[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Skryty za obszerną beczką Ah-saa-brax odczekał, aż w sąsiednim pomieszczeniu umilkną kroki i rozmowy. Gdy w końcu nastała upragniona cisza, odmierzył jeszcze kilka spokojnych oddechów, w razie, gdyby strażnicy zechcieli wrócić po coś, czego zapomnieli... Nic się jednak takiego nie stało. Wysunął się więc ze swej chwilowej kryjówki i począł ponownie grzebać przy zatrzaśniętym przed chwilą zamku. Tym razem otwarcie go poszło mu gładko. Znał już układ zapadek i była to rutynowa robota. Chowając wytrychy do sakwy przy pasie analizował treść zasłyszanej przed chwilą rozmowy... Najwyraźniej, ktoś tu miał pecha... I Sa zastanawiał się, czy jego niefarty może oznaczać, iż los uśmiechnął się do kogoś innego: na przykład pewnego skromnego złodzieja...? Strażnicy byli teraz na pewno cholernie zajęci... A sądząc po ciężarze ich kroków i chrapliwych głosach, obaj musieli należeć do kasty Tiba i nie byli bynajmniej ułomkami...
Nie przerywając rozważań, cicho jak cień wsunął się do kolejnej izby. Stłumił odruchowe kichnięcie, czując jak wypełnione wonią przypraw powietrze kręci go w nosie. Rozejrzał się przez chwilę oceniając układ cieni we wnętrzu, po czym kryjąc się za skrzyniami pełnymi kosztownych i rzadkich korzeni, przekradł się w pobliże kolejnych drzwi. Miał nadzieję, iż te prowadzą do domu Bentaresh... Zresztą, tak wynikałoby z układu pomieszczeń... Dalsze dywagacje przerwał mu jednak cichy szept:
- Stratis! - wypowiedział tak głośno jak potrafił mag, ukazując się w swej widmowej postaci - Słyszałeś rozmowę tych dwóch strażników? Musimy sprawdzić co zamierzają zrobić!
- To chyba jasne - szepnął złodziej, spoglądając przez chwilę na maga z rezerwą. Najwyraźniej nie palił się do tego pomysłu. - Katują jakiegoś nieszczęśnika, no nie? Mi tam nic do tego. Mówię, róbmy swoje, korzystając, że są zajęci...
Podszedł cicho do kolejnych drzwi i nie dotykając ich, zaczął uważnie badać ich nadproże i futrynę. Nie ujrzał jednak nic niepokojącego. Już miał zając się zamkiem, gdy usłyszał kolejny szept stojącego za nim widma:
- Mam nadzieję, że twe zdolności, tak cenione przez szlachetnego Oroni, mają w swym repertuarze otwieranie magicznie zabezpieczonych drzwi - kontynuował dalej mag wskazując swą widmową ręką na wrota prowadzące do dalszej części posiadłości Bentaresh.
- Heh... - mruknął Sa powstrzymując cisnące się na usta przekleństwo, gdy pojął, iż o mało nie naciął się na magiczną pułapkę. Był jednak wdzięczny czarodziejowi za ostrzeżenie.
- Dzięki... - dodał po chwili, nieco bardziej przyjaznym tonem.
Cofnął się o pół kroku i ponownie zaczął badać drzwi, starając się wykryć to co wcześniej uszło jego uwadze.
- Nie ma sensu, byśmy szli dalej sami - odezwał się konspiracyjnym szeptem, nie odrywając wzroku od futryny. - Skoro tam jest tych dwóch drabów, dobrze byłoby ściągnąć resztę. Ja im na pewno nie dam rady. Chyba, że twoje zaklęcia... - zawahał się przez chwilę, spoglądając przez ramię na MeXtli. Nie mógł co prawda znać potęgi towarzyszącego mu Alinur, jednakże wydawał się on dość młody i Sa wątpił, czy potrafiłby cicho i sprawnie, za pomocą czarów położyć dwóch rosłych Tiba. Westchnął więc ledwo słyszalnie i wrócił do badania drzwi.
- Chwilę przed pojawieniem się tych dwóch łotrów, słyszałem głos... - dodał jeszcze mag. - To był głos tego torturowanego jeńca. Przedstawił się jako Xatatl Lipatli Taxcaan. Sam nie wiem czy ufać temu co zasłyszałem, wygląda to jak pułapka... ale musimy sprawdzić czy faktycznie kogoś pojmali.
- Tym bardziej nie zamierzam sam otwierać tych drzwi - odparował złodziej. - Nie jestem samobójcą... Przyjrzę się im, a wy może skoczcie po resztę? Jeśli tamci mieliby wrócić, ukryję się... Choć pewnie mają co robić... Niemniej nie będą się zabawiać wiecznie, więc lepiej się pospieszcie... Zostawiłem linę przy oknie, by było wam łatwiej...
Oglądam ponownie drzwi, powoli i dokładnie, by ustalić rodzaj zabezpieczeń (wiem już, że tam są). Jeśli mag uda się po resztę, będę nadal badał tą kwestię (co powinno dać mi później modyfikator +10 do rozbrajania). Deklaruję więc, że badam temat nim się zajmę działaniem.
Cały czas ponadto uważnie nasłuchuję. Jeśli w czasie nieobecności maga po drugiej stronie wrót usłyszę jakieś kroki, to natychmiast się chowam gdzieś w okolicy.
Post pisany wraz z Mystic.