PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 20 lipca 2017, 16:04

Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran

Każdy kolejny krok wywoływał falę potu na skroni gwardzisty. Rynsztunek bojowy wraz z ciężką zbroją nie był najlepszym towarzyszem do pogoni za występkiem.
Zasrane uliczki, wszechobecne błoto i żerbacy uciekający w alkowy, podcienie wąskie przejścia między czynszówkami wymagałay sprawnego poruszania nogami.

Kiedy zbiedzy coraz bardziej się oddalali Eco wiedział, że nie pozwoli na taką kompromitację i brak posłuszeństwa. Zwolnił kroku, uspokoił oddech, przycelował i oddał strzał.

Żryj skurwysuny - powiedział pod nosem. Świst pocisku rozdarł świat na dwie części. Żywą i martwą. Ulica stała się pusta, nieliczni gapiowie zaglądali przez szpary w okiennicach, zzarogów budynków.

Eco stał już nad ciałem zbiega. Szkoda, że to nie kobieta. Powiedział w sobie w duchu. Zauważył jak miejscowi Chłopskiego Krocza oczekują kolejnych wydarzeń. Strażnik, zauważył młodszego chłopaka, który przygladał się całej sprawie.

Ty! Wrzasnął okropnie. Podejdz tu. Dobrze, wystarczy. Młody chłopak niepewne wychylił się zza sterty drenwianych skrzyń w których gniła kapusta. - Leć po strażników miejskich i przyprowadz ich tutaj. Nie ominie cię nagroda, w ręku straznika zabłyszczała moneta z srebrnym ryjem najwyższego.

Dobra, doszło do nieporozumienia. Szkoda, napisałbym, że strzelam mu w nogi. Jutro fabularka. Podbiegam do niego i badam, co miał przy sobie. Klnę jak szewc. Może miał informacje, kim był gdzie mieszkał. Dokładnie GO PRZESZUKUJE! Następnie łapie jakiegoś ziomka i wysyłam go po strażników. Ma to zrobić szybko i w podskokach. Grożąc, że jak tego nie zrobi będzie współwinny.
Ostatnio zmieniony 21 lipca 2017, 09:52 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 lipca 2017, 18:38

Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran

Trzęsący się z trwogi wyrostek ścisnął srebrną monetę z całej siły, wymamrotał coś pod nosem i odwróciwszy się na pięcie pognał do najbliższego zbiegu uliczek. Klękający przy nieruchomym ciele Eco obejrzał się ponad ramieniem i zmarszczył czoło na widok znikającego za narożnikiem czynszówki młodzieńca, bo ten skręcił w niewłaściwą stronę i zamiast pobiec do strażnicy, pognał ku niszczejącym kwartałom Świńskiego Ucha, gdzie nawet katańscy gwardziści nie zapuszczali się bez wyjątkowej potrzeby.

- Dokąd, suczy chwoście?! - wrzasnął Eco - Nie ta droga! Wracaj!

Lecz obdarowany hojnie młodzieniec już przepadł bez śladu razem z wręczoną mu monetą. Sypiąc na prawo i lewo soczystymi kurwami, Eco jął obmacywać ciepłe ciało żebraka. Jak podejrzewał, bełt przeszedł na wylot przez wątłą klatkę piersiową zbiega, sterczał z jego piersi okrwawionym metalowym szpicem.

- Jak byś nie uciekał, to byś żył - mruknął do ucha trupa Eco, bo istniało prawdopodobieństwo, że dusza zabitego wciąż jeszcze błąkała się przy zwłokach i słyszał wypowiadane w pobliżu słowa - Więc żadnego żalu do mnie i żadnego mszczenia się w zaświatach, jasne? Wyraźnie wołałem, żebyś się zatrzymał.

Ubłocony wychudły mieszaniec ludzkiej i orczej krwi nie miał przy sobie kompletnie nic wartościowego, nawet miedziaka czy kawałka sznurka. Jego ubranie dosłownie rozłaziło się w szwach, a we włosach zabitego zdegustowany Eco dostrzegł wszy. W rozgorączkowanym umyśle gwardzisty pojawiło się niepokojące podejrzenie, że ofiarą jego kuszy padł najzwyczajniejszy w świecie żebrak, nędzarz z rynsztoków Chłopskiego Krocza. Lecz z drugiej strony, rozsądek podpowiadał mężczyźnie, że w takim przypadku żebrak nie próbowałby na widok uzbrojonego strażnika uciekać! Coś było tu na rzeczy, a Eco zamierzał rozgryźć tę frapującą zagadkę do końca.
Jak czytałem wątek przygody w ciągu dnia, dałbym głowę, że Dretch sugerował gdzieś skorzystanie z pomocy nekromanty, by przesłuchać zabitego po śmierci - a teraz nigdzie tej deklaracji nie potrafię znaleźć. Może sobie tylko coś uroiłem, ale jeśli nie, to kapłani Morglitha faktycznie uchodzą za specjalistów w dziedzinie przesłuchiwania zmarłych. Co więcej, może khtan Ancano miałby własny interes w tym, żeby wyciągnąć z trupa jakieś istotne informacje?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 21 lipca 2017, 22:36

tak pisałem to w wiadomości prywatnej :)
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 lipca 2017, 19:29

I co teraz w związku z powyższym? Młodzian ze srebrnikiem uciekł, wszyscy inni też się pochowali nie chcąc nawiązywać znajomości z morderczym stróżem prawa. Zwłoki na plecy i truchtem do strażnicy?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 22 lipca 2017, 21:50

Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran

- Kolejny skurwisin - szepnął do ucha zabitego żebraka Eco. - Widzisz, dałem mu srebrnika, żeby zawiadomił straż a ten pobiegł w najlepsze. Tak zabraliby Cię dwaj strażnicy. Niestety jesteś zdany na mnie, jeszcze tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. - Mówił do niego, do siebie zbulwersowany Eco. Wstał, przeładował kuszę, zabezpieczył ją i przywiązał do pasa. Dumnie dyndająca kusza była jego ostatnią ostoją. Granicą dzielącą jego żyć od mrocznych macek Chłopskiego Krocza.

- Ależ się spasł chłopie. Warknął Eco chwytając za kaftan nieszczęśnika. Czerwona smuga rysowała znacząca linię na bruku ulicy, jak pióro skryby pozostawiając długi szkarłatny podpis.

Ulice jeszcze nigdy nie były tak długie, jednak strażnik nie poddał się. Nie da kolejny raz złupić ciała. Eco uważał, że duch jest w ciele do momentu pochówku, dlatego lubił jeszcze ciepłe ofiary, które nie mogły nic zrobić w trakcie jego igraszek. Rozmawiał z nimi podczas aktów. Bardzo upatrzył sobie młode blond kobiety, czasem i półelfki których włosy były prawie białe od słońca jak piasek plaży.

- Szkoda, żeś nie baba, ulżyłbym Ci w cierpieniu i byłoby mi lżej. Cwany uśmiech na skwaszonej od uderzeń Lubej twarzy Eco wygiął ją w nienaturalny sposób. - Wpadłem na genialny pomysł. Nie chciałeś gadać po tej stornie życia, powiesz coś wiedział będąc po drugiej.
Biorę go za za fraki i ciągnę do strażnicy ... tam ładuje na taczki, dwukółkę i do brata khtan Ancano zawożę. Po drodze jadę do alchemików, niechaj rzucą okiem na strzałkę.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2017, 12:22 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 lipca 2017, 18:54

Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran

Świadczący usługi na rzecz straży Krocza alchemicy mieli swoje przybytki na Placu Karczemnym oraz w Południowej Dzielnicy. Dzielnie ciągnący dwukołówkę Eco postanowił odwiedzić najbliższe mu alchemiczne laboratorium, chociaż szczerze nie cierpiał jego właścicielki, temperamentnej i nie znoszącej mitrężenia czasu elfiej czarodziejki o imieniu Duantha. Wysłany do niej kilka razy przez Fleituha bądź samego kapitana Gnatha, gwardzista zawsze zostawał obdarowany ciętymi komentarzach, których sensu i przesłania często na dodatek nie rozumiał.

Duantha nie podobała mu się zresztą z innego powodu, bardziej prozaicznego. Piękna długowłosa elfka była pełna życia, emanowała czystą esencją życiodajnej aury, której Eco szczerze u kobiet nie znosił. Raz czy dwa próbował sobie wyobrażać stygnące ciało Duanthy rozciągnięte na metalowym stole w piwnicach strażnicy, lecz na przekór niecodziennym upodobaniom gwardzisty te akurat fantazje z jakiegoś powodu nie sprawiały mu przyjemności.

Tym jednak razem mężczyzna postanowił trzymać na wodzy osobiste animozje. Laboratorium Duanthy usytuowane było niedaleko Czarnej Krypty. To w tej niewielkiej świątyni Morglitha na południowych obrzeżach Placu pełnił swą posługę khtan Angano i tam właśnie zamierzał zawieźć zwłoki żebraka Eco.

Przystępu do laboratorium strzegł jeden z jej gnomów, mały pękaty nieludź o okrągłych czarnych oczkach, którymi uporczywie świdrował przybysza. Machając mu przed nosem ryngrafem Eco zażądał natychmiastowego zaprowadzenia przed oblicze alchemiczki, co odziany w skórzany kubrak gnom uczynił z wielką niechęcią. Schodzący po schodkach do kamiennej sutereny będącej zarazem właściwym laboratorium, Eco z trudem powstrzymał się od kopnięcia gnoma w zadek - wybryk taki pewnie uszedłby mu płazem jako strażnikowi miejskiemu, ale mógł niepotrzebnie poirytować przywiązaną do swoich pomocników Duanthę.

- Gwardzista ze strażnicy kapitana Gnatha, moja pani - oznajmił piskliwym głosem gnom. Stojąca z księgą w ręce wysoka kobieta oderwała wzrok od wypełnionych bulgoczącymi płynami alembików i spojrzała przenikliwym wzrokiem na przybysza.

- Strażnik Eco - powiedziała melodyjnym głosem, nawet nie siląc się na pozorowanie życzliwości - Jakie troski tym razem spoczęły na barkach twych przełożonych?

[center]Obrazek[/center]
Eco dociągnął dwukołówkę do laboratorium Duanthy, zostawił wózek z ciałem na ulicy i zszedł do piwnicy kamiennego budynku, gdzie alchemiczka prowadzi swe badania. Pora przedstawić cel wizyty.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2017, 19:32

Ptasi Bazar; 26 orakt-ran

Otlaf podjął decyzję w ułamku chwili, nie miał bowiem zbyt wielu możliwości działania. Dwaj przyboczni poprzedniego właściciela sakwy już szli jego tropem, gdzieś w tłumie odwiedzających bazar Ostrogarczyków najpewniej czaił się też trzeci. Pojedynek z trójką przeciwników nie mógł się powieść, złodziejowi pozostawała zatem tylko ucieczka.

Przyśpieszając nieco kroku, ale wciąż sprawiając wrażenie rozluźnionego i nieco znudzonego, mieszaniec zaczął omijać przechodniów i handlarzy w drodze ku jednemu z wyjść Ptasiego Bazaru. Tłum otulał go niczym drugi płaszcz, zapewniał bezimienność i poczucie względnego bezpieczeństwa. Otlaf był nawykły do przeciskania się pomiędzy innymi przechodniami, sztuka płynnego poruszania się w ciżbie była jedną z nauk wyniesionych z czasów praktykowania profesji u mistrza Khirona.

Kamienny łuk wciśnięty pomiędzy dwa drewniane magazyny wychodził na brukowaną uliczkę wiodącą poprzez Kwartał Rymarzy na Źródlany Plac. Znający tę okolicę Otlaf wiedział, którym zaułkiem przemknąć się na sąsiednią ulicę, do następnego kwartału stanowiącego umowną granicę pomiędzy Placem Karczemnym i Chłopskim Kroczem.

Trzeci nieznajomy wyrósł z boku bez ostrzeżenia, wychynął zza ostatniej przed łukiem klatki pełnej rozkrzyczanych czarnopiórów. Gotów pójść w długą zaraz za przejściem Otlaf napiął mięśnie zerkając na obcego kątem oka.

- Chcemy tylko porozmawiać - rzucił odgrodzony od złodzieja drewnianą ladą mężczyzna. Jego osadzone w ogolonej gładko czaszce szare oczy miały niepokojący wyraz, podobny w wymowie do ukrytej za pazuchą płaszcza dłoni. Otlaf nic w pierwszej chwili nie odrzekł, świadomy tego, że gdzieś za plecami ma zbliżających się poprzez tłum towarzyszy łysego.
Trzeci nieznajomy przechwycił Otlafa tuż przed wyjściem z bazaru, ale oddziela go od złodzieja drewniana lada. Jeśli Otlaf chce pogadać, da czas pozostałym prześladowcom na skrócenie dystansu, takie ryzyko. Może też od razu puścić się biegiem przez Kwartał Rymarzy. Jestem otwarty na różne manewry i triki - spróbujcie sobie wyobrazić tętniące życiem targowisko i sąsiadujące z nim pełne przechodniów ulice. A teraz do dzieła, Czegoju!

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 25 lipca 2017, 20:44

Łapię ze straganu dowolny proszek, ziarno, piasek cokolwiek co pozwala sypnąć w oczy trzeciego prześladowcy. Potem konsekwentnie staram się zwiać nie siląc się na jakieś podchody. Żadnych rozmów, za długo przesiedziałem w ciemnych celach, żeby dać się tam zaprowadzić po dobroci. Ufam w instynkt złodziejski i własne zdolności i możliwości, one nigdy nie zawodzą.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 25 lipca 2017, 21:37

Laboratorium Duanthy

- jak zwykle przybywam do Ciebie Pani służbowo i jak zwykle przejdę od razu do rzeczy. Jestem na tropie seryjnego mordercy. Mówiąc to Eco z wolna stawiał krok, za krokiem idąc w kierunku alchemiczki. - Wyłupia oczy nie wiem do czego mu są potrzebne, ale każda jego ofiara je traci. Nasza strażnica siedzi mu na ogonie ale potrzebujemy wsparcia.

Strażnik, pogrzebał w sakiewce po czym wyciągnął strzałkę. Jest na niej trucizna. Czy mogłabyś powiedzieć jaka i gdzie taką dostać?
Strzałkę daje do identyfikacji, na koszt straży oczywiście, następnie biorę dwukółkę i śmigam do kapłanów. O ile nikt jej nie dmuchnął sprzed przybytku Duanthy
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2017, 22:28

Pracownia Duanthy

Alchemiczka bardzo ostrożnie ujęła w palce podaną jej strzałkę, przysunęła narzędzie zbrodni do nosa wąchając przedmiot przez dłuższą chwilę.

- Koldo, przynieś sprawdzajkę - rzuciła pod adresem stojącego opodal gnoma w skórzanym kubraku. Ten skoczył bez słowa do jednej z licznych metalowych skrzynek ustawionych na regałach pracowni, uzbrojony w żelazne cęgi o długiej rączce. Otworzywszy pudło złapał za pomocą cążek coś wielkiego, co piszczało i wiło się szaleńczo w uścisku metalowego przyrządu.

Eco cofnął się o krok widząc gigantycznego szczura o żółtych zębiskach i zamglonych wściekłością czerwonych oczkach, prychnął bezwiednie niczym rozdrażniony żbik. Nie zwracając najmniejszej uwagi na niepokój strażnika, Duantha drasnęła kosmaty grzbiet rozwścieczonego gryzonia czubkiem strzałki.

Zwierzę szarpało się i piszczało przez okres dwóch, może trzech uderzeń serca, po czym ku zgrozie gwardzisty zwiotczało bez ostrzeżenia, zawisło w cążkach z wyciągniętymi konwulsyjnie łapkami.

- Zdechł? - wystękał Eco, który nagle uświadomił sobie jak niefrasobliwie nosił strzałkę w swym odzieniu przez ostatnią noc i poranek - Nie dycha?

- Koldo? - Duantha uniosła pytająco brwi. Gnom rozwarł cążki i szczur grzmotnął o kamienną posadzkę pracowni nieruchomiejąc na niej niczym kupka śmieci. Koldo szturchnął go kilka razy przyrządem upewniając się, że zwierzę naprawdę wyzionęło ducha.

- Od jak dawna ta strzałka pozostaje zatruta? - elfka przeniosła pytające spojrzenie na gwardzistę - Posiadasz taką wiedzę?

- Od wczorajszego wieczora, co najmniej - odparł gwardzista wracając wspomnieniami do zabójczego spotkania w zaułku - Całą noc do teraz.

- Czarna barwa, silna koncentracja, niska podatność na odparowanie - mruknęła Duantha - Mam kilka przypuszczeń, ale potrzebuję czasu na dodatkowe badania. Wróć dziś wieczorem, może będę coś wiedzieć. Koldo zaniesie pokwitowanie do skrybów kapitana Gnatha, moje usługi do tanich nie należą.
Duantha powinna do wieczora zakończyć badania nad trucizną. Zgodnie z deklaracją Dretcha akcja przeniesie się teraz do Czarnej Krypty...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lipca 2017, 22:35

Ptasi Bazar; 26 orakt-ran

Otlaf westchnął spolegliwie na dźwięk słów łysego, a potem w ułamku sekundy targnął obiema rękami za położony na ladzie worek z ptasią paszą. Chmura białych drobinek sproszkowanego ziarna buchnęła prosto w twarz prześladowcy, pokryła ją grubą warstwą pyłu wgryzającego się boleśnie w oczy, nos i usta.

Kaszląc i prychając niczym w ataku wścieklizny, gładko ogolony nieznajomy zaczął miotać się za ladą strącając z pobliskiego straganu klatkę z ptakami i rozpaczliwie próbując oczyścić oczy.

Nie czekając nawet sekundy mieszaniec runął w cień kamiennego łuku, wprost na położony za nim Kwartał Rymarzy.
Wykonałem rzut na akt. ZR przeciwnika, aby sprawdzić, czy nie da się zaskoczyć i zasłoni na czas oczy. Wypadło 74, więc dostał paszą prosto w ślepia i na chwilę został oślepiony! Otlaf w nogi, a ja jutro rano przemyślę na spokojnie bieg z przeszkodami, który malowniczo urozmaici tę dramatyczną ucieczkę!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 lipca 2017, 17:44

Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Czarna Krypta zawdzięczała swą nazwę po części blokom smoliście czarnego kamienia, z którego wzniesiono jej ściany i dach; po części zaś funkcji jednej z licznych stołecznych kostnic. Posępne freski na jej fasadach prezentowały w całej okazałości majestat Boga Umarłych i wizje życia pozagrobowego czekającego na wiernych wyznawców Morglitha. Gładko wypolerowane schody wiodące ku położonym wysoko nad poziomem ulicy skrzydłom drzwi upstrzone były zapalonymi ogarkami oraz drobnymi darami w postaci miedzianych i srebrnych monet, figurek rzeźbionych w drewnie i kości, ręcznie kaligrafowanych zwitków papieru z tekstami modlitw. Odziani na czarno kapłani Czaszkogłowego zbierali te ofiary każdego wieczora, pozostawiając akolitom obowiązek czyszczenia kamiennych schodów z plam wosku.

Zza mrocznego progu świątyni wydobywał się silny zapach palonych na ołtarzu ziół, który nie przypadł gwardziście do gustu. Eco dociągnął obciążony trupem wózek do pierwszego stopnia schodów, nie zwracając większej uwagi na poszeptujących wokół przechodniów. Jakiś kleryk Morglitha zszedł mu po stopniach na spotkanie, z założonymi za plecy rękami i twarzą ukrytą w cieniu naciągniętego na nos kaptura.

- Bądź pozdrowiony w imieniu Pana Umarłych i niechaj obficie spłyną na ciebie jego błogosławieństwa - powiedział pozbawionym emocji głosem duchowny spoglądając z góry na spoconego strażnika - Czego szukasz w sanktuarium Dawcy Wieczystego Życia?
Eco dociągnął dwukołówkę do Czarnej Krypty, co dalej?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 27 lipca 2017, 13:00

Czarna Krypta; 26 orakt-ran

- Mam jednego takiego, który zapomniał coś przekazać wielkiemu kapłanowi Pana Umarłych. Czy khtan Rormon Angano zechciałby zamienić z nim słówko? Eco sapiącym głosem wskazał szeroko ręką na dwukółkę na której leżało truchło przeszyte bełtem.

- mam mocne podejrzenia, że ten ów skryty w sobie Ostrogarczyk, zataił informacje o Zbieraczu oczu, do mnie już nie mówi, a może powie coś kapłanowi. Strażnik uśmiechnął się, szczerząc żółte zęby. Miał nadzieje, że Ci wszyscy tu zgromadzeni usłyszą dokładnie nazwę zabójcy, byc może to dojdzie do jego uszu i sam pofatyguje się spotkać z Eco, byłoby tak łatwiej go pojmać.

Po czym odwrócił się do zwłok - skakałeś, skakałeś i się do igrałeś. Morglitha weźmie Cię pod swoja opiekę.
Jak trzeba wciągnę ciało, przełożę wszelkich starań aby jednak być podczas przesłuchiwania. Jak trzeba będę namolny i użyje swej jakże cudownej żebrackiej zdolności. Jak odprawią mnie z kwitkiem lecę do Milcara - co dwie głowy to nie jedna, jak nie wypali opcja ze strażą i kapłanami. Zaczniemy szukać na własną rękę 1000sz dla naszej świątyni to taki zastrzyk gotówki, który mógłby pomóc nam urosnąć w siłę.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 lipca 2017, 14:10

Dość sporo czasu zajęło Ślepakowi dotarcie pod kufel. Ulice był wyjątkowo tłoczne. Utrudniało to poruszanie niewidomemu, ale z drugiej strony ułatwiało zarobek. Milcarr szacował, że zdołał użebrać na przyzwoite śniadanie okraszone kuflem pienistego.

Zbliżając się do bazy wypadowej z daleka już słyszał kłótnie stałch bywalców karczmy - malauka, centaura i gnola. Tym razem wyraźnie jedank słychać było, że nie kłócą się między sobą, tylko wspólnie lżą kogoś innego. Milcarr szybko wywnioskował z wrzawy i od licznie zebranych gapiów, że trio orżnęło w karty jakiegoś półobrzymiego kupca, który jął dochodzić sprawiedliwości z pomocą straży. Na niewiele się to jednak zdało, bo patrol, sowicie zresztą opłacany przez szulerów z Kufla, nie tylko nie zajął się sprawą tak jak sobie tego życzył kupiec, ale jeszcze wystawił kwit rzekomo poszkodowanemu za bezpodstawne wezwanie Straży Miejskiej. Rozświeczony półolbrzym straszył patrol trybunałęm i w porywie wściekłości i bezsilności rąbnął malauka z trójki szulerów zydlem w łeb. Straż która nawet nie zdążyła wyjść z karczmy musiała stosownie zareagować i położyłą areszt na krewkiego kupca za rękoczyny i zakłócanie porządku w miejscu publicznym. Teraz wyprowadzali awanturującego się półolbrzyma od czasu do czasu próbując go uspokoić razami pałek. A wszystko to przy wtórze szydzących wrzasków miłośników gier hazardowych.

Ślepak pokręcił tylko głową. Ot katańskie prawo w życiu. Ale rozumiał zarówno Trio jak i Straż Miejską. Wiedział, że w Chłopskim Kroczu kluczem do wszystkiego jest posiadanie odpowiednich kontaktów we własnym mieszku. Przekazane odpowiednim osobom katanki zapewniały przychylność albo chociaż niewzruszoną obojętność. Innymi można było kierować z pozycji wyrobionego respektu. Kiedyś może mu będzie dane zaprowadzić na kwartałąch porządek.

Wszystko bardzo szybko wróciło do normy. Tłumek rozszedł się, a inni wrócili do stołów. Wszedł do karczmy i zamówił u Fryghii śniadanie i pieniste. Dopiero czując apetyczn zapachy we wnętrzu wyszynka zdał sobie sprawę, że jeszcze nie miał dziś nic w gębie a kiszki mu marsza grają. Chciał złapać Fryghie za tyłek, ale zmylony różnymi hałasami złapał za męski tyłek jakiegoś bywalca karczmy.

- Łapy precz pedrylu! - wrzasnął mężczyzna niskim głosem. Ślepak dosłyszał jak wznosi rękę aby uderzeniem skarcić niewidomego.

- O zmiłowanie proszę. Żem karczmarkę chciał obłapić alem nie pomiarkował... - wykrzyknął jednym tchem Milcarr już balansując ciałęm tak aby w razie ataku podciąć napastnika. Pomoc nadeszła przykładającego topór do wciąż rosnącego na czole guza malauka:

- Ze mną się suczy chwoście bij! Takiś odważny?! Toć nie widzisz że ślepy jak jak stara kobyła!

- Wara od kobył! - wtrącił się centaur: - czterorękich sodomitów się czepiaj!

Wszystko wróciło do normy. Kłótnia wybuchła starym zwyczajem, ale słowa malauka wystarczył aby speszony meżczyzna odszedł w swoją stronę nie zaczepiając Ślepaka. Trio czasem pomagało Milcarrowi, tak jak on czasem donosił im, że w okolicy jest na ten przykład patrol z którym mają na pieńku.

Kuchta przyniosła w końcu śniadanie i Milcarr skupił się na napełnianiu żołądka apetyczną strawą i oczekiwaniem na kogoś ze znajomych.
A Milcarr se tak siedzi w Kuflu. Mam nadzieję, że MG nie przewidywał żadnych sensacji po drodze...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 lipca 2017, 16:17

Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Khtan Angano przybył do drzwi Czarnej Krypty w towarzystwie czterech odzianych na czarno świątynnych służbitów, bladoskórych mężczyzn o czarnych tatuażach na czołach i policzkach. Rozpoznał od razu stojącego przy wózku człowieka, Eco dostrzegł to w jego oczach. Unosząc lekko szaty kapłan zstąpił w dół schodów, obrzucany niespokojnymi spojrzeniami przechodniów. Kto mógł, przeszedł zresztą czym prędzej na przeciwną stronę ulicy, tak groźny szacunek otaczał duchownych Morglitha i tak bardzo pospólstwo starało się unikać ich towarzystwa.

- Strażnik kapitana Gnatha - oznajmił Angano zatrzymując się na najniższym schodku i spoglądając z góry na leżące na wózku martwe ciało - Twa wizyta przerwała mi medytację. Oby była tego warta.

- Będzie warta znacznie więcej - Eco wyprostował się dumnie, położył prawicę na rękojeści przypasanej do biodra broni - To podejrzany z zaułka, w którym wyłupywacz oczu zabił znaną nam elfkę. Musiał coś wiedzieć, bo robił wszystko, abym nie zdołał go pojmać. Jego umysł skrywa mroczne tajemnice, świątobliwy khtanie, zapewniam. Wiem też, że czcigodni kapłani Boga Umarłych potrafią rozmawiać z trupami. To dlatego nie wahałem się go zabić, by tylko nie zbiegł bezpowrotnie. Jego wiedza jest do twej dyspozycji, świątobliwy, podobnie jak moja skromna osoba.

Gwardzista przemawiał pełnym egzaltacji tonem, wkładając w swój głos ogromny szacunek i pokorę należną przedstawicielowi znaczącego kultu. Kleryk przyglądał mu się przez dłuższą chwilę w skupieniu. Nie mogąc niczego wyczytać w chłodnym oczach khtana, Eco spuścił skromnie wzrok błądząc nim po zdobieniach pasa Angano.

- Jesteś niezwykle pewien siebie, strażniku - oświadczył kapłan - Ta cecha charakteru może ci przynieść wiele korzyści albo zgubić. Szybko się okaże, jaki los jest ci pisany. Zabrać ciało do Komnaty Szeptów.

Słysząc polecenie Angano, czterej służbici zstąpili czym prędzej po schodkach, podeszli do wózka i zdjęli z niego zwłoki żebraka. Kapłan zaczekał, aż miną go w drodze na szczyt schodów, po czym ruszył śladem tragarzy.

Znaczące chrząknięcie gwardzisty zatrzymało go w połowie kroku.

- Wielki i łaskawy świątobliwy - Eco przypadł na jedno kolano w wyrazie niemalże hołdu, wbił spojrzenie w uszyte z miękkiej skóry buty kapłana - Racz okazać wyrozumienie dla sługi katańskiego prawa i pozwól, abym był obecny w trakcie rozmowy z tym zbrodzieniem. Jestem pewien, że tego oczekuje od mnie mój kapitan, wielki i srogi tan Gnath.

- Misteria Komnaty Szeptów nie są przeznaczone dla innowierców i plebsu - sarknął morglithański kleryk, zaskakując gwardzistę ostrym tonem - Obecność istoty takiej jak ty mogłaby zostać uznana za akt świętokradztwa! Nie widzę, abyś nosił symbol mego boga, najpotężniejszego w zaświatach. Czy oddajesz mu cześć? Czy modlisz się przed Ołtarzem Nocy? Bębnisz pobożnie w ziemię oddając hołd nieumarłym?
Pora się trochę pomęczyć, Dretch, nie ma PD za darmo! Możesz zdać się na wynik testu CH (błaganie o wyrozumiałość), testu WI (podszycie się pod czciciela Morglitha) albo spróbować napisać wstawkę fabularną, gdzie argumentacja Eco przekona mnie (czyli Angano), że kleryk powinien wpuścić BG do Komnaty Szeptów. Generalnie chciałbym też wiedzieć jak mocna jest wiara Eco w Sureliona i jak daleko sięga lojalność gwardzisty względem półboga (pytanie o charakterze przyszłościowym).

ODPOWIEDZ