Strona 11 z 34

: 19 maja 2016, 10:56
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, noc, 15 Pani Trzcin (Iparu)*, 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Gdy opuszczali progi domostwa alchemika, niebo osnuwała czerń bezgwiezdnej nocy. Ulice były opustoszałe, jedynie w odległym zaułku przemknął jakiś cień przedstawiciela Felidae, dumnej ze swego pochodzenia rasy, tak nielicznej na terenie całego Calli. Zyanya spoglądała w głębię atramentowego nieba, łowiąc wzrokiem te nieliczne plamki jeszcze głębszej ciemności - rozdarcia w ciężkiej zasłonie aksamitnych chmur, rozświetlonej jednak przez nikłe światło pojedynczych gwiazd.

Przechodzili wąskimi uliczkami Dzielnicy Kupieckiej. Miasto zdawało się pogrążone we śnie. Słychać było najdelikatniejszy szmer, poruszenie jakiegoś niewielkiego stworzenia polującego w cieniach pośród przysadzistych sylwetek budynków. Powyżej ich głów szumiały tylko nieliczne, posadzone na tarasach drzewa figowców. Niebawem usłyszeli nieustanny szum płynącej wody. Zbliżali się już do przecinającej Calli na dwoje rzeki Ivit. W oddali dostrzegali już zarys niewielkiej przystani połączonej ze składem, do którego trafiały wszystkie sprowadzone z AjArdzkich miast kosztowności. Do składu przylegał następny budynek. W mdłym świetle pomarańczowych kryształów ukazywała się bujna roślinność porastająca wyższy taras kilkupiętrowej budowli. To tutaj, według wskazówek udzielonych przez oroni An'harata, znajdowała się rezydencja Bentaresh Ammenofre.
Spoiler!
Obrazek
Podsumowanie stanu waszych postaci: Zyanya, z trudem bo z trudem, ale odmedytuje utracony punkt energii. Ehecatlem wyleczy siebie i zregeneruje swoją energię również, będąc jeszcze w domu Khema. Nikt nie pisał, że pomaga biednemu magowi, ani sam MezXtli, że regeneruje przed drogą swoją energię: ma wciąż więc 3 obrażenia, oraz ma tylko 5 punktów energii (- 8 pkt Energii). Ah-saa-braxowi brakuje 1 pkt energii za wcześniejsze użycie zaklęcia, Khem za to ma pełną pulę energii i zdrowia.

Jesteście w pewnej odległości od budynków, więc proszę o deklaracje jak zamierzacie postąpić, aby się tam dostać. Jaki macie plan?
* Czwarty dzień tygodnia tradycyjnie odpowiadający żywiołowi ognia.

: 20 maja 2016, 16:50
autor: Keth
[center]Calli, noc, 15 Pani Trzcin [/center]
Khem przystanął w cieniu jednego z kamiennych budynków, przymykając oczy i kojąc swe skołatane nerwy melodyjnym szumem nurtu rzeki. Czując wokół siebie skradających się dyskretnie towarzyszy alchemik otworzył niechętnie oczy, wbił niespokojne spojrzenie w zarysy domostwa uchodzącego za rzekome leże kultystów Ciemności.

- Jeśli rozesłali w miasto szpiegów, na pewno tym bardziej nie pozostawili własnego gniazda bez ochrony - zauważył ledwie słyszalnym szeptem - Jeśli zbliżymy się tam zbyt pochopnie, na pewno nas zauważą. Muszę wam przyznać z ogromnym zawstydzeniem, że nigdy nie byłem dobry w podchodach. Rozum mi podpowiada, że teraz przodem winien pójść ten z nas, który najlepiej potrafi się kryć w mroku. Niechaj przetrze drogę i sprawdzi, czy okolica jest bezpieczna.
Ja oczywiście wiem, że przodem winien pójść Stratis, ale sympatyzujący z młodym artystą Khem sam na pewno na to nie wpadnie...

: 20 maja 2016, 17:28
autor: Sigil
[center]Calli, Dzielnica Kupiecka, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Droga minęła spokojnie i złodziej był pewien, że tym razem nikt nie szedł ich śladem. Właściwie prawie pewien - na tyle, na ile pozwalały mu uliczki Calli, pokrętne i zdradliwe, niczym logika palacza kif. Nocna eskapada nie była dla niego niczym szczególnym. Większość swego młodego życia bowiem spędził w cieniach, przemykając przez zaułki miasta cicho i pewnie, niczym nawiedzający je upiór. Teraz jednak miał towarzyszy i musiał przyznać, że chwilami ciążyło mu to nieco. Zwłaszcza, gdy łowił uchem dźwięk kolejnego potknięcia i kolejnego zduszonego przekleństwa. Chwilami czuł się, jakby brał udział w jakiejś hałaśliwej, pogańskiej procesji, w której wszyscy z jakiś względów udawali, że są cicho. Wiedział oczywiście, że trochę przesadza. Pozostali starali się być przecież na tyle tajni na ile umieli... Niemniej to wyobrażenie w jakiś sposób świetnie oddawało budzącą się w nim frustrację. Zwłaszcza, że nie wszyscy niestety umieli...

Propozycja Khema przypadła mu do gustu. Przynajmniej tym razem nikt mi się nie będzie plątał pod nogami - przemknęło mu przez głowę. Dyskretnie pociągnął zbyt mocno jak na jego gust widocznego AjArdczyka w głąb ciemnej bramy, w której się zebrali i szepnął:

- Mądre to słowa, kadi. Ja pójdę. Spróbuję znaleźć wejście do domu przez magazyn. A jeśli mi się nie uda, zobaczę, jak wygląda droga na wyższe poziomy tego przybytku... Są ta ogrody, dające dobrą kryjówkę...

Naciągnął na twarz fragment znoszonego turbanu i miał już ruszyć, gdy wtem przypomniała mu się widmowa sylwetka, w której jakiś czas temu objawił się Alinur. Pomyślał, że dobrze byłoby mieć takiego, niewidzialnego sojusznika gdzieś w okolicy...

- MezXtli, jeśli zechcielibyście towarzyszyć mi w widmowej postaci, moglibyście zawiadomić pozostałych, gdyby coś poszło nie tak... Lub wezwać resztę, gdybym odnalazł wejście. Cóż rzekniecie na to?
Cały czas się rozglądam i jestem czujny. Generalnie sam się także ukrywam obserwując dom Bentaresh.

Czekam na odpowiedź maga. Jednak jestem zdecydowany by ruszyć z nim, lub bez niego. Jeśli sytuacja będzie tego wymagała rzucę czar Cienisty Płaszcz. Lecz jeśli nie oprę się tylko na umiejętnościach (Krycie się).

Jeśli się da odmedytować nad rzeką ten 1 punkt Energii to chciałbym też to zrobić.

: 21 maja 2016, 13:21
autor: Keth
[center]Calli, Dzielnica Kupiecka, 15 Pani Trzcin[/center]
Ukryty w głębokim mroku bramy alchemik pokiwał z uznaniem głową, kiedy muzyk skończył wygłaszać swe propozycje. Wiele wskazywało na to, że młody Stratis posiadł naturalne talenty do szpiegowania oraz rzutki umysł, najpewniej dotąd nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Przez umysł Khema przemknęła myśl, że być może szlachetny oroni już dawno mógł wykorzystać te specyficzne umiejętności artysty do szpiegowskich gier miast wykorzystywać go jedynie do umilania czasu grą na instrumentach.

- Planuj dalej w tak roztropny sposób, a szepnę za tobą słówko u Najjaśniejszego - powiedział cicho AjArdczyk przechylając się w stronę Stratisa i poklepując go znacząco po ramieniu - I zaiste wielce ci się przyda pomoc eterycznego ducha, toteż MezXtli winien czym prędzej do ciebie dołączyć w swej duchowej manifestacji.

Astralny mag obejrzał się żwawo w stronę Khema, ale Mibampes zignorował go zupełnie wykładając dalej punkty swego planu działania.

- Udacie się wspólnie na przeszpiegi, a jeśli cokolwiek odkryjecie, MezXtli powróci do swego ciała i wszystko nam opowie. Dzięki temu będziemy mogli przyjść wam z pomocą albo na czas oddalić się z zagrożonego miejsca. Cóż jednak, jeśli ktoś zoczy nas w tej bramie przedwcześnie?

Alchemik pozwolił, by jego pytanie zawisło na krótką chwilę w powietrzu promieniując niespokojnymi sugestiami, potem uradował się niespodziewanie wpadając na genialny w swej prostocie pomysł. Spojrzał na Zyanyę.

- Pani, w przypadku takim najwięcej będzie zależało od ciebie i wierzę, iż podołasz trudowi tego wyzwania, ponieważ szlachetny oroni pokłada w tobie bezgraniczne zaufanie. Wszyscy siwja wiedzą, że Ixari niczego nie pragną bardziej od ludzkiej krwi i wiedzą też, jak świątynne hieroduły oddają hołd swej boskiej patronce. Jeśli by zatem ktoś postronny miał nas tutaj odkryć, a chciałby podnieść zgubne larum, musimy go przekonać o niewinnej naturze naszej tu bytności.

Khem wycelował palec w pierś nieco zdezorientowanego potokiem szybko wypowiadanych słów maga, pokiwał sam do siebie głową coraz bardziej ukontentowany pomysłem.

- Mus nam będzie udawać, żeś wyssała z tego człeka jego życiodajną esencję i padł on zemdlony u twych stóp. By zaś podtrzymać aurę mistycznej chwili i duchowego uniesienia, winnaś w tym czasie ssać szyję szlachetnego Syna Słońca, aby ów postronny świadek pomyślał, że jest on twą następną ofiarą. Ja ukryję się w cieniu udając w razie potrzeby pogrążonego w modlitwie akolitę... chociaż jestem gotów do wielkich poświęceń, jeśli będzie tego wymagała powaga chwili. Jeśli zatem zażądasz, bym dla przydania prawdziwości temu religijnemu aktowi współżył z tobą w czasie wysysania brata Najjaśniejszego, uczynię to mimo swych oczywistych obiekcji. Wierzę, że Mnumbi mi to wybaczy w imię walki z Ciemnością.
Tak, Khem zaczyna sie rozkręcać z kombinowaniem. I czego jak czego, ale dobrych chęci nie można mu odmówić!

: 23 maja 2016, 00:36
autor: Zin-Carla
[center]Calli, Dzielnica Kupiecka, 15 Pani Trzcin[/center]

Zyanya była przyzwyczajona do cichego poruszania się w ciemnych, świątynnych załomkach. Skradanie się przez ulice Calii nie było więc dla niej wielkim wyzwaniem. Oczywiście nie była tak zwinna jak młody Sa, który co rusz zręcznie ginął jej z oczu i tylko nadludzkie wytężenie wzroku pomogła jej go znowu wyłowić spośród cienie. Mimo to wydawało jej się, że radzi sobie całkiem dobrze.

Przytaknęła na głos pomysłowi pójścia Stratisa przodem. Było to logiczne i rozsądne. Cieszyła się w środku, że jednak czasami jej grupa wykazuje resztki rozsądku.

Aż do momentu gdy Khem przedstawił dalszą część swojego planu...

Święty gniew rozpalił ją od środka lecz szybko zagasiła go, jako że szybko nadeszło zrozumienie, iż AjArczyk nie rozumie zwyczajów czy praw jej świątyni. Posłała więc alchemikowi ostre i karcące spojrzenie dodając:

- Khemie Lateefie Mibampesie, ani ja ani moje siostry nie kalamy się takimi praktykami i nie przeżywamy aury mistycznej chwili i duchowego uniesienia w jakże mistycznej i świętej obskurnej bramie portowej przystani - syknęła szeptem Zyanya i gdyby słowa jej przybrały kształty były by to stworzenia jadowitsze od żararaki schowanej w rękawie złodzieja. - Pożegnaj się więc ze swoimi fantazjami szybko, a ja rzeczywiście mogę w swojej łaskawości zapomnieć, że już dawno nie piłam ludzkiej krwi... - ostatnie słowa wypowiedziała patrząc się alchemikowi prosto w oczy jak predator patrzący się na małe, złapane w potrzasku zwierzątko. Jej oczy płonęły dziwną czerwienią nienazwanych podziemnych ogni, a pochmurna noc stała się nagle niewypowiedzianie... lodowata. - W końcu tej części twojej historii wcale nie musimy udawać...

Niezręczna cisza zapadła na zbyt długa chwilę.

- Niemniej jednak nie sądzę by jakikolwiek Siwaja wytrzymał presję samego spotkania Ixarii w ciemniej bramie. Możecie więc jeśli ktoś będzie przechodził, cofnąć się głębiej w cień a ... cóż myślę, że nikt nie zada pytań na mój widok lecz przyśpieszy kroku zajęty nagle bardzo swoimi sprawami...

[center]Obrazek[/center]

: 23 maja 2016, 10:08
autor: Mystic
Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

Mag stojąc skryty w cieniach bramy wsłuchiwał się z lekkim zaskoczeniem w tak zdecydowane słowa alchemika. Wygląda jakby utrata swych drogocennych ingrediencji rozsierdziła szacownego kadi. Ale cóż nam po jego zapale, jeżeli plan ów jest dość ogólny w swym zarysie?

Pomimo lekkich ran i dającego o sobie znać zmęczenia, Mezxtli starał się trzymać fason. Opierając się plecami o chłodny mur zaułka, oddychał głęboko chłonąc orzeźwiające powietrze nocy. Jego umysł, którego siły zostały już nadwyrężone wydarzeniami ostatnich kwadransów, wciąż rozsądzał słowa wypowiadane przez zgromadzonych. Choć z swych założeniach to, co prawił AjArdczyk miało sens, to co mieli począć gdy już wejdą na teren posiadłości? Wszak jest to włamanie i to do dosyć ważnej persony na miejskiej szachownicy Calli...

Gdy Khem dotarł w swych rozważaniach do wątku z Ixari i odgrywaniem akolity, twarz maga poczęła wyrażać silne zdumienie, zaś jego usta rozwarły się mimowolnie. Teraz śmiem twierdzić, że nasz towarzysz razem z utratą dobytku, postradał też część swego rozumu. Ogień zawirował w umyśle maga, a w jego język wstąpiła porywcza siła.

- A może panie, ogłuszyć tego bogom ducha winnego przechodnia? Po cóż te szopki z odgrywaniem scenek rodzajowych? Na mój osąd to zbyt ryzykowne, by pozwolić silnemu Aruan leżeć w rynsztoku udając nietomnego, a tobie, kadi, świecić tyłkiem do pomiotów mroku czy innego rzezimieszka przekradającego się pod osłoną nocy.

Mezxtli nie mógł się nadziwić pokrętnej logice alchemika. Wszak byli na niebezpiecznej misji, a nie w jarmarcznym teatrze. Czy wydarzenia z kultystą nie otworzyły mu oczu, z czym będziemy się mierzyć?

Ogień, tak szybko jak się wzniecił, tak szybko opadł, tląc się wszak u podstaw:
- Oczywiście, że pójdę wraz ze Stratisem obadać teren. Aczkolwiek, czy w swych zapasach kadi, masz może jakowąś miksturę energii? - rzekł zwracając się bezpośrednio do Khema. - Chciałbym się wzmocnić przed tym zadaniem.
Mezxtli czeka na sygnał do działania. W duchu zaczyna odczuwać sympatię do Stratisa, bo jak wiadomo wspólne działanie zbliża ludzi, szczególnie w takich warunkach jakimi jest niebezpieczna misja. Docenia też trzeźwe myślenie młodego muzyka.

Jeżeli mag otrzyma mixturę od Mibampesa, spożyje ją. Niezależnie od tego, znajdzie sobie ustronne miejsce w bramie/podwórzu i tam wyrysuje ochronny Srebrny Run Snów, po czym wyjdzie w OoBE.

: 23 maja 2016, 23:30
autor: zmarly
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Młody wojownik przystanął na plan drużyny wiedząc jednak, iż mają tylko jedną szansę. Jeśli cokolwiek się nie uda - polityczne konsekwencje będą poważne... jednak czasu było mało. Skradziony skarb mógł być bardzo szybko przetransportowany poza mury Calli.

Narzucił więc na siebie płaszcz i upewniwszy się, że ma swój oręż w zasięgu ręki wyszedł w ciemną noc miasta. Świeże powietrze pomogło mu się także nieco uspokoić i wyciszyć po tym wszystkim, co miało miejsce w domostwie Alchemika.
Wiedział, że posunął się odrobinę zbyt daleko w pastwieniu się nad kultystą. Miał jednak nadzieję na wyciągnięcie jakichś sensownych informacji, miast tego jednak usłyszał coś, co dla Syna Słońca było tylko zlepkiem bezsensownych słów. Nie napawało to zbyt wielkim optymizmem.

W trakcie drogi zachowywał milczenie - wielokrotne nocne patrole nauczyły wojownika, iż jest to najlepszy sposób, by nie zwracać na siebie uwagi jednocześnie starając się wyłapać wszystkiego dźwięki otoczenia.
O ile początkowe uwagi co do sposobu poruszania się były merytoryczne, to po usłyszeniu planu Khema nieco się zirytował. Szczęśliwie hierodula załatwiła sprawę za niego. Poza tym te rozmowy nie pozwalały mu wyłapać wszystkiego dookoła, a od tego zależało bezpieczeństwo całej wyprawy. Zastanawiał się także, co się stanie z ciałem maga, kiedy ten je opuści, by pomóc Muzykowi. Zapytał więc szeptem:

- Mezxtli, przyjacielu, powiedz mi proszę, czy twoje ciało musi pozostać w bezruchu, gdy przenosisz się w formę widmowej postaci? Bo jeśli nie, mogę cię po prostu nieść dalej, gdyby zaszła taka potrzeba.
idę gdzieś na początku, ale za złodziejem, by móc w razie czego szybko zareagować i staram się nie rzucać w oczy (o ile to możliwe)

: 24 maja 2016, 09:22
autor: TatTvamAsi
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Gdy sylwetka Stratisa zniknęła w cieniach przysadzistych budowli Dzielnicy Kupieckiej, młody mag odstąpił od swych towarzyszy. Zyanya podeszła do niego, gdy ten opadły z sił jął zaczynać rysować srebrne runy by wyjść z ciała i je zabezpieczyć przed wszelakimi szkodliwymi bytami planu astralnego

- Widać, żeś młody i nadgorliwy lecz w takim stanie nie pójdziesz nigdzie gdyż nie przydasz się nawet Stratisowi, by go ochronić czy wspomóc. Stój więc spokojnie i przestań się wiercić jak dziecko.

Zyanya objęła dłońmi głowę maga i oparła ją na swoim czole po czym dotknęła dłońmi jego dłoni. Chwila ciszy otuliła ich i niewidzialne napięcie zatańczyło wokół nich. Mag mógł uczuć jak delikatne ciepło energii hieroduli wpełza pod jego skórę i rozchodzi się mrowieniem po ciele. Spora utrata energii i brak snu dopiero teraz stały się tak widoczne. Ciało otwierało się na przepływającą z dłoni Zyanyi energię, rozpaczliwie łaknąć jej odżywczego ciepła. Po chwili poczuł się lepiej. Był teraz gotowy, aby iść za Stratisem, wypatrując wszelkich przejawów działalności plugawych sił i ich sług.

Nim spoczął na wyłożonej kamiennymi płytami ziemi, wykreślił Srebrny Run Snów. Znak rozjarzył się delikatnym światłem, gwarantując, że żaden błąkający się duch nie tknie pozbawionego ducha ciała maga astralnego.

W tymże czasie złodziej przemknął na skraj rzeki. Ivit toczyła z wolna swoje wody, szemrząc nieznanym językiem. Ah-saa-brax wpatrzył się w jej senny nurt, nieduże, ciemne fale odbijające wyłącznie czerń nocnego nieba.
Chwila wystarczyła, aby odczuł jak kontakt z patronującym żywiołem przywraca mu utraconą energię. Wrócił do miejsca, w którym oczekiwała reszta drużyny, w tym cienista postać maga astralnego.

Niepostrzeżenie przemknął pod północną ścianę budynku mieszczącego skład. Podążył za nim mag, całkowicie niewidoczny w swej astralnej formie. Ich oczy wkrótce dostrzegły dwóch strażników. Jednego, czuwającego przy głównych drzwiach do budynku, drugiego natomiast zauważyli na wyższym tarasie - robiącego od niechcenia obchód, jakby nie spodziewał się niczego szczególnego.

Ah-saa-brax ocenił sytuację. Do składu prowadziły boczne drzwi, na nieszczęście dla niego oświetlone żarzącym się kryształem. Okna budynku znajdowały się na jego froncie, przy drzwiach głównych. Inne zaś rozmieszczone były od strony rzeki. Dostanie się do nich wymagałoby przejścia wąskim gzymsem, podtrzymania się za tu i ówdzie wysunięte z lica budynku zdobienie. Ta ściana budowli była całkowicie nieoświetlona. Mógłby więc swobodnie się przekraść...
Ah-saa-brax:
Zwraca Ci się 1 pkt Energii za Medytację Wody.

Rzut na skradanie się: Zw. (65) + Krycie się (14) =79; rzut 05! Krytyczny sukces! Ah-saa-brax prześlizgnie się aż do zachodniej ściany budynku pozostając całkowicie niewidocznym. Może przedostać się do budynku próbując wejść przez okna od strony rzeki, lub wymyślić coś, aby dostać się bocznymi drzwiami. Okna zamknięte są ponadto na okiennice.

MezXtli:
Zyanya przekazuje magowi 2 punkty Energii. MezXtli ma w sumie 7 punktów Energii. Później traci 2 punkty Energii: za rzucenie czaru Srebrny Run Snów, oraz OoBE. Aktualnie ma więc 5 punktów Energii.

Zyanya:
Używa Przekazania Energii. Traci 2 punkty Energii.
Część o Przekazaniu magowi Energii pisana przez Zin-Carlę, edytowana i wpleciona przeze mnie do reszty posta.

: 24 maja 2016, 15:10
autor: Sigil
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szczupła sylwetka złodzieja oderwała się na chwilę od krawędzi budynku, gdy Ah-saa-brax wychylił się za załom by przyjrzeć się tylnej ścianie składu. Znieruchomiał na kilka uderzeń serca, oceniając szerokość ledwo widocznego w mroku gzymsu. Zanim się cofnął, rzucił jeszcze okiem na przeciwległy brzeg rzeki. Znajdował się tam kolejny magazyn, o kilku wąskich, ciemnych oknach. Przez chwilę Sa lustrował w milczeniu wzrokiem jego kształt, wypatrując jakiegokolwiek ruchu. Ciemna bryła budynku pozostawała jednak całkowicie nieruchoma i cicha, zakrzepła w równych, regularnych segmentach, na tle chmurnego nieba.

[center]Obrazek[/center]
Sa wzruszył ramionami i zdjął z ramienia cienki zwój jedwabnej liny. Jego oczy zalśniły lekko, gdy zaktywował zdolność Infrawizji. Przeciwległy brzeg Ivit rozmył się w siwej mgle i praktycznie przestał istnieć. Jednak najbliższe otoczenie złodzieja ukazało się z niezwykła wyrazistością, rozbłyskując plamami błękitu, zieleni i żółci. Młodzieniec zważył w ręku niewielką stalową kotwiczkę, po czym zarzucił ją umiejętnie na ozdobny nadokiennik. Cichy stuk metalu o kamień zginął w mroku nocy, porwany przez szum kotłującej się w dole rzeki. Pociągnął linę, sprawdzając jakość zaczepienia. Trzymała mocno. Mimo to, szarpnął jeszcze raz, upewniając się, że sznur utrzyma powierzony mu ciężar.

Owinął resztę liny wokół ramienia, następnie z lekkością kogoś, kto przywykł do poruszania się na dużych wysokościach wskoczył na gzyms i przylgnął do ściany. Odczekał kilka chwil, ponownie upewniając się, że nie jest obserwowany. Noc wokół trwała jednak nieporuszona, kołysana jedynie szumem rzeki w dole i odległym odgłosem cykad, dobiegającym z ogrodów Bentaresh. Złodziej uśmiechnął się lekko, po czym przeszedł swobodnie po wąskim występie, kontrolując jednocześnie długość trzymanego w ręku sznura. Obserwowana wężowym wzrokiem woda, przewalająca się poniżej, zdawała się całkowicie czarna, jaśniejąc jedynie tu i ówdzie ulotnymi refleksami fioletu. Na ścianie, ponad gzymsem, zebrały się drobne krople wilgoci. Wyczuwał je pod palcami prawej dłoni, którą przesuwał delikatnie po murze oceniając szerokość swej kamiennej kładki. Wreszcie zatrzymał się przy pierwszym z okien. Ponownie przywarł do ściany, nasłuchując. Z wnętrza budynku nie dobiegł go jednak żaden niepokojący dźwięk. Mimo to pozostał w tej pozycji przez kilka dłuższych chwil, starając się wychwycić jakikolwiek odgłos, który przebiłby się ponad szumem płynącego w dole nurtu. Nic. Jedynie tętno rzeki i jego własne, które raczej czuł, niż słyszał. Tu nie docierały już odgłosy owadów, tylko krótki, urwany krzyk nocnego ptaka, kołaczący się ponad dachami domów, czyjś daleki, urwany śmiech i znów cisza...

Złodziej sięgnął do pasa i wydobył długi, cienki drucik. Lewą ręką przytrzymując się liny, odwrócił się na wąskim gzymsie i przykucnął przed ciężkimi okiennicami. Delikatnie podważył je, lecz nawet nie drgnęły. Wsunął więc drucik pomiędzy ich skrzydła i przesunął go w górę. Miedziany pręcik zatrzymał się w połowie okna, zahaczając o zasuwę. Ah-saa-brax manipulował nim przez chwilę określając jej rodzaj i uśmiechnął się ponownie, gdy pojął, że ma do czynienia z prostym, typowym zabezpieczeniem. Wyjął zza pasa nóż o cienkim, żelaznym ostrzu i delikatnie jął podważać skobel. Szło mu jednak opornie. Wyglądało na to, że okiennice nie były używane od dawna i całość zdążyła się już nieco wypaczyć. Kolejnych kilka długich minut spędził więc na obluzowaniu skobla. Kiedy wreszcie udało mu się go podważyć, lina zdążyła wpić mu się tak silnie w lewą rękę, że zaczął tracić w niej czucie. Uniósł jedno skrzydło okiennic, tak by nie zaskrzypiało i ostrożnie pociągnął je do siebie. Otworzyło się lekko i złodziej odetchnął, widząc, iż droga do wnętrza magazynu Bentaresh stoi otworem. Zręcznie przedostał się przez parapet, przymykając za sobą okiennice. Wewnątrz pachniało kurzem, oliwą, zwietrzałym winem i dziwnymi przyprawami. Rozmasowując obolałe ramie, przyklęknął za dużą skrzynią, znajdującą się wedle okna i ostrożnie rozejrzał wokół...
Opis sytuacji zgodnie z rzutami MG, które otrzymałem na PW.

MG napisz mi, co ja tam widzę w środku? Zaznaczam, że cały czas korzystam z infrawizji (wyłączam ją ewentualnie na chwilę tylko by ogarnąć układ cieni w pomieszczeniu, po czym włączam na nowo).

: 25 maja 2016, 16:08
autor: Keth
[center]Calli, Dzielnica Kupiecka, 15 Pani Trzcin[/center]
Srogo skarcony przez posępną Córę Nocy, Khem najchętniej wcisnąłby się plecami w ścianę bramy. Miał szczere i bezinteresowne intencje, ale nie został odpowiednio zrozumiany i co gorsza, surowa Ixari chyba zakarbowała sobie w pamięci jego odważną pod każdym względem deklarację. Boskiemu Mnumbi dzięki choćby za to, że w cieniu bramy pozostał również brat Najjaśniejszego, w przeciwnym bowiem razie pozostawiony w towarzystwie Ixaru alchemik czułby się wyjątkowo niekomfortowo. Nie chcąc rozmyślać zbyt intensywnie na temat naruszonych niechcący norm obyczajowych hieroduł, AjArdczyk skupił swą uwagę na pozbawionym jaźni ciele astralnego maga.
Ponieważ piszę z pracy, nie mam podglądu na swój inwentarz. Jeśli posiadam miksturę pożądaną przez maga, chętnie mu przekażę.

: 27 maja 2016, 15:03
autor: TatTvamAsi
[center]Dzielnica kupiecka, Skład, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Mag udał się za zwinną postacią Stratisa ku bocznej ścianie budynku będącego składem importowanych z AjArdzkich miast Lenji dóbr. Astralna forma, którą przybrał MezXtli, umożliwiała postrzeganie duchów, przebywających tak jak on tuż przy świecie Mall'tamaru, a także magicznych zabezpieczeń. Jedynymi istotami astralnymi w otoczeniu były niewielkie żywiołaki wody. Dostrzegał błysk ich srebrnych, eterycznych form, gdy wznosiły się ponad powierzchnię rzeki i nurkowały ponownie, zanurzając się w jej odmętach. Lustrując okolicę wzrokiem, dostrzegł również skomplikowaną matrycę zaklęcia nałożonego na boczne i dobrze oświetlone drzwi do składu.
Spoiler!
Nim złodziej wskoczył na wąski gzyms, wzrok maga wychwycił przelotny błysk, którym rozjarzyły się oczy towarzysza. Przypominał zupełnie czujne spojrzenie istot nocy, ukrywających się pośród cieni gęstej roślinności dżungli Orefun. Sam Stratis na podobieństwo jednej z nich, bez problemu radzi sobie w ciemności bezgwiezdnej nocy, co byłoby niemożliwe dla Lenja'kare.
Do przestronnego pomieszczenia, którego sufit opierał się na czterech kamiennych filarach, wiodło troje drzwi. Prawe wyraźnie prowadziły na zewnątrz budynku. Złodziej udał się więc wąskimi stopniami do przejścia na wyższe piętro budynku. Drzwi nie miały jednak żadnych zabezpieczeń ni zamka i otworzyły się, nie tworząc nawet zdradzającego jego obecność skrzypienia.

Przeszukał pospiesznie pomieszczenia wyższego piętra. Wypełniały je grube bele kosztownych materiałów - delikatnego niczym pączki róż jedwabiu, wyszywanego złotą nicią muślinu, czy atłasu, a także niespotykane niemalże na Lenji instrumenty muzyczne. Przejście do domostwa obłudnej AjArdzkiej kobiety musiało się znajdować gdzie indziej. Gdy już miał opuścić pokoje na wyższym piętrze, jego wzrok przykuł blask niewielkich przedmiotów. Nie omieszkując skorzystać z okazji do tak niewielkiej kradzieży, wsunął do jednej z sakiewek przytroczonych do pasa dwa zdobne perłami grzebienie z kości i złota.

Stratis szybko, ale równie cicho zszedł na parter. Przyjrzał się dokładnie ostałym drzwiom, prowadzącym wedle wszelkich jego przypuszczeń w stronę połączonego ze składem domu arystokratki. Zwrócił uwagę na framugę, na nadproże, przyjrzał się dokładnie samym drzwiom z egzotycznego drewna. Nic jednak nie wskazywało na obecność zabezpieczenia. Zaczął więc manipulować przy zamku, który okazał się być wyjątkowo skomplikowany. Z wprawą podważył wewnętrzny mechanizm i przekręcił. Rozległ się cichy szczęk i drzwi delikatnie ustąpiły.

Do ich nozdrzy doszedł duszący, ostry zapach przypraw. Pomieszczenie, które ukazało się ich oczom, było wypełnione po brzegi płóciennymi workami, zawierającymi cenne dodatki poprawiające walory smakowe potraw goszczących na stołach możnych. W nikłym świetle dobiegającym zza okien mag dostrzegł ciemniejsze od otoczenia sylwety filarów podtrzymujących sklepienie, oraz odległe przejście w głąb budynku. Lśniło ono od nałożonej nań matrycy zaklęcia.

Nim Stratis i MezXtli zdążyli rozejrzeć się dokładniej po pomieszczeniu, do ich uszu dobiegł zbliżający się odgłos kroków i echo prowadzonej przez dwie osoby rozmowy.
Ah-saa-brax:
W drugim pomieszczeniu znajdziesz dwa zdobione perłami grzebienie -wyglądają na twoje oko bardzo kosztownie.

Drzwi do drugiego piętra na parterze:
Stratis sprawdza najpierw drzwi, czy nie są zabezpieczone w jakiś inny sposób, niż tylko przez zamek. Nic jednakże nie znajduje (Test: Per + ) = 46; rzut 46, sukces marginalny.

Otwiera więc zamek, który okazuje się dość skomplikowany (modyfikator - 10 do testu Włamywania). Test: Zr. + Włamywanie = 74 - 10 = 64; rzut 43. Zamek po chwili szczęknie delikatnie i ustąpi.

MezXtli:
Dzięki temu, że wyszedłeś z ciała, możesz dostrzegać magiczne zabezpieczenia. Widzisz więc, że matryca zaklęcia nałożona jest na te pierwsze drzwi do składu, oraz na drzwi prowadzące z drugiego pomieszczenia na parterze w głąb budynku.

Pozostała część drużyny:
Przeszukiwanie składu przez Stratisa i MezXtli zajmie póki co półgodziny. Możecie więc ten czas wykorzystać na jakąś rozmowę jeśli chcecie.

: 27 maja 2016, 16:33
autor: Sigil
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej rozejrzał się, błyskawicznie oceniając sytuację. Następnie, stąpając cicho niczym cętkowany varngar z Dżungli Orefun, cofnął do sąsiedniego pomieszczenia, bezgłośnie zamykając za sobą drzwi. Korzystając z osłony cieni i znajdujących się w magazynie skrzyń, ukrył się niedaleko wejścia. Jego dłoń odruchowo powędrowała ku chłodnej rękojeści sztyletu. Miał jednak nadzieję, że nie będzie musiał go używać.... Walka w tej sytuacji byłaby ostatecznością i z pewnością znamionowałaby całkowitą porażkę ich planu... Przykucnąwszy za osłoną jeszcze raz ocenił w pamięci kierunek i odległość, jaka dzieliła go od okna...
Czy ja mogę jakoś zatrzasnąć na powrót te drzwi, przez które wszedłem do składu z przyprawami? Jeśli tak, to to robię. Jeśli jednak zajęłoby to zbyt wiele czasu to daję sobie spokój. Ukrywam się w sąsiednim pomieszczeniu, niedaleko drzwi i wyciągam sztylet.

No chyba, że się nie da - wtedy staram się ukryć w tym. Jakbym miał zmienić opis, to daj mi znać, MG.

Od MG: Ah-saa-brax zdąży przejść do poprzedniego pomieszczenia i zamknąć za sobą drzwi.

Staram się ponadto usłyszeć coś z prowadzonej za drzwiami rozmowy.

: 27 maja 2016, 21:50
autor: Mystic
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Mezxtli znajdując się już w swej widmowej postaci podążył za Stratisem. Energia, którą otrzymał od hieroduli dodała mu odrobinę nowych sił, toteż z większym zaangażowaniem oddał się nowej misji. Odczuwał różnicę w łatwości koncentracji, zaś myśli były bardziej klarowne.

Mimo iż był niewidoczny, trzymał się skrytych w mroku ścian, z dala omijając plamy światła sączące się leniwie z przytwierdzonych do ścian magicznych kryształów. Wiedział, że czasem kątem oka nawet zwykła istota może dostrzec więcej i niepotrzebnie zainteresować się widmowym błyskiem na krawędzi percepcji. Młodzieniec bacznie rozglądał się dookoła wypatrując warty przy zabudowaniach lub czegoś podejrzanego, co mogło wskazywać na zasadzkę - Po tych przebiegłych pomiotach mroku można się wszystkiego spodziewać! Zapewne szykują na nas już jakiś podstęp!

Zbliżając się do składu dostrzegł dwóch strażników pełniących wartę: jednego przy drzwiach, po chwili zaś drugiego, który patrolował poziom tarasu. Ich zachowanie nie wskazywało, na rutynową wartę, mimo tego należało zachować czujność. Przemykając za podejrzanie uzdolnionym muzykiem nie mógł nie zauważyć magicznych zabezpieczeń chroniących boczne drzwi od budynku. Magiczny wzorzec mienił się kolorowymi rozbłyskami, energia zaś przepływała wzdłuż linii mocy. Zapamiętaj by trzymać się od nich z daleka, nie wiesz co za paskudztwo zostało tam zaszyte...

Wyminął z dystansu podejrzane wrota nadal zmierzając za Stratisem, ten zaś po chwili zniknął za winklem budynku. Młody mag podążył za nim, a gdy spostrzegł, że muzykant zaczyna gmerać przy zabezpieczeniach okna, postanowił przejść przez ścianę by sprawdzić czy wewnątrz nie czai się niebezpieczeństwo. W środku panował półmrok rozświetlany jedynie smugami bladego światła przebijającymi przez zamknięte okiennice. Mezxtli nie dostrzegł niczego podejrzanego w pomieszczeniu, toteż zaczął ostrożnie je eksplorować próbując dostrzec szczegóły znajdujących się w nim rzeczy.

Po chwili do izby, przez uprzednio otwarte okno, przemknął się Stratis - właściwie plama cienia poruszająca się z kocią zwinnością. Upłynęło kilkanaście uderzeń serca, nim muzyk opuścił tymczasowe schronienie i udał się na gorączkowe przeszukanie składu. Po chwili był już z powrotem, zainteresowawszy się drzwiami, które prowadziły do dalszej części zabudowań.

Mezxtli widząc, że porta nie są zabezpieczone magią, przemknął obok nich przez ścianę znajdując się w pomieszczeniu obok. Ponownie rozpoczął uważną eksplorację pomieszczenia pod kątem potencjalnych zagrożeń. Po chwili od strony drzwi dobiegł cichy chrobot, zaś jedno ze skrzydeł uchyliło się. Kształt będący najpewniej sylwetką Stratisa zwinnie przedostał się do pokoju skrywając się za spoczywającymi w pomieszczeniu przedmiotami. Niestety dywersanci nie nacieszyli się kolejnym osiągnięciem zbyt długo, gdyż nieopodal rozległy się kroki wraz z towarzyszącymi im głosami...
Mag pozostaje w pomieszczeniu, chce ujrzeć nadchodzące osoby. Mezxtli zachowuje czujność i w razie zagrożenia będzie uciekał przez ścianę do wcześniejszego pomieszczenia.

: 28 maja 2016, 18:09
autor: Keth
[center]Calli, Dzielnica Kupiecka, 15 Pani Trzcin[/center]
Kiedy dwaj szpiedzy zniknęli w mroku nocy, Khem pogrążył się na krótką chwilę w medytacji. Mistyczny trans pozwolił mu odzyskać przynajmniej po części trzeźwość umysłu i spleść pozornie chaotyczne myśli w bardziej zrozumiałą formę.

Rozsądek podpowiadał alchemikowi, że jego propozycja złożona pod adresem Ixari nie wzbudziła w Córze Nocy przesadnej wściekłości. Uspokojony tym kojącym nerwy przeczuciem, AjArdczyk zaczął się przyglądać leżącemu w bezruchu astralnemu magowi. W jego umyśle pojawiło się kolejne przeczucie, tym razem związane z osobą MezXtliego. Astralny mag od początku znajomości z Mibampesem sprawiał wrażenie człowieka szybującego umysłem w chmurach, oderwanego od racjonalnych podstaw magii użytkowej, roztrzepanego i szybko gubiącego wątek własnych przemyśleń. Im dłużej jednak Khem przebywał w jego towarzystwie, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że dał się zwieść fałszywej masce przybranej przez wyjątkowo zręcznego manipulatora.

Nie miał ku temu niezbitych dowodów, ale nie dawało mu spokoju podejrzenie, że MezXtli tylko grał wygodną dla siebie rolę. Najjaśniejszy musiał mieć w tajemnej koterii szpiegów kogoś zaufanego, kogoś sprawdzonego w sekretnych gierkach i brudnej robocie. Dumający od jakiegoś czasu nad stosownym do tej roli kandydatem, Khem od razu odrzucił prostolinijnego i nieco nierozgarniętego brata Najjaśniejszego, a także Córę Nocy. Przez krótką chwilę rozważał wariant ze Stratisem, ale młody wrażliwy artysta miał tak szczere spojrzenie i tak nienaganne wobec alchemika maniery, że próba obarczenia go etykietką zawodowego szpiega wydawała się czystym szaleństwem.

Tym samym jedynym podejrzanym został w oczach Khema MezXtli i alchemik obiecał sobie w duchu, że będzie miał na astralnego maga wyjątkowo skrupulatne baczenie.
Takie tam dywagacje w oczekiwaniu na powrót infiltratorów...

: 30 maja 2016, 12:58
autor: zmarly
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ehecatlem przykucnąwszy w okolicy ciała maga pod ścianą począł się rozglądać dookoła z ręką wciąż na rękojeści swego macuahuitl - na nikim bowiem nie mógł polegać w tym momencie bardziej niż na samym sobie. Chłonął zatem otoczenie wszystkimi zmysłami, by być przygotowanym na ewentualny atak wroga. W tym momencie najsłabszy był pod tym względem mag, co zadecydowało o zajęciu strategicznej pozycji blisko jego ciała.

Korzystając z okazji czekania, Syn Słońca pozwolił sobie także na przyjrzenie się pozostałym członkom jego grupy.

Hierodula była zagadką. Mało się odzywała, wiecznie chodziła skryta pod swoimi luźnymi szatami. Kto wie, co się pod nimi właściwie kryje? A jednak jej wypowiedzi były nad wyraz merytoryczne i najczęściej trafiały w punkt. Była może surowa, lecz zarazem celna w swych słowach. Dla młodego wojownika sprawiała wrażenie dzikiego, prastarego zwierzęcia łownego... ale świadomego. I właśnie ta ostatnia cecha sprawiała, że czuł do tej istoty szacunek, a zarazem dystans. Żeby tylko okazała się równie celna w walce...

Alchemik był dość wesołym przypadkiem. Paladyn nigdy nie odbierał mu umiejętności związanych z jego fachem, zdawał sobie jednak sprawę, że w przypadku kryzysowej sytuacji to właśnie on może być najsłabszym ogniwem ze względu na skłonność do paniki. Niemniej Khem szybko zyskał sympatię wojownika ze względu na swoje zachowanie, które niezmiennie bawiło szlachcica. On jest zakręcony niczym wściekły byczybąk, któremu przed chwilą ktoś zakrył wyjście z gniazda.

Stratis... z każdym kolejnym pokazem jego umiejętności Ehecatlem upewniał się w swoim przekonaniu co do tej postaci. Nie ufał mu i ostatnią rzeczą, jaką planował zrobić w stosunku do tej osoby to zmienić to podejście. Gładkość ruchów oraz ich zwinność tylko potwierdzały przypuszczenia brata Oroni. Mimo to w tym momencie był najbardziej użyteczny w zadaniu, którego się podjęli, to trzeba mu było oddać. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewnym momencie nasz muzyk może próbować wsadzić nam nóż w plecy... Obym był na to przygotowany.

Mag. Roztrzepanie to chyba cecha wspólna wszystkich ludzi parających się magią astralną, myślał w zadumie obserwując jego bezwładne ciało. Był ciekaw efektów jego współpracy z kolegą-akrobatą, gdyż narazie również niewiele mówił, a jeszcze mniej czynił. Poza wrażeniem Syna Słońca, iż Mezxtli nie jest zbyt mocno zainteresowany światem materialnym dookoła niego, wojownik nie miał zbyt wiele powiedzenia. Przynajmniej sprawia wrażenie niegroźnego.

Paladyn miał szczerą nadzieję, że nikt nie będzie się wdawał w zbędne dyskusje w tym momencie, co mogłoby zwrócić uwagę kogoś postronnego, może nawet strażników miejsca, które właśnie infiltrowali.