Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Słowa Sivariaela zdołały w końcu zburzyć całkiem dobry humor jarla, przywołały na jego jowialne oblicze wyraźny cień. Z miejsca zachmurzył się też rządca Avenicci, a Irileth pozwoliła sobie na ciche syknięcie mogące być zarówno przestrogą przed dalszymi słowami jak i oznaką gotowości skrócenia elfa o głowę.
- Przybyszu z dalekich wysp, racz rozważniej wyrażać swe opinie pod moim dachem - powiedział Balgruuf, mówiąc powoli i wyraźnie i w każde swe słowo wkładając ogrom zdecydowania graniczącego z nutą urazy - Jeśliś tak pewien tego, że moi poddani przestaną mi okazywać szacunek na widok altmera w mej świcie, musisz mieć o mnie niebywale niskie mniemanie. Sądzisz, że przyjęcie na służbę Białej Grani szlachetnie urodzonego elfa jest oznaką słabości?
Sivariael nawet nie mrugnął okiem, ale natychmiast podchwycił sarkazm, jakim ociekało starannie zaakcentowane słowo "szlachetnie urodzony".
- Mieszkańcy tych włości miłują mnie za wiele przymiotów i przywiązania tego i ich wierności nie podważy byle altmer mający zaszczyt pojawienia się pośród moich dworzan.
Zaniepokojony szczerze Ahraveen miewał na co dzień pewne kłopoty z odczytywaniem ludzkich emocji, ale chmurna mina jarla z miejsca podpowiedziała jaszczurowi, że atmosfera przy stole uległa raptownej zmianie.
- Wybac jarlu jak jusss mówiłem altmer za duzo wypił, właśnie gdzie mamy podpisać? - wysyczał jaszczur podnosząc się z ławy w taki sposób, by skupić na sobie czym prędzej uwagę władyki. Elastyczna gardziel gada wydęła się w jednej chwili wypełniona wciągniętym przez nozdrza rozmyślnie powietrzem, lecz chociaż doświadczenie Ahraveena dowodziło, że ludzie nader często ulegali dekoncentracji widząc ów popis jaszczurzej fizjonomii, jarl bynajmniej nie poczuł się widokiem imponującego skórnego worka oczarowany.
- Masz mnie naprawdę za sprzedawczyka Thalmoru? - wygłoszone przez jarla pytanie zawisło nad Sivariaelem niczym katowski miecz, przejmując zimnym dreszczem pozostałych najemników i uświadamiając im zarazem jak dalece obce były dla nich pewne aspekty dworskiej etykiety w północnym królestwie.
Balgruuf mógł być przyjazny cudzoziemcom, szczodry i życzliwy, ale wciąż pozostawał norskim szlachcicem, wiernym swemu ludowi i hołdującym tradycji, która w wielu przypadkach nakazywała żywić wobec elfów nieprzejednaną wrogość.
Ups, czasami faktycznie trzeba uważać na to, co mówi się do lepszych tego świata, na dodatek w otoczeniu ich poddanych... ups...