Strona 11 z 28
: 21 lipca 2011, 17:36
autor: avnar
Chciałbym przypomnieć że mieliśmy nikogo nie zabijać, a jeśli nie sprawdzimy czy kogoś tam nie ma, to mogą zginąć jakieś osoby i klient uzna że nie wywiązaliśmy się z kontraktu. Ewentualnie te osoby które się tam znajdują, zagaszą pożar. Proponowałbym tam jednak zajrzeć, albo chociaż podsłuchać, co się tam dziej.
: 21 lipca 2011, 18:44
autor: tzeentch
- Towarzysze, róbcie jak uważacie. Nie zmuszę was przecie abyście tam nosa nie wtykali... Jeno dajcie mi kuszę naładować.
Jak już pisałem - wisi na pasku pod pachą naciągnięta, ane bez nałożonego bełtu - robię to teraz i ściągam też tarczę z pleców kładę przed sobą w zasięgu ręki.
- Wasze życie, wasz pogrzeb - wchodźcie jeśli taką zachciankę macie.
: 21 lipca 2011, 21:18
autor: Keth
Faktoria Kaleda Raffura, Tahar-gar, Tabadan
Stawiając ostrożnie obute w miękką zwierzęcą skórę stopy Hariquiel wspiął się na szczyt pogrążonych w mroku schodów, wpijając zmrużone oczy w coraz lepiej dostrzegalną jasną szczelinę wyznaczającą obrys zamkniętych u szczytu stopni drzwi. Elf nadstawiał bacznie uszu, niemniej jednak nie docierał do niego żaden dźwięk prócz okazjonalnego cichutkiego skrzypnięcia drewnianych schodków lub równie ledwie słyszalnego szczęku metalowych elementów zbroi krasnoluda. Brodaty rębajło poruszał się z niespodziewaną zwinnością, wydającą się zupełnie nie pasować do zwykłych przedstawicieli swej rasy, co Hariquiel przyjął z niemym zadowoleniem. Ostatnią potrzebną mu w tej chwili rzeczą był metaliczny trzask tarczy o poręcz schodów lub dźwięk twardej czaszki Goldastha uderzającej w sąsiadującą ze stopniami ścianę.
Docierając do najwyższego schodka elf zastygł ponownie w bezruchu, jeszcze bardziej wytężając uszy, znowu jednak nie usłyszał najmniejszego szmeru. Więcej hałasów dobiegało z dołu, gdzie dzierżący naładowaną kuszę Moriento poruszał się ostrożnie wśród zastawionych zwojami papieru pulpitów pisarskich, niźli z całej górnej części faktorii.
Hariquiel rozmyślał przez chwilę w absolutnym bezruchu, wstrzymując nawet oddech. Zza drzwi nie dobiegał go żaden dźwięk skrobiącego po papierze pióra, żaden szelest przewracanych stronnic rachmistrzowskiej księgi czy pochrapywanie śpiącego mieszkańca. Elf wyciągnął dłoń uchylając bardzo wolno drzwi, gotów w razie potrzeby skoczyć w okamgnieniu w dół, choćby i na głowę Goldastha.
Nie wysadził na niego żaden wrzeszczący coś strażnik, do gardła nie rzucił się obronny pies. Coraz szerzej otwierane drzwi ukazały Hariquielowi zastawione pełnymi ksiąg regałami wnętrze pomieszczenia mogącego uchodzić za gabinet zamożnego kupca, o drewnianej posadzce przykrytej barwnym dywanem i masywnym stołem, za którym tkwiło wysokie rzeźbione krzesło o podłokietnikach w postaci rybich łbów. Przezierająca pod drzwiami poświata biła od kilku rozstawionych na stoliczkach świeczników, chociaż zaciągnięte na okno drapierie sprawiały, że na zewnątrz faktorii nie sposób było dostrzec palącego się na pierwszym piętrze światła.
Hariquiel nie zwrócił jednak uwagi ani na drapierie ani na świeczniki, nie odrywając spojrzenia od siedzącego w rzeźbionym fotelu człowieka, zastygłego nad otwartą szeroko księgą z grymasem skrajnego zaskoczenia na jowialnej pucołowatej twarzy.
: 21 lipca 2011, 21:43
autor: Zygi
Hariquiel wszedł do środka pewnym krokiem, stając przed samym biurkiem i wzrokiem nie ukazującym ani zdziwienia, ani niepokoju zaczął
- Khadar Raffur jak mniemam? - zaczął w talinoi, a w tym czasie lewa ręka znów poczęła szukać zawieszonego na szyi bursztynu. - Wielce niefortunne jest to nasze spotkanie, gdyż przynajmniej jednego z nas nie powinno tu być w tym momencie - kontynuował już przechodząc na asseryjską mowę - Nie widzę drugiego krzesła, więc porozmawiajmy na stojąco, ale radze zachować spokój, w końcu kultura powinna obowiązywać zarówno gospodarza, jak i gościa, a póki co chyba właśnie w takich rolach występujemy - powiedział szybko, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech..
Pewnie kcja będzie bardzo drobiona, ale żeby pozwolić ci napisać nieco więcej w jednym poście.
Cele(o ile oczywiście nie ukaże agresywnych zamiarów czy chęci wzbudzania alarmu, jeśli coś takiego zrobi to zacznę inkantacje):
1. Chcę się upewnić czy to wspomniany kupiec
2. 'Poinformować' o tym, że są pewni "przyjaciele innych przyjaciół, którzy są jego wrogami" i wywiązała się pewna niezręczna sytuacja, bo na wyjeździe handlowym miał być
3. Oczekuje wiarygodnych wyjaśnień, n.t. tego czym rzeczywiście się zajmuje, jeśli to nie tylko handel z Osmundem
4. Niestety nie mogę/nie chcę zostawić świadka, więc tu jest kwestia otwarta, albo się dogadamy (co i tak niestety dla niego wiąże się z puszczeniem budynku z dymem, ale ma czas uciec i wziąć coś ze sobą), albo się nie dogadamy i 'trzeba będzie coś z nim zrobić' nie chcąc nikogo zabijać trzeba będzie go zniknąć w inny sposób i jakoś zapewnić sobie jego milczenie.
Jeśli to nie kupiec to pkt. 4 wciąż jest aktualny.
: 21 lipca 2011, 21:44
autor: Keth
Dziedziniec faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Wylawszy na ubity dziedziniec zawartość beczułki i niedopitych kubków strażników Aldur upewnił się, że doprawione tajemniczym ziołem wino wsiąknęło w grunt, na wszelki wypadek zgarniając czubkami butów ziemię na kupkę, którą rozsypał następnie po wilgotnej od wylanego trunku plamie. Od strony ulicy i wychodzącej na nią bramy nie docierały do niego żadne niepokojące dźwięki, ale wiedziony ostrożnością zerkał co chwila przez grube żelazne pręty, siedząc w wyprostowanej pozie i dokładając starań, by przypadkowy przechodzień widział w nim jedynie czuwającego obok zmożonych snem towarzyszy strażnika.
Pora była nader późna, a nocne niebo mimo parnego ciepła zaciągnięte przesłaniającymi gwiazdy chmurami, toteż Tabadańczyk nie obawiał się w najmniejszym stopniu niezapowiedzianej wizyty jakiegoś miejscowego kontrahenta. W środku nocy w Tahar-garze zwykło się spać lub bawić do upadłego, ale nie ubijać kupieckie interesy.
Pozostali trzej najmici zniknęli chwilę wcześniej za progiem rysującej się czernią na tle nieba faktorii, ale nadstawiający uszu Aldur nie słyszał najmniejszego dobiegającego z jej wnętrza dźwięku, przyjął zatem ze skrywaną ulgą, że na terenie kupieckiej posiadłości nie było więcej strażników czy raczej nie było nikogo, kto trzymałby dodatkową wartę. W rzeczy samej czterech uśpionych zdradliwym winem pachołków zdało się drwalowi znienacka siłą aż nadto wystarczającą do przypilnowania biura handlarza rybami.
Zza wysokiego kamiennego muru dobiegł stłumiony dźwięk psiego szczeknięcia, odległy i stłumiony ciasną przestrzenią miejskich uliczek. Aldur drgnął wyrwany z chwilowego zamyślenia tym nieoczekiwanym hałasem, mniej pasującym do portowej dzielnicy od pijackich wrzasków i sprośnych śpiewów, chociaż wiedział doskonale, że psy od zawsze żyły obok istot człekokształtnych, dzieląc z nimi ze stoickim spokojem dolę i niedolę życia w ciasnocie i brudzie orchiańskich miast.
Walcząc z narastającym zniecierpliwieniem mężczyzna poprawił niedopasowaną, a przez to zjeżdżającą mu co chwila na oczy myckę, jednakże niepokorne nakrycie głowy nie stało się przez to wcale ciaśniejsze. Aldur chrząknął z cichą irytacją, zdjął zbyt obszerną czapkę z głowy i przechylił się na ławie w stronę najbliższego pachołka, chcąc zamienić z nim mycki.
Chociaż w pierwszej chwili jeszcze nie rozumiał, co takiego go tknęło złym, przyprawiającym o ciarki dreszczem, po ledwie jednym uderzeniu serca pojął przyczynę swego zaniepokojenia.
Leżący w tej samej pozycji, w której upadł po wypiciu kilku łyków wina, rosły i zarośnięty niczym leśny zbój pachołek zastygł w zupełnym bezruchu, a jego pierś nie unosiła się już w ledwie wcześniej dostrzegalnym płytkim rytmie zdradzającym pracę płuc.
: 21 lipca 2011, 21:52
autor: Keth
Faktoria Kaleda Raffura, Tahar-gar, Tabadan
Kotłujące się w głowie elfa słowa, z niebywałą szybkością formułowane w gotowe do wyrzucenia z siebie zdania, uwięzły w gardle Hariquiela, kiedy gotowy kajać się za wtargnięcie do gabinetu gość pojął, że siedzący w rzeźbionym krześle człowiek w żaden sposób nie zdoła mu odpowiedzieć.
Rozparty w siedzisku gospodarz, po ilości nałożonych na palce złotych pierścieni i bogatych szatach wnioskując niewątpliwie szacowny el Khaled Raffur we własnej osobie, siedział tak zapewne od chwili, kiedy nieznany Hariquielowi morderca wbił mu prosto w serce wąskie ostrze sztyletu. Cienka zwiewna toga na piersi zmarłego przesiąknięta była zadziwiająco niewielką ilością krwi, zdradzając śmierć od pierwszego pchnięcia. Oparty potylicą o tył fotela nieszczęśnik wpatrywał się w drzwi i stojącego w progu elfa otwartymi szeroko oczami, w których zastygł wyraźnie dostrzegalny mimo kiepskiego oświetlenia wyraz bezbrzeżnego zdumienia.
- Co jest? - za plecami skamieniałego Hariquiela rozległ się niespokojny głos krasnoluda, który następował elfowi niecierpliwie na pięty nie potrafiąc zajrzeć do wnętrza pomieszczenia.
: 21 lipca 2011, 22:14
autor: Zygi
- Uśmiechnij się drogi Goldasthcie, właśnie rozwikłałem zagadkę, cóż takiego w zleceniu tym nam nie pasowało - rzekł radosnym głosem, a z jego ust sączyło się tyle ironii, co oparów alkoholu z ust krasnoludzkiego kowala w kilka godzin po urodzeniu mu się pierworodnego syna. - Co więcej, okazuje się, iż haczyk jest taki, że jeśli zrobimy co do nas należy, szybko się stąd zwiniemy i nie damy złapać uciekając, to jeśli język za zębami trzymać będziem, to nic nam nie grozi - kontynuował Hariquiel.
- Ale co? Gadaj póki cierpliwości jeszcze mi staje - rzucił nerwowo krasnolud widząc, iż elfa żarty się trzymają.
- Misją naszą nie jest puszczenie z dymem utargu, a zatajenie morderstwa. Sam kupiec pewnie 'zaginie nagle podczas swojej podróży w interesach', jeśli tylko jego ciało w ogniu się strawi. - rzekł elf w karondzie, już z pełną powagą, jednak bez niepokoju w głosie. Widać znalezienie ciała nie zrobiło wrażenia na delikatnym mogłoby się zdawać elfie, a może i wyjaśnienie pewnych spraw ulgą się okazało.
- Znalazłem świetne miejsce na źródło zapłonu, zleceniodawca z pewnością będzie zadowolony - rzekł już nieco głośnie i w mowie wspólnej.
- Ułóżcie na dole rzeczy, by tam można było podłożyć 'ogień zapasowy', ja zajmę się górą.. a zbieranie papierów chyba nie będzie konieczne - rzekł szybko elf i począł przeszukiwać biurko i okolice, tak by coś szczególnie cennego może znaleźć, a przede wszystkim żeby zorganizować miejsce podpałki - trzeba się spieszyć, bo czas nas goni, nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo straż się pojawiła zaalarmowana dziwnymi zdarzeniami i nakryła nas na gorącym uczynku..
Deadline 10min, po 15 musimy być w odległości przynajmniej 2 przecznic, mam nadzieje, że czasu starczy. Jeśli uda się wyrobić przed założonym czasem to tym lepiej. Dłużej zostać nie możemy, choćby kosztem dokładności, dlatego najważniejsze to spalić ciało i jego okolice, drugi punkt zapłonu, gdzieś na dole i nie ma nas..
: 21 lipca 2011, 22:30
autor: tzeentch
Jeśli dowiedziałem się na czym stoimy (śmierć kupca i strażników), to i strażników trzeba do stosu pogrzebowego dołożyć, jak najszybciej npodpalić i nogę stąd dawać - bamą lub murem na linie.
Jeśli coś nam przeszkodzi... (np. patrol sygnalizowany przez psa), to trzeba się będzie dostosowywać do sytuacji... Zakładam jednak, że jeśli na wystawiono. tp powrót do oberży jeszcze dziś może być ryzykowny...
: 21 lipca 2011, 23:38
autor: Keth
Faktoria Kaleda Raffura, Tahar-gar, Tabadan
Moriento zadarł głowę w górę słysząc podniesione głosy swych towarzyszy, zdradzające brak dalszej konieczności zachowania w tajemnicy wtargnięcia do faktorii, z drugiej zaś strony zawierające nieco zaskakujący przekaz. Katańczyk nie miał pojęcia, co właściwie oznaczało martwe ciało znalezione na pierwszym piętrze budowli, ale instynkt podpowiadał mu, że przeciąganie obecności na terenie faktorii mogło się skończyć sporymi kłopotami.
Kłopotami z rodzaju tych zaciskających się ciasno wokół szyi po wytrąceniu drewnianego pieńka spod stóp.
- Ułóżcie na dole rzeczy, by tam można było podłożyć dodatkowe płomienie, ja zajmę się górą.. a zbieranie papierów chyba nie będzie konieczne - z pierwszego piętra popłynęły w dół schodów zdecydowane rozkazy Hariquiela - Trzeba się spieszyć, bo czas nas goni, nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo straż się pojawiła zaalarmowana dziwnymi zdarzeniami i nakryła nas na gorącym uczynku...
Katańczyk wzdrygnął się na dźwięk słów sugerujących rychłe spotkanie ze strażą miejską, wysadził za próg zewnętrznych drzwi dopadając żwawymi skokami pochylonego nad nieruchomymi strażnikami Aldura.
- Trup na górze, pewnikiem skrytobójczo ubity - wyrzucił z siebie Moriento kucając przy ławie - Trza będzie spalić faktorię ze szczętem, coby ów zniknął bez śladu.
- Wyzionęli ducha - odpowiedział lodowatym tonem Tabadańczyk, który wciąż klęczał pomiędzy pachołkami.
- Jak niby wyzionęli? - Moriento nie zdołał ukryć swego zdziwienia, wyrysowanego na twarzy i dźwięczącego zarazem w głosie - Z przepicia? Po jednym kubku?
- Są martwi, wszyscy czterej - powtórzył drwal trzymając dłonie oparte na czołach dwóch najbliższych strażników - Wraz przestali oddychać, a bez waporów powietrznych ciało niezawodnie obumiera.
: 22 lipca 2011, 01:00
autor: avnar
Jakoś tak się dziwnie złożyło że umknął mojej uwadze jeden post. W każdym razie do żadnej pierwszej pomocy się nie rzucam, bo się po prostu na tym nie znam. Umarli, no to trudno. Siedzimy po uszy w bagnie. Nic się na to nie poradzi. Jest zabawa jest ryzyko, jak mawiała moja babcia:) Sensu bawić się w przebieranki już nie ma, więc zdejmuję myckę, kaftan strażnika i odpinam pas z szablą, bo mi przy ewentualnej walce/ucieczce przeszkadzać będą. Jakaś szarfa by się przydała, aby oblicze zasłonić, gdyby do walki z kimś doszło. W mojej głowie dudni tylko jedno ZEMSTA, za wrobienie nas w ten syf.
W każdym razie dopadam później bramy i rozglądam się co się będzie działo. Mam nadzieję że tą drogę ucieczki o której wcześniej pisałem mam przygotowaną?
: 22 lipca 2011, 07:10
autor: tzeentch
- Pytanie jeno, czy jest sens faktorię podpalać? Czas tylko stracimy. Nie wiem, czy można jeszcze liczyć na resztę zapłaty... Jeśliby ów skrytobójca ślady chciał tylko zamaskować, to i sam ogień by mógł podłożyć, a jeśli ktoś nami się jeno za wabiki chce posłużyć... to i może lepiej się nie podkładać, jeno nogę stąd dać, a chybko.
: 22 lipca 2011, 09:18
autor: Zygi
Tym razem komu innemu słówko w fabularce uciekło? ;> Karond miał być, by paniki nie siać, no ale już trudno.
Nie za bardzo wiem do kogo i w którym momencie Moriento zgłasza swe wątpliwości nt. podpalania, ale jeśli do mnie to mu odpowiem:
- Jeśli zostaliśmy jedynie wystawieni, to nie wątpie, iż świadków mnóstwo się znajdzie, którzy nas tu obaczyli, ba pewnie nawet ze sztyletem w ręku, a drugą jego częścią w dziurze na szyi tamtej.- odrzekł szybko elf, polewając olejem, do lamp przygotowanym ciało - Mamy szanse jeszcze zatrzeć ślady, (zanim pochwyceni zostaniemy)... Może się (jeszcze) okazać, że to test był (dla nas 'sprawności, dzialnia w trudnych warunkach i pomysłowości, a nawet lojalności') przed większym zadaniem. (W stylu) szkoda najlepszego zabójcy, jeśli ktoś go pochwyci (bo ogień zauważył, a może jeszcze zabójcę ze mną powiązać można bo to mój ochroniarz). Weźmy obcych - złapią ich, nikt im nie uwierzy, a i tęsknić (nikt za nimi) nie będzie, uda im się - (sypniemy groszem to zapomną o niedogodnościach, a skoro się wykazali to i) dłuższa współpraca (może się wyklarować, ich słowo mi nie zagrozi, a ja w razie czego mogę na nich donieść).. Ale uciekaj już, zaraz będę podpalał.
Słowa w nawiasach są tylko dla wyjaśnienia, szkoda czasu, więc przekaz musi być streszczony.
: 22 lipca 2011, 11:04
autor: tzeentch
Wiec pomagam z cialami, a potem pora sie stad zawijac. Szybko, ale nie panicznie.
W razie czego mozemy wracac dwojkami. Ja i Aldur powinnismy miec na sobie nadal ciuchy pijakow, wiec w razie potrzeby mozemy udawac, ale elf i krasnolud beda sie rzucac w oczy...
: 22 lipca 2011, 12:27
autor: Zygi
Jeśli mają nas złapać to ani ciuchy pijaków nam nie pomogą, ani spiczaste uszy czy broda nie zaszkodzi, dlatego najważniejsze jest jednak nie dać się pochwycić.. i pozbyć ciał. Osobiście w razie problemów, wolałbym odpowiadać za podpalenie niż za zabójstwa.
Jeśli nie wrócimy do karczmy dziś/szybko to nasza nieobecność wzbudzi jeszcze większe zainteresowanie.. ideałem byłoby dotarcie do karczmy i zajęcie się 'swoimi sprawami' nim do karczmy dojdzie wieść o ogniu, niestety jest to niemożliwe, więc trzeba będzie postarać się tam trafić szybciej niż później. A zapach oliwy czy dymu z rąk czy ubrań spróbować zetrzeć piaskiem, mchem, czy w ostateczności ziemią..
: 22 lipca 2011, 20:52
autor: Keth
Wątek techniczny
Pozwolę sobie skomasować Wasze deklaracje.
Pozostający wciąż na zewnątrz faktorii Aldur pozbywa się pożyczonego odzienia strażnika i jego broni, po czym zajmuje pozycję przy bramie gotów do dalszego odwrotu. Hariquiel (najpewniej z pomocą Goldastha) szykuje miejsca podpałki na pierwszym piętrze oraz na parterze, zamierzając zniszczyć doszczętnie dowody zbrodni. Moriento zaciąga co sił w nogach ciała wszystkich zmarłych w tajemniczy sposób pachołków do środka budowli.
Natychmiast po podpaleniu faktorii zamierzacie oddalić się z rejonu faktorii wracając z powrotem do tawerny, gdzie czeka Was spotkanie z tanem Orresem.
Czy coś pominąłem albo czegoś nie doczytałem?