: 05 czerwca 2018, 10:47
[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Na widok jelenich postaci ogon kota zaczął wierzgać niczym opętany, uszy położyły się po sobie kompletnie, zaś szare futerko nastroszyło się. Kot przywarł do ziemi gotów do ataku - bądź uniku, w zależności od okoliczności. Jego niespokojne serce miało ogromną nadzieję, iż faktycznie łowczy nie mogą przekroczyć granicy kręgu.
Całe szczęście, że mamy Gwiazdę, inaczej bylibyśmy zgubieni... pomyślał widząc, jak odwaga nie opuszcza jego towarzyszy. Słuchając słów Barda, Pieśniarza Astralu oraz Strażnika był tego pewien, choć obawiał się jednocześnie, że ich słowa tylko rozjuszą nocnych przybyszy. I choć w trakcie rozmowy starał się mieć wszystkich wrogów na oku, zaś zwierzęcy łepek przeskakiwał szaleńczo z jednej postaci na kolejną, to widok klejnotów...
Obraz ten na krótką chwilę pochłonął zwiadowcę kompletnie. Pyszczek stanął w miejscu, źrenice rozszerzyły się do granic możliwości, a kolorowe odbicia padały na Stuha.
Rany, mógłbym tarzać się w nich i patrzeć jak błyszczą i turlać dookoła i gonić i polować i gryźć i...
I w tym momencie zdał sobie sprawę, jak blisko był przez chwilę złapania się w sidła nieumarłych. Wnet odwrócił wzrok i znów obserwował adwersarzy oczekując na nieuniknioną jego zdaniem konfrontację, jeśli tylko którenkolwiek z druhów popełni minimalny błąd. Był też odrobinę zły na siebie, iż nieomal zawiódł wszystkich swoją próżnością i pazernością zarazem.
Głosem przypominającym bardziej wściekły syk, aniżeli wspólną mowę zwrócił się do wszystkich:
- Wasze słowa są jadem w tym przeklętym miejscu! Nasze zadanie od poległych, na których się tak powołujecie w swych ofertach rzecze coś zgoła innego. Przepadnijcie więc w mroku boru i nie wracajcie!
Na widok jelenich postaci ogon kota zaczął wierzgać niczym opętany, uszy położyły się po sobie kompletnie, zaś szare futerko nastroszyło się. Kot przywarł do ziemi gotów do ataku - bądź uniku, w zależności od okoliczności. Jego niespokojne serce miało ogromną nadzieję, iż faktycznie łowczy nie mogą przekroczyć granicy kręgu.
Całe szczęście, że mamy Gwiazdę, inaczej bylibyśmy zgubieni... pomyślał widząc, jak odwaga nie opuszcza jego towarzyszy. Słuchając słów Barda, Pieśniarza Astralu oraz Strażnika był tego pewien, choć obawiał się jednocześnie, że ich słowa tylko rozjuszą nocnych przybyszy. I choć w trakcie rozmowy starał się mieć wszystkich wrogów na oku, zaś zwierzęcy łepek przeskakiwał szaleńczo z jednej postaci na kolejną, to widok klejnotów...
Obraz ten na krótką chwilę pochłonął zwiadowcę kompletnie. Pyszczek stanął w miejscu, źrenice rozszerzyły się do granic możliwości, a kolorowe odbicia padały na Stuha.
Rany, mógłbym tarzać się w nich i patrzeć jak błyszczą i turlać dookoła i gonić i polować i gryźć i...
I w tym momencie zdał sobie sprawę, jak blisko był przez chwilę złapania się w sidła nieumarłych. Wnet odwrócił wzrok i znów obserwował adwersarzy oczekując na nieuniknioną jego zdaniem konfrontację, jeśli tylko którenkolwiek z druhów popełni minimalny błąd. Był też odrobinę zły na siebie, iż nieomal zawiódł wszystkich swoją próżnością i pazernością zarazem.
Głosem przypominającym bardziej wściekły syk, aniżeli wspólną mowę zwrócił się do wszystkich:
- Wasze słowa są jadem w tym przeklętym miejscu! Nasze zadanie od poległych, na których się tak powołujecie w swych ofertach rzecze coś zgoła innego. Przepadnijcie więc w mroku boru i nie wracajcie!
Kot dalej stara się obserwować otoczenie w kwestii czyhających na wszystkich niebezpieczeństw, mimo chwilowego roztargnienia.
[/center]
[/center]
[/center]