Post
autor: deliad » 28 stycznia 2013, 19:45
Radagast podszedł do elfa zdradzającego objawy szaleństwa. Starał się uśmiechać uspokajająco, ale z przerośniętymi dolnymi zębami nie wychodziło to najlepiej.
Powoli rozkuł biedaka, pomógł mu usiąść i podał bukłak z winem.
Gdy tamten nieco się uspokoił, delikatnie rozpoczął sondowanie jego umysłu. Początkowo ujrzał beztroskie baraszkowanie po łące pełnej stokrotek. Hmmm sięgną za daleko. Później nauka strzelania z łuku. Jeszcze zbyt daleko.
Krwawe słońce i wiele wzburzonych twarzy elfów szykujących się do wyprawy wojennej. Tak tym razem trafił dobrze...
Twarz druida zbladła i jakby zszarzała. Półork trwał w tym stanie przez kilka minut. Głośno przełknął ślinę. Poklepał elfa po ramieniu, dał znać innym elfom, aby zajęli się obłąkanym ze zgrozy elfem i ruszył do towarzyszy,
- Nie był to przyjemny widok, nawet jak dla mnie, a widziałem wiele. Oszczędzę wam szczegółów. Widziałem krwawą tarczę zachodzącego słońca. To na jego tle zaroiło się od błoniastoskrzydłej armii nietoperzy. Zabijały bez litości atakując z powietrza. Uczyniły tu orgię śmierci, chłepcąc krew i soki witalne ofiar. Był z nimi ktoś jeszcze. Postać skrywająca się pod czerwonym płaszczem. Ona zabijała również w ten sposób. Przybyli z Czarnej Twierdzy.
Druid wziął kilka oddechów usuwając obrazy z umysłu.
- Musimy działać szybki, ale nie pochopnie. Wróg rośnie w siłę, a elfy słabną. Uważam, że powinniśmy zrobić zwiad w okolicę czarnej twierdzy. Zacząć wojnę szarpaną, aby wróg nie mógł robić desantów na wioski. Potrzebujemy sił obu tutejszych plemion. Musimy też opracować ochronę przeciw wyssaniu sił witalnych. Tak, przetrwamy do rady, a później pomyślimy o kontnatarciu.