Strona 12 z 34

: 29 lipca 2017, 10:13
autor: Keth
Ptasi Bazar; 26 orakt-ran

Kwartał Rymarzy tętnił życiem, pełen przechadzających się ulicami mieszczan i drobnej szlachty, rozbrzmiewający głosami zachwalających swe towary rzemieślników. Rozliczne zaułki, alejki i zakamarki oferowały złodziejowi mnóstwo dróg ucieczki, jeśli tylko zdołałby wyprzedzić pościg. Lawirując między grupkami przechodniów, niektórych z nich omal nie potrącając, jednego czy dwóch poszturchując łokciami, Otlaf skręcił w najbliższą boczną uliczkę.

Nadjeżdżający z przeciwnej strony dwukołowy wózek, ciągnięty przez zabiedzonego krasnoluda i załadowany wiklinowymi koszami, stanowił dla zwinnego złodzieja nieznaczną przeszkodę. Nie zwalniając kroku mieszaniec wybił się na ugiętych nogach, podparł się w locie rękami o burtę, przeskoczył nad wózkiem strącąc piętą znoszony kapelusz krasnoluda.

Rzut okiem ponad ramieniem ujawnił bliską obecność dwóch prześladowców, mężczyzny z włosami spiętymi w kucyk oraz drugiego łysego. Obaj pędzili na złamanie karku poprzez tłumek przechodniów, nie wzbraniając się przed obalaniem na bruk tych nie dość zwinnie odskakujących.

Byli szybcy, naprawdę szybcy. I nie marnowali oddechu na niepotrzebne okrzyki, przemieszczając się w gorączkowej ciszy.

Jedno uderzenie serca dłużej z wzrokiem utkwionym w głębi uliczki i złodziej zderzyłby się z następnym wózkiem, tym razem większym i zaprzężonym w parę dorodnych osłów. Piętrzące się na pojeździe dębowe beczki wyrosły ponad głową Otlafa niczym górski klif.
Istnieje kilka opcji do wyboru. Rzut na akt. ZR (udany pozwoli prześlizgnąć się między wozem i ścianą czynszówki, nieudany oznacza utknięcie na 2k5 segmentów). Rzut na 1/2 ZR (udany zwali za plecami Otlafa kilka beczek jako przeszkodę, nieudany zwali mu beczkę na głowę). Jest też opcja wskoczenia na linową drabinkę wiszącą na ścianie kamienicy (test udany z automatu, ale pościg nieznacznie skróci dystans do zbiega). Drabinka jest na długości dwóch pięter, prowadzi aż na dach, po drodze można dostać się do wnętrza budynku. Co robi Otlaf?

: 29 lipca 2017, 13:05
autor: Keth
"Kufel Bajarza"; 26 orakt-ran

Pozostawiony samemu sobie w kącie gwarnej sali, Milcarr jał nieśpiesznie łowiąc jednocześnie słuchem strzępy prowadzonych wokół rozmów. Ślepota doskwierała mu wyjątkowo dokuczliwie, był bowiem świadomy tego, że w domu w skrytce pod podłogą trzymał niemal pełen flakon święconej wody z przybytku graamitów - musiał jednak oszczędzać ów cudowny specyfik, bo Eco podejrzewał, że nie zdoła już więcej ukraść z zasobów miejskiej straży. Skazany zatem tego dnia wyłącznie na słuch i węch, Milcarr łowił palcami w misce kawałki jadła, żując je starannie i dumając nad swym nieszczęśliwym żywotem.

Wokół niosły się dźwięki rozmów o ekscytujących walkach niewolników i potworów na Szmaragdowej Arenie; o zgonach, narodzinach i ślubach w znaczących rodach Ostrogaru, o wojnie kupieckiej w miejskich portach; o wieściach z dalekich krain przywożonych do stolicy przez pielgrzymów i żołdaków. Przysłuchując im się bez większego zainteresowania, Milcarr zaczął się zastanawiać nad coraz dłuższą nieobecnością mistrza Sureliona. Kielich Magii skazał się dobrowolnie na odosobnienie wiodąc w sobie tylko znanym miejscu wielodniowe medytacje nad sprawami, które nie powinny były interesować zwyczajnych śmiertelników. Mieszaniec doskonale rozumiał taki stan rzeczy, wszelako nieco mu zaczynało brakować promieniującej spokojem i charyzmą osoby Boga Bogów.

- To ja, Silvaran - powiedział ściszonym głosem ktoś, kto usiadł na ławie obok Ślepaka. Wspólnik Nanatara wyciągnął nogi pod stolikiem, przysunął się bliżej niewidomego nożownika.

- Masz jakiegoś dobrego druha, który chciałby odnowić z tobą znajomość? - spytał pozornie beztroskim tonem Silvaran, ale Milcarr natychmiast poczuł zaniepokojenie znaczeniem pytania.

- Mam wyłącznie dobrych druhów - odparł wzruszając niedbale ramionami - Pewnie ktoś mnie z kimś pomylił.

- Mam taką nadzieję - powiedział Silvaran - Bo widzisz, chodzą od samiuśkiego rana tacy jedni po karczmach i tawernach, nie tylko u mnie byli. Chodzą i pytają o czterech takich, co wczoraj w nocy gdzieś się po Placu kręcili, a jeden z nich podawał się za kupca, a inny był ślepy i nosił na oczach czarną opaskę. Pewnikiem bardzo podobną do twojej. To pewnie czysty przypadek, żeście wczoraj u nas we czterech byli, ty z Eco, Ortinem i Otlafem, co? Nie poszliście aby potem na Karczemny?

- Nie stać nas na Karczemny, mój przyjacielu - odpowiedział ostrożnie Milcarr - Po prawdzie to nawet nie wiem, gdzieśmy byli, za dużo taniego piwa wypiłem. A ci, co mnie z kimś pomylili, po co mnie szukali?

- Nie powiedzieli, ale dawali za imiona tych szukanych sporo złota. Więcej niż mają w kieszeniach ci, co się akuratnie teraz u nas stołują razem wzięci. Tyle złota potrafi zakręcić w głowie... potrafi rozwiązać języki. Wiesz, o czym mówię?

- Nie mam pojęcia - pokręcił głową Milcarr - A rozwiązało komuś?

- Mnie nie. Ani Nanatarowi. Ale za innych nikt głowy nie da. Nic, nie będę ci w jedzeniu przeszkadzał, trza wracać do roboty. To nawet bardzo wskazane, lepiej bowiem, by nie siedzieć za długo w twoim towarzystwie. Wiesz, tak się składa, że wiem, kim są ci, którzy szukają podobnych do was druhów.

Milcarr zastygł w bezruchu, ścisnął palcami glinianą miskę przechylając głowę w stronę gospodarza. Jakaś nutka w głosie Silvarana sprawiła, że trzewia mieszańca skręciły się raptownie w złym przeczuciu.

- To byli Odzieracze, z Rzeszota, przynajmniej jeden z nich - właściciel tawerny ściszył jeszcze bardziej głos - Poznałem po tatuażu na kostkach dłoni. To bardzo niebezpieczni ulicznicy, Ślepak, bardzo. Oni się nie pierdolą i mają bardzo mocne plecy, podobno nawet w Gildii Wężowych Cieni. Nie walczą o kwartały, tylko robią jakieś mroczne interesy z tymi, którzy mają dużo złota. Wiesz, czemu na nich wołają Odzieracze?

Ślepak nic nie odrzekł, kiwnął tylko twierdząco głową przywołując wspomnienia wyławianych z jeziora ciał pozbawionych choćby skrawka skóry, a częstokroć również rozlicznych członków.

- Dojedz swoje, a potem lepiej stąd idź - doradził Silvaran podnosząc się z ławy - I lepiej, abyście przez jakiś czas tu nie zaglądali. Nie chcę kłopotów.

Nie dodając nic więcej elf podniósł się z ławy i odszedł od zastygłego w ponurym bezruchu Milcarra.
Mam nadzieję, że nie popsułem Ślepakowi apetytu...

: 29 lipca 2017, 20:54
autor: czegoj
Zaryzykuję drabinkę, jednak nie zawadzi test 1/2 ZR (118 akt. ZR) a nóż uda się łobuzom zwalić beczki na głowę. Sprawa wygląda bardzo poważnie. Otlaf w bezpośrednim starciu nie powalczy i dobrze o tym wie. Jeśli nie będzie jednak innego wyjścia i gnoje się nie odczepią to spróbuję pognać w stronę dzielnic, gdzie jest więcej patroli. Tak czy inaczej jeśli będzie chociaż najmniejsza szansa ucieczki przed tymi prześladowcami zamierzam z niej skorzystać. Zawsze uwielbiałem prince of persia i chyba pierwszy raz mam szansę zagrać w wersji PBF. Poproszę o coś na prawdę szalonego w ostateczności.

: 31 lipca 2017, 21:05
autor: dretch
Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Czarna Krypta była dla Eco dość dziwnym miejscem, wszędzie czuł znajomy zapach martwych ludzi. Zapach ten mieszał się z ziołami i balsamem. Liczni wyznawcy tłoczyli się wokół schodów ale magister Angano wyraźnie odstraszał wszystkich dookoła, Eco jednak wiedział, że on i jego bóg nie są najważniejsi, istniał wyższy byt, który jeszcze nie odblokował swojej pełnej potęgi, dlatego mając w sercu Surielona zdobył się na krótką argumentację, wiedząc że każde kłamstwo może być przez kapłana wykryte jakimś magicznym sposobem.

Khtan-ie Angano! Magistrze boga śmierci. Wiem, że obecność strażnika miejskiego było by nie na miejscu, ale z racji prowadzenia śledztwa może będę mógł zapytać, lub pokierować rozmowę z umarłym, będzie to wyjątek z racji okoliczności które nas złączyły. Chciałbym uchronić Pana przed fiaskiem, ponieważ może się okazać, że to ja będę wiedzieć coś czego, z całym szacunkiem mógłbyś nie wiedzieć, bądź nie być tego świadomym, dlatego pozwól mi być na Twoje usługi podczas tej rozmowy. Eco zerkał na buty kapłana, nie śmiał oglądać jego oblicza kiedy zadawał to pytanie.
Jeżeli mogę to żebraczym nawykiem będę błagał kapłana o możliwość uczestniczenia.
Eco jest wiernym wyznawcą Surielona, ale nie chętnie rozmawia o swojej wierze z innymi. Zdam się na test charyzmy: CH84. ..

: 01 sierpnia 2017, 14:27
autor: 8art
- Czekajże. - syknął za Silvaranem. Elf (chyba elf;)) obrócił się: - Jakby tu który z moich dobrych druhów zajrzał, a nie miał ogona, rzeknij mu to co mnie i przekaż, że znajdą mnie tam gdzie zawsze.

Słowa Silvarana nie popsuł Milcarrowi apetytu, ale dały do myślenia. Ślepiec dalej spokojnie przeżuwał podstawione pod brodę jedzenie. Tyle, że rozważania nad trudnym losem przeszły płynnie w natrętne myśli o Odzieraczach. Nie bał się o żcyei rodziny. Bardzo niewielu wiedziało nawet, że Milcarr ma kobietę, dziecko i był pewien, że ci co znają tę wiedzę nie zdradzą jej choćby na mękach. Nie chciał jednak postawić familii przed sytuacją jakiej był świadkiem dziś w nocy, gdy przyniósł ciało Borlona do domu.

Musiał coś zrobić aby nie dopuścić do tego. Na razie wszystko wskazywało na to, że Odzieracze szukają swojej zguby w postaci wora złota, który przypadkiem wpadł w ręce Surelian. Oczywiście zwrot nie wchodził w rachubę. Ślepak nie był na tyle naiwny, żeby wierzyć w to, że zostaną dobrotliwie oddaleni. Jeśli już to wcześniej oskórowani, co nie rokowało dobrze na przyszłość.

Ślepiec cierpliwie wylizał drewnianą miskę, po czym podniósł się ociężale z ławy i wyszedł na zewnątrz. Wiedział, że każdy Surelianin będzie wiedział, że poszedł do kryjówki.
Spokojunie udaje się do kryjówki. Po drodze staram się zmienić łachy i zdjąć opaskę na oczy, tak aby wyglądać nie jak ślepy, tylko jak starzec słabujący na oczach. Głęboko nasunięty kaptur powinien sprawić, że nie będzie tak oczywiste skojarzenie Milcarra.

: 01 sierpnia 2017, 16:42
autor: Keth
Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Angano przybrał ponownie beznamiętny wyraz twarzy, jego wzburzenie zniknęło w ułamku sekundy zastąpione kamienną maską.

- Uczynię wyjątek od reguły jedynie poprzez wzgląd na relacje z kapitanem Gnathem - oświadczył chłodnym wyniosłym tonem - Jednakże musisz zachować milczenie i w niczym nie uchybić uświęconym rytuałom Komnaty Szeptów. Jeśli nie podporządkujesz się tym nakazom, spotka cię surowa kara.

Zgięty w pokornym ukłonie Eco uśmiechnął się półgębkiem, po czym natychmiast spoważniał i ruszył w ślad za klerykiem do wnętrza świątyni. Wypełniający Czarną Kryptę słodkawy zapach trociczek niepokojąco kojarzył mu się z fetorem nieświeżych zwłok, wszelako grzeczność nie pozwalała czynić na ów temat żadnych uwag.

Pozbawione okien wnętrze świątyni wzniesiono z gładko wypolerowanych bloków czarnego kamienia. Umocowane na ścianach świeczniki wykonano z kości rozumnych istot, przede wszystkim żeber i kręgosłupów. Świece z trupiego wosku migotały pełgającymi ognikami przydając Krypcie upiornej aury. Roziskrzony ciekawością wzrok gwardzisty przesuwał się po zapierających dech swym złowieszczym pięknem płaskorzeźbach na ścianach świątyni, prezentujących majestat Czaszkogłowego i jego najwyższych kapłanów.

Czterej niosący zwłoki służbici skręcili w boczny korytarz opodal kamiennego ołtarza, przeszli do mniejszego pomieszczenia w kształcie okręgu, również pozbawionego okien. Sztywniejące ciało żebraka spoczęło na wysokim katafalku o pokrytych złoceniami ściankach. Eco spostrzegł natychmiast wyżłobione w katafalku rowki, które najpewniej służyły do odprowadzania krwi bądź innych organicznych płynów.

W pomieszczeniu panowała zaskakująco niska temperatura, ale Eco nie łudził się, że to ona była powodem gęsiej skórki na całym ciele strażnika.

Złożywszy trupa na katafalku akolici opuścili bez słowa Komnatę Szeptów. Eco rozluźnił się nieco na ten widok, ale zaraz zesztywniał ponownie i na dodatek przestał z wrażenia oddychać. Do wnętrza pomieszczenia weszły dwie ogromnych rozmiarów postacie w luźnych czarnych płaszczach narzuconych na równie smoliste półpancerze. Eco jęknął odruchowo, porażony promieniującą od pary ogrów brutalną siłą oraz widokiem dzierżonych w ich rękach ogromnych tarsarów.

- To strażnicy ceremoniału - oznajmił Angano, wyraźnie ukontentowany oczywistym przestrachem niemiłego mu gościa - Czasami zdarza się, że przywołanie skutkuje daleko idącymi komplikacjami. Umagicznione tarsary świątynnej straży potrafią zagrodzić drogę każdemu przybyszowi z zaświatów.

Eco pokiwał głową przyjmując do wiadomości objaśnienia khtana, przełknął głośno ślinę. Jeden z ogrów stanął u szczytu katafalku, drugi w nogach zmarłego. Angano rozpalił ustawione w narożnikach katafalku świece, strzelił donośnie palcami. Latająca księga czarów pojawiła się w jednej chwili przy kapłanie, szeleszcząc cichutko swymi stronnicami.

Morglithański kleryk spojrzał raz jeszcze na przestępującego z nogi na nogę gwardzistę, po czym jął recytować brzmiące niesamowicie w uszach Eca wersety czarnoksięskich zaklęć.
Ciekaw jestem niepomiernie jakie tajemnice wyciągniecie z tego spiskowca!

: 01 sierpnia 2017, 16:59
autor: Keth
Kwartał Rymarzy; 26 orakt-ran

W głowie oblanego zimnym potem złodzieja zrodził się w ułamku chwili przebiegły i śmiały plan. Nie zwalniając kroku mieszaniec wskoczył na dyszel pomiędzy osłami, a z niego na kozioł wozu. Osłupiały woźnica - sądząc po rozmiarach i tępym wyrazie twarzy ćwierćolbrzym - wytrzeszczył na widok akrobaty oczy i wsadził do ust wielki paluch ssąc go zapalczywie. Kilku najbliższych przechodniów krzyknęło donośnie widząc poczynania Otlafa, ktoś zaklaskał w dłonie pod wrażeniem gibkości złodzieja, ktoś inny jął go łajać z niewiadomego powodu.

Półork wskoczył zwinnie na pryzmę dębowych beczek i dobywszy noża chlasnął nim po trzymających ładunek w kupie rzemieniach. Tępy woźnica zaczął już pojmować, że dzieje się coś niedobrego, podniósł się w koźle w zamiarze złapania intruza za stopę. Otlaf umknął mu bez trudu, balansując na najwyższej beczce. Dwaj ścigający go mężczyźni już dopadli do wozu, jeden z nich zawisł na burcie pojazdu w zamiarze podążenia za uciekinierem.

Ćwierćolbrzym ryknął donośnie, do ryku tego dołączyły natychmiast oba przestraszone groźnym dźwiękiem osły. Kolejny rzemień pęknął z głośnym trzaskiem, dębowe drewno zadudniło odbijając się od niżej ustawionych beczek. Połowa ładunku sturlała się w dół pośród narastającego łoskotu, grzmotnęła o bruk. Żelazne obręcze na beczkach trzasnęły jękliwie, na kamienne kostki popłynęła srebrzysta powódź zamarynowanych w beczkach ryb. Trafiony dębową klepką w bok głowy napastnik z kucykiem przysiadł na bruku z dziwnie zamglonym wzrokiem, podniósł do skroni obie dłonie. W ręce drugiego zalśniła w jednej chwili dobyta spod płaszcza stal.

- Kurwi synu, nie uciekniesz! - wrzasnął łysy wskakując śladem Otlafa na dyszel.

Stojący na szczycie ładunku mieszaniec nie czekał ani chwili. Odbiwszy się z całej siły na nogach, skoczył na ścianę pobliskiego budynku, zawisł na splecionej z pędów agawy drabince. Zderzenie z twardą ścianą odebrało mu na ułamek chwili dech, ale widok pędzącego ku drabince nożownika natychmiast przywrócił złodziejowi trzeźwość myśli.
Wykonałem dwa rzuty na ZR. Pierwszy na 1/2 ZR udany, spadające z wozu beczki na chwilę przystopowały gościa z kucykiem. Drugi test, tym razem na pełną ZR, też udany to skok na drabinkę na ścianie domostwa. Łysy z nożem zaraz zacznie się wspinać, Otlaf jest na wysokości pierwszego piętra. Dom ma dwa piętra, złodziej może wejść na dach albo na pierwszym piętrze wskoczyć do środka przez okno. Co robi?

: 01 sierpnia 2017, 17:39
autor: Keth
Parę klaryfikacji w trybie technicznym. Pora na poważnie rozkręcić tę przygodę, żeby nie szła zbyt długo równolegle do "Pokusy", bo inaczej zaczną nam się mieszać oba wątki, a poza tym musi się zgadzać chronologia. Resztę scenariusza poprowadzę dla trzech graczy, 8ARTa, Czegoja i Dretcha. Było miło gościć przez chwilę kupca Ortina i jego słodką małżonkę, ale rzadka obecność Macieja sprawia, że regularna gra w towarzystwie Ortina mija się z celem.

Teraz szczegóły. Milcarr dotrze do podziemnej świątyni w Zaułku Szczekającej Psiej Dupy bez żadnych szczególnych przygód. W przybytku akuratnie nikogo nie będzie, pod nieobecność Sureliona wszyscy wierni rozleźli się po mieście. Czy mogę przyjąć, że w przypadku udanej ucieczki Otlaf też się tam skieruje? Jeśli tak, pozwoli to połączyć razem dwie trzecie sił BG.

I krótkie podsumowanie dotychczasowej przygody.

25 orakt-rana późnym wieczorem Milcarr i Eco stają się świadkami dziwnej zbrodni. Wyrywacz oczu zabija upatrzoną wcześniej ofiarę oraz jednego z przypadkowych świadków, po czym ucieka. Potem wraca na miejsce zbrodni, gdy BG już tam nie ma i kończy swe dzieło pozbawiając bezimienną elfkę jej oczu. Drużyna wie tylko tyle, że ofiara poznała swego zabójcę w "Złotej Kuli". Wizyta w rzeczonym przybytku kończy się w zaskakujący sposób, zamiast wyrafinowanego miotacza strzałek BG znajdują tam przypadkowego kontrahenta, który wręcza im torbę pełną złota oraz trzy wypreparowane głowy. Złoto i klejnoty zostają sprawiedliwie podzielone, natomiast trupie główki padają ofiarą wygłodniałych kotów Eco.

26 orakt-rana oczywiste stają się dwie kwestie. Właściciele sakwy ze złotem i trupich główek chcą odzyskać przekazane niewłaściwym osobom dobra. Wydaje się, że sakwa należała do owianego bardzo złą sławą gangu Odzieraczy z Rzeszota, kwartału Chłopskiego Krocza. W międzyczasie Eco z ogromnym zaangażowaniem podchodzi do śledztwa wartego tysiąc sztuk złota! Jedna ze strzałek zabójcy trafia w ręce kapłana Morglitha Angano, za to druga pozostaje do dyspozycji Eco, badana przez elfią alchemiczkę Duanthę. Nie poprzestając na tym tropie Eco wciska się na krzywy ryjek do świątyni Angano, gdzie przywiózł ciało zabitego przez siebie żebraka. Ceremonia przywołania duszy zmarłego właśnie się rozpoczyna, a obecność dwóch uzbrojonych w magiczne tarsary ogrów przywraca gwardziście zachwiane poczucie bezpieczeństwa!

Mamy zatem dwa różne wątki, a po dodaniu do nich krasnoludzkiego właściciela majaksy z poprzedniej przygody oraz zlecony Surelionowi quest Ogidariona polegający na odszukaniu Oka Wieczności mój pierwszy sandbox zaczyna nabierać wyrazistych kształtów!

: 01 sierpnia 2017, 22:12
autor: czegoj
Otlaf wspina się na samą górę po drabince i jak tylko się z niej wydostanie na dach odcina ją własną maczetą. Jest linowa więc chyba nie powinno być problemu. Oczywiście robiąc to patrzy z radością w oczy gościa, który mam nadzieję, wspina się po niej. Potem oczywiście udaję się według sugestii MG do podziemnej świątyni w Zaułku Szczekającej Psiej Dupy (cóż za wyrazista nazwa).

: 02 sierpnia 2017, 14:36
autor: dretch
pozwolę dodać, że bardzo mi się pdoba surielada i bardzo chciałbym połączyć wątek zabójstwa z wyznawcami,
Dlatego, zaraz po ekscytujących doznaniach w świątyni biegnę szukać Milcara, ponieważ mam plan, w dwójkę znajdziemy czegoja i pewnie skupimy się na znalezieniu zabójcy. Podczas ceremonii w świątyni będę bardzo pomocny jeżeli kapłan utknie w rozmowie, może gwardzista będzie mógł na kierować kapłana, oczywiście jeżeli ten mu pozwoli, zaatakowali nie bez powodu, a jak ten nie wie, to będzie wiedział kogo szukać. Myślę że scena w świątyni będzie pewnym zwrotem akcji inaczej odpuscilbym ją... Czekam z niecierpliwością na wspis i wieczorem dodam posta z przemyśleniami Eco, bo sam jestem zaskoczony pieczołowicie przygototowaną świątynia

: 02 sierpnia 2017, 17:09
autor: Keth
Kwartał Rymarzy; 26 orakt-ran

Otlaf wspiął się bez trudu na sam szczyt ściany, zwinnie prąc w górę rozkołysanej na boki drabinki. Przerzuciwszy nogę nad krawędzią dachu, obejrzał się błyskawicznie pod siebie. Uderzony kawałkiem rozbitej beczki napastnik z kucykiem zdołał już dojść do siebie po chwilowym oszołomieniu, ale nie zdążył rzucić się w pościg. Rozwścieczony widokiem zniszczonego towaru wielki woźnica złapał go za kark i jął okładać pięścią po całym ciele. Drugi prześladowca wspinał się pod drabince z nożem wsadzonym w zęby, wbijając w złodzieja mordercze spojrzenie. Gromadzący się coraz liczniej w uliczce gapie podjudzali uczestników zajścia radosnymi okrzykami, domagając się jeszcze lepszego widowiska.

Mieszaniec nie zamierzał ich rozczarowywać. Zniknął za krawędzią dachu tylko na krótką chwilę, a gdy wychynął ponownie na widok publiczny, w jego dłoniach pojawił się dzierżony oburącz nóż. Promienie słońca zalśniły w przyłożonej do węzłów drabinki stali. Znajdujący się w trzech czwartych drogi łysy wrzasnął z dziką furią pojmując w ułamku sekundy, co właściwie zamierza wychylony nad krawędzią dachu zbieg.

Otlaf bardzo dbał o swój nóż, regularnie go czyszcząc i ostrząc. Wystarczyło mu jedno cięcie na każdy węzeł, by drabinka poleciała w dół razem z ludzkim ładunkiem. Do uszu złodzieja dotarł stłumiony okrzyk spadającego człowieka, przerwany głuchym odgłosem uderzenia o twardy bruk, po czym ponownie przeszywający powietrze, tym razem jeszcze głośniej.

Rzut okiem w dół wystarczył na upewnienie się, że zrzucony wraz z drabinką mężczyzna na razie będzie musiał zaprzestać pościgu, zaświadczała o tym niezbicie jego dziwacznie wykręcona noga. Drugi z prześladowców, ten z kucykiem, wisiał bezwładnie w ogromnej łapie potomka olbrzymów, wciąż bezlitośnie przez woźnicę obijany.

Otlaf wsunął nóż do pochwy na biodrze i pognał na przeciwną stronę dachu, uświadamiając sobie znienacka coś bardzo ważnego i zarazem niebezpiecznego - wybrana przez niego na schronienie budowla nie sąsiadowała z żadną inną kamienicą, wychodziła z wszystkich stron na wąskie ulice i zaułki.
Dwóch prześladowców wyeliminowanych, trzeciego nigdzie nie widać. Otlaf może dostać się do środka budynku przez świetlik, może przeskoczyć na najbliższy sąsiedni dach (test 1/3 ZR z ryzykiem spadnięcia) albo zeskoczyć na przejeżdżający po przeciwnej stronie wóz (test 1/2 ZR z ryzykiem spadnięcia). Co robi?

: 02 sierpnia 2017, 17:26
autor: czegoj
No tak - wszystko poszło jak po sznurku do tej pory. jednak Otlaf nie przewidział, że po dachach nie można łazić. Ciekawą opcją jest skok na dach przy sąsiednim budynku, ale co jeśli on również nie ma w okolicy, innych po których można byłoby łazić. Lepiej nie ryzykować. Wejście do budynku kuszące, ale nie znam planu budynku, co jeśli przez przypadek (dzięki naszemu ulubionemu MG) trafię akurat do wyjścia, gdzie na mnie czekają moi prześladowcy, albo np. na kobietę podobną do żoneczki naszego kupca. Chyba też się nie skuszę. Skok na wóz, chyba najciekawsza opcja. Tylko znów, czy nie natrafię na prześladowców, czyli tak zwane z deszczu pod rynnę. Wydaję mi się, że zwyczajnie położę się na dachu i trochę odpocznę. Przeczekam awanturę na dole i jak minie 1/2 h lub godzinka to wypróbuję opcję z wozem. Jeśli jest po któreś stronie np. kramik z baldachimem, na który dałoby się zeskoczyć to też może być kusząca propozycja. Tak czy inaczej uspokoić umysł, odpocząć i w miarę bezpiecznie kontynuować swoją podróż. Taki jest plan. Rozumiem, że opcja zejścia po ścianie budynku wykorzystując naturalne elementy np. okna, czy balkony, nie wchodzi w grę?

: 02 sierpnia 2017, 18:56
autor: Keth
Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Wypowiadane w uczonej mowie kapłanów i czarodziejów słowa Angano były dla gwardzisty kompletnie niezrozumiałym bełkotem, ale ich nadnaturalne brzmienie wystarczało, aby napędzić Eco nie lada strachu. Płomyki rytualnych świec zalśniły znienacka silniejszym blaskiem, straciły swą zwyczajową mdłą barwę, zaczęły roztaczać wokół katafalku chorobliwie zielony kolor.

Z ust rozciągniętego na podwyższeniu martwego człowieka popłynął upiorny jęk, chociaż jego pierś pozostawała w niewzruszonym bezruchu. Czoło Eco zrosił natychmiast lodowaty pot, nie ulegało bowiem wątpliwości, że jęk wydał z siebie zabity żebrak.

- Jam jest kapłan Pana Umarłych, który nakazuje ci posłuszeństwo - oznajmił pełnym emfazy tonem khtan Angano - Przywołałem twą duszę do świata śmiertelników, abyś wyjawił mi swe niecne sekrety. Poznam kłamstwo, kiedy je usłyszę, a wówczas ukarzę cię srogo nawet po śmierci. Na majestat Czaszkogłowego, bądź pokorny, a zaznasz wieczystego spokoju. Czy pojąłeś me słowa?

- Tak - w powietrzu rozszedł się iście przerażający szept, nienaturalnie ulotny i nie mający niczego wspólnego z mową żywych - Czego ode mnie chcecie, panie?

- Zadano ci śmierć, albowiem zgrzeszyłeś występkiem przeciwko prawu Katanów - powiedział morglithański kapłan - Człowiek, który cię zabił wie, co uczyniłeś. Czy potwierdzasz, że maczałeś palce w mordach uczynionych przez wyłupiacza oczu?

- Nie wiem, co wy do mnie mówicie, panie - zajęczała przywołana z zaświatów dusza - Nikogo nie zamordowałem, zaklinam się na bogów. Jam jeno zwyczajny żebrak, a żebractwo przecie nie jest prawem zakazane. Ukrzywdzono mnie niesprawiedliwie, panie.

- Kurwi syn nawet po śmierci idzie w zaparte! - sarknął Eco postępując o krok w stronę katafalku. Widząc ów ruch para ogrów zawarczała spod kapturów osadzając gwardzistę w miejscu. Angano nic nie odrzekł, cały czas pochylony nad zwłokami.

- Czy wiesz coś o mordzie na kobiecie minionej nocy, w zaułku, przy którym zginąłeś?

- Nie, panie, zaklinam się na wszystkie świętości. Jam tam przyszedł dzisiaj rano, coby żebrać.

- I nie wiesz niczego o morderstwach tych, którym wyłupiono oczy?

- Nie, panie. Naprawdę niczego nie wiem.

- To czegoś uciekał, obszczymurze?! - wrzasnął wzburzony do granic gwardzista, trzęsąc się ze złości i nie dbając o ceremoniał.

- Bo mnie gonił jakiś zbrojny, panie - odpowiedział lodowaty szept z zaświatów - Pewny byłem, że chce mnie okraść albo pobić dla zabawy. Sprawiedliwości pragnę, panie, za krzywdę mi zadaną.

- Każdemu z nas Pan Umarłych wyznacza ostateczną godzinę - odpowiedział dziwnie spokojnym, wręcz przerażająco opanowanym głosem kleryk - Taki był ci pisany los. Odejdź w dominium bogów, nie jesteś mi już potrzebny.

Umarły wydał z siebie jeszcze jedno przejmujące zgrozą westchnienie i ucichł bezpowrotnie.

Angano również milczał, zwrócony do Eco plecami i zastygły w nieskazitelnym bezruchu. Było coś w tej pozie kapłana, w jego milczeniu i spojrzeniach ogrów ze świątynnej straży, co znienacka zdjęło strażnika zgrozą niepomiernie większą od tej wywołanej głosem z zaświatów.
...

: 03 sierpnia 2017, 10:49
autor: dretch
Czarna Krypta; 26 orakt-ran

Krew w żyłach Eco zamrażała się z każdą sekunda podczas ceremoniału, młody strażnik poczuł coś co połączyło go z zabitym żebrakiem. Dziwna nić połączenia między nim a żebrakiem, wypełniła jego niezaspokojoną żądzę. W dodatku przyciągała go coraz bardziej w stronę kapłana. Czaszkogłowi mieli bardzo dużo styczności z zmarłymi, ale Eco wiedział, że są też magowie, którzy również lubują się w takiej magii. Jednak z tych rozważań wyciągnęła go złość, która z każdym kolejnym zdaniem martwego coraz bardziej rozpalała gwardzistę. Żebrak okazał się obszczymurem, który nawet z zaświatów wylewał swe kłamstwa, broniąć zabójce. Eco poczuł dziwny ucisk w brzuchu, nie mógł się przecież tak pomylić, przecież ten żebrak był jednym z tych którzy chcieli go napaść w miejscu zbrodni. Ten musiał coś wiedzieć! Niestety ta droga została zamknięta, a Eco musiał się zmierzyć teraz z kapłanem i miał nadzieje, że jego gniew nie będzie dla niego zabójczy, wiele razy na mieście słyszał plotki, że gniew kapłanów Morghilita kończy się w najlepszym przypadku śmiercią ....

Padł na oba kolana na końcu sali ceremonialnej, wyciągnął ręce przed siebie, a twarz zwrócił do czarnych płyt podłogi. - On kłamał o najświętszy! Zaatakowali mnie w miejscu zbrodni, było ich kilku. Uciekali gdy dowiedzieli się kim jestem, ten jako ostatni mógł zostać dosięgnięty przez pocisk ... Eco przerwał na chwilę swoją szybką wypowiedź aby usłyszeć choćby najlżejszy szmer, jeno do jego uszu doszła tylko cisza. Dlatego pozwolił sobie dodać jeszcze jedno zdanie, w nadziei, że wszystko skończy się tylko upomnieniem przez Fleithuha ... - Jeżeli on nie wie nic, to musi wiedzieć kto wie i z kim tam był ... aby mi przeszkadzać w śledztwie . Ostatnie słowa Eco były wypowiadane ze skruchą w głosie, doszło do niego, że się przeliczył i to bardzo.
Czas zmierzyć się z kapłanem, Eco będzie bardzo potulny, jednak nie zgadza się że ten żebrak nic nie wiedział. Eco jest pewny, że on wiedział kto był w tej grupie pałkarzy.Trochę sam się pogubiłem, kim ten żebrak był, ponieważ byłem pewny że to jeden z tych którzy zaatakowali mnie w zaułku. Proszę MG o doprecyzowanie.

: 03 sierpnia 2017, 18:10
autor: Keth
Kwartał Rymarzy; 26 orakt-ran

Wysoki na dwa piętra budynek pozornie jawił się pułapką, ale nieprzeciętnie zwinny Otlaf wcale się swą sytuacją nie martwił. Gdyby pojawiła się taka potrzeba, mógł ze sporą szansą powodzenia skoczyć na najbliższy sąsiedni dach albo opuścić się z krawędzi dachowego parapetu i zeskoczyć na baldachim któregoś z rozstawionych w okolicznych uliczkach kramów. Z odrobiną szczęścia i łaską Sureliona ryzykował bardzo niewiele, chociaż oczywiście zawsze mogła mu się powinąć noga.

Śmiechy i krzyki na dole nieco ucichły, toteż mieszaniec podkradł się do krawędzi ściany i zerknął na przewożący marynowane śledzie wóz. Łysy ze zwichniętą nogą wlókł się nieporadnie środkiem przejścia, ciągnąc za sobą solidnie obitego i ledwie przytomnego kompana. Rozochoceni widowiskiem gapie ścigali obu nieszczęśników niewybrednymi docinkami, drwiąc sobie zresztą na równi z próbującego zbierać rozsypane ryby półolbrzyma.

Żaden z prześladowców Otlafa nawet nie obejrzał się w kierunku szczytu budynku. Obaj najpewniej pogodzili się ze świadomością tego, iż ich ofiara zdążyła umknąć pomiędzy sąsiednie budynki i dalszy pościg w tak opłakanym stanie nie miał szans powodzenia. Niepomiernie zadowolony z samego siebie, złodziej usiadł na dachu i spojrzał w usiane niewielkimi obłokami czyste słoneczne niebo. Jego prześladowcy byli zaprawionymi w ulicznym rzemiośle oprychami, co do tego nie miał żadnych wątpliwości, a mimo to bez trudu zdołał ich wykiwać.

Łaska Sureliona była z jego wyznawcą, nic dodać, nic ująć.

Ponad dachami kamienic Kwartału Rymarzy przeleciało stado rozkrzyczanych mew. Od strony jeziora dobiegało basowe buczenie rogów obwieszczających przybycie statku wiozącego jakiegoś katańskiego dygnitarza. Uchylany ostrożnie świetlik zaskrzypiał cichutko. Lamentujący nad zniszczonymi beczkami półolbrzym grzmiał donośnie.
Jak chcesz, możesz tam sobie posiedzieć... Co do pytania o oparcia w trakcie schodzenia - jestem gotów zgodzić się na test 1/2 ZR na zejście w stylu księcia z Persji.