Czarny wbiegł do kamiennego budynku, rozglądając się wcześniej, czy nie ma ogona, w którym w końcu znalazł swoich towarzyszy. Zebrał wszystkich (poza Szeptami) w jednym pokoju, i sprawdzając jeszcze czy ktoś nie podsłuchuje, zamknął drzwi na kluczyk.
- Krótko i na temat. Mamy przesrane. Przepraszam Książę za słownictwo. Otóż zdrajcy wiedzieli, że będziemy w mieście i dali gildiom zlecenie, zarówno na naszą piątkę, jak i na naszych
przyjaciół Szeptów. Na szczęście udało mi się opóźnić rozsyłanie wyroku do agentów, więc mamy czas do jutra do południa. Zdrajcy zapłacili za nasze głowy dosyć pokaźną sumę, nie ma sensu próbować przekupić, zresztą Gildia i tak na to nie zezwoli. Dowiedziałem się jeszcze, że zdrajca imieniem Ley podzielił swój oddział na dwie, trzyosobowe grupy: jedna płynie z rana statkiem do Linoy, druga wyjedzie północną bramą. Tu sprawa się komplikuje, bo są dwie bramy na północy. Złota - na północny zachód i Rybna - na północny wschód - droga wzdłuż brzegu morskiego. Inna, niezależna grupa zabójców również zaproponowała swoje usługi w zlikwidowaniu problemu: ale chcą 3 sztuki złota, a za tyle to wole konno jechać przez pół świata patrząc ciągle za siebie. Moje propozycje, to dowiedzenie się, gdzie zakwaterowani są fałszywi i podpalenie ich kwater, a następnie chodu co sił w kopytach, albo druga opcja, bardziej skomplikowana: my zajmiemy się tymi na statku, a twój przyjaciel Haale i jego ekipa zajmie się uciekinierami. Tak przy okazji, to im jeszcze nic nie mówiłem, liczę, że wy się tym zajmiecie - Czarny spojrzał na Kasme i resztę wesołej brygady. - Teraz udam się do portu, dowiedzieć się które statki wypływają jutro do Linoy, jak tu wrócę to proszę cię książę o odpowiedź.
Wychodzę, jeżeli nikt mnie nie zatrzyma, i kieruje się do dzielnicy portowej. Biorę ze sobą pusty worek na mąkę (od gospodarza, może być inny worek, byle by wyglądał na zniszczony lub używany, ale który mi się nie rozerwie!), broń, zestaw do makijażu, woreczek z piaskiem, fałszywy woreczek ze śmieciami i sakiewkę z pieniędzmi.