Strona 110 z 170
: 23 marca 2014, 10:01
autor: Araven
-Zacny tanie Gardugu, doszły nas wieści, że posiadasz nader zmyślny egzemplarz lemeona, początkowo nie dawaliśmy wiary. Więc postanowiliśmy sami sprawdzić.
-Jestem winny temu tu półolbrzymowi uratowanie życia, a on właśnie marzy o ujrzeniu lemeona, w jego stronach nie ma takowych, widział jakiegoś dzikiego, i od tego czasu, jeno o tym gada.
-Moglibyście, w swej łaskawości dać mu obejrzeć swego pupila, może , nawet dotknąć, coby nie gadał mi potem, że to iluzja była.
-Bo ów Barthur straszniście nieufny jest. Ja tan Balin proszę cię o to.
: 23 marca 2014, 10:47
autor: 8art
Barthur przecierał wciąż jeszcze piekący policzek. Jego początkowy plan aby nagadać bzdur orkowi spalił na panewce, bo komendant zdawał się całkiem dobrze w zwyczajach lemeonów, a sztuka zamknięta w kojcu była z pewnością jego oczkiem w głowie. Próba urwania ogona, bez dobrego fortelu to był pewny stryczek, a każde nierozważne słowo mogło go kosztować lanie pasami po dupie, bo tu lali w pysk za każde odezwanie. Olbrzym wolał się dwa razy zastanowić nim palnie coś głupiego. Po chwili ciszy:
- mus nam godoć widza jak myśliwiec z myśliwcem, choć wiem, że mnie nie równoć się z takim ekspertem. Żech już widzioł i polowoł różne bestyja, ale lemeon jeszcze nie. Piękna sztuka, niech mnie Pian kielichem zdzieli jak łże! A jak tresowany, to już w ogóle cud istny! Umie sam ogon zrzucoć na komynde?! - łowca miał nadzieję, że myśliwy okaże się też treserem i wpadnie w sidła zastawiane przez łowcę.
- Żech ubił już truposzczaki, bawołu, niedźwiedzia, wargów stado. Samojeden, tymi ryncoma! Miołech ci ja tyż kota Puszka szkolonego do walk z wilcami. Zajadły był jak demon piekielny, ale jak nos pewnego dnia wataha opadła, to jak godojo gdzie wilców kupa tam i kocur dupa. Pierun prawie wszysktie suki na śmierć zadropoł i już piszcząc szły precz, ale go basior największy z nienacka za kark capnął i musiał ja sam Puszkową stratę pomścić. Żech złapał wilca i zadusił jak szczenie, o tak! - Barthur pokazał wymownie jak złapał wilka i wysłał w inną sferę egzystencji:
- Tu nas właśnie zwabiły pogłoski, że w pobliżu Rotkan-Kir więcej lemeonów niźli jeno Wasz można znaleźć. Pewnikiem nie takie stroszne jak wosz, ale godom Wam panie komyndoncie, albo ogon urwe Waszemu albo Wam drugiego przyprowadza żywcem. - zażartował olbrzym uśmiechając się przyjaźnie.
: 23 marca 2014, 12:25
autor: Dobro
- Moździerz! - niemal krzyknął gnom, upijając łyk drugiego piwa. Rozmowa Huskuna z rycerzami i paladynami szybko go znudziła; acz Drayaharus musiał przyznać, że jak na goblina, to Huskun nieźle sobie poradził, przez co niemal na śmierć zapomniał o swoim kolejnym zadaniu, jakim obiecał się zająć.
- Mości panowie wybaczą, muszę wyjść w interesach - skłonił się i opuścił karczmę, wychodząc na ulicę, na której zapadał już zmierzch.
Idę najpierw do domu alchemika poszukać tego moździerza. Na miejscu zobaczę co dalej.
: 23 marca 2014, 20:42
autor: deliad
Garnizon orków katańskich, zmierzch 1 dnia bakis-ranu
Gardug niecierpliwie wysłuchał Balina, a w połowie wypowiedzi Barthura wszedł mu w słowo, zirytowany jego nietypowym dialektem.
- Lemeony to zadziwiające stworzenia, potrafią przybrać barwę otoczenia stając się niemal niewidzialnymi. Tak samo jak wszechobecni słudzy Imperium. Czekają aż ofiara znajdzie się w zasięgu ich paszczy i atakują z szybkością błyskawicy. Ofiara nawet nie wie co ją zabiło. Czy to nie fascynujące? Mojego Groma tresuję od samego pisklaka. Potrafi złapał dwadzieścia dorszy w godzinę. Jest zdyscyplinowany i zorganizowany jak katański legion. Niezawodny i zabójczo precyzyjny. Widzieliście kiedyś lemeona z bliska? Mało kto widział, bo jak już powiedziałem gdy chcą to są praktycznie niewidzialne. Chodźcie pokażę wam.
Garduk stanął prze kojcem i rzucił jaszczurowi rybę, który tamten pożarł dopiero na dany znak.
- Dotychczas uchodziły za całkowicie dziki i nieujarzmiane zwierzęta. Ale Uruk-hai potrafią wytresować każdego jaszczura. Czy on chodzi na dwóch czy na czterech nogach - to nie ważne. Dyscyplina i krwawa konsekwencja to droga do posłuszeństwa. Napatrzcie się na niego, bo nigdzie indziej takiego nie zobaczycie. Murtonowi zanieście odpowiedź odmowną, żołnierze są od walki, a nie od szwendania się po rynsztokach - powiedział setnik i wrócił do budynku.
Zostaliście sam na sam z lemeonem, zamkniętym w kojcu. Kojec zamyka jednie skobelek.
: 24 marca 2014, 19:19
autor: deliad
Jedna z ulic w Rotgan-kir, zmierzch 1 dnia bakis-ranu
Drayaharus wyszedł z karczmy zmierzając do domu alchemika. Miał zamiar znaleźć ukryty platynowy moździerz. Czasami mu się wydawało, że tylko on pracuje w całej drużynie. Tak to dola Imaginerusa.
W pewnej chwili gnom zauważył kilka niepokojących zjawisk. Niemal każdy inny mieszkaniec by je zignorował, ale Drayaharus był iluzjonistą. A to zmieniało wszystko!
Po pierwsze idąc usłyszał brzęk przewróconej butelki, ale gdy się obejrzał dostrzegł jedynie turlające się naczynie, następnie szmer szybko stawianych kroków z miejsca gdzie nikt nie szedł. Inni zrzuciliby to na karby silnego wiatru i echa, być może zrobiłby tak Imaginerus, bo pogoda była iści jakby ktoś się powiesił.
Jednak gdy z jednego zaułka wybiegł stary wyliniały kot, który w połowie drogi bez powodu skulił się i zaczął syczeć prezentując kły w stronę gdzie nikogo nie było, Imaginerus był już niemal pewien. Podążał za nim ktoś skryty pod płaszczem niewidzialności...
: 24 marca 2014, 21:37
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", wieczór 1 dnia bakis-ranu
Huskun odetchnął z nieskrywaną ulgą i uśmiechnął się w wyjątkowo paskudny sposób, widokiem swego mięsistego jęzora i ostrych kiełków gotów skwasić każde znajdujące się w pobliżu mleko.
- Chwała wam, szlachetni rycerze i wiekuista przychylność bogów. Jeśli mi jeno wolno coś podpowiedzieć tak roztropnym i mądrym mężom, może byłoby lepiej przenieść się tutaj, w gościnne progi "Goblina"? W kupie siła, a przy tym bezpieczniej jakoś. Skoroście gotowi po naszej stanąć stronie, teraz już zdradzić wam mogę, że na piętrze skrywamy nieszczęsnego Hirmina Arusa, wielce chorego, iście na granicy między życiem, a śmiercią. Jego to mus nam strzec przed zakusami złego, a cóż może być lepsiejszym strażnikiem od paladyńskiego miecza?
- Nadto odkryliśmy, że w zwalczeniu wąpierza pomóc może pewna mikstura wielce potężna i magiczna, a nadto złożona z niebywale rzadkich składników. Tak się akuratnie składa, że mus nam dzisiaj na cmentarz nocną wybrać się porą po pewne zioło do niej niezbędne, a my choć wierni czciciele Piana, to jednak troszkę bojaźliwi z natury, tedy towarzystwem mężnego rycerza na pewno nie pogardzimy.
Plany wobec paladynów: przeprowadzka do naszej karczmy, wystawienie dodatkowej (poza Mordilem_ warty przy Hirminie, eskorta naszych osób na cmentarz.
: 24 marca 2014, 22:59
autor: 8art
Marny skobel był jedyną rzeczą oddzielającą Barthura od lemeona. Łowcę korciło aby wpaść tam i załatwić sprawę od ręki, ale bał się konsekwencji. Komendant niekoniecznie mógłby zrozumieć tak bliskie spoufalanie się goblina z jego pupilem i wysłać Barthura na męki, po tym jak pozbawiłby go ogona. Nie pozostawało nic innego jak wracać do karczmy i szykować się do wyprawy na cmentarz. Klepnął Balina w ramię:
- Chodź, idymy stund, jutra pójda i złapie tego huncwota co wieśnioki godoją, że przy klifie siedzi. Komyndont by nam pasy z rzyci dorł jakbymy mu ten ogun urwali.
: 24 marca 2014, 23:16
autor: Araven
I ja tak myślę, trzeba złapać dzikiego lemeona.
Uruki bez pardonu łby ścinają. A zginąć za ogon jaszczurki, to niehonorowe.
: 25 marca 2014, 06:43
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", wieczór 1 dnia bakis-ranu
Bazookh siedział na strychu ostrząc swoją broń. Przed sobą położył rzeczy które mogły okazać się przydatne na cmentarzu. Latarnia z zapasem oliw zwiększy jego zasięg widzenia, kilka dodatkowych flaszek oliwy może posłużyć jako broń zapalająca. Posrebrzona broń pozwala zranić stwory odporne na stal. Trzy fiolki wody święconej w razie ataku potężnego martwiaka, może nie zabiją, ale przynajmniej zniechęci do ataku. I najważniejsze - amulet z potencjałem magicznym, bo gdzie nie poradzi ostrze tam magia potrzebna.
Bazookh był niemal pewny, że podczas wyprawy na cmentarz wampiropodobne monstrum skorzysta z takiej okazji do ataku, więc miał zamiar podjąć wszelkie środki ostrożności jakie tylko się da. Nawet błogosławieństwo kapłana dobrego boga.
- Weź zaostrzony kołek - powiedział krzątający się przy aparaturze alchemicznej gnom -
Kto wie, może się przydać. Masz ten pergamin narysowałem wam jak wygląda to ziele, jeszcze tego by brakowało, żebyście przynieśli coś innego.
Krasnolud zszedł do sali głównej karczmy gdzie siedzieli już gotowi do wyruszenia - Barthur, Balin, Orofar, Arachel, Urgrim, Toram. Wyruszających błogosławił Gusłek i zachęcał do poświęceń Huskun. Nigdzie nie było Drayaharusa, ale on od razu mówił, że nie ma zamiaru leźć po nocy na cmentarz.
Jeżeli dobrze pamiętam na cmentarz idą Nieulękli - Balin, Barthur, Bazookh. Co do rycerstwa to mają iść wszyscy tj Orofar wraz z giermkiem, Arachel, Urgrim i Toram? Czy ktoś zostaje na straży w karczmie? Gusłek, Huskun i Draya nie wybierają się na cmentarz?
: 25 marca 2014, 21:19
autor: Dobro
- A więc ktoś mnie śledzi - pomyślał gnom, kontynuując wędrówkę po mieście. Zdawał sobie sprawę, że nie może zaprowadzić ogona do domu alchemika, gdyż będzie to jak wpadnięcie w paszcze lwa. - Tylko nie wiem kto i dlaczego.
Drayaharus skręcił w najbliższą uliczkę, a gdy zniknął za zakrętem oparł się plecami o mur i odczekał chwilkę, szykując sobie w głowie kilka planów działania, oraz przypominając sobie słowa potrzebnych zaklęć.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zaryzykował po około 10 sekundach, mówiąc to w kierunku, z którego przyszedł.
: 26 marca 2014, 21:04
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", wieczór 1 dnia bakis-ranu
Huskun coraz gorzej panował nad targającą nim euforią, nie bez powodu przypisując sobie pysznie zasługę pozyskania dla misji Nieulękłych kilku wyjątkowo ostrych mieczy. Poprawiając z fałszywie skromną miną perukę goblin ukłonił się ponownie, spoglądając na swych rozmówców z pełnym uszanowania wyrazem twarzy.
- Zacni i czcigodni goście, ogromniście radosny to dzień dla nas wszystkich, a może i najbliższa noc, w tak doborowym towarzystwie. Wszelako sądzę, że lepiej by było nie oddalać się na cmentarz zbyt wielką kupą, bo też wąpierz zmyślny jest bestyj i całkiem inakszej może zaatakować. Łacno sobie wyobrazić jak zakrada się tutaj pod nieobecność nas wszystkich, aby podstępnie wyssać krew z nieszczęsnego kthana Hirmina. Nie, nie lza nam do tego dopuścić. Jam jeno głupi goblin, w obyczajach wielkopańskich nieobyty, tedy jeno podszepnąć pragnę takowy mały pomysł.
- Ku równemu sił podzieleniu myślę ja, coby najlepiej na cmentarz ruszyli jeden z paladyn z nami wraz z jednym dzielnym rycerzem, a druga para tu pozostała dla bezpieczeństwa biednego Arusa. A coby nikomu nerw się nie zszargał ani zawiść krwią nie podeszła na lica, może rzucimy kostkami do wróżenia druha mego Barthura, coby sprawdzić, kto pójdzie, a kto ostanie?
Proponuję zabrać na cmentarz kombo w postaci paladyn i rycerz, a drugie takie samo zostawić w karczmie na warcie. I oczywiście Huskun też idzie po zioło!
: 27 marca 2014, 15:14
autor: deliad
Ciemny zaułek w Rotgan-kir, zmierzch 1 dnia bakis-ranu
Drayaharus stał oparty o ścianę szukając jakichkolwiek oznak, że w jego pobliżu jest ktoś niewidzialny.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zaryzykował po około 10 sekundach, mówiąc to w kierunku, z którego przyszedł.
Odpowiedziała mu jedynie cisza i śwista wiatru ocierającego się o mury.
Po kilku minutach gnom zaczął się zastanawiać, czy niewidzialna osoba szła za nim, czy może za kimś innym. Po kolejnych minutach stracił nawet pewność, że w ogóle była jakaś niewidzialna postać. Może to urojenia i rodząca się paranoja po napadzie na Mrocznych na Balina?
: 27 marca 2014, 15:34
autor: deliad
Północna brama Rotgan-kir, po zmierzchu 1 dnia bakis-ranu
- Jak to nie rozewrzesz bramy - wrzasnął Arachel, bo to właśnie ruszył na cmentarz wraz z rycerzem Urgrimem -
przecież jasno ci imputuję, że mus nam wyjść i zadku mam Twoje rozkazy.
- Wy tanie możecie mieć i w zadku moje rozkazy, ja jednakowoż muszę je wykonywać, bo inaczej skrócą mnie o głowę - powiedział bez złości i strachu, zrezygnowany korpulentny strażnik miejski o orczej fizjonomii -
bram nam po ćmicy zakaz rozwierać i tyla. W mieście szaleje jakowaś bestyja, a za murami też ich wiela. Zresztą nie mi roztrząsać rozkazy a je wykonywać.
Arachel wściekle walną pięścią w bramę z siłą, które nie powstydziłby się mały taran.
- Otwieraj bramę albo sami ja otworzymy - warknął Urgrim idąc do kołowrotu.
- A co tu się wyrabia? - powiedział wyjeżdżając na czele kilku ciężkozbrojnych jeźdźców wysoki człowiek zakuty w zbroję płytową.
Barthur od razu poznał owego człowieka jak również czterech towarzyszących mu kamratów. To był czarny rycerz, który ubiegłej nocy stał na placu, gdy on skrywał się za płotem świątyni Morglitcha.
- Czy mi się zdaje czy tu ktoś gwałt na prawie chce czynić?
Pobladła od wściekłości twarze Arachela świadczyła, że owi jeźdźcy jemu także są znajomi.
Niespodziewana trudności z opuszczeniem miasta. Pojawili się nieoczekiwani "stróże prawa". Arachel i Czarni rycerze obrzucają się złośliwościami, ale powstał swojego rodzaju sytuacja patowa.
: 27 marca 2014, 21:16
autor: Keth
Północna brama Rotgan-kir, zmierzch 1 bakis-ranu
Widok ciężkozbrojnych wystraszył Huskuna dość mocno, by goblin natychmiast schował się za plecami Arachela, mamrocząc coś pod nosem i zaciskając dłonie w piąstki. Nakaz zamykania po zmroku miejskich bram jakoś umknął uwadze zaklinacza, budząc w zamian jego złość na fakt, że wyprawa ruszyła na cmentarz po zapadnięciu zmierzchu, a nie jeszcze za słonecznego światła.
Nie czekając na rozwój wydarzeń mogących skończyć się bijatyką na korbacze i morgenszterny, Huskun czym prędzej jął się rozglądać po miejskich murach, przyszedł mu bowiem do głowy pewien chytry pomysł na obejście zakazu bez łamania prawa.
Skoro nie wolno otwierać bramy, może wejdziemy na mur, a potem spuścimy się na zewnętrzną stronę po zdobytych gdzieś naprędce linach? Na koniach nie jedziemy, więc rycerze też się chyba nie obrażą, o ile nie mają na sobie zbroi płytowych odlewanych miarowo na wielu płaszczyznach (czy jak to tam leciało). Jeśli tak, będą musieli zrzucić pancerze, ale taka już cena kompromisu...
: 28 marca 2014, 10:27
autor: Denver
Zara, zara, moment - wysapał, troche lepiej znający sie na "murach" krasnolud. Gdzieś tu musi być furta, albo brama wypadowa, albo jakieś insze ustrojstwo. Inaczej po zablokowaniu jednej bramy, miasto musiało by paść.