PBF - Mały Chłopiec
Marshall nie wierzył własnym oczom. Klecha,człowiek Słowa Bożego,za chwilę na oczach całego miasteczka miał dokonać brutalnego samosądu. Nikt z gapiów co prawda nie reagował bo przyszły wisielec wraz z kumplami sponiewierali wielu z nich. Po chwili namysłu wydobył z kabury swego wiernego gnata i odżałowawszy kulę wystrzelił w powietrze. Na dźwięk strzału wszyscy spojrzeli na szeryfa. Ten,stanął z uniesionym w górę dymiącym pistoletem,w dumnej,wyprostowanej pozie.
-Ja jestem tu prawem! Obejdzie się bez linczu,to nie komuch ani obcy.
-Ja jestem tu prawem! Obejdzie się bez linczu,to nie komuch ani obcy.
Ostatnio zmieniony 20 maja 2013, 12:54 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
Marshal podszedł bliżej by mieć oko na związanego i całkowicie już pozbawionego godności Trolla. Ten leżał w pozycji embrionalnej na piaszczystej ziemi i rozsiewał dookoła bardzo przykry dla nosa smród przepełnionej latryny. Z obrzydzeniem trącił go końcem buta i zapytał wprost.
-Zdaje się że masz nam coś do powiedzenia. Gadaj zatem albo zafunduję ci pobyt sam na sam z klechą i gwarantuje że poza nim na Twoje wrzaski nikt nie bedzie reagował.-to mówiąc jakby przypadkiem nadepnął na postrzeloną nogę. Troll rozdarł się i niespodziewanie zwiotczał. Klapnął o ziemię nieprzytomny.
-Panowie,zabierzcie mi to to z przed bramy-
-Zdaje się że masz nam coś do powiedzenia. Gadaj zatem albo zafunduję ci pobyt sam na sam z klechą i gwarantuje że poza nim na Twoje wrzaski nikt nie bedzie reagował.-to mówiąc jakby przypadkiem nadepnął na postrzeloną nogę. Troll rozdarł się i niespodziewanie zwiotczał. Klapnął o ziemię nieprzytomny.
-Panowie,zabierzcie mi to to z przed bramy-
Ostatnio zmieniony 20 maja 2013, 12:55 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
A kto tu mówił o linczu sługo prawa?
-uśmiechnął się porozumiewawczo kapłan, choć nie trzeba było być choćby przeciętnie bystrym, by wyczytać z niej mocną nutę rozczarowania i pewnego braku akceptacji dla odmienionego obrotu spraw.
A czy nie komuch i czy nie obcy tego wiedzieć nie możemy, nadto niczym wilk zakradał się do Twej zagrody, by nastawać na Twą trzodę bracie. Wierzę, że chronisz ją jednak najlepiej, jak potrafisz.
-uśmiechnął się porozumiewawczo kapłan, choć nie trzeba było być choćby przeciętnie bystrym, by wyczytać z niej mocną nutę rozczarowania i pewnego braku akceptacji dla odmienionego obrotu spraw.
A czy nie komuch i czy nie obcy tego wiedzieć nie możemy, nadto niczym wilk zakradał się do Twej zagrody, by nastawać na Twą trzodę bracie. Wierzę, że chronisz ją jednak najlepiej, jak potrafisz.
Marshal popatrzył z powątpiewaniem na osobę albinosa.
-Desmond,zaprowadź z wielebnym Trolla do celi. A Ty-kiwnął głową na Facemana-pozwól na stronę. Musimy pogadać.
-Desmond,zaprowadź z wielebnym Trolla do celi. A Ty-kiwnął głową na Facemana-pozwól na stronę. Musimy pogadać.
Ostatnio zmieniony 20 maja 2013, 12:55 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
Desmond trzymając na muszce karabinu więźnia,raczej profilaktycznie gdyż ten trwożliwie kulił się na końcu sznura trzymanego przez Lobo,odprowadził wraz z duchownym Trolla z powrotem do celi. Kiedy stanęli w drzwiach,niby przypadkiem misjonarz nieznacznie wystawił nogę do przodu i ranny jeniec wyłożył się w progu jak długi,rozkwaszając sobie nos o podłogę. Lobo najmocniej jak mógł rąbnął drzwiami uciszając wycie rannego Trolla,po czym beztrosko wzruszył ramionami radosnie spoglądajac na trackera.
-No co? Potknął się,niezdara-wyszczerzył się. Pod kapturem i z dziwacznymi tatuażami na twarzy albinosa usmiech wyglądał dość upiornie,zwłaszcza że łypał przy tym swymi czerwonymi oczyma.
-No co? Potknął się,niezdara-wyszczerzył się. Pod kapturem i z dziwacznymi tatuażami na twarzy albinosa usmiech wyglądał dość upiornie,zwłaszcza że łypał przy tym swymi czerwonymi oczyma.
Ostatnio zmieniony 20 maja 2013, 12:55 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
Desmond odciągnął Lobo na stronę.
- Panie Lobo, czy pan trochę nie przesadza? Rozumiem że to bandyta bez sumienia i tak samo postąpiłby z nami, ale czy nie dlatego właśnie oni są tymi złymi, a my dobrymi? Jest pan sługą Boga. Ja nie wierzę w Boga. A to dlatego, że widziałem w życiu już zbyt dużo takich jak ten tu - tracker wskazał na zamknięte drzwi celi.
- Panie Lobo, czy pan trochę nie przesadza? Rozumiem że to bandyta bez sumienia i tak samo postąpiłby z nami, ale czy nie dlatego właśnie oni są tymi złymi, a my dobrymi? Jest pan sługą Boga. Ja nie wierzę w Boga. A to dlatego, że widziałem w życiu już zbyt dużo takich jak ten tu - tracker wskazał na zamknięte drzwi celi.
Ostatnio zmieniony 16 maja 2013, 18:59 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
Jakże możesz nie wierzyć w Boga? Wystarczy byś się rozejrzał, a wszędzie wokół dostrzeżesz jego dzieło. Ja jedynie pomagam tej zbłądzonej owieczce zrozumieć, czym jest dobro. Wciąż ma przecież szansę na ocalenie, a teraz wyraźniej zauważa różnice między dobrem, a złem.
Podobnie jak Ty podróżniku.
Nie będziemy tu zostawać zbyt długo, lecz jeśli trafi się okazja, odwiedzę go jeszcze przed naszym stąd odejściem. Zaniosę mu strawę i wspólną modlitwę.
Podobnie jak Ty podróżniku.
Nie będziemy tu zostawać zbyt długo, lecz jeśli trafi się okazja, odwiedzę go jeszcze przed naszym stąd odejściem. Zaniosę mu strawę i wspólną modlitwę.
- Taa, dzieło. Radioaktywny ściek, w którym lepiej spotkać zwierzę niż człowieka. Jaki bóg dopuściłby do tego?
- A co do wizyty - niech pan tym razem się pohamuje, Marshall chce mieć żywego jeńca. Samosądy nie są tu zbyt miło widziane, być może w schronach jest inaczej- Desmond lekko się uśmiechnął.
Tracker oparł się o ścianę i wymamrotał po chwili:
- Chyba nie przeżyłbym w schronie, mam wrażenie że jestem uzależniony od przestrzeni. Cholera, i gadam sam do siebie. Zaczynam wariować, chyba pora znaleźć sobie jakiegoś stałego towarzysza. Albo żonę... Weź się zamknij, Des! - warknął do siebie.
- A co do wizyty - niech pan tym razem się pohamuje, Marshall chce mieć żywego jeńca. Samosądy nie są tu zbyt miło widziane, być może w schronach jest inaczej- Desmond lekko się uśmiechnął.
Tracker oparł się o ścianę i wymamrotał po chwili:
- Chyba nie przeżyłbym w schronie, mam wrażenie że jestem uzależniony od przestrzeni. Cholera, i gadam sam do siebie. Zaczynam wariować, chyba pora znaleźć sobie jakiegoś stałego towarzysza. Albo żonę... Weź się zamknij, Des! - warknął do siebie.
Ostatnio zmieniony 20 maja 2013, 12:55 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
Lobo i Desmond rozmawiający przy celi zauważyli że szeryf i Faceman skończyli rozmowę,albowiem azylancki vocal odwrócił się od szeryfa i ruszył żwawym krokiem w ich stronę. Nie wiadomo co powiedział Marshalowi ale ten dziwnie blady pognał za nim,obaj więc zbliżali się w kierunku prowizorycznego wiezienia. Kiedy zbliżyli się dostatecznie blisko,dało się słyszeć pytanie stróża prawa
-Jak to grzyb?-
-Jak to grzyb?-