Jelcynow otarł twarz umorusanym rękawem, co jedynie pogorszyło mocno już nadwyrężony wizerunek bossa. Oświetlał tak okolicę wypatrując czegoś sensownego. Potrzebowali jakiejś dźwigni, którą możnaby podważyć najcięższą z brył. Wówczas Motłoch mógłby uwolnić nogi, zaprzeć się nimi. Wtedy coś by już dalej wykobminowali.
Jest! -zakrzyknął uradowany niczym dziecko dostrzegając pogięty pręt zbrojeniowy. Odłożył włączony telefon na gzyms biegnący wzdłuż ścieku. Niemal krzyknął z przerażenia dostrzegając parę małych, czerwonych ślepków zafascynowanych zaistniałą sytuacją. Rozejrzał się uważniej na ile tylko umożliwiało światło z latarki komórkowej.
Czerwonych ślepii było nieco więcej. Złaziły się dosłownie zewsząd.
Pospieszmy się!
Na trzy wszyscy zaparli się ze wszystkich sił. W przypadku Jelcynowa nie było ich co prawda wiele. Ból w ramieniu szybko dał o sobie znać.
Motłoch niemal wyskoczył spod gruzowiska. Okazało się, że wielka płyta przygniatająca jego nogi ochroniła zarazem jego ciało przed osuwiskiem wielu mniejszych brył gruzu zapierając się o ścianę tunelu.
Musiał oderwać lewy rękaw, by wydostać rękę. Wygrzebał się rechocząc niczym przedwojenny as lotnictwa przy wieczornej gawędzie.
Hłe hłe! Alem miał kupę szczęścia!
Z przewagą kupy -krótko skwitował Niedźwiedź przyglądając się swemu gorylowi, który przypominał teraz nieprzetrawiony posiłek bezdomnego kundla.
Kmicic przyglądał się uważnie tunelowi. Nie wiadomo było, na ile starczy baterii w komórce, by zasilać latarkę. Wiedział, że niemalże cały obszar najstarszej części Witebska pokrywała sieć wielopoziomowych podziemnych tuneli pamiętających wieki średnie. Kompleks labiryntu był tak rozległy i wielokrotnie przebudowywany, że nie było osoby, która znałaby go choć w dziesiątej części, mimo tego stanowiła idealny teren działania ruchu partyzanckiego.
I wtedy zobaczył kabel. Przerwany w wielu miejscach potrójny przewód zasilania biegł pod sufitem w obu kierunkach korytarza.
No proszę! Próba uwolnienia wypadła tak, że jeszcze oczko, a musiałbym dorzucić jeepa. No nie wiem. Jak tak dalej będę rzucał to nigdy się Was nie pozbędę.
Co dalej drużyno? Bateryjki w latarce powinno starczyć na jakieś 20 minut.