PBF - Czarny Świt

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 24 lipca 2016, 10:21

Koronopan, dzień po likwidacji obozu Jeźdźców Apokalipsy

Werk przez chwilę poważnie rozważał odstrzelenie Marcusowi głowy. Nawet on nie miał zdaniem mechanika prawa niszczyć całych zapasów żywności, bez narady z resztą starszyzny i mieszkańców, z jakiegokolwiek powodu. Niestety to tylko pogłębiło by chaos.

Widząc, że Yuran i Nikodemus murem stoją za podpalaczem Bayer zrezygnował zupełnie ze swoich zabójczych planów mimo, że ten mord wydawał mu się dużo bardziej uzasadniony niż nocna rzeź w obozowisku degeneratów. Wtedy nie splamił sobie rąk ale dziś miał na to wielką ochotę.

Bez słowa przepchnął się przez tłum mieszkańców i udał do swojego warsztatu. W ciągu dwóch ostatnich dni Koronapan stracił dla niego cały swój urok. Dotąd był spokojnym miejscem w którym mógł oddawać się pracy nie martwiąc się o pustą miskę czy bandytów. Wyglądało jednak na to, że w osadzie zapanuje teraz głód i rządy przemocy więc miejsce stało się równie złe, jak każde inne. Tylko Eleni będzie mu brakowało.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2016, 15:49

Koronopan, plac przy składzie żywności

Groźna postawa Yurana sprawiła, że Wolkner cofnął się o krok i nie powiedział już ani słowa więcej, lecz w ciemnych oczach farmera gorzał płomień tak ogromnego gniewu, że Polanin zdecydował się nie odwracać w stronę Wolknera plecami, przynajmniej do końca dnia. Co gorsza, usłyszane przez osadników stanowisko Nikodemusa natychmiast podburzyło grupkę skupioną wokół Rudolfa Warzechy, złożoną z kilkunastu gniewnych mężczyzn i kobiet. Było wśród nich również paru wioskowych anabaptystów, co nie uszło czujnej uwadze Antona.

- Dla własnego dobra usłuchajcie prośby Markusa! - huknął gromko ojciec Gerarda - Daję wam własne słowo, że najdalej jutro wygłoszone zostanie wyjaśnienie dla wszystkiego, co miało tutaj miejsce.

- Co robiliście w lesie?! - nie ustępował Warzecha - Co Nikodemus gadał do Markusa? Uczyniliście coś złego?!

Przez ludzką ciżbę przetoczył się zły pomruk, nim jednak przeszedł w kakofonię głośniejszych okrzyków, nie panujący już nad emocjami Yuran skoczył do przodu i zamachnął się bez ostrzeżenia zaciśniętą w pięść dłonią. Rudolf nie zdążył się uchylić ani nawet cofnąć, bo chociaż podjął taką próbę, utknął na murze stłoczonych za nim popleczników. Trafiony w podbródek zwalił się na ziemię z głuchym jękiem. Jakaś kobieta, chyba Patricia, krzyknęła przestraszona, reszta osadników skamieniała z wrażenia nie wiedząc jak właściwie na ów akt agresji zareagować.

- Dość tego! - krzyknęli jednocześnie Markus i Anton. Surowy anabaptysta złapał Yurana za rękaw w zamiarze odciągnięcia młodego Polanina od ofiary, bo niektórzy z popleczników Rudolfa nadspodziewanie szybko odzyskali władzę w członkach i zaczęli podnosić w górę zaciśnięte pięści.
Czy Yuran opanuje swą złość czy też zamachnie się również na Antona? Jak reszta drużyny (z wyjątkiem Werka, który już sobie poszedł) zareaguje na ewentualną perspektywę bijatyki Dla Namakemono, bunt w takich okolicznościach może zostać w skrajnych przypadkach ukarany wygnaniem, lecz może warto pomyśleć o kompromisowym wyroku? Wygnanie większej ilości ziomków grozi emigracją większości populacji, już zagrożonej w Koronapanie głodem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2016, 16:35

Koronopan, domostwo Bayera Werka

Przygnębiony i smutny, Borkanin wszedł do wnętrza swego piętrowego domu, łączącego w sobie funkcje mieszkania, warsztatu i składu surowców wspólnych. Zamknąwszy obite blachą drzwi mężczyzna położył na drewnianej podłodze plecak, kulomiot powiesił na pasku na metalowym wieszaku. Na zewnątrz robiło się coraz jaśniej, lecz Werk nie podniósł metalowych zasłon na oknach, pozostawił wnętrze domostwa ukryte w głębokim półmroku. Wydarzenia ostatnich kilku godzin głęboko go poruszyły, zmusiły do rozważenia na nowo decyzji, przed którą długo się wzbraniał. Mechanik osiadł w Koronapanie kilka lat wcześniej i przez wiele miesięcy przeświadczony był, że jego wędrówka przez wschodnią Borkę dobiegła kresu.

Jedna noc wystarczyła, by poczucie bezpieczeństwa Bayera stopniało niemal do zera. W przeciwieństwie do większości rdzennych mieszkańców osady Borkanin wiedział to i owo o apokaliptykach i zdawał sobie sprawę z ich mściwych upodobań. Chociaż wszystko wskazywało na to, że z nocnej rzezi nikt nie uszedł z życiem, a na miejscu nie pozostały żadne ślady mogące łączyć zabójstwa z Koronapanem, gniew innych apokaliptyków i tak mógł prędzej czy później na osadę spaść - choćby z powodu jej bliskiego usytuowania względem miejsca masakry. Sprawę pogarszały późniejsze zajścia w samym Koronapanie. Spalony skład żywności, wyłączona z użytku główna studnia - ponownie Werk domyślał się więcej niż jego znajomkowie, albowiem wiedział co nieco na temat żarniny, wyjętej spod prawa i bezwzględnie zakazanej na cywilizowanych ziemiach.

Bayer schylił się pod stół montażowy, wyciągnął spod niego flaszkę oczyszczonej dzięki domowej roboty filtrowi wody. Zapas złożony z dziesięciu plastikowych i szklanych pojemników stał się znienacka wręcz bezcenny, bo jeśli podejrzenia Werka względem żarniny były prawdziwe, osada stanęła w obliczu niemal pewnej zguby.

Pogrążony w głębokiej zadumie, Borkanin uświadomił sobie znienacka, że w warsztacie zrobiło się nieco jaśniej. Ledwie sekundę po stwierdzeniu tego faktu mężczyzna poczuł unoszące się na karku włoski. Jego spojrzenie pobiegło dyskretnie w stronę powieszonego na pasku kulomiotu, a w myślach pojawiło się natychmiast pytanie, czy zdąży na czas pochwycić broń.

W domostwie zrobiło się jaśniej, bo ktoś pomimo obecności gospodarza otworzył wejściowe drzwi zadbawszy wpierw o to, by zawieszony przy nich mosiężny dzwonek nie wydał z siebie najmniejszego ostrzegawczego dźwięku - a mieszkańcy Koronapanu wiedzieli doskonale, dlaczego dzwonek wisiał przy wejściu i wiedzieli też jak bardzo Werk cenił sobie swoją prywatność.
Najprawdopodobniej ktoś wkradł się do domostwa Werka, a to oznacza, że może się czaić tuż za jego plecami!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 25 lipca 2016, 16:39

- Uspokójcie się wszyscy! - krzyknął sędzia. - Proszę, zachowajcie spokój. Anton i Marcus są naszymi przewodnikami od lat. Nie ma powodu, żeby wątpić w ich intencje. Działają dla dobra naszej społeczności. Jeśli zrobili to, co zrobili, to dlatego, że taka była wyższa konieczność, a pośpiech i tajemnica były ważniejsze niż wyjaśnianie szczegółów. Pozwólcie starszyźnie działać, w stosownym czasie wszyscy otrzymamy wyjaśnienia. Wciąż są prawowitymi członkami starszyzny, a ja nie pozwolę na lekceważenie ich urzędu. Wracajcie do domów, w chwili kryzysu nie potrzeba nam jeszcze waśni między nami.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2016, 17:48

Koronapan, plac przy składzie żywności

Wygłoszona podniesionym głosem przemowa nieznacznie uspokoiła wzburzonych osadników, ale wyraz ich twarzy i gorączkowy blask w oczach ludzi nie wieściły niczego dobrego. Podniesiony na nogi przez życzliwych sąsiadów Rudolf krwawił z przeciętej wargi i dosłownie kipiał z wściekłości. Sebastian Wolkner odciągnął go czym prędzej w tył gniewnego zbiegowiska, powoli rozchodzącego się pod wpływem słów Nikodemusa i napominającego spojrzenia Antona.

Młody sędzia zachował kamienną twarz, ale w głębi duszy czuł gorycz porażki. Mieszkańcy osady ustąpili z obawy przed powagą jego urzędu, a nie charyzmą ucznia Richtera.

- Zwróciłeś mi słuszną uwagę - mruknął Markus stając u boku Nikodemusa - Chodź z nami. Gerard, ty też. Yuran i Dragan, lepiej, żebyście na chwilę zniknęli ludziom z oczu. Porozmawiamy u mnie w domu. Reszta działa zgodnie z poleceniami. Snowid, przejmujesz dowodzenie.
Postanowiłem oddać los Nikodemusa w ścianki kostek. Idealną opcją byłby test CHA+Leadership, ale Nikodemus ma CHA 1 i Leadership 0. Pomyślałem zatem, by posiłkować się testem CHA+Conduct 3, lecz ponieważ to umiejętność pokrewna, a nie bezpośrednia, podniosłem poziom trudności z wyzwania na trudny. Nie mam też dostępu na wyjeździe do Katharsis, stąd pytanie, co daje sędziemu trzecia ranga. I czy wymachiwanie kodeksem przed nosami niepokornych przypadkiem nie dodaje w teście premiowanych kostek? Tak czy owak, Namakemono na moje szczęście nie wspomniał w opisie działań o machaniu książką, toteż w teście rzucę czterema bazowymi kostkami. Wyniki to 3, 5, 5, 4. Trzy sukcesy, więc niewielka porażka.

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 26 lipca 2016, 13:57

Dragan obserwował wszystko jak we śnie. Dym. Szaleńczy bieg. Wariactwo Markusa. Gniew mieszkańców...

Otrząsnął się dopiero gdy Yuran wyrżnął krzykacza w pysk. Okazja bójki przywróciła mu trzeźwość myślenia. Napiął mięśnie gotów do ataku, niestety sędzia opanował sytuację niwecząc szansę na radosną wymianę ciosów... Choć może nie do końca, gdyż uwaga Markusa pozostawiała pewną nadzieję na mordobicie.
- Zobaczmy co z Eleni - mruknął i pociągnął brata w kierunku domu.

Cieszył się, że dym nie był efektem ataku na osadę. Pożar zapasów aż tak go nie zmartwił. Myśliwy się wyżywi. Miał niezły zapas suszonego mięsa. Do zimy zdąży go powiększyć i uzupełnić o inne dary lasu. Będzie skromnie, ale przetrwają mrozy.
Większym zmartwieniem była studnia. Zbieranie rosy i deszczówki? Osada na tym nie przetrwa. Jest rzeka, ale picie nieprzefiltrowanej wody to czysty hazard. Dragan nie był pewien czy gotowanie czyni ją bezpieczną.

Przyszłość nie rysowała się w wesołych barwach...
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 27 lipca 2016, 06:38

Koronopan, domostwo Bayera Werka

Mechanik spiął się, szybko analizując sytuację. Teoretycznie nikt nie miał powodu, by nastawać na jego życie. W warsztacie nie było żadnych bogactw, na które mogliby się skusić mieszkańcy osady - każde potrzebne narzędzie dostawali za darmo a drobny podarek dla Werka mógł skrócić ewentualny czas oczekiwania. Sterty złomu zalegające na regałach były bezużyteczne bez wiedzy i umiejętności Bayera.

Normalnie Borkanin wziąłby to za wyjątkowo głupi żart, skląłby gościa któremu przyszedł do głowy pomysł podchodów i kazał mu iść precz. Wydarzenia ostatnich dni mocno odmieniły jednak sposób, w jaki Werk patrzył na Koronapan i jego mieszkańców. Ze zręcznością o jaką nikt by go nie podejrzewał rzucił się w stronę wiszącego na haku kulomiotu, po drodze wykonując efektowny przewrót. Planował stanąć w kącie, tyłem do ściany, i nieproszonego gościa powitać lufą obrzyna.
Skaczę po karabin, po drodze robiąc jakiś unika na wypadek, gdyby coś jeszcze czaiło się w mroku.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 lipca 2016, 23:35

Koronopan, domostwo Bayera Werka

Napięcie mięśni, gwałtowny zwrot w siedzisku i skok w bok pośród trzasku upuszczonej na podłogę plastikowej flaszki. Złapany za pasek kulomiot zaczepił się na ułamek sekundy na wieszaku, ale szarpnięty jeszcze mocniej wpadł prosto w ręce mechanika. Borkanin zakończył gwałtowny ruch przypadając na lewe kolano i mierząc lufą broni w znieruchomiałe po obu stronach uchylonych drzwi cienie.

- Ani kroku... - wyrzucił przez ściśnięte gardło Bayer, nim uświadomił sobie, co widzi.

Ściskające kulomiot dłonie zadrżały, knykcie zbielały zauważalnie.
W ruch ponownie idą kostki. Werk jest wyjątkowo zwinnym osobnikiem, posiada Agility 5 i chociaż jego Mobility to tylko 0, i tak ma spore szanse na zaliczenie testu. Dodatkowo dostanie ode mnie w formie premii dodatkową kostkę za błyskawiczną reakcję. Poziom testu trudny (4). Zasadniczo powinien to być test przeciwstawny, ale zamieniłem go na standardowy, żeby nie psuć niespodzianki (w tle słychać demoniczny chichot). Oto wyniki: 5, 4, 3, 4, 3, 3 - czegokolwiek nie sugeruje fabularka, test okazał się nieznaczną porażką (co oznacza pewne konsekwencje).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 lipca 2016, 12:27

Olbrzym nie bardzo nad sobą panował, już miał nawet wyrżnąć Antonowi, ale odciągnął go Dragan. Chwilę się szamotał, ale gdy brat mruknął, żeby sprawdzić co z Eleni, to z Yurana zeszła nagle prawie cała wściekłość. Sapnął kilkukrotnie i ruszył za Draganem w kierunku domostwa, przeklinając co chwila coś pod nosem.

Był zły. Narażał życie dla wioski, a tymczasem spotkały go nie mające dla niego sensu pytania. Nic więc dziwnego, że dał upust złości przywalając w mordę Wolknerowi. Do tego jeszcze Marcus i jego zachowanie. Postawienie się za naczelnikiem w sytuacji, w której spalił spichlerz, nadwyrężyło mocno lojalność i kosztowało Yurana mnóstwo nerwów.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 lipca 2016, 14:25

BW #1

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 lipca 2016, 14:53

Koronopan, peryferia

Pozostawiając za plecami rozchodzących się powoli sąsiadów, nie bacząc wcale na przeoczone zaproszenie Markusa do spotkania w jego domostwie, obaj polańscy bracia odeszli szybkim krokiem w głąb jednej z uliczek osady. Czerwonawa mgiełka przesłaniająca myśli Yurana powoli ustępowała, ale młody myśliwy wciąż nie potrafił się wyzbyć uczucia głębokiego wzburzenia. Stanął po stronie przedstawiciela starszyzny wiedziony lojalnością, lecz nie znaczyło to wcale, że podzielał stanowisko Markusa. Spalenie składu żywności jawiło się Yuranowi czynem całkowicie niezrozumiałym i wystawiającym Koronapan na wielkie niebezpieczeństwo w niedalekich już miesiącach zimy.

Młodzieniec nie wątpił, że pobicie Rudolfa nie przysporzyło mu sympatii wśród ziomków, i to nie tylko grupy anabaptystów, do której należał Warzecha. Sam Anton na pewno nie był tym aktem agresji zachwycony, chociaż przez wzgląd na wspólną nocną ekspedycję przywódca koronapańskich anabaptystów ograniczył swą reakcję do przytrzymania Yurana w miejscu. Instynkt podpowiadał myśliwemu, że konsekwencje uderzenia Rudolfa objawią się już niebawem i będą odczuwalnie nieprzyjemne.

Stojąca w progu chaty Eleni krzyknęła radośnie na widok nadchodzących braci, odgarnęła z czoła figlarne ciemne loki, pomachała im na powitanie dłonią. Nieudawana radość malująca się na twarzy siostry ostudziła złe emocje Yurana, przywróciła mu cząstkę dobrego samopoczucia.

- Czy wy wiecie, co się stało?! - dziewczyna spoważniała w jednej chwili, złapała za rękaw wchodzącego na schodki werandy Dragana - Markusa opętały złe duchy, chce nas wszystkich spalić. Na wszelki wypadek powynosiłam co cenniejsze rzeczy do lasu, przed chwilą wróciłam.

- Byłaś w lesie? - Dragan uniósł znacząco jedną brew, spojrzał na siostrę karcąco - Nie słyszałaś, że nikomu nie wolno do odwołania opuszczać wioski?

- Boicie się, że mnie borsuki napadną? - na obliczu ciemnowłosej piękności pojawił się grymas irytacji; Eleni nie była bowiem głupia i potrafiła myśleć, chociaż na co dzień wolała skrywać rzutki umysł za pozą ograniczonej wioskowej trzpiotki - Nie róbcie sobie ze mnie żartów, ja nie Zenobia.

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 29 lipca 2016, 14:58

Koronopan, domostwo Bayera Werka
Spoiler!
BW #2
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 lipca 2016, 19:24

Koronopan, domostwo Markusa

Markus Schiller mieszkał samotnie w dużej drewnianej chacie obitej aluminiowymi blachami, zaopatrzonej w przeszklone okna i funkcjonalne meble. Część gościnna odgrodzona była od innych pomieszczeń drewnianym przepierzeniem, na którym gospodarz rozwiesił płachtę niewiarygodnie starego materiału będącego najpewniej jakąś starą flagą. Rozmieszczone tu i ówdzie stalowe regały uginały się pod ciężarem różnych przedmiotów: narzędzi, dekoracji, elementów większej maszynerii. Większość z nich różnie się gościom kojarzyła, pozostając wieczną zagadką.

- Siadajcie przy stole - Markus wskazał dłonią na duży czworokątny stół i dwie dostawione do niego ławy, zniknął na chwilę za przepierzeniem. Kiedy wrócił, w ręce trzymał sporych rozmiarów szklany pojemnik wypełniony niemal całkowicie ciemną cieczą.

- Łiski - oznajmił kładąc kanciastą butelkę na stole pomiędzy siedzącymi z dziwnymi minami ludźmi. Ci zrobili okrągłe oczy słysząc zupełnie nieznane słowo będące zapewne nazwą umieszczonego w pojemniku trunku. Rozstawiwszy na blacie niewielkie metalowe kubki Markus otworzył butelkę i rozlał pachnącą aromatycznie łiski - Bardzo długo trzymałem ją w zapasie na szczególną chwilę. W zamierzeniu miała być radosna, ale dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebne nam pokrzepienie.

Nikodemus powąchał trunek podejrzliwie, wymienił przeciągłe spojrzenie z Antonem, potem poszedł w ślad Markusa i wychylił jednym haustem zawartość naczynia. A potem rozkaszlał się czując płomień obejmujący w panowanie jego przełyk.

- Mocne! - wystękał młody sędzia - Kto to pędzi?

- Nikt tego już nie robi - Markus wzruszył w odpowiedzi ramionami, otarł rękawem usta, powiódł wzrokiem po siedzących wokół niego ziomkach - To jedna z ostatnich pozostałości po Starym Świecie.

Wzdłuż stołu rozeszły się pełne zdumienia czy wręcz nabożnego podziwu westchnięcia, ktoś zajrzał do wnętrza opróżnionego kubka wciągając w nos resztki silnego zapachu.

- Czujecie jak pali w gardle? - Markus uśmiechnął się z dziwnie melancholijnym smutkiem - Jak rozgrzewa? Po tak wielu latach nie straciła niczego ze swej mocy.
Początek spotkania u Markusa, dość zaskakujący. Ktoś chciałby skomplementować mocarną w gębie łiski?

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 29 lipca 2016, 22:58

- Cichaj! - Dragan warknął na siostrę - Nie było żadnych borsuków...
Usiadł ciężko na ławie i oparł się o ścianę. Nagle poczuł się wyczerpany, jakby całe skumulowane zmęczenie z pościgu i walki dopadło go w jednej chwili.

Westchnął głęboko i rzekł cichym głosem:
- Prawdopodobnie ktoś zatruł żywność i wodę. Skaził je jakąś paskudną zarazą... Przynajmniej w tę wersję chcę wierzyć, bo tylko ona tłumaczy zachowanie Markusa.
Odpiął od boku broń i położył na stole. Wyjął ostrze z pokrowca i przez chwilę przyglądał mu się ze smutkiem. Potem zerkną na rodzeństwo i dodał:
- W osadzie wrze. Może dojść do buntu... Być może trzeba będzie opuścić osadę... Albo stanąć po którejś ze stron i kto wie... przelać nieco sąsiedzkiej krwi... bo na mordobiciu to się już nie skończy - chciał posłać bratu szelmowski uśmiech, ale iskra humoru zgasła tak szybko, że wyszedł mu tylko dziwaczny grymas.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 lipca 2016, 16:32

Dajże coś lepiej siostra do gęby coś włożyć, bośmy zgłodnieli jak stado gendo, a nie będziesz o borsukach bojczyć... - burknął za młodszym bratem Yuran, kładąc buzdygan na stół i ciężko siadając u stołu. On też podobnie jak Dragan poczuł w końcu zmęczenie całonocną wyprawą, która miała tak dramatyczny przebieg.

Wysłuchał brata zgodnie kiwając głową. Dragan jakby wyczytał wszystko z jego myśli:

- Dobrze prawisz bracie. I ja mam nadzieję, że Marcus tym się kierował, bo jak nie, to klnę się na Koronapana, że mu łeb pierwszy tym buzdyganem rozłupię. Bez spichrza połowa ludzi zimy nie przetrzyma. Pomrą tu, albo odejdą. Nie idzie ich wyżywić z polowań, bo aerał za mały na taką ciżbę, a wchodzić na tereny innych klanów to wojna pewna. Zjedzmy i chodźmy do chaty Marcusa, bo radzić chciał, a ciekaw też jestem co ma do powiedzenia.

ODPOWIEDZ