[center]Katakumby pod Sorte Kirke, północ, 14 maj 1996[/center]
Odkąd odnotowała, że kości się poruszają Karen miała mocno niepewną minę. W dodatku Nosfer z niewiadomej przyczyny zaczął rozwalać posadzkę, co wprawiło ją w jeszcze większe zagubienie. Niemniej nie planowała panikować.
- Na cholerę psujesz tę podłogę? Zwijajmy się stąd zanim te kościaki wkręcą nam się w szprychy.
Stanęła tuż za plecami Bradleya obracając się do niego tyłem i zaczęła uważnie śledzić ruchy szczątków rozrzuconych po okolicy by móc odpowiednio szybko zareagować w razie gdyby jakieś miały ich atakować.
Obecni: Posrany nie na żarty Bradley, tracąca cierpliwość Karen i nieobecni fizycznie Giovanni, tudzież Kapitan Galaktyka
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Spoiler!
Użycie Dyscypliny Głos Obłędu (koszt 1 PK). Test ST:7 = 1 sukces. Cel zostanie zaatakowany przez moc Dyscypliny.
Ostatnia wypowiedź w poście sprawia że Bestia zaczyna warczeć i domagać się krwi. Twoja pula Krwi to obecnie 3 punkty, co sprawia że jesteś na granicy głodu (10 - Człowieczeństwo = 3. Progiem punków krwi jest 3). Zarządzam Test Samokontroli ST:8 = 0 sukcesów.
Dodatkowo Głoś Obłędu powoduje, że również testujesz Odwagę ST:7 = 0 sukcesów. Pamiętaj, że pula kości na cnoty nie może być większa niż aktualny poziom krwi.
Kapitan Galaktyka wpada w szał.
Spoiler!
Test Obserwacji ST: 8 = 3 sukcesy. Jesteś pewien, że nie ma tutaj żadnych ukrytych przejść po za jednym. Znajdziesz miejsce gdzie kwas przeżarł ścianę przed wami ukazując stalowe pręty. Będziesz pewien, że ten fragment ściany przesuwa się dzięki jakiemuś mechanizmowi. Jednak nie będziesz wiedział, co trzeba zrobić by otworzyć przejście. Mowa o ścianie która jest na końcu korytarza, ta na którą wskazuje wahadło Algola.
Spoiler!
Test Obserwacji ST: 8 = 3 sukcesy. Jesteś pewna, że nie ma tutaj żadnych ukrytych przejść po za jednym. Znajdziesz miejsce gdzie kwas przeżarł ścianę przed wami ukazując stalowe pręty. Wydaje ci się, że ten fragment ściany przesuwa się dzięki jakiemuś mechanizmowi. Jednak nie będziesz wiedziała, co trzeba zrobić by otworzyć przejście. Mowa o ścianie która jest na końcu korytarza, ta na którą wskazuje wahadło Algola.
Spoiler!
Test Obserwacji ST: 8 = 0 sukcesów. Dla ciebie nie ma tutaj żadnych ukrytych przejść.
Na razie spoilery. Jutro pojawi się wpis.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Po wypowiedzeniu magicznych słów by uchwycić mojego napastnika, już wiedziałem, że on wychodził. Bestia która zawsze czyha by się wydostać.
Za długo trzymałem go na uwięzi. Może to nie ja świadomie zdjąłem maskę a może i tak było? Może zgodziłem się by go wypuścić? Zapadam się w głębiny umysłu. Może za dużo ognia? Może sam doprowadziłem do tego momentu, że płonę? Lepiej spłonąć niż zgasnąć. Unoszę się nad falami ciemności widzę swoją gwiazdę... swoją kometę ... teraz płonie na czarno, przemierzając nieznane zakamarki tej świątyni. Głód prowadzi mnie a ja nic nie mogę zrobić ... może nie chce? Mogę tylko falować w ciemnościach słuchając gniewu i bólu. Co mi po tym zostanie? Gdzie się znajdę po tym wszystkim? Czy w ogóle odnajdę się w ciemnościach? Uczucie kiedy tracisz kontrole nad sobą i nie wiesz dokąd cie to zaprowadzi jest w istocie przerażająca. Zamykam oczy otwiera je on, bestia która rozpoczęła żer.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Morten takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Czary-mary, hokus pokus, co do kurwy, nie wierz oczom. Odważnym ruchem pogładził porastające ścianę liście. Miękkie, liściaste.
- Noo, zajebiste... - wydudnił głuchym głosem w którym z łatwością dało się wyczuć fascynację.
Natchniony siłą magii Algola powrócił do poszukiwania przejścia. Badał kolejne kamienie i zakamarki, minuty mijały, ale coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że niczego tu nie znajdzie. Powoli zaczynał się frustrować, bo całe jego starania spełzały na niczym. A jak wiadomo frustracja musi znaleźć ujście, zaczynało go korcić, żeby coś rozpieprzyć. Słowa Gangrela na szczęście tchnęły w niego nową nadzieję i pozwoliły oderwać się od bezowocnego działania:
- Słusznie mówi, polać mu! Znaczy... może sam polejesz Claus? - zareagował żywiołowo. Przykucnął na ziemi i począł wydobywać zawiniątko z plecaka. Zobaczył przytroczony do plecaka łom i rozmarzył się nad jego potencjałem w tym zhańbionym chrześcijaństwem miejscu.
- Eeem, hrabio? Mamy sami się obsłużyć czy potrzeba tutaj większej finezji? Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że może by dodać coś od siebie, ale bojaźń przed niezrozumiałą magią i klątwami skutecznie odwiodły go od tego pomysłu. - Więc?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
Ostatnio zmieniony 06 października 2018, 21:10 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Nie przepadał za zimną krwią. Kto to w ogóle wymyślił? Picie z lodówki. Z lodówki! Ohyda... Zupełnie jakby pił z trupa. Niemniej wstręt zdecydowanie był kolejną barierą, którą warto było przekroczyć. Choćby dla tego zgrzytu, który czuł w kościach po raz kolejny gwałcąc swe osobiste uwarunkowania. Ha! No i oczywiście to była emocja, jakaś emocja... A emocje nauczył się cenić, w czasie ostatnich stuleci.
Bez ociągania się więc skonsumował zawartość dwóch porcji krwi (Pakują to w plastik? O Matko!), nie starając się nawet odpowiadać na pytania Kainitów, dopóki nie skończył. Rozmawianie przy jedzeniu byłoby zresztą wysoce niekulturalne. Nie żeby tak naprawdę go to obchodziło, ale urodzenie zobowiązywało. Jak zawsze. Pozwolił im więc pogłówkować samodzielnie, mając nadzieję, że to ich nie zaboli. Myślenie czasami bywało niebezpieczne dla początkujących... No, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz, prawda?
Odłożył puste opakowania foliowe i przetarł usta chusteczką.
- Najpierw chcę wiedzieć, czy nie da się otworzyć przejścia inną metodą. Nie możemy być pewni co stanie się, gdy wlejemy już zawartość flaszy do tej katolskiej miednicy - wyjaśnił spokojnie. - Na Czarną Matkę, nie wiemy przecież nawet, co jest w środku! Więc radziłbym wykorzystać pierwej wszystkie inne opcje, a jeśli to nie pomoże, owszem, warto będzie skorzystać z wizji madame Izabeli.
- Proponuję także uzupełnić braki krwi teraz. Jesteśmy w katakumbach, gdzie może znajdować się sporo głodnych pechowców. Noszenie ze sobą dużego zapasu vitae jest niezbyt rozsądne. - by nie powiedzieć cholernie głupie, dodał w myślach - Ponadto spowalnia nas. Nie ma sensu kusić losu.
Jeśli nikt nic nie znajdzie w ścianie przed nami, jestem za tym, aby wlać zawartość flaszy do aspensorium.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Isabela przesuwała się powoli wzdłuż ściany na końcu korytarza, którą wskazywało wahadło Algola. Badała kawałek po kawałeczku każdy jej fragment i element szukając najmniejszej wskazówki, która mogłaby im pomóc w znalezieniu przejścia. Czuła, że wahadło się nie myli, że to właśnie ta ściana skrywa tajemnicę, którą tak bardzo chciała poznać.
Jeśli uda mi się tu coś odkryć, to znacznie wpłynie na poprawę mojego wizerunku, może w końcu zaczną traktować mnie poważnie...
Nagle dostrzegła przeżartą kwasem dziurę w ścianie, co nie było by w tej sytuacji niczym niezwykłym, gdyby nie fakt co owa dziura skrywała w środku, a były to stalowe pręty, które ewidentnie stanowiły element ukrytego tutaj przejścia. Patrząc na nie odnosiła wrażenie, że muszą się one poruszać dzięki jakiemuś mechanizmowi. Jednak zagadkę działania tegoż mechanizmu postanowiła zostawić do rozwiązania facetom.
-Panowie! - Krzyknęła podekscytowana - Chodźcie! Musicie to zobaczyć!
Odwróciła się do pozostałych, a jej oczom ukazał się niesamowicie piękny widok. Tak bardzo skupiała się na ścianie, że nie dostrzegła wcześniej, magicznego kłącza, które obrosło całe pomieszczenie, w którym się znajdowali.
-Niesamowite... - Zachwycała się Toreadorka dotykając delikatnych liści rośliny - Hrabio, nie wiem czy zdaje Pan sobie sprawę z tego jak ogromną przyjemność sprawił mi Pan właśnie! - Obrzuciła Algola szczerym uśmiechem - Taki piękny prezent w tak ponurym miejscu.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
Ostatnio zmieniony 24 stycznia 2019, 11:32 przez Mau, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Dalsze badanie pomieszczenia ukazało fragmenty stalowych prętów w miejscu, gdzie kwas przeżarł ścianę i gdzie wskazywała artystka. Co ciekawe, potwierdzałoby to także wahadłową teorię Algola.
Medyk przyjrzał się dokładniej widocznym elementom układanki i doszedł do wniosku, że faktycznie, mechanizm zdawał się kierować w stronę , którą pokazywał czarownik. wydawało mu się również, iż wizja Toreadorki rozwiązałaby problem otwarcia schowanej blokady. Przynajmniej dopóki znowu nie odezwał się Boszorkany.
Szlag, jak jest taki cwany i obeznany w magii, to mógłby chociaż wyeliminować inne możliwości, bo fizycznie wielkich nie ma.
- Hrabio, mechanizm, który zauważyła Isabela wskazuje ten sam kierunek, co twój artefakt. Niemniej nie widzę żadnego innego sposobu, by odblokować dalsze przejście, choć niewątpliwie jakiś sposób musi istnieć, skoro w ścianach jest ukryty zamek. Co do krwi, to ktoś jeszcze potrzebuje?
Claus podał chętnym woreczki, po czym postąpił kilka kroków w stronę widocznych prętów i dodał:
- Poczekajcie, sprawdzę jeszcze jedną rzecz...
Po czym dłuższą chwilę przyglądał się samemu mechanizmowi, a następnie aspersorium.
Spoiler!
Sprawdzam dokłądnie widoczny mechanizm i aspersorium. Chcę wiedzieć, czy przejście nie otwiera się po prostu pod wpływem ciężaru wlewanej doń cieczy - jeśli tak, informuję o tym ekipę.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Bradley i Karen zabrali się za rozbijanie kolejnych części posadzki z namalowanym gołębiem. Szło im to nad wyraz sprawnie, a kamień kruszył się z łatwością w ich nadludzko silnych dłoniach. Gdy tylko otwór stał się odpowiednio duży, Nosferatu włożył do środka rękę. Przeszukiwanie trwało chwilę, ponieważ Bradley znalazł to czego szukał szybciej niż myślał. Jego palce natrafiły na podłużny przedmiot, przypominający rurkę. Skoncentrował się na wydobyciu znaleziska nie kłopocząc się chwilowo o nic innego, ufał bowiem swej mocy Niewidzialności, która chroniła ich oboje. I wtedy, nagle, coś zdmuchnęło źródła światła jakie Nieumarli zabrali ze sobą, pogrążając pomieszczenie zw ciemnościach. Kości zaklekotały, a Karen i Bradley poczuli delikatny wstrząs.
Brujah wyostrzyła swoje zmysły, zdając sobie sprawę że klekot kości rozlega się nie tylko w niewielkiej sali w której się znajdowali. Po przeciwnej stronie wejścia słychać było chrobotanie i specyficzny, dudniący dźwięk, przywodzący na myśl toczące się czaszki. Oczyma duszy niemal widziała je: blade, wyszczerzone, o pustych oczach... Wzdrygnęła się odruchowo. Nosferatu także usłyszał stukot, Bestia wewnątrz poruszyła się - czuł się tak, jakby drapała wewnątrz jego czaszki, próbując się wyzwolić... Nie tracąc ani chwili, Karen porwała świecę i zapaliła ponownie. Trzask łamanych kości, pękających żeber i kruszących się piszczeli zmienił się w jeden ogłuszający hałas, który zamilkł w momencie, gdy ciemność rozświetlił wątły płomyk w dłoni Krzykaczki.
Karen odwróciła się powoli, w kierunku wyjścia. Przez chwilę w milczeniu patrzyła na to, co znajdowało się przed nią: przejście zostało całkowicie zablokowane przez ścianę spiętrzonych, ludzkich kości. Szczur nie zauważył tego od razu. Zapaliwszy świecę zaczął dokładnie przyglądać się znalezisku.
Spoiler!
Gdy otworzysz tubę, wewnątrz znajdziesz to:
[center][/center]
Gdy tylko dotykasz materiału czujesz przechodzące dreszcze.
Wyjście z pomieszczenia zostało całkowicie zasłonięte przez ścianę z ludzkich kości i czaszek. W wielu miejscach są bardzo ostre, wystają w kierunku wnętrza sali. Jakaś straszliwa magia działa w tym miejscu. Póki co jesteście uwięzieni, a wszystkie kości z pomieszczenia są teraz częścią zapory.
Co robicie?
Obecni: Karen i Bradley.
[center]***[/center]
Wygłodniała Bestia szalała wśród zalanych mrokiem korytarzy Sorte Kirke. Kapitan mógł jedynie obserwować rzeczywistość spoza szkarłatnej kurtyny. Był więźniem, we własnym ciele, napędzanym przez gniew i potworny głód. Potwór, jakim się stał, miał tylko jeden cel - nasycić się. Wiedział, że biegnie, szukając pożywienia. Nie czuł jednak zmęczenia. Instynkt prowadził go coraz dalej i dalej w mrok. Nie widział wiele, jedynie wszechobecną czerń. I czerwień. Czerwień, której pragnął... Nie wiedział jak długo błąkał się zaślepiony gorączką która paliła żyły domagając się zaspokojenia żądzy krwi. Prawdę mówiąc niewiele pamiętał z tego, co robił i jakich czynów się dopuścił.
Jedno było pewne. Stało się coś potwornego. Coś, o czym nie chciał nawet myśleć... Otworzył oczy, czując w ustach smak vitae. Smak, który przywrócił mu zmysły, a jednak... Czyż nie niósł ze sobą straszliwego poczucia winy? Otworzył oczy... Teraz widział wyraźnie, świece na ścianach paliły się znów... A więc musiał znaleźć drogę wyjścia z labiryntu... Powoli opuścił wzrok na posadzkę. Zobaczył rozszarpane ubranie zachapane krwią. Z jednego z rękawów wystawał straszliwie zmiażdżony kikut kości i skręconych ścięgien. Poczuł, że robi mu się niedobrze... Odwrócił wzrok spoglądając na zaciśniętą mocno prawą dłoń, która trzymała ludzką czaszkę. Wraz z powrotem świadomości, wrócił także ból. Coś ostrego wystawało z pleców Kapitana, a dodatkowo kolano lewej nogi było mocno stłuczone. Zacisnął zęby zdając sobie sprawę co zrobił... To była zbrodnia. To było... złe...
Spoiler!
Poznajesz te ubrania. To Cezar.
Test Sumienia ST: 9 = 0 sukcesów.
Tracisz 1 Punkt Człowieczeństwa.
Zdajesz sobie sprawę, że pożarłeś Lexa Luthora i teraz jego krew krąży w Twoich żyłach. Ten czyn przybliża Cię do Bestii, uwalniając pierwotną potrzebę zabijania ofiary. To jak widzi to Kapitan w kontekście komiksowym zostawiam Tobie. Na pewno jest już za późno na żal, nie opanowałeś się na czas. Ostatnie co pamiętasz, to moment w którym wgryzłeś się w szyję i zacząłeś pić. Nie pamiętasz chwili w której Cezar wbił nóż w plecy i skąd są obrażenia kolana.
Otrzymane obrażenia: 3 punkty zwykłych ran.
Otrzymujesz 7 Punktów Krwi.
Do końca sceny Twoje Dyscypliny są bogatsze o: Nadwrażliwość 5
Dominacja 5
Odporność 1
Możesz tych mocy używać do woli do końca sceny.
Odkrywasz, że jesteś niedaleko wejścia za które weszli Giovanni i nie udało Ci się ich podnieść. Widzisz blask świec rozświetlających korytarze.
Co robisz?
Obecni: Kapitan Galaktyka
[center]***[/center]
Zebrana w katakumbach grupa patrzyła, jak Morten wlewa zawartość tajemniczej butelki do aspesorium. Gdy tylko ciecz wypełniła kamienne naczynie, figura po lewej stronie osunęła się o kilka centymetrów w dół. Na dnie misy pojawił się srebrny, podłużny klucz. Od strony ściany dobiegł zgrzyt i Nieumarli spojrzeli w tamtym kierunku niemal jednocześnie. Miejsce wskazane przez Isabell zadrżało, aby po chwili uchylić się do środka ukazując niewielkich rozmiarów przejście, zakończone wąskimi schodami prowadzącymi w dół. Wahadło Algola zaczęła odchylać się jeszcze bardziej, jakby przeszkoda została usunięta.
Srebrny klucz zanurzony jest w wodzie. Zdacie sobie sprawę, że pnącza trzymają bloki z kwasem bardzo skutecznie i nie ma mowy o kolejnej przykrej niespodziance. Przejście pozwala iść tylko gęsiego i mocno ogranicza ruchy. Postacie z plecakami będą mieć + 2 ST do działań fizycznych w przejściu.
Co robicie?
Obecni: Algol, Isabela, Morten oraz Claus.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Bradley schował materiał pod koszulkę tak aby dotykał jego ciała. Martwymi członkami wstrząsnął dziwny dreszcz. Szczur rozejrzał się przerażony. To co widział było jak koszmar. Jakby wylądowali w paszczy Scarlacca z Gwiezdnych Wojen. Nosferatu powoli zaczynał sobie zdawać z beznadziejności ich położenia, ale wbrew całęj logice starał się nie tracić dobrej myśli:
- Spokojna twoja rozczochrana Karen. - stwierdził przywodząc na twarz jeden ze swoich pogodnych, choć w rzeczywistości wyglądających strasznie uśmiechów: - Jakoś nas stąd wyciągnę. Chyba nie mamy zamiaru zostać tu na sto lat? Piękna i Bestia... - puścił oko do Krzykaczki.
Odruchowo zaczął szukać czegoś ciężkiego, czym mógłby pogruchotać całą tę fantasmagoryczną ścianę piszczeli, żeber i czaszek. W końcu nie był żadnym Czarodziejem, żeby pstryknąć z palców i przebudzić się z koszmaru jaki zaczynał rozgrywać się czeluściach Sorte Kirke.
Upewniam się, że materiał nie wyleci spod ubrania np przy szybkim ruchu itp.
Nie mam żadnego lepszego pomysłu jak tylko spróbować rozwalić ścianę z kości czymś ciężkim...
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Czarownik wyciągnął rękę nad aspensorium. Ledwo jednak zbliżył ją do naczynia, jego skóra zaczęła dymić.
- Woda święcona! Naprawdę? - zaśmiał się, jakby uważał to niezwykle zabawne. Przez chwilę składał i rozprostowywał palce smakując rozkosz bólu. Powoli przejechał językiem po wargach, przymykając oczy. W końcu z westchnieniem opuścił dłoń. Potrzebował jej na razie.
- Proponuję, by ktoś z obecnych użył gałązki bluszczu i wyciągnął klucz - odezwał się, jakby nic nie zaszło. - Ja raczej nie dam rady, mam tylko jedną rękę wolną - podniósł drugą dłoń, w której trzymał wahadło. - A zadanie pewnie wymagało będzie odrobiny manualnej zręczności.
Był ciekaw, czy sobie poradzą. W końcu ktoś mógłby się ochlapać, chociaż troszeczkę...
- Cieszę się także, iż znajduje pani me dzieło udanym, madame - odezwał się do Izabeli, obdarzając Torreadorkę czarującym uśmiechem. - Zawsze to miłe, gdy przyjemność jest nie tylko po mojej stronie.
Drużyno: bierzmy klucz i chodźmy dalej!
Obecni: Algol, Isabela, Morten oraz Claus.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Brak chętnych do przelania czary goryczy sprawił, że Morten podjął decyzję o autoasygnacji do tej roli. Nie poświęcił jednak takiemu obrotowi spraw nawet drugiej myśli i pewnym krokiem wyruszył w stronę aspersorium by wlać doń zawartość flaszy.
Nie wiedział jakiej reakcji może się spodziewać, ba nie wiedział nawet czy cokolwiek się zdarzy...
- Sgu. - zaklął cicho.
Nerwowym wzrokiem spojrzał na towarzyszy, ale tamci zdawali niespecjalnie przejmować się potencjalnym zagrożeniem. Spointował tą sytuację podniesieniem brwi.
- Dobra, uwaga. Leję ten siuwaks.
Odkręcił butlę i asekuracyjnym ruchem, z wyciągniętą ręką, zaczął przelewać jej zawartość do kropielnicy. Mięśnie miał napięte niczym postronki, a uwagę skupioną jak złodziej, który próbuje poruszać się bezszelestnie. W każdym momencie był gotowy na reakcję. Gdyby tylko coś poszło nie tak. Ruch postumentu nie zaskoczył go, zaczął tylko bystrym wzrokiem lustrować najbliższe otoczenie w wypatrując zmian.
Voila - pomyślał. Jak spod ziemi wyrósł hrabia, który począł badać całą "instalację" z kamiennym naczyniem:
- Proponuję, by ktoś z obecnych użył gałązki bluszczu i wyciągnął klucz. Ja raczej nie dam rady, mam tylko jedną rękę wolną. A zadanie pewnie wymagało będzie odrobiny manualnej zręczności.
Morten skwitował to ponurym - Mhmm - i zabrał się do działania. Z porastającego komnatę bluszczu urwał kawałek pnącza i uczynił z niego dwa patyki. Tak zaopatrzony podszedł do figury by wydobyć spoczywający na dnie klucz. Wyciągnąwszy metalowy przedmiot położył go na posadzce:
- Niech chwilę obeschnie, a ja idę do swoje graty. - po czym wrócił do swoich rzeczy i zaczął się sposobić.
- Idę pierwszy, Claus. Zabezpieczaj tyły i pilnuj hrabiego.
Przechodząc z powrotem podniósł z podłogi klucz i wpół pytającym wzrokiem spojrzał do członkach koterii.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Karen wyglądała jakby zupełnie nie zrozumiała co do niej Bradley powiedział, ale nie wyglądała też na wystraszoną czy spanikowaną.
- Że co? - Rzuciła na początku, ale potem machnęła ręką i zmieniła temat.
- Możesz mi powiedzieć co to jest? - Wskazała ręką w kierunku miejsca, w którym Nosfer schował wykopane znalezisko, czyli pewnie gdzieś w okolice jego brzucha. Jej głos brzmiał tak, że coś Bradleyowi mówiło, że jak nie odpowie to będzie drążyła temat.
Nie stała jednak czekając na odpowiedź, jakby oczywistym było dla niej, że i tak ją uzyska. Zamiast tego podeszła do zablokowanego przejścia i przez chwilę dokładnie studiowała je wytężając wzrok.
Po jakimś czasie wykonała kontrolne kopnięcie pilnując by nie nadziać się na ostre, sterczące kawałki, a gdy była pewna, że wszystko jest w porządku powtórzyła manewr tylko już z całą siłą i impetem.
Spoiler!
Karen przez chwilę ogląda z Nadwrażliwością przejście analizując je pod kątem słabych punktów. Potem wykonuje kontrolne kopnięcie by mieć pewność, że np. nie złamie sobie nogi, albo kości nie zareagują jakoś na ruch. Jak wszystko jest w porządku to kopie z całej siły w miejsce, które wydaje jej się najbardziej sensowne. Oczywiście powtarza to jeśli widzi, że jeden cios to za mało, ale jest jakikolwiek skutek.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
- Nim wyruszymy, chciałbym rzucić okiem, na ten klucz - poinformował czarownik, najwyraźniej nie kłopocząc się tak nieistotnymi ozdobnikami, jak zadanie pytania, czy możę to zrobić.
- Madame Izabela także powinna móc go obejrzeć - dodał po chwili. - Nigdy nie wiadomo, jakie sekrety skrywać może ten drobny przedmiot. - uśmiechnął się z wystudiowanym wdziękiem, który zdawał się bardziej pasować do wnętrza wytwornego salonu Andreasborg, niż mrocznych lochów Sorte Kirke..
Chcę obejrzeć klucz. Używam Nadwrażliwości:2, tudzieś umiejętności takich jak: Zagadki i Okultyzm. Sprawdzam, czy są na nim jakieś symbole i czy jest magiczny.
Obecni: Algol, Isabela, Morten oraz Claus.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
- Hrabia ma rację, Morten pozwól - dodała Isabela wyciągając dłoń po srebrny kluczyk. Ciemne, wąskie przejście jeszcze głębiej w dół, nie zachęcało Isabeli do wejścia, ucieszyła się z okazji pozostania jeszcze chwilę w tym miejscu, wśród zieleni magicznej rośliny choćby na czas zbadania kluczyka. Jej oczom ukazał się bogato zdobiony przedmiot. - Ahhh! Jakże urocze małe cacuszko! - z niekrytym zadowoleniem zaczęła go oglądać, skupiając uwagę na zdobieniu.
Biorę kluczyk od Mortena i używam Nadwrażliwości oraz Widzenia Aury w celu wykrycia ewentualnej magii w przedmiocie.
Obecni: Algol, Isabela, Morten oraz Claus.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2018, 12:14 przez Mau, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Kiedy Kapitan Galaktyka zrozumiał co się stało, było już za późno. Potworny ból jego czynów zwalił go z nóg. Czuł również ból ciała, ofiara się broniła przed jego bestią. Nie miał jednak szans. Ledwo dostrzegając, że jest w punkcie wyjścia w którym znalazł się trafiając w koszmarne przytulił martwe zwłoki szlochając i powtarzając bez składu "nie ... to się nie dzieje". W słuchawkach wyraźnie leciał utwór:
[center] https://www.youtube.com/watch?v=LCkyW7RE6Wk[/center]
W pewnym momencie synchronizując się z utworem trup powiedział.
- Dostajemy to na co zasługujemy- Kapitan odsłonił czaszkę by dostrzegać twarz ofiary w tym momencie widział dokładnie postać złoczyńcy jak wyglądała za czasów swego nieżycia.
- Nie miałeś umrzeć, to z Venomem miała zmierzyć się bestia. Gdy ja poległem. Nie chciałem niczyjej śmierci. - tu Świrowi przerwała mu jego ofiara wymawiając donośnym głosem.
- Jednak stało się zabiłeś mnie! I wiesz co? Z każdym następnym razem będzie ci łatwiej. Pierwszy raz zawsze najtrudniejszy, zabić kogoś takiego jak ja co? Uwięzić HA myślisz, że uwięzić możesz każdego i to załatwi sprawę? To gdzie się znajdujesz jest największym więzieniem w jakim byłeś. Zasługujesz na to by stać się kolejnym więzieniem tego przeklętego zakładu dla obłąkanych.
- Jestem tu by łamać klątwę!
- Jesteś tu bo CI kazano. Na razie, nie udało ci się zdziałać nic w tym wymiarze. Tamte drzwi stoją przed tobą zamknięte, a tam prowadzi labirynt przez który STAŁEŚ się mordercą. Nie wiesz czy twoja drużyna jeszcze żyje i czy nie jest już za późno by przełamać klątwę. Może już ci się nie powiodło? NIC NIE WIESZ! Jesteś zbędnym bohaterem bez komiksu i który jedyne czego się doczeka to zapomnienia. Jesteś tym który złamał zakaz Batmana. Jesteś MORDERCĄ! Przyznaj się przed samym sobą, zawsze chciałeś przekroczyć tą granice, chciałeś iść w ślady Punishera.- Trup uśmiechnął się do Kapitana na jego ustach była krew przez którą doszło do zbrodni.
- Nie ! Jeśli istnieje jakaś nadzieja to ją wykorzystam. Znajdę drużynę. Wydostane się stąd i oddam się w ręce sprawiedliwości.
- Nie ma sprawiedliwości jest tylko siła! Po za tym, już gnijesz w zasłużonym więzieniu w Arkham Azylum. Pogódź się z tym. Zabijesz tu na koniec każdego z powodu głodu.
- NIE! - po tych słowach Kapitan puścił zwłoki na ziemie próbując wstać.
- Zobaczymy! - Po tych słowach ślepia trupa spoglądały na Kapitana z wielką nienawiścią. Po czym oczy zaczęły znikać, a zwłoki nabrały w oczach kapitana swoich rzeczywistych kształtów.
Wstał z trudem dostrzegając problem z nogą i założył swą maskę.
Trzeba coś wykombinować, żeby się stąd wydostać... Myśl, stary myśl. Eee... Nie zapalałem tutaj świec. Skąd one się znalazły? Rozejrzę się i wezmę to ze sobą.
Spojrzał na nie zapaloną świece. Po czym schował do kieszeni spodni. Drugą zaś odpalił by przyjrzeć się śladom ziemi.
Staram się ogarnąć kto tu był i co się z nim stało. Zabieram na pewno jedną zgaszoną świece na wszelki i jedną zapaloną. Nadwrażliwość na 1 uważam na wszystko.