Hangar 245 JX, 456.815.M41
Głos kapitana rozbrzmiewający w słuchawce komunikatora wprawił seneszala w stan błogiej ulgi, dopóki do umysłu Barcy nie dotarł sens wypowiadanych przez Morgana słów.
...
więc zastrzeliłem go podczas spotkania w chórze astropatów...
Christo zachwiał się mimowolnie, podchwycony w ostatniej chwili pod ramię przez Gilbera Rappa. Dziedzic dynastii zastrzelił przekazanego pod swą pieczę adepta Astra Telepathica, w dodatku na terenie chóru! Seneszal słuchał dalszej wypowiedzi zwierzchnika z otwartymi szeroko ustami, próbując na wszelkie sposoby zrozumieć, co właściwie się stało. Morgan Blackthorn pozostawał dla Christo enigmą od sześciu tygodni, będąc człowiekiem zupełnie odmiennym od Titusa pod względem usposobienia i kodeksu postępowania... ale żeby zastrzelić w chórze Port Wander astropatę!?
Bez względu na powód tak łamiącego protokół aktu nieżyczliwości, konsekwencje incydentu i tak mogły mieć katastrofalne rozmiary.
- Puść mnie, nic mi nie jest! - warknął seneszal uwalniając się z uścisku Rappa - Tak, panie, potwierdzam, wystąpię o nowy przydział niezwłocznie. Imperator strzeże.
Kompletnie ignorując wpatrzonego w siebie Machariusa i pocierając palcami skronie, Barca usiadł na narzędziowej skrzynki układając chaotyczny mętlik w swej głowie w nowy plan działania. Mężczyzna nie wyobrażał sobie natychmiastowej wizyty w chórze w celu pozyskania nowego astropaty, musiał wpierw zdobyć komplet niezbędnych informacji na temat zajścia. Morgan wszakże domagał się załatwienia sprawy niezwłocznie...
Wstrząśnięty obrotem sytuacji seneszal uchwycił się tego słowa, odnajdując w pamięci proceduralny kruczek pochodzący ze starożytnych czasów sprzed Mrocznego Wieku Technologii, w kręgach ludzi obytych z prawem kosmicznym zwany potocznie "Precedensem adepta Dudy". Przepis ten pozwalał w wieloznaczny sposób interpretować definicję słowa "niezwłocznie", co dawało seneszalowi pewną swobodę działania przed złożeniem kolejnej wizyty w chórze.
- Krix, tu Barca! Co z tym zakazem lotów? Możesz nas stąd zabrać?
Nie wyobrażam sobie ponownej wizyty w chórze, ale cóż... pan każe, sługa musi!
