[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład:
https://www.youtube.com/watch?v=Np4gH8KHNfw[/center]
Przemowa Vidgara zapewne wypadłaby dużo bardziej dramatycznie, gdyby miał większą ilość słuchaczy. W karczmie jednak było zaledwie siedmiu mieszkańców Ersor, wliczając w to starego Jusse, Karczmarza, jego żonę i syna. Pozostała tróję stanowiło dwóch robotników grających z Hatrem w kości i jakiś kupiec, jedzący zupę w kącie. Wszyscy jednak wysłuchali młodego Einherjera w skupieniu.
- Ten młodzian dobrze prawi! - poparł go natychmiast karczmarz, poruszony najwyraźniej wizją świetlanej przyszłości, jaką zapewniłby jego karczmie znajdujący się w pobliżu kurhan bohatera. - Zawsze mówiłem, że dawne opowieści prawdę powiadają! Trza nam teraz starą Yrsę znad strumienia wezwać, ofiary złożyć i duchom przodków cześć oddać!
- Jusse, ty durny opoju! Toć nie umiesz kurhanu bohatera odróżnić od zwykłego wzgórza? - zawołał jeden z dwóch robotników, najwyraźniej zapominając, że sam wcale nie okazał się bardziej spostrzegawczy. Starzec mruknął jedynie coś niezrozumiałego w swą brodę i skulił się w sobie.
Olaf i Kyariel wstali w tym czasie od stołu i skierowali się na zewnątrz. Wszyscy obecni ruszyli za nimi co żywo, odkłądając kwestie kurchanu na później. Nikt nie chciał bowiem stracić szansy na obejrzenie porządnego mordobicia. A wszakże zanosiło się na nie. Syn karczmarza, szczupły młokos, zajęty dotąd przecieraniem stołów, wyforsował się do przodu i wypadł na zewnątrz, wołając:
- Luuudzie! Bitka będzie! Pospieszajcie, ino żywo!
[center]

[/center]
Wrzeszczał tak, ile sił w płucach, tak, że kiedy wyszli na zewnątrz, ujrzeli kilka osób śpieszących na plac przed karczmą. W większości byli to oderwani od pracy od pracy rzemieślnicy i kupcy. Pojawiło się nawet kilka niewiast. Widząc na cop się zanosi taksowali wzrokiem obu przeciwników, obstawiając zakłady. Wtem przez szereg nadchodzących przepchnęli się Vilberg i Brnjar. A widząc co się święci, obaj przyspieszyli kroku.
- Co tu się dzieje, na O'gena!? - huknął Vilberg, podchodząc.
- Kyariel zarzucił twemu synowi, że łże parszywie - pospieszył z wyjaśnieniami Hatr.
- Aaa, takie buty... - Vilberg pogładził brodę i wziął się pod boki. - A sądziłby kto, że czarodzieje mają więcej rozumu! Nuże, synu! Bij w Alfra! Nie będzie sobie gęby naszym honorem wycierał!
Dopingowany przez ojca Olaf poczuł przypływ słusznego animuszu. Stanęli naprzeciw siebie, pozwalając by krąg ciekawskich otoczył ich. Kyariel wziął w głęboki wdech, czując jak dotyk mroźnego powietrza przenika go dreszczem, bolesnym i przyjemnym zarazem.
- Zaczynajcie! - krzyknął Vilberg. No i zaczęło się.
Kyariel był szybszy. Wrodzony elfom refleks pozwolił mu wyprowadzić pierwszy cios. Olaf jednak nie czekał, aż pięść maga dosięgnie celu, zwinnie uniknął uderzenia i wyprowadził własne. Wypity w karczmie alkohol, obecność gapiów i świadomość, że nie może zbłaźnić się przed ojcem i kuzynem, dodały sił młodemu zwiadowcy. Być może aż nadto, bowiem nie chciał uderzyć tak mocno. Lata spędzone na studiowaniu ksiąg nie pomogły jednak Adeptowi w walce, osłabiając jego szybkość reakcji. Nie zdołał uniknąć uderzenia. Pięść Olafa napotkała nos Alfra i złamała go z chrupnięciem, za czym posłała czarodzieja na śnieg, w wirującym rozbryzgu karmazynowych kropel. Kyariel nie poczuł uderzenia. Ujrzał jeno błysk, potężny niczym magiczna eksplozja, który rychło przeszedł w karmazynowe, bolesne pulsowanie. Podniósł rękę do twarzy dotykając czegoś lepkiego i ciepłego, co pozostawało na palcach... Dopiero po chwili pojął, że siedzi na śniegu. Jego głowę i nos wypełniał ogień. Poczuł napływ mdłości, powstrzymał je jednak w ostatniej chwili. Spojrzał w górę. Twarze ludzi, skrawki kobaltowego nieba i dachy domostw... Wszystko wirowało w obłędnym tańcu, a śnieg wydawał się tak przeraźliwie, tak oślepiająco jasny... Znów zrobiło mu się niedobrze i w nagłym przebłysku zrozumienia, pojął, że jednak musi zwymiotować...
- Olafie, Vidgarze, pozbierajcie go. I chodźmy do środka, napić się - dobiegł go z oddali głos Vilberga. - Alfr zapłacił już za swoją głupotę. Nie ma co żywić urazy.
Testy społeczne:
Kyariel: test Perswazji: (Cha. + Persfazja)
21 - 10 (za brak umiejętności) = 11. Rzut: 27; Bez sukcesu; Nikt właściwie nie uwierzy w Twoje słowa.
Vidgar: test Dowodzenia (Aut. + Dowodzenie)
33 -20 (za brak umiejętności specjalnej) +10 (dobrze odegrana mowa) +10 (sprzyjające warunki) +5 (za wysoki status) = 38; Rzut: 22. Zdane z jednym przebiciem! Wszyscy w karczmie będą poruszeni twą przemową, a myśl, że odnaleźliście kurhan Haurra przypadnie im do gustu, budząc w nich pamięć o dawnych opowieściach i lokalną dumę.
Efekt pojedynku:
Kyariel: ma aktualnie 1 punkt Żywotności. Z uwagi na posiadaną Odporność na Ból jest w stanie pozbierać się z ziemi, jednak zdecydowanie potrzebuje pomocy medycznej.
Efekty wstrząsu mózgu to mdłości i zawroty głowy. Znacznie utrudniają samodzielne poruszanie się.
Za przegraną walkę Alfr traci 2 punkty statusu.
Olaf: za posłanie przeciwnika na śnieg jednym ciosem zyskuje 1 punkt statusu.