Stara pracownia bednarza
Surelici zdezorientowani obijali się o wystające wyposażenie pracowni. Jak na złość ich najbardziej potrzebny zmysł odszedł w niepamięć, a wszystkie kanty stołów, zydlów upały się by krok za krokiem wbijać się w piszczele, biodra i ręce. Dźwięk uchodźca oddalał się jakby po lewej stronie barda, który prędko ocierał szczypiące oczy. Ketras co raz wycierał gorzkie mętne łzy o rękaw kaftana wyjąc o Miłosierdzie najwyższego. Pomyślał jak ulotne jest życie kiedy nic nie widać.
Bielmo narastało na sile, oczy piekły coraz bardziej, powieki mimowolnie zaciskały się z każdym uderzeniem serca, dławiący się flegmą spływając z mózgu do gardła Ketras upadł na ziemie i zaczął wypluwać zwarte białe gluty, jego umysł przepełniał koszmarna wizja, że świat będzie teraz dla niego zlepkiem biało szarych plam.
Z tej krótkiej myśli wyrwał go chluśnięcie piekącej jak kwas substancji na twarz, jego ręce, brudne z błota, zaczęły mazać brązowe ślady na licu maga. - Zabrudzisz oczy i oślepniesz! Wrzasnął znajomy głos Eszara, to alkohol, pewno bimber, pomaga.
Magiczny eliksir, życiodajny napój, księżycowa woda zlała twarze obu wyznawców. Ból ustąpił miejsca piekącej twarzy, oczy zaczęły wyłapywać kolory. Jeden dobry znak następował po drugim. Do dwóch ślepych zbliżały się kroki, z zewnątrz. - Błogosławieni ślepi, albowiem gdy nadejdzie godzina sądu inni ślepi będą na ich czyny. Słowa Klielicha magi rozległy się w sali. Słowa nie tylko miały kojące brzmienie, to jakby za ich sprawą wzrok powrócił, małymi krokami ale to zawsze początek.
Mag chwycił słój obiema rękami i skierował go nad głowę, obrócił go tak by strumień pobłogosławionego płynu rozbryzg się po jego twarzy. Kaskada płynu płukała oczy. Alkohol wlewał się do ust, zmoczył szyje i wlewał się do kaftana, ale mag nie zwracał na to uwagę, ponieważ z każdą chwilą jego oczy przestawały szczypać. Kiedy zwartość słoja obdarowała lico Ketrasa ostatnią kroplą rozbrajającą się na jego nosie, powoli otworzył oczy, bielmo dalej było, ale teraz widział jak przez mgłę.
Surielon stał przy rozbitym wozie, który był w dalej części pomieszczenia, po prawej stronie były schody z poręczą, które prowadziły wzdłuż ściany na piętro. Balkona ich szczycie zdobiły uchylone drzwi. Tuż za wozem mag spostrzegł otwarte na oścież drzwi i mrok który zżerał wszystko za ich progiem. Bard stał obok, ciągle mrużył oczy i spluwał mętną posoką.
- ale nas załatwił, co to było? Powiedział do maga, Elszar. Czyżby była to jakaś trutka? - Ketras zacisnął żeby przed opowiedzą, ponieważ wraz z wybawieniem od ślepoty jego skóra zaczęła niewyobrażalnie szczypać. - Nie znam się na trutkach, ale jak dorwiemy tego chuja to za jaja go ścisnę i wyciągnę z niego co to było!
- Ciszej! Usłyszeli głos ślepaka i wszyscy skupili wzrok na nim. Milcar jakby nigdy nic, wszedł do środka pracowni. Ominął stopą próg, jakby wiedział, że tam będzie. Każdy z elementów otoczenia opływał w zgrabnych ruchach, miał jakiś dar o którym nie mówił. Stanął bliżej swoich towarzyszy i skierował palec na usta w geście ucieszenia pozostałych, Następnie skierował dłoń z palcem wskazując na uchylone drzwi.
Kiedy uchyliły się powoli drzwi, wyznawcy dawno skryli się za wielkimi skrzyniami i wozem. Postać młodego półorka czołgała się powoli ale z uporem po schodach. W jednej ręce trzymał naładowaną kuszę a druga jak upiór wyciągał przed siebie by przeciągnąć się schodek niżej. Z ust leciała m krew a oddech był co raz płytszy i coraz bardziej furkoczący, pewnie za sprawą bełta, który wystawał mu z piersi...
Kolejny stopień i kolejny, i kolejny i kolejny i .....
Nie jesteście ślepi. Trucizna miała was tylko spowolnić, choć jakbyście mieli pecha to permanentnie oślepiłaby was. Za barwny opis i pomysł kreatywnego oczyszczenia oczu Elszar otrzymuje 5PD. Stan piekącej twarzy i oczu dalej się utrzymuje ale już widzicie, niestety przez wasze akcje, będą traktowane jak przy walce w trudnych warunkach przez kolejne 3h. Ponieważ wołaliście o pomoc Surielona rzucam wam na wiarę: Ketras Wiara:37, Rzut: 38!; Pomimo nieudanego rzutu, udało Ci się uwierzyłeś że to Mistrz uzdrowił twe oczy! Twoja Wiara wzrasta o 1. Eszar, Wiara:22, Rzut: 77; Niestety, wolna dusza niesie za sobą mniejszą wiarę, ale może kiedyś się to poprawi, tym razem wierzysz, że magiczna moc alkoholu uratowała wam dupę, przepraszam oczy. Milcar dołączyłeś do współtowarzyszy, aby ich ostrzec ich życie było ważniejsze niż nieprzytomny mieszaniec. Udało wam się schować przed jeszcze żywym oponentem. O mój Surelionie, Zw:13, Rzut: 7! Sukces, Usłyszawszy twoich wyznawców uraczyłeś ich swą boską osobą, twa boskość rozświetliła ich mrok w oczach, powrócili do widzących. Twoje zauważenie wzrasta o 1. Co robicie?