Biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055, 17:35
Sterylny biały wystrój sali kontrastował z ciemnoskórym barczystym mężczyzną siedzącym przy stole. Już po pierwszym rzucie okiem, wydawał się nazbyt grubokościstej budowy by zakwalifikować go jako pracownika biurowego. Ketarski obstawiał wzmocnione wszczepami mięśnie i pogrubione sploty kostne utwardzające cały szkielet. Twarz pozostawał ciężka, bez większego wyrazu jak u ludzi posiadających utwardzony splot skórny, zdolny zatrzymać nawet małokalibrową broń kosztem elastyczności skóry. Był ubrany w elegancki i dobrze skrojony garnitur, którego marki HRowiec jednak nie znał, zapewne lokalnej i rozpoznawalnej w Mozambiku marki. W grubych dłoniach trzymał tlący się papieros z prawdziwego tytoniu. Niezdrowy i zakazany, zwłaszcza w salach publicznego użytku jak ta, gdzie można było zostać za takie zachowanie nawet pozwanym. Mężczyzna zdawał się nie robić sobie nic z tego zakazu.
- Witam, jestem Roman Dyndała, Pełnomocnik Zarządu Propak do spraw HR. - wyciągnął dłoń.
Mężczyzna jednym ruchem zgniótł w palcach papierosa i podniósł się powoli. Dopiero po wyprostowaniu można było w pełni zobaczyć zwalistą posturę mężczyzny w stosunku do managerów. Odwzajemnił uścisk Dyndale z uśmiechem, którego znaczenie trudno było odgadnąć.
- Cyryl Rampapa, Interwencja i Pozysk, Banan Co.
- Moi koledzy... - manager przedstawił kompanów zaczynając od Krzysztofa, po czym zwrócił się do ochroniarza stojącego z tyłu z walizą - Włącz szumidła.
Zasiedli do stołu zgodnie z zasadami biznesowej etykiety. Jako ostatni po obu stronach Dyndały, usiedli równocześnie dwaj HRowcy. Błysnęły wymieniane wizytówki. Krzysztof wychwycił kątem oka jak manager ostrożnie rozciera drugą ręką prawicę po przywitaniu.
- Jak lot z Mozambiku? Niby klasa bizensowa ale jednak jest to parę godzin uciążliwego bezruchu. Na szczęście chociaż jet laga nie ma i....
- Doceniam ale... Darujmy sobie ten small talk i przejdźmy do rzeczy...
- W porządku, czas to pieniądz jak by nie było. Przedłożono mi pana prośbę o udostępnienie kompleksowych danych z zakresu poszukiwań osoby Pana Molisabe, jakie Propak poczynił ostatnimi czasy.
- Panie Dyndal... ja wcale nie prosił - powiedział czarnoskóry bussinesman. Ketarski drgnął, od razu poznał makabryczny translator, którego działanie już raz miał przyjemność w przeszłości odczuć.
- ...Ja żądam. - dokończył bardzo chłodno kolos.- I żeby nie było wątpliwości, mata nam go przekazać jak tylko siem wam go odnajdzie.
- Możliwe... - zaczął Dydnała, z gracją sapera przemieszczającego się po polu minowym, jakby robił to już któryś raz z kolei. - ...że ma go konkurencja. Wysłaliśmy jedną naszą jednostkę do miejsca jego zakwaterowania celem pozysku pracowniczego. Jednakże został jej on odbity przewagą siłową, prawda panie Ketarski?
- To był mój ludź. Zostawiłem go tam by miał czuwanie gdyby Molisabe powrócił. To nie był on. Szukajcie dalej. Zbiegł tuż przed naszym wyjściem do lokalu, przez okniaka w łazience. Po balkoniku zlizł piętro niży. Wyszedł z budynku i zniknął. Nie złapalim. Gdzie teraz jest? Wieta? Gdzie się skrywa? Trzeba go pilnie zinterweniować.
- Nie wieta, ale się dowieta... - odpowiedział ze złośliwym uśmiechem Dyndała, wstając i zapinając marynarkę. - Oczywiście będzie pan informowany na bieżąco, o naszych postępach. A jeśli do niego dojdziemy pierwsi, z przyjemnością przekażemy go reprezentantowi naszego większościowego udziałowca.
Manager skinął głową i obróciwszy się na pięcie wyszedł. Za nim jak dwa gończe psy ruszyli HRowcy. Szli chwilę korytarzem.
- Macie złapać tego sukinsyna i meldować mi o postępach. Zrozumiano? Cofnę wypłaty jako sprzeniewierzenie majątku firmowego jak się wam nie uda, bo piłka jest nadal w grze. Chcą go, i to bardzo...
Nie potrafiłem znaleźć lepszego zdjęcia oddającego ideę postaci. Sorry.
Uprzedzę pytanie. Gruby powiedział, że zinterweniować Molisabe, a nie pozyskać. Zatem, nie jest to pozyskiwanie nowego narybku do firmy, tylko interwencja za pracownikiem który im uciekł, czego zapewne już się domyśliliście.
W drugim wątku czekam na ewentualne wpisy pozostałych graczy. Cicho liczę na Wojskiego.