Rozmowa z ofiarą przy palu
Druss rzekł,
nawet się nie pytaj zwiadowco i daj mu wody.
Murzyn przy palu skinął głową jakby w podzięce, łapczywie przełykając wodę z bukłaka swoimi spierzchniętymi wargami.
Spomiędzy pokruszonych zębów dobiegły słowa, niepewne i ciche, nieskładne i przerywane ślinieniem się i bełkotem. Ten ludzki strzęp mówił językiem pokrewnym narzeczom Atlajów i Kuszytów, których w czasie swych długich wędrówek
Vanko i niektórzy inni spośród was nauczyli się.
Zrozumieliście więc, że ofiara tkwi przy palu już długo, wiele księżyców, jak mamrotał murzyn w malignie nadchodzącej śmierci, a przez cały ten czas złe istoty zabawiały się nim wedle swych nieludzkich zachcianek. Wymienił ich nazwę, lecz nie zrozumieliście jej. Słowo brzmiało jak
akaana.
Lecz to nie owe akaana przywiązały go tutaj. Umęczony zewłok wybełkotał imię
Goru, który był kapłanem i który zbyt mocno zacisnął sznur na jego nogach. Chen Shu zdziwił się, w jaki sposób wspomnienie tak niewielkiego bólu zdołało przebyć krwawe labirynty tortur, skoro murzyn pamiętał ten ból nawet teraz.
Na dodatek, ku przerażeniu
Drussa, czarny mówił o swoim bracie, który pomagał go przywiązywać. Łkał, przy tym jak dziecko, a wilgoć tworzyła krwawe łzy w pustych oczodołach. Bełkotał coś o oszczepach, połamanych przed laty podczas jakichś zapomnianych już łowów.
Tranicos delikatnie rozciął murzynowi więzy i złożył na trawie jego umęczone ciało. Starał się być ostrożny, ludzki wrak wił się jednak i skamlał jak zdychający pies, a krew pociekła na nowo z licznych szram.
Zorian zauważył, że rany wyglądają raczej na zadane przez kły i szpony niż przez noże i włócznie.
Wreszcie praca dobiegła końca i zakrwawione, wymęczone ciało spoczęło na miękkiej murawie.
Druss otworzył bukłak i wlał między pokaleczone wargi kolejne kilka łyków wody.
Opowiedz nam o tych diabłach , rzekł pochylając się.
Na Croma boga mego ludu!. Ta zbrodnia zostanie pomszczona, choćby wszystkie demony stanęły mi na drodze.
Wątpić należy, czy te słowa dotarły do konającego. Usłyszeliście, za to inny dźwięk. Ara, z typową dla swego gatunku ciekawością, wyleciała z pobliskiego zagajnika i przefrunęła tak nisko, że jej wielkie skrzydła musnęły włosy Cymeryjczyka. Na głos uderzeń tych skrzydeł murzyn uniósł się i krzyknął, a
Chen Shu wiedział, że krzyk ten do śmierci będzie prześladował go w sennych koszmarach.
Skrzydła! Skrzydła! Znowu nadchodzą! Och, łaski, skrzydła!
Z jego ust strumieniem bluznęła krew. Po chwili już nie żył.
Jakie wnioski, co czynicie dalej?