Strona 11 z 34
: 22 października 2011, 17:56
autor: Keth
Winne Grono, Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Rozochoceni hojnym gestem Aravena bywalcy Grona wznosili toasty tak gromkie, że omal pył się nie zaczął sypać spod sklepienia jadalnej izby. Pilnujący schodów Barth śledził wydarzenia w sali z założonymi za plecy rękami, bacząc jednocześnie na czterech osiłków w rybackich strojach, którzy chwilę wcześniej zobowiązali się za sowitą opłatę przewieźć rannych kompanów uruka do położonej kilka ulic dalej karczmy o mniejszej popularności i większym w zamian spokoju.
Podczas gdy Araven skupiał na sobie uwagę większości gości, wciąż nieprzytomny jaszczur i jego zdradzający pierwsze odznaki nadnaturalnego powrotu do zdrowia druh znaleźli się na dwukołowym wózku zaprzężonym w rachitycznego osiołka.
- Pojadę z nimi do Skolopendry, wy zaś idźcie czym prędzej do Złotego Liścia - polecił nie znoszącym sprzeciwu tonem Barth, spoglądając z góry na miętoszącego swą czapeczkę gnoma. Trzymany za uzdę koń uruka zaparskał donośnie, jakby chciał tym dźwiękiem podkreślić wagę słów pana - Deliad czeka tam z tym chędożonym magiem i tam też się spotkamy.
Forgil Primm pokiwał głową z wielce nieszczęśliwą miną, obejrzał się ponad ramieniem słysząc zgrzyt otwieranych drzwi i dobiegający z wnętrza karczmy gwar ludzkich głosów. W progu stanął poprawiający pas Araven.
- Idź z Forgilem - powtórzył raz jeszcze Barth - Czynimy wszystko podług ustaleń. Do rychłego obaczenia.
Ponagleni ruchem ręki rybacy popędzili czym prędzej osiołka, ruszając po obu stronach wózka w kierunku Skolopendry. Barth pociągnął konia za uzdę ruszając w ślad za swymi pomagierami i rozglądając się bacznie wokół siebie.
Chociaż nie miał pojęcia, skąd brało się tak silne przeczucie, nie mógł się wyzbyć irracjonalnego niepokoju, który z każdą chwilą zdawał się przybierać na sile.
Wątek techniczny
Zgodnie z deklaracjami BG nastąpił podział drużyny. Barth z pomocnikami odwozi rannych do Skolopendry, natomiast Araven i Forgil śpieszą do Złotego Liścia.
: 22 października 2011, 18:09
autor: Araven
Ruszam z Forgilem jak zasugerował Barth. Uważam na bezpieczeństwo gnoma i ogólnie jestem czujny.
: 22 października 2011, 19:25
autor: deliad
Wątek techniczny
Ścigam maga. Mknę jak strzała do drzwi karczmy, za którymi zniknął mag.
: 23 października 2011, 15:47
autor: Keth
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Znający od biedy okolicę Araven mógłby przysiąc, że razem z alchemikiem pokonał zaledwie połowę drogi do
Złotego Liścia, kiedy grom chrząknął znacząco i zatrzymał się wpół kroku. Jakiś idący tuż za nim krasnolud warknął coś w rodzimym karondzie, omal nie wpadając na plecy Forgila i uskakując nadspodziewanie zwinnie w ostatniej bez mała chwili.
- Patrzaj jak leziesz, gnomie jeden! - dorzucił krewki brodacz, przenosząc zaczepne spojrzenie na towarzyszącego alchemikowi rębajłę, Araven jednak zachował kamienny wyraz twarzy, nawet nie sięgając po swój oręż. Krasnolud burknął coś i odszedł, pochrzęstując swą kolczą zbroją.
- Co jest? - zapytał elf rozglądając się jednocześnie bacznie wokół. Nigdzie nie dostrzegał niczego niepokojącego, wypełniający ulicę kolorowy gwarny tłum zdawał się nie przejawiać żadnych złych zamiarów, nikt nawet nie zwrócił uwagi na niewielką scysję pomiędzy gnomem i krasnoludem - Nogi cię bolą?
- Ciebie zaraz zadek rozboli jak cię kopnę - rozeźlił się znienacka gnom, ku zaskoczeniu Aravena, który już dawno nie widział małego alchemika w stanie tak ogromnego wzburzenia - Zapomniałem coś w
Gronie, muszę po to wrócić, natychmiast!
- Słyszałeś, co powiedział Barth - odparł Araven marszcząc czoło - Nie pogłaszcze cię po główce, jeśli za nic będziesz miał jego słowa!
- Nie on mój suzeren ani ja jego wasal - odparł cierpko Forgil Primm - Idź do Deliada, na mnie nie czekaj. Za chwilę cię dogonię albo spotkamy się w
Liściu. Barthowi nic nie gadaj, wyjdzie sprawa na wierzch, sam się z nim rozmówię, dobrze?
Elf skinął po chwili namysłu głową, nie widząc żadnego sposobu na zatrzymanie gnoma prócz przerzucenia go sobie przez ramię i poniesienia przemocą do miejsca zbiórki.
- Jeno czasu nie mitręż po próżnicy - przestrzegł towarzysza świdrując go natarczywie wzrokiem - Barth nie jest pobłażliwy jak ktoś coś wbrew jego woli czyni, wszak dobrze o tym wiesz. Jak przyjdzie co do czego, ja się za twym zadkiem nie opowiem.
Forgil Primm nic nie odrzekł, klepnął tylko górującego ponad nim Avarena i odwróciwszy się na pięcie zniknął w ciżbie przechodniów zmierzając w sobie tylko znanym celu z powrotem do Winnego Grona.
Wątek techniczny
Tym samym Avaren został sam, ale chyba się nie lęka konfrontacji z krnąbrnym magiem, wszak ma jeszcze do pomocy Deliada! 
: 23 października 2011, 19:48
autor: Keth
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Poganiający osiołka rybacy mieli spory kłopot z przepychaniem się przez tłok panujący na krętych uliczkach Placu Karczemnego, toteż chcąc ich uchronić przed ciosem bykowca lub nadmiernie obelżywymi słowami Barth wysunął się do przodu, ciągnąc za sobą konia i unosząc dumnie głowę. Widok potężnego uruka wywierał stosowne wrażenie nawet na krążących tu i ówdzie półolbrzymach, bo prócz oczywistej krzepy tan Vader emanował też aurą władzy i arogancji charakterystycznej dla panów orchiańskiego świata.
W Ostrogarze, ich mateczniku, nikt zdrowy na rozumie nie próbowałby wchodzić w drogę orkowi szlachetnej krwi, zwłaszcza takiemu noszącemu się na rycerską modłę.
Słysząc jakieś pokrzykiwania za plecami Barth obejrzał się do tyłu i stłumił leciutki uśmieszek zadowolenia dostrzegając pazurzastą gadzią kończynę zaciskającą długie palce na burcie podskakującego na bruku wózka. Isalshynis dawał oznaki życia, co szczerze rycerza cieszył, albowiem wbrew wszystkiemu, co kiedyś i teraz dzieliło orkową i jaszczurzą rasę, uruk prawdziwie reptilliona lubił.
- Ot i Skolopendra - powiedział do najbliższego rybaka, garbatego mieszańca krwi w ubogim odzieniu gnącego się w ukłonach po każdym zdaniu wypowiedzianym przez rycerza - Pójdźcie ze mną, a nie lękajcie się, że wykidajła was popędzą za ów rybi fetor, który roztaczacie. Nie dam was ukrzywdzić.
Wątek techniczny
W karczmie będą chcieli dwóch sztuk złota za dzień pobytu pary poturbowanych, a prze to budzących zaniepokojenie indywiduów. Do tego dochodzi prowizja dla rybaków - 8ART, jaką hojność gotów jesteś okazać?
: 23 października 2011, 23:25
autor: Araven
Wzruszam ramionami, wznosząc oczy ku niebu, nigdy nie rozumialem gnomów. Ruszam do Deliada, mając nadzieję, że dzielnie pilnuje maga i nie wpakował się w jakąś kabałę... zaraz sie przekonam o tym osobiście.
: 24 października 2011, 00:50
autor: 8art
Wątek techniczny
Rybacy dostaną 2szt złota. Za taką robotę, za taką stawkę powinni się giąć w ukłonach do wieczora. Karczmarzowi płacę podwójną stawkę i mówie, żeby nie zadawał zbędnych pytań i zapomniał o całym widowisku.
BTW zrobiłeś ze mnie jakiegos SSmana Keth;) Wygląda na to, że nawet Araven sie mnie boi:D Raczej taki nie jestem w stosunku do starych przyjaciół;)
Pod Ubitą Skolopendrą, Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Weszli do Skolopendry. Karczma była kompletnie pusta. Karczmarz krzywym wzrokiem spojrzał na mieszańców w ubogim odzieniu potem jego oczy rozszerzył się w zdumieniu zmieszanym ze złością na widok wnoszonych Isalshynisa, Amrasa. Karcące spojrzenie Bartha rozmyło grymas twarzy oberżysty. Skłonił się mnąc w dłoniach ścierkę do blatu:
- Czym mogę służyć w moim skromnym przybytku panie?
- Pokój dla tych dwóch - krótko odparł rycerz. Karczmarz skłonił się jeszcze raz, by zyskać trochę czasu i szybko przemyśleć co rzec przybyszowi. Po chwili odparł:
- Mam tu dla nich pokój, wygód im nie zabraknie. Pokój tam gdzie te drzwi. Ale wiecie Panie czasy ciężkie. To będzie dwa katańskie złocisze...
Uruk niedbałym ruchem odpiął od pasa i cisnął niewielką sakiewkę w ręce karczmarza a potem pokazał rybakom gdzie mają zanieść rannych. Oberżysta zmierzył zawartość mieszka i już miał podziękować gdy rycerz bezceremonialnie przytknął palec do piersi przestraszonego karczmarza:
- Masz tu złota za nocleg dla tych dwóch i drugie tyle za to żebyś zapomniał o nich i o całej sprawie. I lepiej żeby Ci nikt pamięci nie odświeżył ani złotem, ani mieczem, - oczy uruka zwęziły się do dwóch złowieszczych szparek - bo przysięgam Ci, że wtedy katańscy taksatorzy tak Twoje rachunki przejrzą, że pójdziesz w galery lub w kopalnie ołowiu za długi wraz z rodziną całą.
Mężczyzna wysapał, że już zapomniał o wszystkim, gnąc się w pas i przysięgając na wszelkie świętości o swojej lojalności wobec władzy. Barth średnio wierzył karczmarzowi ale wiedział, że ten dwa razy zastanowi się nim zacznie paplać ozorem. Tymczasem z góry wrócili rybacy sapiąc ze zmęczenia. Rycerz odliczył dla nich kilkanaście dużych srebrnych monet a wraz z każdą oczy rybaków stawały się coraz większe i większe. Gdy rycerz kończył, byli go niemal po stopach całować gotowi ze szczęścia. Tyle pieniędzy na raz nie widzieli od tygodni. Ork odprawił ich gestem dłoni i na odchodne rzekł:
- Zanim przepijecie te pieniądze, to pędem mi do katańskiej świątyni Gringor i do popołudnia modlić się sumiennie za szczęście Wasze. Może Katan wysłucha Wasze modły i łaskami większymi Was obdarzy.
: 24 października 2011, 20:30
autor: Keth
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Deliad wyprysnął z wejścia karczmy wprost na zatłoczoną ulicę, kręcąc na wszystkie strony głową w desperackiej próbie zlokalizowania przebiegłego zbiega. Kilku znajdujących się najbliżej przechodniów odskoczyło na przeciwną stronę ulicy nie chcąc ryzykować konfrontacji z wyraźnie wzburzonym osobnikiem o aparycji człowieka lasu. Jakiś zdławiony okrzyk zdradził sharamicie obecność uciekiniera. Obalony impetem gnającego na złamanie karku czarodzieja przechodzień o wyglądzie mieszańca krwi rozwrzeszczał się na całe gardło, na czworakach próbując pozbierać wytrącone mu z ręki i poniewierające się na błotnistym bruku bułki i rogale.
Deliad nie znał dokładnie formuły zaklęcia niewidzialności, ale coś tam na ów temat słyszał i jego oblicze rozjaśnił iście wilczy uśmiech, kiedy odpowiedzialny za obalenie piekarza uciekinier stał się znienacka jak najbardziej widzialny. Magia ochronna opierała się na mechanizmach powiązanych w jakiś znany jedynie starożytnym sposób z emocjami osoby poddanej ich działaniu, a jedną z bardziej specyficznych cech tych czarów było ich samoczynne rozproszenie w przypadku przejawu agresji nosiciela.
Przewróciwszy stojącego mu na drodze piekarza czarodziej stracił z miejsca swą niewidzialność, a Deliad tylko na to czekał. Mknąc niczym chart druid dopadł swą ofiarę kilkanaście stóp dalej. Jegomość w bordowych szatach obejrzał się ponad ramieniem i jego sapanie przeszło w okrzyk przestrachu. Zbieg skręcił gwałtownie w boczny zaułek, mając nadzieję zmylić tym unikiem swego prześladowcę, ale Deliad nie dał się zwieść, dosłownie wsiadając uciekinierowi na kark.
Czarodziej krzyknął ponownie, tym razem jeszcze głośniej, a sharamicki druid roześmiał się gromko pojmując znienacka, co było źródłem przestrachu zbiega. Zaułek okazał się ślepą uliczką, pułapką bez wyjścia. Człowiek w bordowych szatach błyskawicznie oszacował swe położenie i odwrócił się jak dźgnięty ostrogą, wyciągając w stronę Deliada ściskającą coś prawicę.
W ciasnej przestrzeni zaułka powietrze zjonizowało się znienacka przesycone magiczną aurą, z palców mężczyzny wystrzeliła grudka skrzącej się migotliwie energii, która pokonała w ułamku chwili dystans dzielący uciekiniera od druida. Trafiony w pierś sharamita zagryzł do krwi usta, kiedy elektryczne wyładowania poraziły go przeraźliwym spazmem bólu, ale nie zwolnił kroku mimo smużek dymu sączących się z jego nozdrzy i uszu.
Zdzielony w twarz pięścią czarodziej wpadł na ceglaną ścianę zamykającą zaułek, rozpłaszczył się na niej z cichym jękiem.
- No i jesteś udupiony! - zawarczał sharamita biorąc kolejny zamach ręką - Jeden czar na rundę, nie więcej, suczy chwoście!
Pięść trafiła czarodzieja w podbródek, a odrzucona impetem ciosu głowa jegomościa grzmotnęła potylicą w ceglany mur.
- Gdyby nie prastary Arturius i jego reguły, byłbyś mnie pewnie swą magią usmażył, a tak jesteś w czarnej dupie! - roześmiał się raz jeszcze mściwie Deliad - Ja mam jeszcze w zapasie cztery segmenty i zaraz zobaczysz, co z nimi zrobię!
Zwykły śmiertelnik penie nie miałby pojęcia, o co rzecz idzie z owymi tajemniczymi segmentami i rundami, ale zdradziecki magik w mig pojął sens wypowiedzi swego prześladowcy. Mężczyzna wzdrygnął się słysząc te słowa i otworzył usta, by coś odrzec. Może chciał prosić o zmiłowanie, a może druida nastraszyć.
Nie zdążył powiedzieć niczego. Potężny cios w brzuch zgiął go wpół i posłał na kolana pośród zduszonego dźwięku wieszczącego wymiotny skurcz.
Wątek techniczny
Deliadzie, zbieg pojmany, poturbowany i przymuszony do kooperacji. Znalazłeś też przy nim drugi amulet, najwyraźniej przeoczony za pierwszym razem. Co teraz, wleczesz łobuza z powrotem do karczmy?
: 25 października 2011, 07:01
autor: deliad
- Ani drgnij bo się przekonasz jak ciężko się rzuca czary nie mając zębów. Mogliśmy pogadać w miłej atmosferze przy kielichu wina. Ale Twoja negatywna postawa do miłej konwersacji sprowadziła Cię na drogę do nikąd. Nigdy nie lekceważ mistycznej potęgi "rund i segmentów"
Wątek techniczny
Szukam czegoś czym mógłbym go związać. Może być mój pas, ale lepie żeby były to jego rzeczy, nawet jakbym musiał je porwać na pasy . Pętam go jak prosiaka i knebluję. Czy do zaułka prowadzą jakieś drzwi, wychodzą jakieś okna (zamknięte okiennicami?). Chcę go ukryć związanego w głębi zaułka a sam wyjść na czaty do jego wejścia. Nikogo tam nie wpuszczam i wypatruje moich towarzyszy. A w między czasie, jak się uspokoję, rzucam na siebie zdrowienie ( w końcu zdążyłem już oberwać w głowę, spaść ze schodów i zostać przypalony magicznym pociskiem).
: 26 października 2011, 21:39
autor: Keth
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Sponiewierany okrutnie czarodziej próbował jeszcze ostatkiem sił podnieść się na czworaki, ale celne kopnięcie ciężkim butem w głowę skutecznie go zniechęciło do dalszych prób stawiania oporu. Oglądając się co chwila za siebie Deliad ściągnął ze zbiega jego własny pas, a potem związał ręce jegomościa w bordowych szatach rzeczonym pasem na plecach wpychając mu jednocześnie w usta oderwany od ubioru rękaw.
Obejrzawszy z zadowoleniem wyniki swych pośpiesznych zabiegów sharamita zawrócił w stronę wylotu zaułka, poprawiając własne odzienie i przygładzając zwichrzone włosy. Zabrany schwytanemu magowi drugi amulet wylądował w sakiewce druida obok pierwszego, ale choć pokusa była silna, mężczyzna oparł się chęci sprawdzenia jego zawartości. Boskie cząstki, mistyczne drobinki eterycznej magicznej mocy stanowiącej budulec całego świata, zdawały się gorzeć w obu amuletach niczym rozpalone węgliki, bezcenne dla każdego adepta sztuk czarodziejskich i trudne do zdobycia. Deliad obiecał sobie w duchu, że przy najbliższej okazji sprawdzi ilość mocy zmagazynowanej w obu amuletach, wpierw jednak sięgnął po swój własny, mamrocząc pod nosem słowa sekretnego zaklęcia i wsączając jego mocą energię życiową w swe wyczerpane szaleństwami ostatnich chwil ciało.
Mijający zaułek przechodnie zerkali czasami w jego głąb, jeśli jednak nawet dostrzegali leżącego w głębi nieboraka, natrafiając jednocześnie wzrokiem na nieprzejednane oblicze stojącego dużo bliżej Deliada odwracali pośpiesznie głowy udając, że niczego nie dostrzegli.
Lecz to był Ostrogar, nie zaś prowincjonalne miasto pokroju karmińskiego Halladoru czy tabadańskiego Tahar-garu - tutaj w każdej chwili mógł się pojawić zaalarmowany przez przechodniów patrol straży miejskiej, a to oznaczałoby dla druida niechybne kłopoty.
To dlatego widok maszerującego żwawo środkiem ulicy Aravena tak dalece ucieszył tkwiącego u wylotu zaułka Deliada, już rozważającego w myślach desperacką alternatywę w postaci samodzielnego zataszczenia więźnia do Złotego Liścia.
Wątek techniczny
Tak oto zbiegły się ponownie ścieżki dwóch naszych pupilków. Araven i Deliad są teraz razem w zaułku i chętnie się dowiem, co zamierzają zrobić z powracającym powoli do przytomności czarodziejem?
: 27 października 2011, 00:17
autor: Araven
Deliadzie miło Cię widzieć. Coś mag nie wygląda najlepiej na ile mogę to ocenić, Ciebie jak widzę też spotkało ostatnio nieco problemów, coś mocno sfatygowany jesteś... wszystko z Toba ok? Czemu jesteś z magiem na ulicy zamiast siedzieć w ciepłej karczmie? dawaj zabieramy tego całego maga i wracamy do gospody. Niedługo zjawi się tam tan Barth. Nieźle wdępnęlismy coś tak czuję.... Magu, przeholowaleś, uratowalismy Ci dupsko a Ty zwiewasz i nastajesz na życie Deliada. niewdzięczna z Ciebie kreatura. Dostaniesz pchnięcie miecem między żebra jak dalej będziesz kombinował. Niedługo znikamy z Ostrogaru, jak Ktos Cie to ściga, trzymaj się nas to opuścisz to miasto. A jak chcesz to zostać to też możemy Ci pomóc znaleźc jakieś schronienie... Połowe naszych porąbali w walce o Ciebie, a Ty tu takie akcje robisz...
: 27 października 2011, 07:52
autor: mordimer00
Grzecznie leżę i czekam aż mi się polepszy choć trochę, wtedy może udam się do świątyni złożyć hojny datek w celu całkowitego wyleczenia mojej osoby. No masakra tak mnie bezczelnie z bazooki potraktować! Kto to widział i do czego to doszło w stolicy. Nawet tutaj człowiek Elf znaczy się nie może już być bezpieczny.
: 27 października 2011, 10:27
autor: deliad
- Nawet nie wiesz Aravenie jak się cieszę, że Ciebie widzę. Ten typ - wskazuje na maga - zaczyna wzbudzać we mnie najgorsze instynkty. Współpracy od niego nie doświadczysz. Za pomoc agresyją odpowiada, za dobro złem. Zmusił mnie do użycia radykalnych środków poskramiania co go nieco uspokoiło. Co do przejścia do Złotego Liścia, to odradzam. Mag został tam posądzony o kradzież, a i narobił trochę zamieszania rzucając czary na lewo i prawo, w wyniku czego jego notowania towarzyskie poleciały na łeb i na szyję, tymczasem ja dostałem w łeb i spadłem ze schodów, i to jeszcze na oczach przepięknie ukształtowanej, nagiej, wyznawczyni Piana czy Ariadny. Pozostać tu też nie możemy, bo wzbudzamy niezdrowe zainteresowanie przechodniów, które może przemienić się w zainteresowanie straży miejskiej, czego szczególnie dzisiaj powinniśmy unikać.
Uważam, że powinniśmy tego delikwenta przetransportować do innej karczmy, a w Złotym Liściu pozostawić informacje dla naszych towarzyszy. Jeżeli mógłbyś to zrobić byłbym Ci wdzięczny, ja tam wole tam nie wchodzić. Masz tu 50 srebrników, tyle powinno wystarczyć za przekazanie informacji. Dedykują ją do tan Bartha, takie osoby jak on nie pozostają niezauważone. Ale pierwej przeprowadźmy tego tu do innej karczmy. Zabrałem mu broń i amulety, więc nie powinien się za bardzo stawiać. Żałuje, że knebel trzeba mu usunąć, bo jeszcze gotów jakiś nowy numer wykręcić.
Wątek techniczny
Stawiam maga na nogi, doprowadzam jego odzienie do ładu. Sprawdzam czy jak zapnę mu płaszcz bardzo będzie rzucać się w oczy, że ma związane ręce. Wyciągam mu knebel i ostrzegam, żeby się nie odzywał. Następnie rozglądam się wzdłuż drogi czy niema tu w pobliżu innej karczmy.
: 27 października 2011, 18:05
autor: Araven
Słusznie prawisz zacny wyznawco potężnej Sharami. Udam sie do Złotego liścia i zostawię karczmarzowi stosowne pismo dla tana Bartha, jednego z nielicznych znanych mi Uruków do jakich zaczynam mieć cień sympatii. Prawy ork z niego.
Wątek techniczny: Udaje sie do wskazanej karczmy, pewnym krokiem podchodzę do oberzysty. Słuchaj przekażesz tu mojemu przykjacielowi tanowi Barthowi z rasy uruk-hai toi pismo. Wręczam mu przygotowane pismo i 30 sztuk srebra. O treści: Zacny Barthu znajdziesz nas w karczmie do jakiej zaprosiłeś ostatnio naszych wspólnych znajomych
. Araven. (Ten Araven :/dymek ). Oprócz mnie stawi sie tam Deliad, przyjdzie z kolegą... Nieco sie ostatnio posprzeczali, to mogą nie wygladać najlepiej.
: 30 października 2011, 08:37
autor: Keth
Plac Karczemny, 17 kosar-ran 9455 KI
Forgil Primm szedł szybkim krokiem wzdłuż pełnego odpadków rynsztoka, z rozmysłem wybierając mniej uczęszczaną część ulicy i ograniczając w ten sposób ryzyko wejścia w paradę jakiemuś tęgiemu zabijace albo przesadnie zadufanemu w sobie szlachcicowi. Ostrogar zwyczajowo pękał w szwach, a Plac Karczemny był od zawsze jego nieformalnym sercem, toteż ruch na wąskich, pełnych straganów i kramów uliczkach nigdy nie słabł, nawet w porze nocnej. Śledzący mimochodem strzępy rozmów wiedzionych przez przechodniów alchemik wciąż od nowa zdumiewał się mnogością obecnych w stolicy cudzoziemców. Chociaż wszędzie królowały orklash i Wspólna Mowa, obyty z zamorskimi językami gnom rozpoznawał też dźwięczny osmandil, śpiewne talinoi i szorstki karond oraz mowę północnych elfów. Tłumy przybyszów i miejscowych przewalały się przez miasto pozostawiając po sobie wydaną w tutejszych szynkach fortunę, a częstokroć znikając przy tym w mrocznych kanałach i błotnistych zaułkach, gdzie tylko nagły błysk stali lub świst drewnianej pałki stanowił spóźnione ostrzeżenie dla niefrasobliwych włóczęgów.
Alchemik dotarł do Winnego Grona szybciej niż zakładał, co szczerze go ucieszyło, zamierzał bowiem jak najprędzej wrócić pod dającą poczucie bezpieczeństwa opiekę Aravena. Spokojny na co dzień gnom mamrotał całą drogę niemiłe epitety słane pod własnym adresem, nie rozumiejąc tego jak mógł mimo ogromnego zaaferowania zapomnieć jednej ze swoich alchemicznych ksiąg, wsuniętej pod sennik w pokoju na pierwszym piętrze.
Drzwi karczmy były szeroko otwarte, z wnętrza budynku płynął gwar rozmów, śmiechy i sprośne śpiewy. Gnom westchnął z ulgą i skierował się poprzez ulicę wprost do wejścia.
Ktoś ucapił go pod ramię silnym, zdecydowanym ruchem, nie dającym większej nadziei na uwolnienie się za pierwszym lepszym szarpnięciem. Spłoszony Forgil poderwał w górę wzrok, ujrzał wysokiego krzepkiego mężczyznę w narzuconym na brygantynę długim płaszczu i ornamentowanej spiżem łebce na głowie.
- Czego chcesz, obwiesiu? - sarknął gnom próbując mimo wszystko uwolnić się z uścisku nieznajomego - Pomyliłeś mnie z kim innym...
- Nie sądzę - pokręcił głową mąż w spiżowej łebce, mierząc Forgila zimnym spojrzeniem. Nim alchemik zdążył pojąć, że wpadł w nielichą opresję, u jego drugiego boku wychynął inny człowiek, tym razem noszący odzienie niebiednego skryby. Ten ujął zesztywniałego gnoma za drugie ramię.
- Patrzaj tam - skryba wskazał dyskretnie palcem w głąb ulicy i podążający w tamtą stronę wzrokiem gnom, wspinający się dla lepszego efektu na palce, dostrzegł pomiędzy gęstwą przechodniów sylwetki przepychających się poprzez ciżbę żołnierzy.
Nie zwykłych ostrogarskich strażników miejskich, a imperialnych legionistów, chrzęszczących łuskowymi zbrojami.
- Idę w zakład, że szukają ciebie i twych chwackich druhów - powiedział mężczyzna w spiżowej łebce - Twoje szczęście, żeśmy byli szybsi, inaczej gorzkie byś ślozy ronił w kajdanach.
Człowiek o aparycji skryby odsunął połę swego płaszcza, ukazał oczom alchemika sporych rozmiarów mieszek wiszący przy jego pasie.
- Obyczajnie się zachowuj, a może prócz głowy wyniesiesz z tej sprawy również nielichą sakiewkę - powiedział cicho, skacząc spojrzeniem od gnoma do coraz bliższych żołnierzy i z powrotem.
Forgil Primm chrząknął zmieszany, nie wiedząc widać, co odrzec, więc obaj mężczyźni musieli to wziąć za zgodę na współpracę. Nie czekając już dłużej zawrócili w miejscu, prowadząc ujętego pod ramionami gnoma ze sobą w przeciwną stronę.