku.
Została z tyłu milcząca wieś i ciężar jej sekretów i śmierci. Na tajemniczej wyżynie panowała absolutna cisza. Nie słychać było śpiewu ptaków i tylko niema ara przemykała między konarami drzew. Zakłócały tę ciszę jedynie kocie kroki waszej grupy i 10 tragarzy (w tym 4 myśliwych) i niosący głos bębnów szept wiatru.
Nagle Tranicos zobaczył między drzewami obraz, którego nieoczekiwana groza sprawiła, że jego serce zabiło szybciej. Kilka chwil później stał oko w oko z samą Grozą, straszliwą i całkowitą.
Pośrodku rozległej polany wbity był pal, do którego przywiązano coś, co kiedyś było czarnym człowiekiem . Wiecie, jak nieludzcy i okrutni potrafią być ludzie. Lecz wstrząsnęło wami nie potworność jego ran, choć były straszne, ale to, że ten ludzki strzęp żył jeszcze. Gdy bowiem zbliżaliście się, uniosła się zwieszona na poharataną pierś jego głowa. Miotana z boku na bok, bryzgała krwią z resztek uszu, a spomiędzy obdartych ze skóry warg wydobywał się zwierzęcy ni to płacz ni skowyt.
Po chwili awanturnicy, raz jeszcze obrzuciwszy wioskę uważnym spojrzeniem, ruszyli przed siebie.
Na zachód od wioski wyrastał rzadki pas lasu, przechodzący w szerokie pasmo sawanny, falującego
morza traw sięgających człowiekowi do piersi, czasami nawet jeszcze wyższych. Dalej znowu las, szybko przeradzający się w gęstą dżunglę.
Awanturnicy spoglądali na rozciągającą się przed nimi krainę. Na wschodzie wznosiło się łukiem zakrzywionym ku północy i południowi pasmo gór, na ogół nagich i łysych. Na południu ciągnęły się aż po horyzont, a ich poszarpane kontury przypominały Drussowi wzgórza Cymerii. Bliżej znajdował się łagodnie sfałdowany teren, zadrzewiony wprawdzie dość gęsto, lecz o ileż mniej gęsto niż dżungla. Wydawało się, że jest to rozległy płaskowyż, od wschodu zamknięty górami, a od zachodu sawanną.
Ruszyliście na wschód długim, płynnym, nie znającym zmęczenia krokiem. Gdzieś za wami skradały się pewnie jakieś czarne ludożercze diabły i nie mieliście ochoty znaleźć się w ślepym
zaułku.
Została z tyłu milcząca wieś i ciężar jej sekretów i śmierci. Na tajemniczej wyżynie panowała absolutna cisza. Nie słychać było śpiewu ptaków i tylko niema ara przemykała między konarami drzew. Zakłócały tę ciszę jedynie kocie kroki waszej grupy i 10 tragarzy (w tym 4 myśliwych) i niosący głos bębnów szept wiatru.
Nagle Tranicos zobaczył między drzewami obraz, którego nieoczekiwana groza sprawiła, że jego serce zabiło szybciej. Kilka chwil później stał oko w oko z samą Grozą, straszliwą i całkowitą.
Pośrodku rozległej polany wbity był pal, do którego przywiązano coś, co kiedyś było czarnym człowiekiem . Wiecie, jak nieludzcy i okrutni potrafią być ludzie. Lecz wstrząsnęło wami nie potworność jego ran, choć były straszne, ale to, że ten ludzki strzęp żył jeszcze. Gdy bowiem zbliżaliście się, uniosła się zwieszona na poharataną pierś jego głowa. Miotana z boku na bok, bryzgała krwią z resztek uszu, a spomiędzy obdartych ze skóry warg wydobywał się zwierzęcy ni to płacz ni skowyt.
Co robicie ? ew. w jakim języku do niego przemawiacie?
W poście nr 1 są Wasze aktualne Postacie. Niekiedy nieco różne od tego co dostałem. Zajrzyjcie. Vanko zyskał możność walki batem w jednej i sejmiatarem w drugiej dłoni. Chen Shu szablą w jednej i może rzucać 2 szpile lub gwiazdki z drugiej dłoni.
Ostatnio zmieniony 31 lipca 2014, 11:55 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Rozmowa z ofiarą przy palu
Druss rzekł, nawet się nie pytaj zwiadowco i daj mu wody.
Murzyn przy palu skinął głową jakby w podzięce, łapczywie przełykając wodę z bukłaka swoimi spierzchniętymi wargami.
Spomiędzy pokruszonych zębów dobiegły słowa, niepewne i ciche, nieskładne i przerywane ślinieniem się i bełkotem. Ten ludzki strzęp mówił językiem pokrewnym narzeczom Atlajów i Kuszytów, których w czasie swych długich wędrówek Vanko i niektórzy inni spośród was nauczyli się. Zrozumieliście więc, że ofiara tkwi przy palu już długo, wiele księżyców, jak mamrotał murzyn w malignie nadchodzącej śmierci, a przez cały ten czas złe istoty zabawiały się nim wedle swych nieludzkich zachcianek. Wymienił ich nazwę, lecz nie zrozumieliście jej. Słowo brzmiało jak akaana.
Lecz to nie owe akaana przywiązały go tutaj. Umęczony zewłok wybełkotał imię Goru, który był kapłanem i który zbyt mocno zacisnął sznur na jego nogach. Chen Shu zdziwił się, w jaki sposób wspomnienie tak niewielkiego bólu zdołało przebyć krwawe labirynty tortur, skoro murzyn pamiętał ten ból nawet teraz.
Na dodatek, ku przerażeniu Drussa, czarny mówił o swoim bracie, który pomagał go przywiązywać. Łkał, przy tym jak dziecko, a wilgoć tworzyła krwawe łzy w pustych oczodołach. Bełkotał coś o oszczepach, połamanych przed laty podczas jakichś zapomnianych już łowów.
Tranicos delikatnie rozciął murzynowi więzy i złożył na trawie jego umęczone ciało. Starał się być ostrożny, ludzki wrak wił się jednak i skamlał jak zdychający pies, a krew pociekła na nowo z licznych szram. Zorian zauważył, że rany wyglądają raczej na zadane przez kły i szpony niż przez noże i włócznie.
Wreszcie praca dobiegła końca i zakrwawione, wymęczone ciało spoczęło na miękkiej murawie.
Druss otworzył bukłak i wlał między pokaleczone wargi kolejne kilka łyków wody.
Opowiedz nam o tych diabłach , rzekł pochylając się.
Na Croma boga mego ludu!. Ta zbrodnia zostanie pomszczona, choćby wszystkie demony stanęły mi na drodze.
Wątpić należy, czy te słowa dotarły do konającego. Usłyszeliście, za to inny dźwięk. Ara, z typową dla swego gatunku ciekawością, wyleciała z pobliskiego zagajnika i przefrunęła tak nisko, że jej wielkie skrzydła musnęły włosy Cymeryjczyka. Na głos uderzeń tych skrzydeł murzyn uniósł się i krzyknął, a Chen Shu wiedział, że krzyk ten do śmierci będzie prześladował go w sennych koszmarach.
Skrzydła! Skrzydła! Znowu nadchodzą! Och, łaski, skrzydła!
Z jego ust strumieniem bluznęła krew. Po chwili już nie żył.
Druss rzekł, nawet się nie pytaj zwiadowco i daj mu wody.
Murzyn przy palu skinął głową jakby w podzięce, łapczywie przełykając wodę z bukłaka swoimi spierzchniętymi wargami.
Spomiędzy pokruszonych zębów dobiegły słowa, niepewne i ciche, nieskładne i przerywane ślinieniem się i bełkotem. Ten ludzki strzęp mówił językiem pokrewnym narzeczom Atlajów i Kuszytów, których w czasie swych długich wędrówek Vanko i niektórzy inni spośród was nauczyli się. Zrozumieliście więc, że ofiara tkwi przy palu już długo, wiele księżyców, jak mamrotał murzyn w malignie nadchodzącej śmierci, a przez cały ten czas złe istoty zabawiały się nim wedle swych nieludzkich zachcianek. Wymienił ich nazwę, lecz nie zrozumieliście jej. Słowo brzmiało jak akaana.
Lecz to nie owe akaana przywiązały go tutaj. Umęczony zewłok wybełkotał imię Goru, który był kapłanem i który zbyt mocno zacisnął sznur na jego nogach. Chen Shu zdziwił się, w jaki sposób wspomnienie tak niewielkiego bólu zdołało przebyć krwawe labirynty tortur, skoro murzyn pamiętał ten ból nawet teraz.
Na dodatek, ku przerażeniu Drussa, czarny mówił o swoim bracie, który pomagał go przywiązywać. Łkał, przy tym jak dziecko, a wilgoć tworzyła krwawe łzy w pustych oczodołach. Bełkotał coś o oszczepach, połamanych przed laty podczas jakichś zapomnianych już łowów.
Tranicos delikatnie rozciął murzynowi więzy i złożył na trawie jego umęczone ciało. Starał się być ostrożny, ludzki wrak wił się jednak i skamlał jak zdychający pies, a krew pociekła na nowo z licznych szram. Zorian zauważył, że rany wyglądają raczej na zadane przez kły i szpony niż przez noże i włócznie.
Wreszcie praca dobiegła końca i zakrwawione, wymęczone ciało spoczęło na miękkiej murawie.
Druss otworzył bukłak i wlał między pokaleczone wargi kolejne kilka łyków wody.
Opowiedz nam o tych diabłach , rzekł pochylając się.
Na Croma boga mego ludu!. Ta zbrodnia zostanie pomszczona, choćby wszystkie demony stanęły mi na drodze.
Wątpić należy, czy te słowa dotarły do konającego. Usłyszeliście, za to inny dźwięk. Ara, z typową dla swego gatunku ciekawością, wyleciała z pobliskiego zagajnika i przefrunęła tak nisko, że jej wielkie skrzydła musnęły włosy Cymeryjczyka. Na głos uderzeń tych skrzydeł murzyn uniósł się i krzyknął, a Chen Shu wiedział, że krzyk ten do śmierci będzie prześladował go w sennych koszmarach.
Skrzydła! Skrzydła! Znowu nadchodzą! Och, łaski, skrzydła!
Z jego ust strumieniem bluznęła krew. Po chwili już nie żył.
Jakie wnioski, co czynicie dalej?
Ostatnio zmieniony 31 lipca 2014, 13:54 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Zniszczona wioska.
Vanko uśmiechnął się do siebie, a oczy Drussa zagotowały się w gniewie. Cymeryjczyk nienawidził tej wewnętrznej bezduszności zamorianina, której nie pierwszy dawał już wyraz.
Rosły zdobywca skarbów acherońskiego dziedzictwa, który prócz sporej ilości wina obwiesił się na tę wyprawę w złote pierścienie i drogocennne obręcze nie czynił jednak tego ku złośliwości, chłód i chciwość, pragnienie bogactwa wyssał z pierwszym łykiem mleka swej matki dziwki, której imienia już nawet nie pamiętał.
Dobrego nigdy za wiele.. -pochylił się nad ciałem tego, który mógł być wodzem, lub szamanem, a może po prostu kimś znaczniejszym w wiosce. Zdecydowanym ruchem zerwał z jego szyi naszyjnik. Założył na swą szyję dumny z łupów.
To dobry omen! -wykrzyknął okazując zadowolenie z łatwego łupu.
Po chwili dostrzegł to samo, co inni. Pomimo panującego upału czuł, jak krew zamarza w jego sercu.
Czarownicy... -burknął pod nosem. Słowo to urastało już w jego umyśle do rangi srogiego przekleństwa.
[center]***[/center]
Pal.
Niespecjalnie widziała się zamorianinowi dalsza wyprawa. Stracił zainteresowanie bogactwami, które mogli pozyskać. Dostrzegł to także w oczach swoich kompanów. Jednak inna myśl zaczęła nękać jego osąd.
Coś.. jakieś plugawe diabelstwo wyrasta tuż pod naszymi progami. Jeśli czegoś nie uczynimy, za parę lat możemy mieć do czynienia z potęgą, której nie stawimy czoła.
To dzieje się chyba od niedawna. Rozum nakazuje sądzić, że ktoś tu dopiero walczy o wpływy.
I nadzieja, bardziej nadzieja, niż rozum... dokończył już w myślach, po czym zaklął głośno karcąc się za głupie myślenie. W ten sposób zwykli myśleć bowiem niewolnicy, dopełniający żywota pozostając w kajdanach.
Vanko uśmiechnął się do siebie, a oczy Drussa zagotowały się w gniewie. Cymeryjczyk nienawidził tej wewnętrznej bezduszności zamorianina, której nie pierwszy dawał już wyraz.
Rosły zdobywca skarbów acherońskiego dziedzictwa, który prócz sporej ilości wina obwiesił się na tę wyprawę w złote pierścienie i drogocennne obręcze nie czynił jednak tego ku złośliwości, chłód i chciwość, pragnienie bogactwa wyssał z pierwszym łykiem mleka swej matki dziwki, której imienia już nawet nie pamiętał.
Dobrego nigdy za wiele.. -pochylił się nad ciałem tego, który mógł być wodzem, lub szamanem, a może po prostu kimś znaczniejszym w wiosce. Zdecydowanym ruchem zerwał z jego szyi naszyjnik. Założył na swą szyję dumny z łupów.
To dobry omen! -wykrzyknął okazując zadowolenie z łatwego łupu.
Po chwili dostrzegł to samo, co inni. Pomimo panującego upału czuł, jak krew zamarza w jego sercu.
Czarownicy... -burknął pod nosem. Słowo to urastało już w jego umyśle do rangi srogiego przekleństwa.
[center]***[/center]
Pal.
Niespecjalnie widziała się zamorianinowi dalsza wyprawa. Stracił zainteresowanie bogactwami, które mogli pozyskać. Dostrzegł to także w oczach swoich kompanów. Jednak inna myśl zaczęła nękać jego osąd.
Coś.. jakieś plugawe diabelstwo wyrasta tuż pod naszymi progami. Jeśli czegoś nie uczynimy, za parę lat możemy mieć do czynienia z potęgą, której nie stawimy czoła.
To dzieje się chyba od niedawna. Rozum nakazuje sądzić, że ktoś tu dopiero walczy o wpływy.
I nadzieja, bardziej nadzieja, niż rozum... dokończył już w myślach, po czym zaklął głośno karcąc się za głupie myślenie. W ten sposób zwykli myśleć bowiem niewolnicy, dopełniający żywota pozostając w kajdanach.
Ostatnio zmieniony 31 lipca 2014, 15:05 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
- Cóż, i tak go miałem dobić. Szkoda było wody - sapnął Zorian, nieco zły na takie oczywiste marnotrastwo. Dalej, śpieszmy to tego szamana. Im dalej jedziemy tym ciekawiej... Mam wrażenie, że jakiś dziki, prymitywny wręcz szczep małp grasuje w okolicy, zjadając tych, co nie zdołali uciec przed plemiennymi wojenkami. Jazda! Nie patrzmy na to, tylko morale nam podupada.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Tranicos przy okazji szepnął do Zoriana:
- To ściema dla tragarzy, prawda? Chyba nie wierzysz że takie coś mogły zrobić małpy?
Tranicos próbował zgrać sobie poszczególne elementy układanki. Chen Shu twierdził, że mają jakieś sześć stóp wzrostu. Ale szkielet na drzewie...
Pogranicznik palnął się w głowę. No jasne. Dwa typy stworów. Jedne ludzkiego wzrostu, szponiaste i zdolne wejść na dach chaty, na której Kithajczyk znalazł ślady pazurów, a drugie wielkie i zdolne dorzucić sto trzydzieści funtów na sześćdziesiąt stóp wzwyż. Pewnie to do tych mniejszych odnosiło się słowo "skrzydła", które dzikus wrzasnął w przedśmiertnej maglinie. Tranicos zanotował w pamięci, że przeciwnik może umieć latać.
Skoro do pala przywiązał go kapłan... Niektóre wioski najwyraźniej próbują przekupić te stwory swoimi ludźmi. Głupcy. Ale w sumie to ich jedyny ratunek. Grają na czas i liczą na cud. No, jeżeli częścią zmierzającego właśnie na ich ziemie cudu są Zorian i Vanko, to chyba bardziej będzie im się opłacało zostać przywiązanym do słupa. Na twarzy pogranicznika zagościł lekki uśmiech.
- Z czego się tak śmiejesz? - spytał Vanko.
- A, wyobraziłem sobie Sethmesa przywiązanego do tego słupa - odrzekł szybko pogranicznik.
- To ściema dla tragarzy, prawda? Chyba nie wierzysz że takie coś mogły zrobić małpy?
Tranicos próbował zgrać sobie poszczególne elementy układanki. Chen Shu twierdził, że mają jakieś sześć stóp wzrostu. Ale szkielet na drzewie...
Pogranicznik palnął się w głowę. No jasne. Dwa typy stworów. Jedne ludzkiego wzrostu, szponiaste i zdolne wejść na dach chaty, na której Kithajczyk znalazł ślady pazurów, a drugie wielkie i zdolne dorzucić sto trzydzieści funtów na sześćdziesiąt stóp wzwyż. Pewnie to do tych mniejszych odnosiło się słowo "skrzydła", które dzikus wrzasnął w przedśmiertnej maglinie. Tranicos zanotował w pamięci, że przeciwnik może umieć latać.
Skoro do pala przywiązał go kapłan... Niektóre wioski najwyraźniej próbują przekupić te stwory swoimi ludźmi. Głupcy. Ale w sumie to ich jedyny ratunek. Grają na czas i liczą na cud. No, jeżeli częścią zmierzającego właśnie na ich ziemie cudu są Zorian i Vanko, to chyba bardziej będzie im się opłacało zostać przywiązanym do słupa. Na twarzy pogranicznika zagościł lekki uśmiech.
- Z czego się tak śmiejesz? - spytał Vanko.
- A, wyobraziłem sobie Sethmesa przywiązanego do tego słupa - odrzekł szybko pogranicznik.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zwiadowca kanibali
Zaalarmował was zakiś cichy dźwięk, a może tylko jego wilczy instynkt, sprawił, że obejrzeliście się.
Coś poruszyło się na drugim końcu polany i wśród wysokich traw dostrzegliście obrzydliwą, czarną twarz z kółkiem z kości słoniowej w płaskim nosie, rozwarte grube wargi, odsłaniające zęby, których spiłowane czubki widoczne były nawet z tej odległości, oczy jak paciorki, niskie, cofnięte czoło zwieńczone grzywą kędzierzawych włosów. Nim ta twarz zdążyła się skryć, skoczyliście pod
osłonę drzew, otaczających polanę.
Zaalarmował was zakiś cichy dźwięk, a może tylko jego wilczy instynkt, sprawił, że obejrzeliście się.
Coś poruszyło się na drugim końcu polany i wśród wysokich traw dostrzegliście obrzydliwą, czarną twarz z kółkiem z kości słoniowej w płaskim nosie, rozwarte grube wargi, odsłaniające zęby, których spiłowane czubki widoczne były nawet z tej odległości, oczy jak paciorki, niskie, cofnięte czoło zwieńczone grzywą kędzierzawych włosów. Nim ta twarz zdążyła się skryć, skoczyliście pod
osłonę drzew, otaczających polanę.
Co robicie, to raczej zwiadowca grupy łowieckiej kanibali. Jest około 30 metrów od was. Na pewno was widział.
Chcecie go zlikwidować, czy wypuścić i zrobić zasadzkę na kanibali idących za wami? Czy coś innego jeszcze?
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2014, 10:56 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Bez zbędnego gadania Zorian ściągnął kuszę z pleców i posłał bełt prosto w posępny czerep zwiadowcy kanibali.
- A masz, kurwiszonie - syknął, pociągając za spust.
- A masz, kurwiszonie - syknął, pociągając za spust.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)