: 29 lipca 2017, 10:13
Ptasi Bazar; 26 orakt-ran
Kwartał Rymarzy tętnił życiem, pełen przechadzających się ulicami mieszczan i drobnej szlachty, rozbrzmiewający głosami zachwalających swe towary rzemieślników. Rozliczne zaułki, alejki i zakamarki oferowały złodziejowi mnóstwo dróg ucieczki, jeśli tylko zdołałby wyprzedzić pościg. Lawirując między grupkami przechodniów, niektórych z nich omal nie potrącając, jednego czy dwóch poszturchując łokciami, Otlaf skręcił w najbliższą boczną uliczkę.
Nadjeżdżający z przeciwnej strony dwukołowy wózek, ciągnięty przez zabiedzonego krasnoluda i załadowany wiklinowymi koszami, stanowił dla zwinnego złodzieja nieznaczną przeszkodę. Nie zwalniając kroku mieszaniec wybił się na ugiętych nogach, podparł się w locie rękami o burtę, przeskoczył nad wózkiem strącąc piętą znoszony kapelusz krasnoluda.
Rzut okiem ponad ramieniem ujawnił bliską obecność dwóch prześladowców, mężczyzny z włosami spiętymi w kucyk oraz drugiego łysego. Obaj pędzili na złamanie karku poprzez tłumek przechodniów, nie wzbraniając się przed obalaniem na bruk tych nie dość zwinnie odskakujących.
Byli szybcy, naprawdę szybcy. I nie marnowali oddechu na niepotrzebne okrzyki, przemieszczając się w gorączkowej ciszy.
Jedno uderzenie serca dłużej z wzrokiem utkwionym w głębi uliczki i złodziej zderzyłby się z następnym wózkiem, tym razem większym i zaprzężonym w parę dorodnych osłów. Piętrzące się na pojeździe dębowe beczki wyrosły ponad głową Otlafa niczym górski klif.
Kwartał Rymarzy tętnił życiem, pełen przechadzających się ulicami mieszczan i drobnej szlachty, rozbrzmiewający głosami zachwalających swe towary rzemieślników. Rozliczne zaułki, alejki i zakamarki oferowały złodziejowi mnóstwo dróg ucieczki, jeśli tylko zdołałby wyprzedzić pościg. Lawirując między grupkami przechodniów, niektórych z nich omal nie potrącając, jednego czy dwóch poszturchując łokciami, Otlaf skręcił w najbliższą boczną uliczkę.
Nadjeżdżający z przeciwnej strony dwukołowy wózek, ciągnięty przez zabiedzonego krasnoluda i załadowany wiklinowymi koszami, stanowił dla zwinnego złodzieja nieznaczną przeszkodę. Nie zwalniając kroku mieszaniec wybił się na ugiętych nogach, podparł się w locie rękami o burtę, przeskoczył nad wózkiem strącąc piętą znoszony kapelusz krasnoluda.
Rzut okiem ponad ramieniem ujawnił bliską obecność dwóch prześladowców, mężczyzny z włosami spiętymi w kucyk oraz drugiego łysego. Obaj pędzili na złamanie karku poprzez tłumek przechodniów, nie wzbraniając się przed obalaniem na bruk tych nie dość zwinnie odskakujących.
Byli szybcy, naprawdę szybcy. I nie marnowali oddechu na niepotrzebne okrzyki, przemieszczając się w gorączkowej ciszy.
Jedno uderzenie serca dłużej z wzrokiem utkwionym w głębi uliczki i złodziej zderzyłby się z następnym wózkiem, tym razem większym i zaprzężonym w parę dorodnych osłów. Piętrzące się na pojeździe dębowe beczki wyrosły ponad głową Otlafa niczym górski klif.
Istnieje kilka opcji do wyboru. Rzut na akt. ZR (udany pozwoli prześlizgnąć się między wozem i ścianą czynszówki, nieudany oznacza utknięcie na 2k5 segmentów). Rzut na 1/2 ZR (udany zwali za plecami Otlafa kilka beczek jako przeszkodę, nieudany zwali mu beczkę na głowę). Jest też opcja wskoczenia na linową drabinkę wiszącą na ścianie kamienicy (test udany z automatu, ale pościg nieznacznie skróci dystans do zbiega). Drabinka jest na długości dwóch pięter, prowadzi aż na dach, po drodze można dostać się do wnętrza budynku. Co robi Otlaf?