Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Skarsi potrząsnął głową na dźwięk propozycji Llorvasa, rozłożył nieco bezradnym gestem ramiona.
- U nas hersirowie nie siedzą zamknięci za murem, jeno po grodzie krążą, po wałach. A ćwiczymy za miastem, na podgrodziu, gdzie każdy chętny ma na nas baczenie - objaśnił naprędce - Jeśli z blanków zniknie na kilka dni sześćdziesięciu drużynników, w mig ktoś to spostrzeże. A kukły w nocy wystawione też nikogo nie zwiodą, wszak starczy trochę dłużej przypatrzeć się strażnikowi, by pojąć, że coś jest z nim nie tak, skoro od godziny najmniejszego nie poczynił ruchu. A jak go kto okrzyknie?
- Na murach w niższym mieście prócz hersirów straż trzymają też cechowi, ochotnicy gotowi walczyć ze smokiem, gdyby ten się pojawił - dodał Thargol - Ich ciężko będzie oszukać, a trza mieć na baczeniu, że wśród nich i tacy są, co krewniaków w bandach mają.
- Trza nam fortelu tylko na jeden dzień, może dwa - potarła skronie palcami Irileth - Jeśli w nocy opuścimy Białą Grań, o brzasku znajdziemy się gdzieś na wrzosowiskach w dole Białej Rzeki, tak dla przykładu. Tyle powinno wystarczyć, by miejscowi się spóźnili z ostrzeżeniem dla rozbójnickich pobratymców.
Głośne pukanie do drzwi przerwało znienacka naradę. Usłyszawszy okrzyk Irileth do środka wszedł przez otwarte pośpiesznie drzwi jakiś okryty zbroją hersir w zakrywającym twarz hełmie.
- Pani Irileth, na podgrodziu dzieje się coś okropnego - oznajmił drużynnik, zaciskając dłoń na przypasanym do boku mieczu - Jakieś wrzaski przeraźliwe, iście upiorne. Ludzie pod murami mieszkający bardzo się uskarżają, niektórzy do świątyni uciekli. Gdyby nie to, że okropnie to głośny harmider, mógłby kto głupi pomyśleć, że to jakie koty spółkują, ale w tym hałasie prawdziwie demoniczna brzmi nuta. Co czynić?
Dunmerka wymieniła niespokojne spojrzenia ze swymi oficerami, przygryzła nerwowo wąskie bezkrwiste wargi.
- Fergal, idź to sprawdzić - poleciła po krótkiej chwili namysłu - Weźcie paru łuczników dla świętego spokoju. I kapłana ze świątyni Arkaya, na wypadek, gdyby to były jakieś prawdziwe upiory czy zjawy. Za mury wszelako nie wychodźcie, dajcie mi tylko znać, co się dzieje.
- Tal jest, pani - Fergal podniósł się ze stołka sięgając po oparty o nogę stołu miecz, wyszedł z komnaty w ślad za posłańcem.
- Módlmy się, by to jeno jakieś wędrowne zmory były - powiedziała Irileth kreśląc na piersi znak Stendarra i przenosząc spojrzenie z powrotem na mapę.
- Pani Irileth, inna myśl mnie właśnie naszła - odezwał się znowu Neviers, a elfka natychmiast spojrzała na niego przychylnie - Macie pewnikiem więcej zbroi w zapasie niźli hersirów? A ilu w dworze mieszka służby? Kuchcików, a pokojowców? Inszych nierobów?
Miejmy nadzieję, że wędrowne zmory szybko zostaną przepędzone z podgrodzia!
