PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Stojąc pod ciemnym niebem, olbrzymią przestrzenią roziskrzoną delikatnie blaskiem gwiazd, wiedźma przyjęła podany jej sztylet. Oświetlone trupią łuną księżyca ostrze zdawało się łaknąć krwi. Płynnym, szybkim gestem nacięła więc wnętrze swej dłoni, oddając ciepłą posokę pokrytej śniegiem ziemi. Czerwień rozlanej krwi zdawała się pulsować niczym jej własne serce. Sięgnęła do niego głęboko, tętniącego centrum jej istoty. Każde jego bicie było jednym ze słów przysięgi, płynącymi bezpośrednio do jej bogini, strażniczki mądrości i tajemnic:
- Tu i teraz, w obecności żywych i umarłych, składam przed Tobą przysięgę Jezzo, Pani głębin mórz. Klnę się, że nie wyjawię nikomu co moje oczy ujrzały we wnętrzu kurhanu, ni nie zdradzę miejsca spoczynku Haurra Gromodzierżcy i jego towarzyszy. Jeżeli jakikolwiek słowem lub gestem złamałabym złożone na tej ziemi przyrzeczenie, niechaj dosięgnie mnie klątwa twojego spojrzenia, a moje ciało i imię zostanie zapomniane pośród ciemnych odmętów wód i szeptów umarłych.
[center]A więc dokonało się...[/center]
- Tu i teraz, w obecności żywych i umarłych, składam przed Tobą przysięgę Jezzo, Pani głębin mórz. Klnę się, że nie wyjawię nikomu co moje oczy ujrzały we wnętrzu kurhanu, ni nie zdradzę miejsca spoczynku Haurra Gromodzierżcy i jego towarzyszy. Jeżeli jakikolwiek słowem lub gestem złamałabym złożone na tej ziemi przyrzeczenie, niechaj dosięgnie mnie klątwa twojego spojrzenia, a moje ciało i imię zostanie zapomniane pośród ciemnych odmętów wód i szeptów umarłych.
[center]A więc dokonało się...[/center]
Ostatnio zmieniony 30 października 2015, 17:45 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Słowa zostały wypowiedziane i krew splamiła ziemię, przypieczętowując przysięgę. Upiór spojrzał na nich, gdy ostatnie czerwone krople wsiąkły w śnieg i uśmiechnął się lekko.
- Pokój pomiędzy żywymi a umarłymi - szepnął. - Dokonało się.
A później jego sylwetka rozwiała się w nocnym powietrzu. Subtelne wrażenie obecności, które nie opuszczało ich ani na chwilę zniknęło. I poczuli, że zostali sami.
[center]
[/center]
[center]***[/center]
Olaf odsunął od siebie pusty talerz, beknął donośnie i sięgnął po kufel piwa. Siedzący obok Vidgar kończył właśnie posiłek, wycierając gęsty sos kawałkiem żytniego placka, podczas gdy Kyariel obracał w rękach odnaleziony w kurhanie talizman. Także skończyli późne śniadanie, w pustej chwilowo "Miodnej Sali". Było już dobrze po południu, wydarzenia poprzedniej nocy sprawiły bowiem, iż wstali, gdy słońce stało wysoko. Większość mieszkańców Ersor zajęta była swoimi sprawami, rzadko kto zali siedział o tej porze w karczmie. Jedynie członkowie wyprawy pojawiali się regularnie w izbie, aby zjeść coś, czy zagrać w kości. Nikt się nie spieszył, starając się zachować siły na dalszą wyprawę. Ten i kolejny dzień bowiem zarezerwowane były na odpoczynek, zarówno dla koni jak i istot, wyleczenie zbolałych mięśni i porządne wygrzanie kości przed dalszą drogą. Wiedzieli, że przez najbliższy miesiąc, a być może więcej, nie dane im będzie ujrzeć żadnych osiedli ludzkich. Ni tym bardziej wygrzać się przy kominku.
Mieli już wstawać, gdy drzwi od karczmy otworzyły się ostrożnie. Do środka wtoczył się Jusse, dźwigając wypchaną torbę. Na widok siedzących przy stole osób rozpromienił się wyraźnie i pospieszył ku nim, stawiając na blacie swój ciężar, który brzęknął cicho spotykając się z drewnem.
- I jak, wierzyta mi teraz? - zapytał z niepokojem, siadając na ławie obok - Widzieliśta upiora? Azali ostawi mnie w spokoju?
Słowa zostały wypowiedziane i krew splamiła ziemię, przypieczętowując przysięgę. Upiór spojrzał na nich, gdy ostatnie czerwone krople wsiąkły w śnieg i uśmiechnął się lekko.
- Pokój pomiędzy żywymi a umarłymi - szepnął. - Dokonało się.
A później jego sylwetka rozwiała się w nocnym powietrzu. Subtelne wrażenie obecności, które nie opuszczało ich ani na chwilę zniknęło. I poczuli, że zostali sami.
[center]
[/center][center]***[/center]
Olaf odsunął od siebie pusty talerz, beknął donośnie i sięgnął po kufel piwa. Siedzący obok Vidgar kończył właśnie posiłek, wycierając gęsty sos kawałkiem żytniego placka, podczas gdy Kyariel obracał w rękach odnaleziony w kurhanie talizman. Także skończyli późne śniadanie, w pustej chwilowo "Miodnej Sali". Było już dobrze po południu, wydarzenia poprzedniej nocy sprawiły bowiem, iż wstali, gdy słońce stało wysoko. Większość mieszkańców Ersor zajęta była swoimi sprawami, rzadko kto zali siedział o tej porze w karczmie. Jedynie członkowie wyprawy pojawiali się regularnie w izbie, aby zjeść coś, czy zagrać w kości. Nikt się nie spieszył, starając się zachować siły na dalszą wyprawę. Ten i kolejny dzień bowiem zarezerwowane były na odpoczynek, zarówno dla koni jak i istot, wyleczenie zbolałych mięśni i porządne wygrzanie kości przed dalszą drogą. Wiedzieli, że przez najbliższy miesiąc, a być może więcej, nie dane im będzie ujrzeć żadnych osiedli ludzkich. Ni tym bardziej wygrzać się przy kominku.
Mieli już wstawać, gdy drzwi od karczmy otworzyły się ostrożnie. Do środka wtoczył się Jusse, dźwigając wypchaną torbę. Na widok siedzących przy stole osób rozpromienił się wyraźnie i pospieszył ku nim, stawiając na blacie swój ciężar, który brzęknął cicho spotykając się z drewnem.
- I jak, wierzyta mi teraz? - zapytał z niepokojem, siadając na ławie obok - Widzieliśta upiora? Azali ostawi mnie w spokoju?
Wszyscy: Jesteście zdrowi, wyspani, najedzeni i macie pełny poziom Energii.
Dziś i jutro macie dzień odpoczynku. Wyruszacie pojutrze (16 Mroliścia, w Xevar).
Zakładam, że Mag rano (Alfry śpią mniej niż ludzie) zidentyfikuje przedmioty:
Kryształowy Amulet: +1 P. Mi. Wody, Stała Aura Magiczna +2, +1 do Umysł nad Materią (Zdolności Astralne) ;
Pierścień z malachitem: +1 do P. Mi. Ziemi, +1 do Uzdrawiania (Magia Energii), +5 Odp;
Złota bransoleta z granatem: 50% odporności na Ogień, +1 P. Mi. Ognia, raz dziennie Szał Bojowy na K6 R;
Łuk z krzyczącą twarzą: +10 PA, może strzelać magicznymi, eterycznymi strzałami, które nie zadają obrażeń lecz obniżają Energię. Wymaga to wydatku własnej energii - 1 punkt to 1 strzała.
Vidgar zamiast przedmiotu wybrał tajemniczą kość, którą trzyma pewnie przy sobie.
Dziś i jutro macie dzień odpoczynku. Wyruszacie pojutrze (16 Mroliścia, w Xevar).
Zakładam, że Mag rano (Alfry śpią mniej niż ludzie) zidentyfikuje przedmioty:
Kryształowy Amulet: +1 P. Mi. Wody, Stała Aura Magiczna +2, +1 do Umysł nad Materią (Zdolności Astralne) ;
Pierścień z malachitem: +1 do P. Mi. Ziemi, +1 do Uzdrawiania (Magia Energii), +5 Odp;
Złota bransoleta z granatem: 50% odporności na Ogień, +1 P. Mi. Ognia, raz dziennie Szał Bojowy na K6 R;
Łuk z krzyczącą twarzą: +10 PA, może strzelać magicznymi, eterycznymi strzałami, które nie zadają obrażeń lecz obniżają Energię. Wymaga to wydatku własnej energii - 1 punkt to 1 strzała.
Vidgar zamiast przedmiotu wybrał tajemniczą kość, którą trzyma pewnie przy sobie.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Widzieliśmy! - ryknął Olaf, waląc w stół otwartą ręką. Wszyscy zamilkli. Olaf zmrużył groźnie oczy, zrobił zasępioną minę i wycedził przez zęby:
- Nigdy nie ostawi cię w spokoju, bowiem uwielbia dręczyć takich pijusów, jak ty! - oskarżycielsko wyciągnął palec wskazujący w przerażonego Jusse. - Dopóki butelka i kufel będą twymi towarzyszami, nigdy nie zaznasz spokoju! - wykrzyczał zwiadowca, krzyżując ręce na piersi i patrząc z góry, zaśmiał się cicho.

Olaf zdecydowanie musiał oczyścić umysł i wrócić na dobrą ścieżkę swojego głupkowatego humoru, a wtłaczający się do karczmy alkoholik był jego idealnym kozłem ofiarnym.
- Aha! I kazał ci jeszcze coś przekazać... - dodał już cichym tonem, zbliżając swoją twarz w cuchnącą samogonem gębę Jusse. - Życzy ci dzisiaj dobrej nocy...
Olaf wyszczerzył białe zęby w uśmiechu. Machnął na karczmarza, by podał kolejną kolejkę.
- Bo nas się to oczywiście nie tyczy - wzruszył ramionami i dodał usprawiedliwiająco, patrząc na zszokowanego Jusse.
He, he, he! Dałbym wszystkie pieniądze, żeby jeszcze kiedyś zobaczyć taką zszokowaną facjatę! - Olaf niemal kulił się w środku ze śmiechu. Wygląda, jakby mu ktoś do butelki nalał sików od Tańczącego!
- Nigdy nie ostawi cię w spokoju, bowiem uwielbia dręczyć takich pijusów, jak ty! - oskarżycielsko wyciągnął palec wskazujący w przerażonego Jusse. - Dopóki butelka i kufel będą twymi towarzyszami, nigdy nie zaznasz spokoju! - wykrzyczał zwiadowca, krzyżując ręce na piersi i patrząc z góry, zaśmiał się cicho.

Olaf zdecydowanie musiał oczyścić umysł i wrócić na dobrą ścieżkę swojego głupkowatego humoru, a wtłaczający się do karczmy alkoholik był jego idealnym kozłem ofiarnym.
- Aha! I kazał ci jeszcze coś przekazać... - dodał już cichym tonem, zbliżając swoją twarz w cuchnącą samogonem gębę Jusse. - Życzy ci dzisiaj dobrej nocy...
Olaf wyszczerzył białe zęby w uśmiechu. Machnął na karczmarza, by podał kolejną kolejkę.
- Bo nas się to oczywiście nie tyczy - wzruszył ramionami i dodał usprawiedliwiająco, patrząc na zszokowanego Jusse.
He, he, he! Dałbym wszystkie pieniądze, żeby jeszcze kiedyś zobaczyć taką zszokowaną facjatę! - Olaf niemal kulił się w środku ze śmiechu. Wygląda, jakby mu ktoś do butelki nalał sików od Tańczącego!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
- Słowa mojego towarzysza mogą brzmieć dla Ciebie bardzo przerażająco, ale istotnie, nic dobrego nie przyjdzie z zaglądania tak często na dno kufelka. Wiesz Jusse... trunek nazbyt mami zmysły, a w amoku alkoholowym łatwo popełnić błąd, narażając się na przykład na gniew ducha, którego się nieumyślnie obraziło. Ale nie martw się - tu czarownica zrobiła krótką przerwę. Spoglądając starcowi głęboko w oczy, kontynuowała - jeśli przyrzekniesz przed sobą tu i teraz, że już nie tkniesz więcej gorzałki, to nim się obejrzysz, twoje życie zmieni się na lepsze. Nikt nie będzie miał prawa nazywać Ciebie pijaczyną. A i posiadając jaśniejszy umysł, będziesz bardziej ostrożny, przez co nie będziesz musiał aż tak lękać się zagrożenia ze strony duchów.
Reakcja Zwiadowcy wydaje się czarownicy aż nazbyt brutalna, tym bardziej, że starzec pewnie cały czas się obawiał tej zjawy, nie mogąc zmrużyć oka i popadając co raz bardziej w stan upojenia. Ale może i strach będzie na tyle silny, że mężczyzna przestanie się upijać.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Stary Juisse po słowach Olafa cofnął się gwałtownie, niemal spadając z ławy. Przez chwilę patrzył na niego szeroko otwartymi oczyma, jakby jego umysł potrzebował czasu, aby w pełni zrozumieć, co się właściwie stało. Zbladł wyraźnie, a dolna warga zaczęła mu nieco drżeć. Prawie nie zwrócił uwagi na słowa czarownicy, zaszokowany reakcją Zwiadowcy. Otrząsnął się jednak wreszcie i wyjąkał płaczliwie:
- Aaale prze... przecież ja tylko chciałem, by sobie poszedł... - mówiąc spoglądał bezradnie to na Vidgara to na Kyariela, starając się omijać wzrokiem Olafa. - Szanuję duchy prze... przeca... Mówiłem, że mu... Że... że... żertwę złożyć mo... mo... mogę. A on nic? To ja pójdę już... Tego... Doma pójdę... Sam trafię...
Dźwignął się z ławy, zamierzając najwyraźniej pospiesznie opuścić towarzystwo.
Stary Juisse po słowach Olafa cofnął się gwałtownie, niemal spadając z ławy. Przez chwilę patrzył na niego szeroko otwartymi oczyma, jakby jego umysł potrzebował czasu, aby w pełni zrozumieć, co się właściwie stało. Zbladł wyraźnie, a dolna warga zaczęła mu nieco drżeć. Prawie nie zwrócił uwagi na słowa czarownicy, zaszokowany reakcją Zwiadowcy. Otrząsnął się jednak wreszcie i wyjąkał płaczliwie:
- Aaale prze... przecież ja tylko chciałem, by sobie poszedł... - mówiąc spoglądał bezradnie to na Vidgara to na Kyariela, starając się omijać wzrokiem Olafa. - Szanuję duchy prze... przeca... Mówiłem, że mu... Że... że... żertwę złożyć mo... mo... mogę. A on nic? To ja pójdę już... Tego... Doma pójdę... Sam trafię...
Dźwignął się z ławy, zamierzając najwyraźniej pospiesznie opuścić towarzystwo.
Testy społeczne:
Olaf: Test Zastraszania (Aut + Zastraszanie)
33 + 3 + 20 (modyfikator za sprzyjającą sytuację) = 56; Rzut: 54. Test udany, bez przebić. Jusse będzie zaszokowany twoją reakcją i spróbuje oddalić się możliwie najszybciej, nie wchodząc w dalsze dyskusje. Masz wrażenie, że to co mówiłęś o piciu chyba do niego nie dotarło. Jedyne co zrozumiał, to że duch będzie straszył go dalej.
Norlaug: Test Perswazji (Cha + Perswazja)
32 - 10 (za brak umiejętności) + 10 (modyfikator za sprzyjającą sytuację) = 32; Rzut: 50. Bez sukcesu. Zszokowany słowami Olafa Jusse nie zwróci na Ciebie specjalnej uwagi.
Na testy społeczne ma też często wpływ Status Społeczny - Wasz jednak jest za niski, abyście otrzymali dzięki niemu jakiś bonus.
Olaf: Test Zastraszania (Aut + Zastraszanie)
33 + 3 + 20 (modyfikator za sprzyjającą sytuację) = 56; Rzut: 54. Test udany, bez przebić. Jusse będzie zaszokowany twoją reakcją i spróbuje oddalić się możliwie najszybciej, nie wchodząc w dalsze dyskusje. Masz wrażenie, że to co mówiłęś o piciu chyba do niego nie dotarło. Jedyne co zrozumiał, to że duch będzie straszył go dalej.
Norlaug: Test Perswazji (Cha + Perswazja)
32 - 10 (za brak umiejętności) + 10 (modyfikator za sprzyjającą sytuację) = 32; Rzut: 50. Bez sukcesu. Zszokowany słowami Olafa Jusse nie zwróci na Ciebie specjalnej uwagi.
Na testy społeczne ma też często wpływ Status Społeczny - Wasz jednak jest za niski, abyście otrzymali dzięki niemu jakiś bonus.
Ostatnio zmieniony 03 listopada 2015, 16:44 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Stój, Josse! Nie słuchaj go, on łże i chce Cie tylko nastraszyć. Prawda jest taka, że poszliśmy tam, ale nikogo nie spotkaliśmy, ni żywego ni też ducha. A zbadaliśmy okolice dokładnie. Więc w tym co mówi nasz towarzysz jest jednak coś z prawdy, bo wygląda na to, że długotrwałe picie spowodowało u Ciebie omamy..a to oznaka początków delirium..po którym następuje rychły i nieprzyjemny koniec. Więc jesli Ci Twoje zdrowie i życie choć trochę miłe też radzę zerwać z nałogiem. Już teraz zobacz na jaką smieszność Cię to przed wszystkimi tu obecnymi naraziło...
Jeśli Olaf zechce mi przerwać, lub ktokolwiek będzie się rwał by zaprzeczać kopię go pod stołem i chrząkam znacząco, lub uciszam w jakis inny sposób
Kyariel nie chce by ludzie obecni w karczmie, ani wogóle ktokolwiek dowiedział się, że duch przy kurhanie jest prawdziwy. Nie chce wzbudzać zainteresowania tamtym miejscem, by nikt nie próbowal znów włamywać się tam i zakłócać spokoju duchom, którym coś przecież przyrzekali. Jest zły na Olafa za jego niewyparzony język i tentencję do wątpliwych żartów.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Po słowach Kyariela przy stole zapadła nagle krępująca cisza. Wszyscy wbili wzrok w Alfra, zdumieni jego wypowiedzią. Nawet Hattr, grający w kości na sąsiedniej ławie, z jakimiś dwoma robotnikami, zamknął gębę i zaczął obserwować rozwój sytuacji. Karczmarz zaś, będący najwyraźniej człekiem doświadczonym w swym fachu, czym prędzej pospieszył, aby schować dzban, stający na najbliższej ławie. Olaf powoli odstawił kufel, gdy zaczęło dochodzić do niego, że Mag właśnie publicznie zarzucił mu kłamstwo...
Po słowach Kyariela przy stole zapadła nagle krępująca cisza. Wszyscy wbili wzrok w Alfra, zdumieni jego wypowiedzią. Nawet Hattr, grający w kości na sąsiedniej ławie, z jakimiś dwoma robotnikami, zamknął gębę i zaczął obserwować rozwój sytuacji. Karczmarz zaś, będący najwyraźniej człekiem doświadczonym w swym fachu, czym prędzej pospieszył, aby schować dzban, stający na najbliższej ławie. Olaf powoli odstawił kufel, gdy zaczęło dochodzić do niego, że Mag właśnie publicznie zarzucił mu kłamstwo...
Generalnie zarzucenie komuś kłamstwa publicznie jest przez Nardlens widziane bardzo źle. Zwłaszcza, że ceni się wśród nich honor, który określa wartość mężczyzny.
Uwagi co do bójek: W karczmie nie można używać broni ostrej, ani magii bojowej. Jest to wbrew prawu i karane bywa banicją lub nawet śmiercią (w skrajnych przypadkach). Można natomiast lać się po pysku standardowo, lub przy pomocy np. krzesła.
Uwagi co do bójek: W karczmie nie można używać broni ostrej, ani magii bojowej. Jest to wbrew prawu i karane bywa banicją lub nawet śmiercią (w skrajnych przypadkach). Można natomiast lać się po pysku standardowo, lub przy pomocy np. krzesła.
Ostatnio zmieniony 04 listopada 2015, 11:07 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Vidgar wstał niespiesznie ale wyraźnie było widać że zachowanie spokoju kosztuje go dużo wysiłków. Wstając odstawił kufel na stół z wyraźnym rąbnięciem a krople piwa - mimo, że nie było go zbyt dużo w naczyniu, opryskały delikatnie wszystkich przy stole i niektórych przy sąsiednim.
- Olafie, weź proszę tego pomyleńca na zewnątrz i nakładź mu przykładnie po mordzie aż otrzeźwieje bo jak jeszcze raz takie banialuki zacznie przy mnie prawić to za siebie nie ręczę - Młodemu Ejnherierowi wyraźnie drgała powieka.
- A teraz słuchajcie poczciwi mieszkańcy Ersor! - raczej ryknął niż powiedział Vidgar - Wielu z was zna tą legendę ale chyba niewielu w nią wierzy, chodzi mi o bitwę spod Szarych Grzbietów i miejsce pochówku Haurra Gromodzierżdżcy! Otóż byliśmy wczoraj na kurhanie a ci z nas, którzy się na rzeczy znają to jest obecna tutaj mądra kobieta Norlaug i ja sam, który jestem Ejnherierem, rozmawialiśmy z duchem i niech wam od dziś będzie wiadomo, że istotnie duch ten to nikt inny a sam Haurr Gromodzierżdżca! Na Ridvinę i krew swoją się klnę, że jest tak jak mówię. - to mówiąc rozejrzał się z żądzą krwi w oczach po zebranych, szukając niedowiarków - Powiedzcie tedy swoim dzieciom a one niech powiedzą swoim, że od dziś o miejsce jego pochówku winniście należycie zadbać i cześć mu należytą oddawać jak i innym, pochowanym tam jego towarzyszom. Haurr Gromodzierżca tułał się po okolicach przy księżycu wielce nierad, że wasza pamięć była tak krótka i o tak zacnym bohaterze żeście pozapominali.
- Wiedz tedy Josse, że to coś widział było naprawdę tylko żeś nieuczony w sprawach ducha i nie dane ci było pojąć co zmarły mówił. Ci dwaj żartownisie natomiast bawią się twoim kosztem bo słusznie lżą cię za twoją słabość do butelki. I dobrze bo ci się należy skoro żeś takiego bohatera zobaczył i uciekł w popłochu. Dbaj więc o ten kurhan i nie pij na litość bo nikt ci nie uwierzy, że tam Haurr Gromodzierżdżca leży i zaraz znowu wszyscy o tym zapomną. Bo kto by dał wiary takiemu opojowi?
- Co tedy zrobicie mieszkańcy Ersor z tą wiedzą? Dalej będziecie udawać, że o niczym nie wiecie i czci zmarłym wojownikom, tym którzy przelali krew byście wy i wasze dzieci mogli się narodzić, nie oddacie? Czy zrehabilitujecie się w obliczu bogów i własnych przodków i uczynicie co trzeba i legendę o Haurre wskrzesicie w swych sercach?
Vidgar przez chwilę wahał się jakby jeszcze chciał coś dodać ale wyraźnie poruszony usiadł na powrót i dopił resztę piwa.
- Olafie, weź proszę tego pomyleńca na zewnątrz i nakładź mu przykładnie po mordzie aż otrzeźwieje bo jak jeszcze raz takie banialuki zacznie przy mnie prawić to za siebie nie ręczę - Młodemu Ejnherierowi wyraźnie drgała powieka.
- A teraz słuchajcie poczciwi mieszkańcy Ersor! - raczej ryknął niż powiedział Vidgar - Wielu z was zna tą legendę ale chyba niewielu w nią wierzy, chodzi mi o bitwę spod Szarych Grzbietów i miejsce pochówku Haurra Gromodzierżdżcy! Otóż byliśmy wczoraj na kurhanie a ci z nas, którzy się na rzeczy znają to jest obecna tutaj mądra kobieta Norlaug i ja sam, który jestem Ejnherierem, rozmawialiśmy z duchem i niech wam od dziś będzie wiadomo, że istotnie duch ten to nikt inny a sam Haurr Gromodzierżdżca! Na Ridvinę i krew swoją się klnę, że jest tak jak mówię. - to mówiąc rozejrzał się z żądzą krwi w oczach po zebranych, szukając niedowiarków - Powiedzcie tedy swoim dzieciom a one niech powiedzą swoim, że od dziś o miejsce jego pochówku winniście należycie zadbać i cześć mu należytą oddawać jak i innym, pochowanym tam jego towarzyszom. Haurr Gromodzierżca tułał się po okolicach przy księżycu wielce nierad, że wasza pamięć była tak krótka i o tak zacnym bohaterze żeście pozapominali.
- Wiedz tedy Josse, że to coś widział było naprawdę tylko żeś nieuczony w sprawach ducha i nie dane ci było pojąć co zmarły mówił. Ci dwaj żartownisie natomiast bawią się twoim kosztem bo słusznie lżą cię za twoją słabość do butelki. I dobrze bo ci się należy skoro żeś takiego bohatera zobaczył i uciekł w popłochu. Dbaj więc o ten kurhan i nie pij na litość bo nikt ci nie uwierzy, że tam Haurr Gromodzierżdżca leży i zaraz znowu wszyscy o tym zapomną. Bo kto by dał wiary takiemu opojowi?
- Co tedy zrobicie mieszkańcy Ersor z tą wiedzą? Dalej będziecie udawać, że o niczym nie wiecie i czci zmarłym wojownikom, tym którzy przelali krew byście wy i wasze dzieci mogli się narodzić, nie oddacie? Czy zrehabilitujecie się w obliczu bogów i własnych przodków i uczynicie co trzeba i legendę o Haurre wskrzesicie w swych sercach?
Vidgar przez chwilę wahał się jakby jeszcze chciał coś dodać ale wyraźnie poruszony usiadł na powrót i dopił resztę piwa.
Początek wypowiedzi jest na pełnej kurwie. Wyraźnie słychać po głosie, że gość się ledwo kontroluje. Z czasem złość ustępuje (powoli) miejsca powadze i przejęciu. Na końcu pozostaje odrobina złości i wzruszenie.
- Wychodzimy - wycedził przez zęby Olaf kierując swoje słowa do Kyariela. Odłożył swoją broń na stół kładąc koło siedzącej przy stole wiedźmy i podciągał rękawy dając znać alfrowi, co się zaraz wydarzy. W drodze do wyjścia ruszał głową na boki i strzelał palcami, rozgrzewając się do bójki.
- Będziemy się bić gołymi rękami i nogami. Racja będzie po stronie wygranego! - ogłosił donośnym głosem, wychodząc na zewnątrz.
Humor popsuł mu się momentalnie. Normalnym przecież było stosować półprawdy - bądź je naginać - w ramach żartowania. Zaś ktoś, kto nazywał młodego Wilka kłamcą bez wyraźnych powodów, i to jeszcze pośród innych Nardlens, zasługiwał tylko na łomot. Choć Olaf zdawał sobie sprawę, że Alfr jest nieco większy i prawdopodobnie silniejszy, to mimo to postanowił pokazać mu, że nie siła lecz technika czyni królika płodniejszym od byka.
- Będziemy się bić gołymi rękami i nogami. Racja będzie po stronie wygranego! - ogłosił donośnym głosem, wychodząc na zewnątrz.
Humor popsuł mu się momentalnie. Normalnym przecież było stosować półprawdy - bądź je naginać - w ramach żartowania. Zaś ktoś, kto nazywał młodego Wilka kłamcą bez wyraźnych powodów, i to jeszcze pośród innych Nardlens, zasługiwał tylko na łomot. Choć Olaf zdawał sobie sprawę, że Alfr jest nieco większy i prawdopodobnie silniejszy, to mimo to postanowił pokazać mu, że nie siła lecz technika czyni królika płodniejszym od byka.
Olaf zamierza otłuc Kyariela po gębie, bijąc się pięściami, kopiąc i próbując stosować dźwignie i rzuty. Będzie też uważać, by walczyć honorowo i nie kopać leżącego.
O ile Kyariel będzie miał jaja, by walczyć...
O ile Kyariel będzie miał jaja, by walczyć...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-No to się porobiło...gdzie mój głos rozsądku, gdy jest potrzebny...No ale teraz za późno, nie ma wyjścia trzeba walczyć. Z drugiej strony dawno tego nie robiłem nie używając magii...A kto wie może jak damy sobie po mordzie dojdziemy potem do porozumienia. No a upuścić z siebie trochę emocji tez się przyda. Chyba trochę popłynęłem na fali oddania Ridvinie. I widać jeszcze nie dojść krwii i przemocy. No to zaczynajmy!
-Idziemy!- rzucił lakonicznie Kyariel. Wiedział, że i tak już powiedział dostatecznie dużo i bylo mu trochę głupio, ale mężczyzna musi ponosić konsekwencje swoich czynów a perspektywa walki go w głębi duszy radowała, choć nie chce za bardzo psuć swoim zachowaniem relacji w drużynie.
-Idziemy!- rzucił lakonicznie Kyariel. Wiedział, że i tak już powiedział dostatecznie dużo i bylo mu trochę głupio, ale mężczyzna musi ponosić konsekwencje swoich czynów a perspektywa walki go w głębi duszy radowała, choć nie chce za bardzo psuć swoim zachowaniem relacji w drużynie.
Będę walczył wręcz i również honorowo.
Ostatnio zmieniony 05 listopada 2015, 15:27 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=Np4gH8KHNfw[/center]
Przemowa Vidgara zapewne wypadłaby dużo bardziej dramatycznie, gdyby miał większą ilość słuchaczy. W karczmie jednak było zaledwie siedmiu mieszkańców Ersor, wliczając w to starego Jusse, Karczmarza, jego żonę i syna. Pozostała tróję stanowiło dwóch robotników grających z Hatrem w kości i jakiś kupiec, jedzący zupę w kącie. Wszyscy jednak wysłuchali młodego Einherjera w skupieniu.
- Ten młodzian dobrze prawi! - poparł go natychmiast karczmarz, poruszony najwyraźniej wizją świetlanej przyszłości, jaką zapewniłby jego karczmie znajdujący się w pobliżu kurhan bohatera. - Zawsze mówiłem, że dawne opowieści prawdę powiadają! Trza nam teraz starą Yrsę znad strumienia wezwać, ofiary złożyć i duchom przodków cześć oddać!
- Jusse, ty durny opoju! Toć nie umiesz kurhanu bohatera odróżnić od zwykłego wzgórza? - zawołał jeden z dwóch robotników, najwyraźniej zapominając, że sam wcale nie okazał się bardziej spostrzegawczy. Starzec mruknął jedynie coś niezrozumiałego w swą brodę i skulił się w sobie.
Olaf i Kyariel wstali w tym czasie od stołu i skierowali się na zewnątrz. Wszyscy obecni ruszyli za nimi co żywo, odkłądając kwestie kurchanu na później. Nikt nie chciał bowiem stracić szansy na obejrzenie porządnego mordobicia. A wszakże zanosiło się na nie. Syn karczmarza, szczupły młokos, zajęty dotąd przecieraniem stołów, wyforsował się do przodu i wypadł na zewnątrz, wołając:
- Luuudzie! Bitka będzie! Pospieszajcie, ino żywo!
[center]
[/center]
Wrzeszczał tak, ile sił w płucach, tak, że kiedy wyszli na zewnątrz, ujrzeli kilka osób śpieszących na plac przed karczmą. W większości byli to oderwani od pracy od pracy rzemieślnicy i kupcy. Pojawiło się nawet kilka niewiast. Widząc na cop się zanosi taksowali wzrokiem obu przeciwników, obstawiając zakłady. Wtem przez szereg nadchodzących przepchnęli się Vilberg i Brnjar. A widząc co się święci, obaj przyspieszyli kroku.
- Co tu się dzieje, na O'gena!? - huknął Vilberg, podchodząc.
- Kyariel zarzucił twemu synowi, że łże parszywie - pospieszył z wyjaśnieniami Hatr.
- Aaa, takie buty... - Vilberg pogładził brodę i wziął się pod boki. - A sądziłby kto, że czarodzieje mają więcej rozumu! Nuże, synu! Bij w Alfra! Nie będzie sobie gęby naszym honorem wycierał!
Dopingowany przez ojca Olaf poczuł przypływ słusznego animuszu. Stanęli naprzeciw siebie, pozwalając by krąg ciekawskich otoczył ich. Kyariel wziął w głęboki wdech, czując jak dotyk mroźnego powietrza przenika go dreszczem, bolesnym i przyjemnym zarazem.
- Zaczynajcie! - krzyknął Vilberg. No i zaczęło się.
Kyariel był szybszy. Wrodzony elfom refleks pozwolił mu wyprowadzić pierwszy cios. Olaf jednak nie czekał, aż pięść maga dosięgnie celu, zwinnie uniknął uderzenia i wyprowadził własne. Wypity w karczmie alkohol, obecność gapiów i świadomość, że nie może zbłaźnić się przed ojcem i kuzynem, dodały sił młodemu zwiadowcy. Być może aż nadto, bowiem nie chciał uderzyć tak mocno. Lata spędzone na studiowaniu ksiąg nie pomogły jednak Adeptowi w walce, osłabiając jego szybkość reakcji. Nie zdołał uniknąć uderzenia. Pięść Olafa napotkała nos Alfra i złamała go z chrupnięciem, za czym posłała czarodzieja na śnieg, w wirującym rozbryzgu karmazynowych kropel. Kyariel nie poczuł uderzenia. Ujrzał jeno błysk, potężny niczym magiczna eksplozja, który rychło przeszedł w karmazynowe, bolesne pulsowanie. Podniósł rękę do twarzy dotykając czegoś lepkiego i ciepłego, co pozostawało na palcach... Dopiero po chwili pojął, że siedzi na śniegu. Jego głowę i nos wypełniał ogień. Poczuł napływ mdłości, powstrzymał je jednak w ostatniej chwili. Spojrzał w górę. Twarze ludzi, skrawki kobaltowego nieba i dachy domostw... Wszystko wirowało w obłędnym tańcu, a śnieg wydawał się tak przeraźliwie, tak oślepiająco jasny... Znów zrobiło mu się niedobrze i w nagłym przebłysku zrozumienia, pojął, że jednak musi zwymiotować...
- Olafie, Vidgarze, pozbierajcie go. I chodźmy do środka, napić się - dobiegł go z oddali głos Vilberga. - Alfr zapłacił już za swoją głupotę. Nie ma co żywić urazy.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=Np4gH8KHNfw[/center]
Przemowa Vidgara zapewne wypadłaby dużo bardziej dramatycznie, gdyby miał większą ilość słuchaczy. W karczmie jednak było zaledwie siedmiu mieszkańców Ersor, wliczając w to starego Jusse, Karczmarza, jego żonę i syna. Pozostała tróję stanowiło dwóch robotników grających z Hatrem w kości i jakiś kupiec, jedzący zupę w kącie. Wszyscy jednak wysłuchali młodego Einherjera w skupieniu.
- Ten młodzian dobrze prawi! - poparł go natychmiast karczmarz, poruszony najwyraźniej wizją świetlanej przyszłości, jaką zapewniłby jego karczmie znajdujący się w pobliżu kurhan bohatera. - Zawsze mówiłem, że dawne opowieści prawdę powiadają! Trza nam teraz starą Yrsę znad strumienia wezwać, ofiary złożyć i duchom przodków cześć oddać!
- Jusse, ty durny opoju! Toć nie umiesz kurhanu bohatera odróżnić od zwykłego wzgórza? - zawołał jeden z dwóch robotników, najwyraźniej zapominając, że sam wcale nie okazał się bardziej spostrzegawczy. Starzec mruknął jedynie coś niezrozumiałego w swą brodę i skulił się w sobie.
Olaf i Kyariel wstali w tym czasie od stołu i skierowali się na zewnątrz. Wszyscy obecni ruszyli za nimi co żywo, odkłądając kwestie kurchanu na później. Nikt nie chciał bowiem stracić szansy na obejrzenie porządnego mordobicia. A wszakże zanosiło się na nie. Syn karczmarza, szczupły młokos, zajęty dotąd przecieraniem stołów, wyforsował się do przodu i wypadł na zewnątrz, wołając:
- Luuudzie! Bitka będzie! Pospieszajcie, ino żywo!
[center]
[/center]Wrzeszczał tak, ile sił w płucach, tak, że kiedy wyszli na zewnątrz, ujrzeli kilka osób śpieszących na plac przed karczmą. W większości byli to oderwani od pracy od pracy rzemieślnicy i kupcy. Pojawiło się nawet kilka niewiast. Widząc na cop się zanosi taksowali wzrokiem obu przeciwników, obstawiając zakłady. Wtem przez szereg nadchodzących przepchnęli się Vilberg i Brnjar. A widząc co się święci, obaj przyspieszyli kroku.
- Co tu się dzieje, na O'gena!? - huknął Vilberg, podchodząc.
- Kyariel zarzucił twemu synowi, że łże parszywie - pospieszył z wyjaśnieniami Hatr.
- Aaa, takie buty... - Vilberg pogładził brodę i wziął się pod boki. - A sądziłby kto, że czarodzieje mają więcej rozumu! Nuże, synu! Bij w Alfra! Nie będzie sobie gęby naszym honorem wycierał!
Dopingowany przez ojca Olaf poczuł przypływ słusznego animuszu. Stanęli naprzeciw siebie, pozwalając by krąg ciekawskich otoczył ich. Kyariel wziął w głęboki wdech, czując jak dotyk mroźnego powietrza przenika go dreszczem, bolesnym i przyjemnym zarazem.
- Zaczynajcie! - krzyknął Vilberg. No i zaczęło się.
Kyariel był szybszy. Wrodzony elfom refleks pozwolił mu wyprowadzić pierwszy cios. Olaf jednak nie czekał, aż pięść maga dosięgnie celu, zwinnie uniknął uderzenia i wyprowadził własne. Wypity w karczmie alkohol, obecność gapiów i świadomość, że nie może zbłaźnić się przed ojcem i kuzynem, dodały sił młodemu zwiadowcy. Być może aż nadto, bowiem nie chciał uderzyć tak mocno. Lata spędzone na studiowaniu ksiąg nie pomogły jednak Adeptowi w walce, osłabiając jego szybkość reakcji. Nie zdołał uniknąć uderzenia. Pięść Olafa napotkała nos Alfra i złamała go z chrupnięciem, za czym posłała czarodzieja na śnieg, w wirującym rozbryzgu karmazynowych kropel. Kyariel nie poczuł uderzenia. Ujrzał jeno błysk, potężny niczym magiczna eksplozja, który rychło przeszedł w karmazynowe, bolesne pulsowanie. Podniósł rękę do twarzy dotykając czegoś lepkiego i ciepłego, co pozostawało na palcach... Dopiero po chwili pojął, że siedzi na śniegu. Jego głowę i nos wypełniał ogień. Poczuł napływ mdłości, powstrzymał je jednak w ostatniej chwili. Spojrzał w górę. Twarze ludzi, skrawki kobaltowego nieba i dachy domostw... Wszystko wirowało w obłędnym tańcu, a śnieg wydawał się tak przeraźliwie, tak oślepiająco jasny... Znów zrobiło mu się niedobrze i w nagłym przebłysku zrozumienia, pojął, że jednak musi zwymiotować...
- Olafie, Vidgarze, pozbierajcie go. I chodźmy do środka, napić się - dobiegł go z oddali głos Vilberga. - Alfr zapłacił już za swoją głupotę. Nie ma co żywić urazy.
Testy społeczne:
Kyariel: test Perswazji: (Cha. + Persfazja)
21 - 10 (za brak umiejętności) = 11. Rzut: 27; Bez sukcesu; Nikt właściwie nie uwierzy w Twoje słowa.
Vidgar: test Dowodzenia (Aut. + Dowodzenie)
33 -20 (za brak umiejętności specjalnej) +10 (dobrze odegrana mowa) +10 (sprzyjające warunki) +5 (za wysoki status) = 38; Rzut: 22. Zdane z jednym przebiciem! Wszyscy w karczmie będą poruszeni twą przemową, a myśl, że odnaleźliście kurhan Haurra przypadnie im do gustu, budząc w nich pamięć o dawnych opowieściach i lokalną dumę.
Kyariel: test Perswazji: (Cha. + Persfazja)
21 - 10 (za brak umiejętności) = 11. Rzut: 27; Bez sukcesu; Nikt właściwie nie uwierzy w Twoje słowa.
Vidgar: test Dowodzenia (Aut. + Dowodzenie)
33 -20 (za brak umiejętności specjalnej) +10 (dobrze odegrana mowa) +10 (sprzyjające warunki) +5 (za wysoki status) = 38; Rzut: 22. Zdane z jednym przebiciem! Wszyscy w karczmie będą poruszeni twą przemową, a myśl, że odnaleźliście kurhan Haurra przypadnie im do gustu, budząc w nich pamięć o dawnych opowieściach i lokalną dumę.
Spoiler!
Efekt pojedynku:
Kyariel: ma aktualnie 1 punkt Żywotności. Z uwagi na posiadaną Odporność na Ból jest w stanie pozbierać się z ziemi, jednak zdecydowanie potrzebuje pomocy medycznej.
Efekty wstrząsu mózgu to mdłości i zawroty głowy. Znacznie utrudniają samodzielne poruszanie się.
Za przegraną walkę Alfr traci 2 punkty statusu.
Olaf: za posłanie przeciwnika na śnieg jednym ciosem zyskuje 1 punkt statusu.
Kyariel: ma aktualnie 1 punkt Żywotności. Z uwagi na posiadaną Odporność na Ból jest w stanie pozbierać się z ziemi, jednak zdecydowanie potrzebuje pomocy medycznej.
Efekty wstrząsu mózgu to mdłości i zawroty głowy. Znacznie utrudniają samodzielne poruszanie się.
Za przegraną walkę Alfr traci 2 punkty statusu.
Olaf: za posłanie przeciwnika na śnieg jednym ciosem zyskuje 1 punkt statusu.
Ostatnio zmieniony 05 listopada 2015, 16:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Myślę, że taka nauczka ci wystarczy, Kyarielu - powiedział głośno Olaf, podając rękę i pomagając wstać alfrowi. Był z siebie potrójnie dumny: raz, że pokonał dumnego alfra, dwa; że uratował swój honor, trzy zaś: że nie zbłaźnił się przed ojcem i jego kompanami. Olaf uznał więc sprawę za załatwioną. - I że między nami sprawa jest już wyjaśniona. Nie mam więcej żalu do ciebie: jeśli zaś ty masz do mnie żal, powiedz teraz lub zamilcz na wieki - kontynuował, po czym pomógł alfrowi wejść z powrotem do karczmy. Usadził towarzysza na krześle i podszedł do swej torby, by wyciągnąć z niej uzdrawiający przedmiot, który zakupił jeszcze przed podrożą. Żal mu było zużywać pręta, ale - bądź co bądź - Kyariel to czlonek drużyny, a o drużynę trzeba dbać. Postawił też kolejkę i z pewnym zniecierpliwieniem czekał, by móc położyć się w końcu spać.
Olaf użyje uzdrawiających przedmiotów na Kyarielu, dopije piwo i idzie spać.
Trochę nie ogarnąłem; więc zmieniam deklaracje: oddaje leczenie osobie bardziej wykwalifikowanej (czarownicy), Olaf zaś zajmie się przygotowaniami do dalszej podóży, bo jak rozumiem, za niedługo będziemy jechać. Fabularke zmienię dziś wieczorem.
Ostatnio zmieniony 06 listopada 2015, 08:06 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Nagły koniec walki zaszokował wiedźmę. Nie spodziewała się, iż postawny Alfr może aż tak poważnie ucierpieć w bójce, która dla każdego Nardlens płci męskiej jest nieodłącznym elementem biesiad, obficie zapijanych przednim miodem i ciemnym, gorzkim piwem. A słyszała przecież, że Elfy Północy to lud bitny, pełen nieustraszonych wojowników i łowców. Po Kyarielu, pomimo, że jest magiem, spodziewała się, iż będzie choć trochę potrafił się bić i jako elf, mieć szybki refleks.
Adept magii, to adept magii najwyraźniej... delikatny jak karty ksiąg, w których świecie cały czas przebywa. I na nic tu postura i zwinność przypisywana wszystkim elfom.
Wtem, widząc zwycięskiego zwiadowcę, który wyciągnął ze swojego tobołka pręt runiczny i już miał zamiar użyć go na srogo poszkodowanym Alfrze, czarownica momentalnie chwyciła go za ramię, powstrzymując to nierozważne działanie:
- Olafie poczekaj! Trzeba najpierw nastawić złamany nos, aby kości się odpowiednio zrosły. Użycie prętu zaleczyłoby tylko krwawienie i przywróciło siły witalne, ale nie jest w stanie pomóc w przypadku złamania. Zachowaj ten przedmiot więc póki co. Pewnie nie raz może się przydać w momencie prawdziwego zagrożenia. Pomóż mi przeprowadzić Kyariela do pokoju, a tam zajmę się już leczeniem - po czym zwróciła się do maga:
- Czy jesteś w stanie przejść do pokoju?
Adept magii, to adept magii najwyraźniej... delikatny jak karty ksiąg, w których świecie cały czas przebywa. I na nic tu postura i zwinność przypisywana wszystkim elfom.
Wtem, widząc zwycięskiego zwiadowcę, który wyciągnął ze swojego tobołka pręt runiczny i już miał zamiar użyć go na srogo poszkodowanym Alfrze, czarownica momentalnie chwyciła go za ramię, powstrzymując to nierozważne działanie:
- Olafie poczekaj! Trzeba najpierw nastawić złamany nos, aby kości się odpowiednio zrosły. Użycie prętu zaleczyłoby tylko krwawienie i przywróciło siły witalne, ale nie jest w stanie pomóc w przypadku złamania. Zachowaj ten przedmiot więc póki co. Pewnie nie raz może się przydać w momencie prawdziwego zagrożenia. Pomóż mi przeprowadzić Kyariela do pokoju, a tam zajmę się już leczeniem - po czym zwróciła się do maga:
- Czy jesteś w stanie przejść do pokoju?
Czarownica pomaga poprowadzić Alfra do pokoju jeśli jest to możliwe w jego stanie, a tam leczy go za pomocą medycyny ezoterycznej, a później używa żywokostu oraz okładu z żywnika. Jest bardzo skupiona i ostrożna w tym co robi, aby pomóc rannemu towarzyszowi podróży.
W głowie miał chaos, wszystko w niej zmieniało się w zawrotnym tempie- agresja, pobudzenie, żądza walki, a potem nagłe zderzenie się z twardą rzeczywistością, a właściwie z pięścią Olafa. Wtedy właśnie świat zawirował, a on poczuł jednocześnie ból i szok, gdyż stało się to tak szybko, że mózg nie zdążył do konca zarejestrować tego zdarzenia. Usłyszał trzask łamanej kości, a w ustach smak krwii napływającej ze złamanego nosa. Zrobiło mu się niedobrze, gdy przypomniał sobie własną głupotę i to niedobrze dosłownie. Chciał coś powiedzieć do zwiadowcy, ale z jego ust wydobyło się tylko niezrozumiałe mamrotanie. Czuł, że ktoś go podnosi i prowadzi i cieszyło go to, bo sam nie czuł się pewnie na nogach w tym momencie.
Na pytanie Norlaug zebrał się w sobie na tyle by odpowiedzieć, że da radę, ale niech go ktoś podtrzyma.
Na pytanie Norlaug zebrał się w sobie na tyle by odpowiedzieć, że da radę, ale niech go ktoś podtrzyma.
- Rozumiem. Cóż, zostawię tobie opiekę nad Kyarielem. Jeżeli będziesz czegoś potrzebować - Olaf rozwarł torbę z prętami uzdrawiającymi i czystymi opatrunkami - to nie krępuj się. Dziękuję, Norlaug - wyszeptał na tyle głośno, by tylko wiedźma to słyszała. Jakoś głupio mu się zrobiło, że pomimo słusznej sprawy obił gębę towarzysza wyprawy. Przynajmniej miał nadzieję, że wszelkie spory i konflikty zostały już zażegnane i każdy wyciągnął z tego nauczkę. Została jeszcze jedna kwestia do rozwiązania. Skoro Olaf nawarzył piwa, to musi je teraz wypić.
I to duszkiem.
Widząc już, nie jest dalej potrzebny, poklepał jeszcze Kyraiela po ramieniu i wyszedł szybkim krokiem z tawerny. W drzwiach wyprężył się dumnie i spojrzał po zebranych okolicznych mieszkańcach, próbując wychaczyć wzrokiem jakąś śliczną niewiastę - tak na wszelki wypadek.
Czując przypływ dumy i uczucia bycia obserwowanym z szacunkiem, Olaf rozejrzal się za Jusse. Nie widział go nigdzie w tłumie i podszedł do jednego ze starszym mężczyzn.
- Widziałeś dokąd udał się Jusse? Muszę z nim zamienić parę słów - Olaf zmrużył oczy mówiąc ostatnie zdanie, dając mężczyźnie do zrozumienia, że sprawa jest pilna.
I to duszkiem.
Widząc już, nie jest dalej potrzebny, poklepał jeszcze Kyraiela po ramieniu i wyszedł szybkim krokiem z tawerny. W drzwiach wyprężył się dumnie i spojrzał po zebranych okolicznych mieszkańcach, próbując wychaczyć wzrokiem jakąś śliczną niewiastę - tak na wszelki wypadek.
Czując przypływ dumy i uczucia bycia obserwowanym z szacunkiem, Olaf rozejrzal się za Jusse. Nie widział go nigdzie w tłumie i podszedł do jednego ze starszym mężczyzn.
- Widziałeś dokąd udał się Jusse? Muszę z nim zamienić parę słów - Olaf zmrużył oczy mówiąc ostatnie zdanie, dając mężczyźnie do zrozumienia, że sprawa jest pilna.
Idę złapać starego pijaczynę i dobitnie wytłumaczyć mu, że lepiej, jeśli odstawi flaszkę...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)