Strona 12 z 42

: 31 lipca 2016, 11:33
autor: namakemono
- Trudno mi docenić walory tego trunku - rzekł Nikodemus próbując hamować atak kaszlu wywołany paleniem w gardle. - Prawda to, że jakby mocniejsze, ale łagodniejsze, niż nasze lokalne pędziwo. Ale w smaku jakby na gryzoniach było pędzone.

Sędzia zrobił pauzę, ale nie doczekawszy się odpowiedzi ciągnął:

- Wielceśmy radzi, żeś dla nas odszpuntował tak zacny trunek, którego walorów nawet nie jesteśmy w stanie w pełni docenić. Ale okoliczności, jakie nas tu sprowadziły zgoła mało towarzyski mają charakter. Sprawa naprawdę jest poważna, a czyny, których dopuściliśmy się my, tam w lesie, jak i Ty, Marcusie, tutaj w wiosce nie nastrajają do kontemplacji klarowności bursztynowego trunku. Przestań trzymać nas w niepewności i powiedz o co w tym wszystkim chodzi, bo jeszcze chwila, a mieszkańcy dla odmiany starszyznę puszczą ze stosowym dymem. Przestań, proszę, udawać, że ze spokojem patrzysz, jak nasza do tej pory spokojna i szczęśliwa społeczność stanąwszy na skraju przepaści robi dziarski krok naprzód.

: 02 sierpnia 2016, 18:20
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

Markus dopił własną porcję trunku i odłożył kubek na stół przenosząc spojrzenie na Nikodemusa. Sięgnąwszy palcami do kieszonki na piersi mężczyzna wyciągnął z niej malutki woreczek z folii, zawiązany starannie wykonanym szczelnym supłem, wypełniony białym proszkiem o drobniutkich ziarenkach.

Anton wciągnął głośno powietrze, gdy tylko spostrzegł woreczek, spiorunował Markusa kipiącym dezaprobatą spojrzeniem. Schiller zniósł nieme oskarżenie przyjaciela ze stoickim spokojem, ale zignorował wyciągniętą dłoń Gerarda nie przejawiając najmniejszej chęci do podania mu woreczka.

- Wątpię, by ktokolwiek z was prócz Antona wiedział, co to takiego - powiedział Markus unosząc foliową torebkę nieco wyżej i demonstrując ją oczom wszystkich gości - I bądźcie wdzięczni bóstwom, które wyznajecie za ten brak wiedzy. To żarnik, biały proszek z Kolistych Pól na dalekim wschodzie.

- Nasienie Demiurga! - wysyczał przez zęby Anton, na przemian zaciskając dłonie w pięści i otwierając je ponownie - Pył pożerający duszę!

- To jedna z hipotez na temat źródła jego pochodzenia - skinął głową Markus - Z powodu tego proszku spaliłem złapaną w sidła staruchę. Z tego powodu zabiliście pozostałych obcych. Stara miała ze sobą żarnik, więc pozostali też mogli go przenosić. Lecz co gorsza, znalazłem ziarenka tej choroby rozsypane w naszym spichlerzu. Musiałem podłożyć ogień, inaczej ściągnąłbym zagładę na nas wszystkich.

- Skazili żarnikiem żywność, aby nas uzależnić? - spytał z rosnącym gniewem Anton.

- Albo to... albo chcieli nas przeistoczyć - odpowiedział fatalistycznym tonem Markus i chociaż pozostali goście nie zrozumieli sensu jego ostatnich słów, wszyscy poczuli na plecach lodowate ciarki.
Przerwałem konwersację w tym momencie, by dać BG szansę na reakcję - w końcu usłyszeliście niecodzienne rewelacje. O żarniku praktycznie nic nie wiedzieliscie, słyszeliście tylko o tym, że niektóre karawany sprzedają niebezpieczne używki. Ale o co chodziło z tym przeistoczeniem dla przykładu, nie macie najmniejszego pojęcia!

: 02 sierpnia 2016, 18:51
autor: Keth
Koronopan, peryferia

Snowid przyjął polecenie Markusa bez cienia grymasu, krótkimi zdaniami rozdzielając zadania i rozsyłając oddelegowanych do warty osadników na właściwe pozycje. Nikt nie próbował z nim dyskutować, bo krótki i brutalny pokaz siły w wykonaniu Yurana dał do myślenia najbardziej zacietrzewionym poplecznikom Rudolfa. Ludzie wciąż sarkali, a w ich oczach lśniły niebezpieczne ogniki, lecz bez zbędnych opóźnień rozeszli się bądź to do swoich obowiązków, bądź własnych domostw.

Młody myśliwy wyjął z kieszeni spodni mieszankę aromatycznych liści i wsadził zwiniętą z nich kulkę w usta żując ją nieśpiesznie. Oparty o kamienną cembrowinę zamkniętej dla ziomków studni, rozglądał się pozornie nieśpiesznie wokół siebie. Dzięki tej pozycji mógł przynajmniej po części odpocząć po trudach całonocnej wyprawy, coraz śmielej rozpełzających się po całym ciele. Swąd spalenizny unoszący się nad zgliszczami spichlerza przyniósł Snowidowi wspomnienie odoru spalonego mięsa wywęszonego w lesie opodal pułapek na dziki i siłą rzeczy przeskoczył po krótkiej chwili do jeszcze mroczniejszych wspomnień krwawej rzezi w obozowisku wędrownych złodziei. Myśliwy nie potrafił sobie przypomnieć, kogo właściwie tam zabił, ciemności litościwie ukryły przed nim tożsamość przybitej do ziemi włócznią ofiary. Wolał wierzyć, że przeszył ostrzem któregoś z wojowników, a nie dziewczynę, ale w ostatecznym rozrachunku niczego to nie zmieniało.

Wydany przez Markusa Schillera wyrok oznaczał śmierć dla wszystkich dogonionych w puszczy obcych.

Błądzący myślami Snowid zesztywniał znienacka, by natychmiast znowu się rozluźnić, maskując tym samym swe odkrycie. Jego spojrzenie pobiegło ukosem ku linii dochodzących do domostwa Szyszków zarośli, wdzierających się zuchwale na poletko kukurydzy. Gałęzie krzaków poruszyły się dość dyskretnie, by nie dostrzegli tego poszeptujący między sobą osadnicy zgromadzeni wokół młockarni, ale uwadze lubującego się w polowaniach Snowida poruszenie nie mogło ujść.

Myśliwy w ułamku chwili zyskał pewność, że ktoś się w tych chaszczach czaił i nie było to bynajmniej zwierzę!
Myślę, że introwertyczny z natury Snowid nikomu nic nie powie, tylko pójdzie samemu sprawdzić, czy miał rację. Sytuacja rozwojowa...

: 03 sierpnia 2016, 09:14
autor: namakemono
- Twoje odpowiedzi przyniosły wiele kolejnych pytań. Co to jest ten żarnik, którego aż tak się lękacie, że dla ochrony przed nim posuwamy się do rozwiązań ostatecznych, zagrażających bezpieczeństwu całej społeczności? I co powiemy mieszkańcom? A coś im trzeba powiedzieć, i to jak najszybciej. Brak jakiejkolwiek wiedzy jest gorszy niż najgorsza prawda. A ludzie są na skraju paniki i są gotowi stanąć przeciw sobie nawzajem. Istnienie Koronapanu wisi na włosku.

: 03 sierpnia 2016, 13:39
autor: 8art
Czy Dragan i Yuran są już obecni przy konwersacji z Antonem i Marcusem, czy jeszcze nie dotarli na miejsce?

: 03 sierpnia 2016, 17:45
autor: Keth
Koronopan, domostwo Bayera Werka

Kilku popleczników Rudolfa Warzechy przeszło obok pozornie opustoszałego domostwa Bayera Werka nie zwracając uwagi na nic prócz tematu swej gniewnej dyskusji. Opuszczone metalowe rolety o bliżej nieokreślonej barwie oraz szczelnie zamknięte drzwi jawnie dowodziły bądź to nieobecności właściciela bądź jego niechęci do przyjmowania jakichkolwiek gości.
Spoiler!
BW #3

: 03 sierpnia 2016, 17:47
autor: Keth
Koronopan, domostwo braci

Eleni nie miała na podorędziu gorącego posiłku, ale braciom wcale to nie przeszkadzało. Obaj zadowolili się wypiekanymi w kamiennym piecu kukurydzianymi plackami, kawałkami zimnej dziczyzny i garścią leśnych owoców. Jedli w posępnym milczeniu, zasłuchani w szczebiot wioskowej piękności. Ich siostra krzątała się w międzyczasie wokół stołu, wyglądając co chwila za okna.

- Schowałam w lesie najpotrzebniejsze rzeczy, w naszej kryjówce za potokiem - opowiedziała z przejętą miną - Przybory do szycia, groty do strzał, wasze ubrania na zmianę i metalowe garnki. I moje ozdoby do włosów i jeszcze trochę jedzenia. Jak Markus wpadł w szał i zaczął wszystko palić, bałam się, że nam naszą własną spiżarkę podpali.

- Następnym razem lepiej usłuchaj starszyzny - poradził jej żujący kawałek mięsa Yuran. Żaden z braci nie potrafił się długo gniewać na siostrę, wnoszącą w ich surowe puszczańskie życie wiele zrozumiałych zgryzot, ale i czystej radości - Zakaz to zakaz, a jak nie usłuchniesz, dostaniesz w papel.

Dziewczyna prychnęła w odpowiedzi sarkastycznie, potrząsnęła zaplecionymi w warkocze włosami.

- Najpierw dogoń, potem pogadamy - odparła - Ale powiedzcie proszę, po co łaziliście wszyscy nocą po lesie, jeśli nie w poszukiwaniu borsuków. Na początku myślałam, że chcecie całą bandą Werka obić za to, że się do mnie bez waszego pozwolenia zaleca, ale on się wcale nie zaleca, nawet się na mnie oglądać nie chce. Jak tu przyniósł tę przerobioną maczugę, to nawet ze mną gadać nie chciał. To jak nie jego bić, to po co leźliście do lasu?
Yuran i Dragan wciąż są u siebie w domu i ze spotkania u Antona sporo ich ominie, ale wierzę, że Nikodemus i Gerard zdadzą im później sprawozdanie.

: 03 sierpnia 2016, 18:17
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

Markus wymienił długie spojrzenie z Antonem, potem położył pełen proszku woreczek bardzo delikatnie na blacie stołu, za wszelką cenę starając się uniknąć przypadkowego uszkodzenia folii.

- Żarnik to swego rodzaju nasiona, wytwarzane przez dziwne rośliny daleko za wschodnimi granicami puszczy - wyjaśnił w końcu gospodarz, rozważając starannie każde swe słowo i budząc tym samym w gościach podejrzenie, że być może nie chce im powiedzieć wszystkiego, co wiedział - Rosną w głębi jałowych pustkowi za Pandorą, dawną Warszawą. Koczownicze plemiona Polan zażywają nieświadomie żarnik, ponieważ nasiona te uodporniają na ból i zimno. Nie oznacza to, że wcale się tych bodźców nie czuje, tylko są mocno stępione... a przynajmniej tak twierdzą ci, którzy je zażywają.

- Ale to tylko pozorna korzyść! - wtrącił pośpiesznie Anton, któremu nie spodobał się wcale błysk zainteresowania w oczach Gerarda - To lep na mrówki, albowiem ci, którzy spożywają żarnik szybko się od niego uzależniają. Jad Demiurga przesyca ich ciała i przeobraża je na diaboliczną modłę. Stają się bezwolnymi demonami, przeklętymi na wieki wykonawcami woli największego nieprzyjaciela Boga!

- Nie oczekujcie, że opowiemy wam wiele o zgubnych efektach działania żarnika - Markus położył dłoń na ramieniu Antona uspokajając zdecydowanym dotykiem rozgorączkowanego anabaptystę - Nasza wiedza nie jest na szczęście obszerna. Na szczęście, bo gdybyśmy wiedzieli więcej, zapewne sami bylibyśmy już nosicielami tej strasznej choroby. Niechaj wam wystarczy tyle, że jest ona śmiertelna, nieuleczalna i niezwykle bolesna. Ta galaretowata flegma staruchy w sidłach była fizycznym dowodem skażenia. Są tacy... są w naszym świecie pewni ludzi, którzy bez wahania niszczą osady takie jak Koronapan jedynie podejrzewając, że są w nich nosiciele. Ci ludzie są bezlitośni, nie okazują łaski nikomu, ni starcom ni dzieciom w kołyskach. Palą wszystko do gołej ziemi, nikomu nie pozwalają odejść z życiem.

Markus umilkł na chwilę, zamyślił się nad czymś głęboko.

- Mieszkamy na uboczu, ale nie na bezludziu - powiedział po chwili - W pobliżu pojawiają się karawany z Osmanu i Wrocławia. Gdybyśmy ulegli chorobie, wieść szybko dotarłaby w niepowołane uszy. Zaufajcie mi, nie chcielibyście ujrzeć na opłotkach osady czerwonych krzyży. To byłby nasz koniec i to straszny.
Ciąg dalszy konwersacji. Na razie tylko odpowiedź na pierwsze pytanie Nikodemusa. Reakcja na drugie niebawem, w międzyczasie daję Wam możliwość do wtrącenia nowych komentarzy.

: 03 sierpnia 2016, 19:09
autor: namakemono
- Czyli pozostaje drugie moje pytanie: co powiedzieć ludziom, żeby uspokoić panikę i przywrócić ich zaufanie do starszyzny? Co powiedzieć, żeby spokój i porządek wróciły do Koronapanu? A wydaje się, że o żarniku wspominać nie wolno, bo czym więcej osób pozna owo słowo, tym większe prawdopodobieństwo, że wyjdzie ono poza naszą osadę. Ale to tylko połowa naszego problemu. Co z ludźmi, którzy to do nas przynieśli? Czy to, co zrobiliśmy w lesie załatwia sprawę? Czy pozbyliśmy się zagrożenia na dobre?

: 03 sierpnia 2016, 21:42
autor: 8art
- A Werk nie obłapiał cię? - spytał nagle Yuran ze złowrogim błyskiem w oczach: - Bo bym mu kulasy z rzyci powyrywał jakby cię tknał...

Podejrzliwość olbrzyma zniknęła wraz z kolejną nabraną do ust łyżką strawy. Przez chwilę słychać było jedynie mlaskanie. Eleni obserwowała braci z nieskrywanym zaciekawieniem, ale i rosnącą niecierpliwością, co też obaj robili po nocy, bo że na borsuki, to już wiedziała:

- No mówcież! - pisknęła w końcu, przerywając ciszę.

- Nie sarkaj siostra. - uspokoił ją Yuran, choć nie chciał jej zdradzać zbyt wiele. Był pewien, że gdyby wyjawili cel nocnej wyprawy, zanim znaleźliby się u naczelnika, to już cała osada wiedziałaby wszystko dokładnie i ze szczegółami. Kobiety w wiosce miały niezrozumiały dla Yurana dar przekazywania sobie informacji szybciej niźli można to było wykrzyczeć.

- Werka bić nie poszlim. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. Markus nas w gardłowej sprawie posłał, ot i tyle. Mus nam teraz iść z nim pogadać, a ty uważaj na siebie i drzwi zarygluj, bo na majdanie Rudolfa w pysk zdzieliłem i jeszcze gotów tu przyjść i pomsty na tobie szukać.

Mężczyzna otarł rękawem usta i zaczął zbierać swój ekwipunek, gotowiąc się do wyjścia do Markusa. Spytał w zasadzie retorycznie brata:

- Idziesz Dragan?

: 04 sierpnia 2016, 14:47
autor: el009
Koronopan, domostwo Bayera Werka

Spoiler!
BW #4dwd;

: 04 sierpnia 2016, 18:10
autor: Keth
Koronopan, domostwo braci

Eleni zgarnęła ze stołu gliniane półmiski śmiejąc się przy tym w kułak z ostatniego ostrzeżenia braci.

- Rudolf miałby mnie ukrzywdzić? - zachichotała szyderczo - Już prędzej jego żona, chociaż zupełnie niesłusznie. Ale obiecuję, że zarygluję wszystkie drzwi i będę w kącie siedziała z miotłą na podorędziu. Szybko wrócicie?

- Duchy przodków wiedzą - wzruszył w odpowiedzi ramionami Yuran - Nie mam humoru do swawoli z Markusem, więc pewnie niedługo. A ty się miotłą nie baw, tylko naszykuj na nasz powrót jakąś zupę albo co innego ciepłego. Tylko nic nie spal, bo paskiem zleję!

Dziewczyna odgarnęła z czoła kosmyki włosów, pokazała posępnemu Yuranowi język, po czym wzięła się za mycie naczyń. Myśliwi dopili wodę z podanych im przez siostrę kubków i wstali jednocześnie z drewnianej ławy przy kuchennym stole. W tej samej chwili coś świsnęło w powietrzu tuż obok głowy Yurana, uderzyło hałaśliwie w palenisko strącając z niego stary żeliwny garnek. Eleni pisnęła głośno i odskoczyła do tyłu wślizgując się za regał na kuchenne przybory.

- Kurwości! - krzyknął Dragan okręcając się na pięcie i mierząc wzrokiem leżący na palenisku przedmiot - Co to?!
:o

: 04 sierpnia 2016, 18:11
autor: Keth
Koronopan, peryferia

Nie oglądając się w kierunku podejrzanych chaszczy Snowid poszedł spokojnym krokiem ku młockarni, okrążył ją znikając za rogiem chaty Wolknera. Dopiero tam przyśpieszył raptownie, przesadził płot warzywniaka łapiąc w biegu za odłożony pod ścianę domostwa drewniany palik, który od biedy nadałby się do rozbicia komuś głowy. Pokonawszy kilkoma susami zagon kapusty myśliwy wyjrzał zza przeciwnego rogu domostwa na opłotki osady, szukając wzrokiem dalszych dowodów czyjejś ukrytej obecności na skraju Koronapanu.

W przylegających do opłotków chaszczach panowały bezruch i cisza, ale Snowid nadal przeświadczony był o słuszności swych wcześniejszych obserwacji. Nie tracąc czasu pobiegł ku linii lasu odpędzając wściekłym syknięciem jakiegoś obserwującego go chłopczyka, wpadł pomiędzy pierwsze drzewa kręcąc na wszystkie strony głową.

Splecione ze sobą konary strzelistych drzew tworzyły w górze zielony kobierzec broniący słońcu przystępu do ziemi. Przebijające listowie promienie słońca przywodziły na myśl złociste pręciki dotykające gęstego leśnego runa, grzejące mech i kępy paproci. Tu i ówdzie słychać było ptasie odgłosy, od strony wioski dobiegały dźwięki ludzkich głosów.

Przyciśnięty plecami do drzewa Snowid odczekał dłuższą chwilę, a potem bezszelestnie potruchtał w kierunku zarośli, w których wypatrzył wcześniej podejrzane poruszenie.

Nikogo tam nie zaskoczył, chociaż ledwie dostrzegalne ślady w trawie utrwaliły młodzieńca w przeświadczeniu, że ktoś ledwie wcześniej obserwował z krzaków plac z młockarnią.
Do ewentualnego odwołania Snowid przechodzi w tryb NPC, więc nie przywiązujcie się do niego zbytnio...

: 04 sierpnia 2016, 18:13
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

Anton pokiwał głową okazując aprobatę do zadanych przez Nikodemusa pytań, okręcił się na ławie wbijając nienawistne spojrzenie w zafoliowaną substancję. Przyglądając się jego minie wychowanek Richtera pojął znienacka jak niewiele wiedział o swoich ziomkach, przede wszystkim o ich przeszłości. Anabaptyści mieszkali w Koronapanie od wielu lat stanowiąc stały element niewielkiej puszczańskiej społeczności, ale dopiero teraz Nikodemus przypomniał sobie, że nie wie niczego o życiu Antona przed jego dołączeniem do miejscowych osadników piętnaście lat wcześniej.

A teraz szybko stawało się jasne, że zarówno Markus Schiller jak i Anton Hayte mieli wiele do powiedzenia na egzotyczne dla sędziego tematu. Apokaliptycy, żarnik, obyczaje koczowników ze wschodu Polanu, czerwone krzyże mogące być nawiązaniem do legendarnych Szpitalników z zachodniej Borki. Nikodemus słyszał kiedyś, że Anton walczył w szeregach anabaptystów na południe od Alp, przeciwko sprzymierzonym z jehammedanami Adrianom, ale małomówny mężczyzna starannie wystrzegał się opowieści z czasów swej młodości. A teraz stało się niemal pewne, że nie brakowało mu też doświadczeń z budzącymi lęk Jeźdźcami Apokalipsy.

- Nie mamy żadnej gwarancji, że sprawa przejdzie bez echa - oznajmił Markus - Mam nadzieję, że dopadliście wszystkich z tej bandy. Dotykaliście ich dobytku? Zabraliście coś jako łupy? To byłoby bardzo nierozważne biorąc pod uwagę zakaźny charakter tej choroby.

- Nikt niczego nie zabrał - odpowiedział natychmiast Anton - Dobrze tego przypilnowałem. Broń wyczyściliśmy na miejscu.

- Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nikt nigdy nie dowie się o tym zabójstwie - Markus pokiwał głową w wyrazie przygnębienia, które wydało się Nikodemusowi nieudawane - Apokaliptycy zazwyczaj podróżują w małych grupkach. Jeśli zaś ktoś znajdzie ciała, nie będzie mu łatwo dowieść, że to nasza robota. Bardziej się teraz martwię sytuacją w osadzie. Rozumiem wzburzenie naszych ludzi, nie czuję się nim urażony. Gdybym tylko miał więcej czasu, spróbowałbym im to jakoś wytłumaczyć, ale spichlerz był skażony. Nie mogłem zwlekać.

- Jesteś pewien? - spytał Anton.

- Widziałem drobiny żarnika - skinął głową Markus - Ale nie obawiaj się, niczego na siebie nie przeniosłem. One są najgroźniejsze po wciągnięciu w płuca, a ja miałem na twarzy maskę.
Konwersacja trwa...

: 04 sierpnia 2016, 18:15
autor: Keth
Koronopan, domostwo Bayera Werka
Spoiler!
BW #5