Strona 12 z 33
: 17 października 2018, 15:15
autor: Keth
Bergamo, 27 czerwca 2595
Ubrany schludnie, aczkolwiek skromnie jak na typowego Sangliera, Guido Dumas siedział na ławie w narożniku jadalnego stołu i wyczekiwał niecierpliwie posiłku. Trzy noce spędzone w łóżku i miękkiej pościeli miast w pryzmie gryzących i śmierdzących koniem koców uczyniły prawdziwy cud, przywracając niespokojnemu skarbnikowi sporą cząstkę spokoju ducha. W komentarzach głoszonych przez Abdela Bergamo nie mogło się równać majestatem i pięknem z Montpellier, ale Guido nie podzielał do końca opinii swego suzerena. Dumas na każdym kroku dostrzegał nie tylko zamożność Lombardich, ale i zwykłych mieszkańców miasta. Frank nie żywił rzecz jasna iluzji, że w Bergamo nie było nędzarzy; wiedział, że przewodnicy oprowadzający po mieście gości tak dobierali drogę, by oczy przybyszów nie padły ani razu na jakiś ślad ciemniejszej strony Bergamo - lecz obfitość przeróżnych warsztatów, rzemieślniczych zakładów, składów żywności, skór i opału, sklepów wreszcie naocznie udowadniała, że populacja Bergamo nie przymierała głodem.
W mieście było wielu czarnoskórych zza morza, obrotnych ludzi o rzutkich umysłach i oblanych miodem językach. W trakcie długich spacerów Guido wielokrotnie natrafiał na kantorki oznakowane szyldami neolibijskiego Banku Handlowego, gdzie afrykańscy pośrednicy prowadzili sprzedaż płynnych paliw i orientalnej żywności albo wymieniali po wysokich kursach waluty. Dumas słyszał już wcześniej, że Purgaria nie należała do ulubionych przez Trypolis krain, ale jej północ była niejako przedsionkiem Alp i lukratywnych kontraktów z Helwetami. Ignorując wyjałowione, nękane suszami i zbrodniczymi poczynaniami Wynaturzonych południe, Afrykanie koncentrowali swe siły i zasoby właśnie pomiędzy Genuą i Bergamo, walcząc z absolutną bezwzględnością o monopol na alpejskim rynku.
Lecz Neolibijczycy nie byli jedyną napływową częścią populacji Bergamo wspierającą rozwój gospodarczy miasta Lombardich. Oprócz rdzennych mieszkańców tych ziem, szczupłych niskich ludzi o smagłej skórze i ciemnych włosach, Dumas często natrafiał na ulicach na brodaczy w powłóczystych szatach i charakterystycznych czapkach, otaczanych gromadami sług oraz pomniejszych członków rodzin. Ich kobiety, nad wyraz skromnie odziane i zasłaniające niemal całe swe ciało, uchodziły podobno za nietykalne, a wszelkie przejawy zainteresowania ich osobami budziły natychmiastowe niezadowolenie patriarchów. Jehammedyzm przybył do Bergamo kilkanaście lat temu, rzekomo nie bez aprobaty samego Białego Wilka, który rzucił w ten sposób rękawicę próbującym go nawrócić misjonarzom anabaptystów. Kilku przewodników dośc rozwlekle tłumaczyło Dumasowi historię Świątyni Pasterza w Bergamo, aczkolwiek z powodu kiepskiej znajomości języka skarbnik zrozumiał jedynie tyle, że pierwsi jehammedanie byli przybyszami z Bałkanów migrującymi do północno-zachodniej Purgarii poprzez Syrakuzy. W czasach owych na Nizinie Adriatyckiej gorzała przerażająca wojna na wyniszczenie pomiędzy kultami Pasterza i Rybaka, toteż religijne pieśni płynące ze świątynnych wieżyczek w Bergamo musiały doprowadzać wyznawców Katedralnego Miasta do istnej furii nie tylko w czasie wojny, ale i po zawarciu przez obie strony kruchego rozejmu.
Abstrahując od kwestii czysto religijnych, jehammedanie tworzyli grupę kulturową przykładającą ogromną wagę do majętności, zaradności i smykałki do robienia interesów. Ten właśnie element ich nauk stanowił wybitny wkład w życie gospodarcze Bergamo.
Siedząc w narożniku stołu i gasząc pragnienie szklanką zimnej wody, Guido Dumas przyznał w myślach przed samym sobą, że mógłby zamieszkać w Bergamo na dłużej, aczkolwiek nigdy nie wyjawiłby tego ani Abdelowi ani jego krewnym.
Wstawka dla Dumasa...
: 17 października 2018, 22:05
autor: 8art
Bergamo, 27 czerwca 2595
Kilka dni niespodziewanego "wolnego" Nathan spędził w większej części włócząc się pod byle pretekstami z przewodnikami po mieście. Powody były najzupełniej trywialne: od niezbędnych zakupów, przez sprawdzenie ciekawostek jakie kiedyś zasłyszał, po wizytę w łaźni, czy chęć spróbowania miejscowych przysmaków. Nieoficjalnie jednak, Helweta chciał jak najlepiej poznać miasto. Wpojone przez lata praktyki nakazywały być przygotowanym na wszystko i Alpejczyk wolał dmuchać na zimne. Wiedział, że dyplomatyczna misja raczej nie będzie musiała uciekać z miasta, ale pod pozorem uzupełniania zapasów zdążył ocenić siłę straży i najbezpieczniejsze drogi do awaryjnego wydostania się z miasta. Ta sama droga mogła zresztą też posłużyć komuś, żeby dostać się do Sanglierów i Barthez wolał być świadom tego co może wykorzystać ktoś inny w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.
Ubolewał nad tym, że Lavelle nie dał mu żadnego kontaktu w Bergamo, więc nie próżnował i dużo rozmawiał. Niezależnie czy była to uliczna jehammedańska handlarka ziół, podoficer miejskiej milicji, czy jego własny przewodnik starał się wypaść bardzo przyjaźnie, odpowiednio komplepmetując, zostawiając sute napiwki i przedewszystkim dużo słuchając. Nigdy nie było wiadomo, czy powtarzana na ulicach Bergamo plotka mogła przydać się w przyszłości, czy jeden uśmiech mógł umożliwić wręczenie odpowiedniej łapówki, lub otworzyć wejście do jurty któregoś z pasterzy.
Zresztą skoro nie dostał niczego podanego na talerzu, to musiał się zatroszczyć o to sam. A umiał rozmawiać i przede wszystkim słuchać, toteż chłonął wszytko co inni mu nieświadomie przekazywali. Siedząc na kwaterach nie dowiedziały się tyle, a musiałby trwonić czas na bezcelowe wyczekiwanie na audiencje u Białego Wilka.
Zupełnie poza nawiasem informacji, interesowała go jedna kwestia, którą kilka razy delikatnie podjął. Chodziło o relacje z Helwetami. Już zdążył zauważyć, że miejscowa milicja, choć z zazdrością patrzyła na broń palną ludzi Bartheza (on sam notabenne z zachwytem patrzył na automaty obu Polan. Ci jednak nigdy nie wyjawili mu, skąd weszli w posiadanie cacek niemal dorównujących technologicznie rodzimym Trailblazerom), to wytrenowana była na modłę Helwecką. Skąd inąd wiedział, że Alpejczycy niechętnie dzielili się swoimi procedurami z obcymi, więc albo Bergamo z racji swojego położenia cieszyło się specjalnymi względami któregoś z Kantonów, albo weszło w posiadanie takiej wiedzy w inne sposoby. Było ich co najmniej kilka, ale na tę chwilę Nathan brał to za dobry omen, pozwalający łatwiej przewidywać możliwe posunięcia Purgaryjczyków.
Proszę o jakieś teściki, kogo udało się "zwerbować" Barthezowi i jakie ploteczki zasłyszał na mieście.
: 22 października 2018, 21:52
autor: Suriel
Bergamo, 27 czerwca 2595, sniadanie, Hotel
Drewniane drzwi jadalni stanęły otworem, ukazując oczom biesiadników postać wypoczętego, uczesanego i upudrowanego wedle najnowszej mody dziedzica Sanguine. Dobrotliwie uśmiechnięty, Abdel pozdrowił swą rodzinę i zauszników zdawkowym ruchem ręki, potem zaś usiadł na odsuniętym przez lokaja krześle u szczytu niewielkiego stołu. Przyrodnia siostra, ekscentryczny kuzyn i szef ochrony odpowiedzieli mu skinięciami głowy, skarbnik zaś w wyrazie wielkiej uprzejmości podniósł się na chwilę z ławy i skłonił na dworską modłę.
- Tuszę, iż wszyscy wypoczęliście równie dobrze jak ja - oznajmił rozparty na ławie pierworodny sycąc swe oczy obfitością jadła. Nieszczęsny Jambon dwoił się i troił od brzasku w kuchni, teraz zaś najpewniej przycupnął za sąsiednimi drzwiami czekając, aż niezadowolony pan wezwie go do siebie na połajankę.
Lecz wyjątkowo Abdel nie był tego dnia w nastroju do strofowania świty; tego rodzaju rozrywki mogły chwilę poczekać. Dziedzic jął w zamian smarować kromkę świeżego białego chleba masłem z podstawionej mu pod nos maselniczki.
- Wybaczcie, że musieliście tak długo na mnie czekać, teraz jednak nie musicie już pościć - dziedzic wskazał nożem na półmiski i koszyki ze śniadaniem - Proponuję uznać nasz wspólny posiłek za śniadanie robocze, jestem bowiem niezmiernie ciekawy waszych spostrzeżeń z wizyty w tym mieście. Nie jest to rzecz jasna Montpellier, więc pomińmy kwestie estetycznej dominacji Rubinu nad nieco toporną architekturą Bergamo. Poproszę o konkrety. Panie Barthez, wasza miłość panie Dumas?
Dziedzic spokojnie smarował swoją kromkę chleba skrobiąc masłem. Choć nie spoglądał na szefa ochrony, cała uwag była skupiona nim właśnie i na jego reakcji. Lavelle, to on naraił mu Bartheza i to on nie dał informacji od swoich źródeł jak należało. Abdel był pewien, że ten stary lis gra swoją grę, zapewne przeciw jego ojcu. Dyskretnie lecz celowo powodując, by misja mu nie wyszła. Gdyby dziedzic tylko napomknął o braku informacji w Bergamo, tamten wywinął by się sprytnie twierdząc, iż cała jego siatka szpiegów została rozbita. Zapewne kilka mniej cennych osób faktycznie nie zawahał by się poświęcić by nadać kłamstwu choć lekkie zabarwienie prawdy. Jednakże nie Lavelle nie przewidział jednego...
Uprzejmości dziedzica.
Całą drogę Abdel starał się, by biorąc pod uwagę okoliczności i trudy podróży, mimo wszystko być dla swych podwładnych sympatyczny. Oczywiście, zdał ten egzamin z bardzo dobrym wynikiem. Oczywiście, w swoim własnym mniemaniu.
Postarałem się, no teraz pora odebrać plony. A jeśli im nie smak były moje wszystkie starania to, cóż... Jak mawiali starożytni: szanuj szefa swego bo możesz mieć gorszego. Na przykład takiego jak Krwawy Pierre, albo ten staruch La Fayette...
Na samo wspomnienie tego ostatniego okrutnika, dziedzica mimowolnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
Kromka zazgrzytała, kiedy nóż raz po raz jeździł po jej spieczonej powierzchni. Dziedzic pozornie skupiony na pieczywie, czekał na odpowiedź.
Trzeci dzień pobytu w Bergamo zaczniemy śniadaniową burzą mózgów. Wiem od Ketha, że każdy z Was dostał (albo dostanie) PW z utajnionymi wiadomościami na temat własnych spostrzeżeń i wniosków z dotychczasowego przebiegu wizyty, więc nie próbujcie ich ukrywać albo Abdel będzie musiał zdyscyplinować losowo wybranego ochotnika przykładną rózgą!
: 23 października 2018, 14:26
autor: Keth
Bergamo, 27 czerwca 2595
Promieniujące od kuzyna zadowolenie wprawiło w dobry humor również Leona Thibauta. Kobieta, która spędziła z dziedzicem minioną noc najwyraźniej znała doskonale sztukę uprawiania miłości, to zaś zasiało w umyśle wynalazcy nieśmiało przekonanie, że Lombardi mogliby docenić w podobny sposób status samego Leona - wszak był on bliskim krewniakiem pierworodnego i powszechnie cenionym członkiem rodu. Gdyby zaś panowie Bergamo wysłali do jego łożnicy kochankę, w celach rzecz jasna czysto kurtuazyjnych, jako przedstawiciel Montpellier Leon nie mógłby owego prezentu odmówić i tym samym nie dopuściłby się żadnej zdrady wobec swojej pięknej małżonki. Problemem pozostawał jedynie fakt, że Lombardi najwyraźniej tego wysokiego statusu gościa nie zdążyli zauważyć i że chyba potrzebowali w tej kwestii delikatnego napomnienia ze strony Abdela.
Smarując własną kromkę chleba grubą warstwą roztopionego sera, wynalazca westchnął zatem kilka razy pod nosem, wystarczająco głośno, by zwrócić na siebie uwagę siedzącej obok Angeline Lei, ale niestety nie dość głośno, by raczył to zauważyć sam Abdel.
Wygłoszone życzliwym tonem pytania dziedzica wyrwały Leona z namiętnych snów na jawie, pchnęły tok jego myśli na tory bardziej praktyczne, choć nie tak ekscytujące jak wcześniejsze fantazje. Abdel już poprzedniego wieczora zapowiedział swym towarzyszom podróży, że będzie chciał przedyskutować przy śniadaniu wrażenia całej świty z pobytu w Bergamo, a Leon nie zamierzał ujść w toku dyskusji za roztargnionego i nie dość bystrego w wyciąganiu błyskotliwych wniosków.
Dwa dni spędzone na ulicach i w publicznych gmachach Bergamo wystarczyły, by wszechstronnie wykształcony Leon Thibaut docenił umiejętności miejscowych architektów i budowniczych. Purgaria od zawsze uchodziła w opinii Sanglierów za kraj dalece uboższy i mniej rozwinięty od Franki, ale miasto Białego Wilka najwyraźniej stanowiło wyjątek od tej reguły. Czyste brukowane ulice, przewaga budowli z kamienia i cegieł nad blaszanymi, wiele zaszklonych okien, szczegóły takie wreszcie jak rynny czy dekoracje na frontonach niektórych konstrukcji - Lombardi mieli do swej dyspozycji rzemieślników, którzy wiedzieli jak miesza się cement i jak wypala glinę. W pałacu rządzącego rodu był prąd i bieżąca woda, podobnie jak w kilku innych odwiedzonych przez Leona przybytkach. W porównaniu do Montpellier Bergamo wciąż jeszcze odstawało od wysokiego standardu Sanglierów, ale Leon podejrzewał, że Vespaccio Lombardi mógł te różnice nadrobić w kilka lat.
To zaś czyniło z Białego Wilka naprawdę cennego kontrahenta i wynalazca nie zdołał się powstrzymać przed pomrukiem zachwytu nad dalekosiężną przenikliwością czcigodnego Ventricule - umiejętnie wynegocjowany układ handlowy mógł przynieść rodowi Sanguine trudne do oszacowania, ale niewątpliwie znaczące profity. W podróży od Genui do Bergamo nie dało się nie zauważyć, że kraina Lombardich daleka była od miana spichlerza Purgarii. Suche i jałowe grunty porastało niewiele roślinności, lasy należały do ewidentnej rzadkości, podobnie jak duże zbiorniki wodne. O ile zatem Lombardi nie posiadali dużych obszarów uprawnych na alpejskim pogórzu - w co Leon Thibaut szczerze powątpiewał - musieli polegać w kwestii żywności na dostawach od Neolibijczyków oraz w mniejszym stopniu od mieszkańców wschodniej Purgarii, będących w większym stopniu rywalami Bergamo niż jego kontrahentami.
Gianni Lombardi oraz kilku innych przydzielonych do opieki nad gośćmi krewniaków Białego Wilka niechętnie wchodziło w szczegóły relacji Bergamo z anabaptystami ze wschodu. Leon Thibaut dowiedział się w zasadzie tylko tyle, że purgaryjscy czciciele boskiej Pneumy nie mieli wstępu na ziemie Lombardich, a obecni w mieście jehammedanie zostali tam sprowadzeni przede wszystkim po to, aby tym boleśniej ugodzić napastliwych misjonarzy Katedralnego Miasta. Vespaccio przykładał wielką miarę do dobrych relacji z Alpejczykami i Neolibijczykami, traktując ich jako przeciwwagę w swoim bezkrwawym wciąż jeszcze zatargu z anabaptystami.
Biały Wilk ewidentnie wzorował się w opinii Leona na postaci Emmanuela Geoffroya Sanguine, sam wysłał bowiem do Lucatore - serca swych politycznych i handlowych adwersarzy - misję dyplomatyczną w postaci swej jedynej córki, Galli. Ta ostatnia informacja wymknęła się Gianniemu niejako przypadkiem, a temat rozmowy został szybko zmieniony, toteż młody Sanguine uznał, że kryła się w nim jakaś warta zgłębienia tajemnica - aczkolwiek niechęć przewodników do wejścia w szczegóły misji Galli znacznie utrudniała Leonowi zadanie.
Siedząca u boku kuzyna Angeline Lea oblizała niebywale wdzięcznym gestem ubrudzone masłem palce i widok ten sprawił, że wynalazca zapomniał na chwilę o anabaptystycznych misjonarzach oraz miejskiej kanalizacji Bergamo, wpatrując się w zamian urzeczonym wzrokiem w nieświadomie erotyczny gest kuzynki.
Wstawka dla Leona Thibauta. Dla przypomnienia, Bartek może już pisać scenkę konwersacji z dziedzicem na temat swoich spostrzeżeń, podobnie jak Denver. Ja postaram się dzisiaj przygotować jeszcze brakujący wpis dla Angeline, potem poczekam na wymianę zdań między członkami drużyny.
: 23 października 2018, 22:14
autor: 8art
Bergamo, 27 czerwca 2595
Barthez wstał sztywno, zdecydowanie na wojskową modłe, odchrząknął i zaczął zdawać raport:
- Siły wojskowe Białego Wilka są liczne, jednolicie umundurowane, dobrze uzbrojone w broń białą. Arsenał strzelecki w przeważającej mierze ogranicza się do kusz, rzadko widać u niektórych milicjantów ręcznie wyrabiane strzelby, u szlachty częściej jednostrzałowe pistolety. Nowoczesnej broni strzeleckiej nie zauważyłem, chociaż to wcale nie musi oznaczać, że Lombardi jej nie posiadają - być może chowają nowoczesny arsenał na czarną godzinę. Liczebność miejskiego garnizonu szacuję z grubsza na co najmniej kilkuset gwardzistów. Nie wiadomo jakie siły przebywają w rodowej fortecy Lombardich na północ od miasta. Całkiem też możliwe, że w razie potrzeby miejscowa szlachta wystawia dodatkowe siły złożone ze swoich popleczników i wasali. Napływowa ludność jehammedańska też jest nieźle wyposażona,a wiem ze słyszenia, że to bitna i hołubiąca męstwo religia.
- Miasto jest dobrze ufortyfikowane, nie tylko murami zewnętrznymi i solidnymi bramami - wiele kamienic zostało zbudowanych tak, by w razie potrzeby można je było przeistoczyć w miniaturowe kasztele. Gdybym miał się pokusić o czysto teoretyczne analizy, to typowa armia anabaptystów, z w przeważającej mierze uzbrojona w broń białą, miałaby ogromny orzech do zgryzienia próbując najechać na Bergamo. Armia Sanglierów, myślę, że kapitan Perrault się ze mną zgodzi, zdobyłaby miasto dzięki posiadanej broni palnej, ale kosztem ogromnych strat.
- Dodam jeszcze, że miejska milicja sprawia wrażenie dobrze wyszkolonej, a szczegóły operacyjne ich działań bazują na wyraźnie obcych, nie miejscowych metodach. Jest na to kilka hipotez, ale powstrzymam się od gdybania, póki nie wejdę w posiadanie bardziej konkretnych danych. - zakończył raport Helweta, zrobił chwilę pauzy i dodał jeszcze:
- Nasi opiekunowie nie odstępują nas na krok, a miejscowa ludność jest też bardzo nieufna w stosunku do obcych. Tyle ode mnie, dziękuje.
: 26 października 2018, 14:28
autor: Keth
Bergamo, 27 czerwca 2595
Konsumujący z naturalną gracją kanapkę dziedzic podziękował Helwecie za oszczędny w słowach żołnierski raport, po czym przeniósł pytające spojrzenie na wyraźnie zakłopotanego Dumasa. Nim jednak skarbnik wyprawy zdążył cokolwiek powiedzieć, poranne spotkanie zakłócił dźwięk zdecydowanego pukania w drzwi.
- Wejść - rzucił Abdel, nieco poirytowany faktem, że ktoś ośmiela się przerywać mu spotkanie przy stole. Do jadalni wkroczył kapitan Jaques Perrault, na własną prośbę wyłączony z wspólnego posiłku przez wzgląd na obowiązki służbowe wiadome tylko dziedzicowi.
- Wasze miłości, panie Dumas - oficer Sangów strzelił obcasami niczym na paradzie, dbając jak zwykle o oficjalną pozę i bardzo dyskretnie zerkając przy tym na przyrodnią siostrę suzerena - Właśnie przybył pan Gianno Lombardi. Przeprasza za najście i prosi o pilne widzenie. Kazać mu zaczekać, aż wasza miłość dokończy śniadanie?
Abdel Sanguine zastygł z uniesionym znacząco w górę nożem do smarowania pieczywa, rozważając coś w myślach.
Sesja nam nieco zwolniła, więc postanowiłem przeskoczyć tę wstawkę i przejść do następnego punktu programu (czas nas goni, Suriel będzie dyspozycyjny najdalej do kwietnia '19, trzeba się sprężać).
: 26 października 2018, 19:51
autor: Nanatar
Bergamo, 27 czerwca 2595
Delikatne i ciche szurnięcie krzesła, które odsunął chcący się wypowiedzieć Leon Thibaut, zostało zagłuszone głośnym stukaniem w drzwi. Szlachcic zamarł już stojąc, tak też wysłuchał z ust kapitana Jaquesa prośby skierowanej do Abdela, a dotyczącej nagłej i pośpiesznej audiencji dla Gianno Lombardiego.
Leonowi nie przypadła do gustu ta nieoczekiwana wizyta purgijczyka, wszak miał do powiedzenia kilka słów, choć grono obecnych wydawało mu się wciąż zbyt liczne. Głośno odchrząknął pragnąc zwrócić uwagę na swą osobę.
- Szlachetny kuzynie, pozwólmy proszę zebrać myśli młodemu Lombardi, ja zaś postaram się streścić.
Kiedy drzwi za kapitanem zatrzasnęły się, wynalazca zaczął.
- Kiepska technologia, mało broni palnej, brak szpitalników, a jednak czysto, zdrowe kobiety - mały uśmiech do kuzyna - szeroko pojęta higiena, mimo zasmarkanych nosów i brudu pod paznokciami. Kamieniarze i betoniarze na wysokim poziomie. Od kogo nauczyli się Purgijczycy mieszać beton tak dobrej jakości. Fortyfikacje jak zauważył pan Barthez powstrzymają małą armię, tylko po co ktokolwiek miałby atakować Bergamo?
Miecznicy i kusznicy, jak banda skrytobójców, a nie prawdziwa armia. Kto i do czego potrzebowałby zabójców?
Wszyscy zauważyli niechęć miejscowych wielmożów do anababtystów, manifestującą się złotymi kopułami świątyń jehammedan. Ciekawe co na prawdę kryje się pod tą fasadą. To wszystko co chętnie nam pokazano, ale na prawdę interesujące jest co ukryto.
Przemilczano problemy z wyżywieniem i zaopatrzeniem w wodę, układ handlowy z Montpellier rozwiązałby ten problem, ale zwrócił na nas niechętne spojrzenia neolibijczyków i tych tak wielu fanatyków religijnych z okopconego szlaku. Przychylność Helvetów zdecydowanie pomogłaby w transportach żywności do Bergamo. Czy myślicie Państwo, że nasz gospodarz już o nią zadbał? Co mógł zaoferować w zamian? Na pewno nie jedyną swą córkę, która to jak wymsknęło się oczekującemu na audiencję panu Gianno, wyjechała do Lucatore. To jak posyłanie smokowi księżniczki dziewicy. Galia wysłana do przeciwników, czy ma już małżeńskie kajdany?
Na koniec smaczek - wynalazca położył na stole drafte kronikarzy - Co kupiono za tą walutę w Bergamo? Przecież nie samopała. Wyjaśnię, że nie jest to jedyna drafta w obiegu w tym mieście.
Proszę o wybaczenie jeśli w toku wyjaśnień zadałem za dużo pytań, ale dobrze byłoby poszukać na nie odpowiedzi wspólnie.
Szlachcic skłonił się lekko zebranym i pozwolił usiąść, chowając papierowy pieniądz.
: 27 października 2018, 16:43
autor: Keth
Bergamo, 27 czerwca 2595
Ciekawość przeważyła nad irytacją. Dziedzic skinął kapitanowi przyzwalająco głową, po czym odłożył sztućce i splótł dłonie palcami wpatrując się w wejście do jadalni. W pomieszczeniu zapadła wymowna cisza, zakłócana jedynie okazjonalnym szczękiem naczyń. Gianni Lombardi i pozostali opiekunowie gości wiedzieli doskonale, że przybysze z Montpellier właśnie spożywali śniadanie, dlatego ingerowanie w tę intymną czynność trąciło przemyślanym nietaktem. Albo wagą wieści. Albo zwyczajnym prostactwem, które Abdela w przypadku Lombardich wcale by nie zdumiało.
Kapitan Perrault powrócił w towarzystwie Gianniego. Młody szlachcic ukłonił się uprzejmie wpatrzonym w siebie cudzoziemcom, w odpowiedniej kolejności i z pewnym zakłopotaniem na przystojnej twarzy. Dziedzic Sanguine odnotował nie bez satysfakcji, że zarówno odzienie jak i fryzura Purgaryjczyka dalece odbiegały od poziomu wyglądu samego Abdela, co nieco poprawiło pierworodnemu humor.
- Zechciej spocząć, przyjacielu - oznajmił prostodusznym tonem dziedzic wskazując gościowi miejsce obok swej siostry - Czy dołączysz do wspólnego posiłku?
- Proszę waszą miłość o wybaczenie, ale muszę odmówić - odpowiedź Lombardiego w oczywisty sposób Abdela zdumiała, chociaż biegły w kontrolowaniu emocji arystokrata doskonale swe zdziwienie ukrył - Zmuszony jestem prosić wasze miłości o zmianę dzisiejszych planów. Czcigodny Vespaccio Lombardi wrócił do Bergamo i pragnie się spotkać z wysłannikami Montpellier.
- Cóż za miła niespodzianka! - Abdel klasnął w dłonie - I zapewne nie tylko dla nas, drogi Gianni. Jeszcze wczoraj mówiłeś, że twój wuj wróci z gór do końca tygodnia.
- Zaszły pewne nieoczekiwane okoliczności, które przyśpieszyły bieg wydarzeń - odpowiedział wymijającym tonem Purgaryjczyk, tak szybko, że przydało to wyczuwalnego fałszu jego zapewnieniu - Świadomy znaczenia dobrych relacji z Montpellier, wuj Vespaccio nie chce wystawiać cierpliwości ambasadora Sanguine na dłuższą próbę.
- Doceniam tak uprzejmy gest - Abdel pokiwał z udawaną wdzięcznością głową - Kiedy zatem doznamy zaszczytu audiencji? Dziś wieczorem na wspólnej kolacji? Jutro w porze popołudniowego bankietu?
Gianni Lombardi poczerwieniał nieco, co jeszcze dobitniej podkreśliło jego zakłopotanie.
- Wasza miłość, pewne sprawy wymusiły na moim wuju rezygnację z dworskiego protokołu - szlachcic nieledwie wykrztusił z siebie odpowiedź - Czcigodny Vespaccio Lombardi przyjmie wasze miłości za godzinę.
Sanglierowie zamarli wokół stołu w nienaturalnej ciszy, porażeni ogromem niezrozumiałego nietaktu, który właśnie ich spotkał. Oficjalne spotkanie w porze śniadania było dla szlachty Montpellier czymś absolutnie niezrozumiałym, czymś tak dalece plebejskim, że wręcz nie mieściło się w głowie. Ceremoniał dyplomatycznej misji nakazywał przyjąc gości porą wieczorową, najczęściej w oprawie dworskiego balu albo przynajmniej wystawnej kolacji, w towarzystwie mnóstwa liczących się miejscowych gości.
Szokujący afront, w opinii Sanglierów mogący śmiało iść w porównanie ze spoliczkowaniem, przywołał rumieńce nie tylko na lica Abdela, ale i jego przyrodniej siostry i kuzyna.
Ale może trzeba się do takiego traktowania przyzwyczaić, jeśli opuszcza się cywilizowane i dobrze wychowane Montpellier i wyjeżdża na zdziczałą prowincję?!
: 27 października 2018, 21:16
autor: 8art
Bergamo, 27 czerwca 2595
Barthez nie był może jakimś wybitnym specjalistom od dyplomacji i jak to określali Frankowie savoir-vivre, ale nawet dla niego, nagłe wezwanie było dość szokujące. Biały Wilk już wystarczająco pokazał kto tu rządzi nakazując potulnie czekać na siebie w Bergamo, ale taki afront pachniał niemal jawnym policzkiem dla misji dyplomatycznej.
Szczwany lis albo nie zamierzał się cackać z Frankami, bo pojawiła mu się na horyzoncie bardziej intratna opcja, lub pojawiły się rzeczywiście jakieś niespodziewane okoliczności, choć Barthez nie słyszał o rozpętaniu się jakiejś lokalnej wojny, tudzież najeździe barbarzyńskich Bałkan na ziemie Białego Wilka.
No ale hipotezy zostawiał dla siebie. Nie był ani doradcą, ani członkiem świty aby czuć się zoobowiązany do dzielenienia przemyśleniami nie dotyczącymi swojego zakresu obowiązków. Wiedział jednak, że jeśli Abdel z rodziną mieli się stawić na audiencji za godzinę, to nie miał zbyt wiele czasu żeby zoorganizować ochronę. Nie było to potrzebne, bo ulice Bergamo były bezpieczne, ale był zimnym profesjonalistą i wolał mieć wszystko pod względną kontrolą.
Musiał wykorzystać najbliższą okazję, do opuszczenia apartamentu i rozdać odpowiednie dyspozycje. Marszrutę i ogólny zarys przemarszu do siedziby Lombardiego miał już ułożony na podstawie wycieczek jakie odbył w przeciągu ostanich dni, ale należało ustalić jeszcze kilka szczegółów z Perraultem i wydać ostateczne rozkazy swoim ludziom.
Póki co jednak pozostawało spokojnie czekać na stosowną wymówkę. Zresztą wcale nie zdziwiłby się jeśli Abdel strzeliłby focha i odpłaciłby pięknym za nadobne władcy Bergamo.
: 28 października 2018, 17:26
autor: Keth
Bergamo, 27 czerwca 2595
Stężałe na chwilę oblicze dziedzica odzyskało w mgnieniu oka zwyczajne barwy, przywołane do porządku siłą woli. Uśmiechając się w wystudiowany sposób, Abdel skinął wyraźnie zdenerwowanemu Gianniemu głową. Mowa ciała Purgaryjczyka zdradzała jego emocje, chociaż tajemnicą pozostawała ich przyczyna. Czy młody Lombardi czuł się tak dalece zakłopotany prośbą wuja o spotkanie w tak szybkim terminie? W terminie dającym do zrozumienia, że osławiony Vespaccio Lombardi chce mieć sprawę poselstwa Sanglierów jak najszybciej z głowy? Etykieta nie pozwalała zapytać przewodnika o to wprost, zresztą pierworodny Sanguine nigdy nie zniżyłby się do zadania tak uwłaczającego pytania. Postanowił zrobić w zamian dobrą minę do złej gry, wysyłając jednocześnie swymi słowami wyraźny sygnał do krewniaków.
- Jesteśmy zaszczyceni atencją jego miłości Vespaccia - powiedział rozkładając teatralnie ręce - Czym prędzej poczynimy przygotowania do spotkania. Jak mniemam, to w twoim towarzystwie udamy się do pałacu, mój przyjacielu?
- W towarzystwie mego ojca Guilerma - odrzekł Gianni śląc w stronę Angeline przepraszający grymas - Jak zaufany doradca wuja, mój ojciec weźmie udział w spotkaniu, by rozważyć wszystkie argumenty przemawiające za współpracą z Montpellier. Ojciec będzie tutaj za pół godziny, z powozem oraz eskortą właściwą dla statusu tak czcigodnych gości. Pragnę raz jeszcze przeprosić za tak nieoczekiwane wezwanie. Nie będę ukrywał, że jest ono i dla mnie zaskoczeniem.
Co istotne, w spotkaniu ze strony Sanguine wezmą udział dziedzic, jego siostra oraz kuzyn. Dwie osoby towarzyszące to Barthez i kapitan Perrault. Reszta Franków musi pozostać w udostępnionych im kwaterach. Zakładam, że stroje i fryzury dyplomatów nie będą należały do jakiejś ekstrawaganckiej kategorii, więc najpewniej bardzo szybko przejdę do wstawki w pałacu władcy Bergamo.
: 29 października 2018, 14:53
autor: Keth
Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595
Vespaccio i Guilermo Lombardi mogli śmiało uchodzić za bliźniaków, chociaż Biały Wilk obnosił się ze srebrzystymi włosami, a włosy jego młodszego brata wciąż jeszcze zachowały jednolitą czerń. Obaj za to mieli takie same patrycjuszowskie rysy twarzy, dumne i wyniosłe. Oraz przenikliwe oczy, w których promieniowała surowa mądrość i powaga ludzi nie znoszących głupców.
Abdel Sanguine potrzebował zaledwie krótkiej chwili, by poznać się na charakterach gospodarzy spotkania, toteż zrezygnował z wytwornych ukłonów i rozwlekłych prezentacji. Pozdrowił w zamian obu braci oszczędnym skinięciem głowy, które zawierało w sobie idealnie dobraną dawkę respektu, a jednocześnie wyzbyte było całkowicie służalczości.
- Wasze miłości Sanguine, proszę o spoczęcie - jak się z miejsca okazało, Biały Wilk biegle władał mową Franków, podobnie jak jego brat, który wcześniej konwersował niezobowiązująco z dziedzicem w powozie - Okoliczności tego spotkania mogą sugerować brak dbałości o protokół bądź złą wolę z naszej strony, pragnę jednak zapewnić, że ród Lombardi bardzo poważnie podchodzi do propozycji naszych znamienitych frankańskich sąsiadów.
Abdel, jego siostra oraz kuzyn usiedli przy wielkim dębowym stole, na przygotowanych wcześniej wygodnych krzesłach z poduszkami i podłokietnikami. Nathan Barthez stanął za ich plecami, w lekkim rozkroku i z założonymi za siebie rękami, w postawie pozostającego na służbie profesjonalisty.
W urządzonym z gustem gabinecie, pełnym mebli z drogiego drewna, szkła i tkanin, na frankańskich gości i eskortującego ich Guilerma oczekiwał Vespaccio Lombardii, jego przyboczny sekretarz, minister handlu Bergamo, kilku kopistów oraz człowiek przedstawiony jako członek osobistej ochrony Białego Wilka. Angeline Léa - będąca jedyną kobietą w tym gronie - emanowała gracją i urokiem, ale w ułamku chwili pojęła, że jej atrakcyjna powierzchowność bynajmniej nie ułatwi bratu negocjacji: uczestniczący w spotkaniu Lombardi byli niewrażliwymi na kobiece wdzięki dyplomatami, potrafiącymi koncentrować się na sednie rozmowy.
- Brat waszej miłości był nader oszczędny w wyrażaniu opinii, ale dał nam już w trakcie podróży do zrozumienia, że Bergamo pozostaje zainteresowane godną uwagi propozycją mego ojca - odpowiedział Abdel - Jestem przekonany, że wszyscy tu obecni są poważnymi politykami i ludźmi interesu, nie przepraszajmy zatem więcej za oprawę spotkania. Myślę, że pasuje ona doskonale do charakteru naszej rozmowy.
Angeline Léa i Leon Thibaut przytaknęli głowami wyrażając w ten sposób aprobatę dla słów dziedzica, chociaż oboje wiedzieli jak dalece mijały się one z prawdą w przypadku uwielbiającego celebrować wystawną etykietę pierworodnego.
- Cieszy mnie stanowisko waszej miłości - odparł Vespaccio Lombardi, zasiadający po przeciwnej do Abdela stronie stołu - Bergamo pozostaje otwarte na oferty handlowe naszych sąsiadów. Jesteśmy zdecydowani podpisać listy intencyjne w tej sprawie oraz dokonać wymiany konsulów handlowych, którzy zarówno tutaj jak i w Montpellier dokonają analizy rynków zbytu i przygotują szczegółowe umowy.
Abdel z trudem powstrzymał się od zerknięcia na siostrę, nieco zaskoczony tak daleko posuniętą gotowością Białego Wilka do wejścia w kupiecki układ. Wezwany w bezceremonialnym pośpiechu do pałacu Lombardich, młody Sanguine przeświadczony był o tym, że władca Bergamo okaże mu wyniosłą pogardę albo co najmniej politowanie, a potem zbędzie propozycję Franków dając do zrozumienia, że oferta Montpellier go nie zadowala. Pośpiech w organizacji spotkania przemawiał za takim właśnie wynikiem rozmów, toteż przebieg negocjacji - o ile można było tę rozmowę w ogóle negocjacjami nazywać - nie tylko Abdela zaskoczył, ale wręcz zaalarmował.
Instynkt arystokraty, kształconego na dodatek w sztuce dyplomacji, wyostrzył w jednej chwili czujność dziedzica Sanguine, zrodził w jego myślach niewytłumaczalną jeszcze podejrzliwość.
Jak w temacie - bardzo gładko to idzie, znacznie lepiej niż Abdel początkowo zakładał. Biały Wilk jest bardzo uprzejmy i bardzo skory do współpracy, a jednocześnie daje do zrozumienia, że chce spotkanie jak najszybciej zakończyć. Chociaż nie widać ku temu powodów, Abdel zaczyna się robić podejrzliwy... a Suriel?
: 29 października 2018, 18:48
autor: Keth
Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595
Stojący za plecami swoich pryncypałów Barthez śledził wymianę zdań, ale większość swej uwagi poświęcał zgromadzonym w gabinecie gospodarzom. Vespaccio Lombardi i jego brat Guilermo robili na Helwecie wrażenie ludzi twardych i bezwzględnych, obytych z dworską etykietą równie dobrze, co z końskim siodłem i spustem strzelby. Alpejczyk nie miał wątpliwości, że obaj Purgaryjczycy potrafiliby na zawołanie odebrać czyjeś życie i nie uroniliby z tego powodu łzy, lecz to nie oni piastowali w opinii Nathana palmę pierwszeństwa w żołnierskim rzemiośle.
Spojrzenie szefa ochrony delegacji biegło co rusz w stronę noszącego ciemny uniform mężczyzny po prawicy Białego Wilka, stojącego w zbliżonej do Nathana pozie kilka kroków od stołu i fotela głowy rodu. Człowiek ów miał charakterystyczne dla ludu Purgarii czarne włosy, ale wydawał się o dobrą głowę wyższy od pozostałych przedstawicieli Bergamo. Już sam wzrost wydawał się sugerować, że w jego żyłach nie płynie czysta purgaryjska krew, lecz całkowitą pewność Barthez zdobył w chwili, kiedy zyskał sposobność spojrzenia strażnikowi Wilka w oczy.
Jasnoniebieskie. Przenikliwe i czujne, a jednocześnie błyszczące ognikami czegoś, co Helweta gotów był wziąć za rozbawienie.
Tak, włosy zawsze można było przefarbować, ale nie barwę oczu. Te dla odmiany można było skryć za przyciemnionymi okularami, lecz przypatrujący się przybocznemu strażnikowi Wilka Barthez utrwalał się z każdą sekundą w przeświadczeniu, że tamten człowiek nie chciał przed nim ukrywać niecodziennego dla ludu Bergamo koloru oczu.
Sam też uważnie przyglądał się przybyszowi, z założonymi za plecy rękami i nieznacznie przekrzywioną głową. Wczytując się bezbłędnie w mowę jego ciała i wyraz twarzy, Nathan wiedział od razu, że kołaczące mu w głowie hipotezy na temat wysokiego poziomu wyszkolenia żołnierzy Lombardich nie mijały się z prawdą.
- Proponuję wznieść toast za pomyślność naszych rozmów - oznajmił Guilermo Lombardi dając znak dłonią jednemu z kopistów. Ten - chudy młodzieniec o krótko przyciętych włosach i smagłej skórze - odłożył zapisaną kartkę papieru i pióro, po czym podszedł do jednej z przeszklonych gablotek wyciągając z niej zastawioną karafkami tacę.
Toast będący zwieńczeniem spotkania. Barthez odsunął na moment rozmyślania o tożsamości przybocznego strażnika Wilka, skoncentrował się dla odmiany na przebiegu spotkania. Chociaż miał wrażenie, że goście dopiero co rozsiedli się na krzesłach, niezwykle życzliwy i zainteresowany handlowym układem Vespaccio Lombardi już zmierzał do ewidentnego końca audiencji. Ten oczywisty pośpiech był dla Alpejczyka czymś zupełnie niezrozumiałym i świadczącym o tym, że Biały Wilk musiał mieć właśnie na głowie znacznie ważniejsze sprawy.
Bardzo nieoczekiwane, bardzo naglące i znacznie ważniejsze od znamienitej delegacji z Franki oferującej korzystne umowy handlowe.
Obserwując ochroniarza Vespaccia Nathan ostatecznie zyskał potwierdzenie swoich podejrzeń...
: 29 października 2018, 19:32
autor: Keth
Psiarnie rodu Lombardi, 27 czerwca 2595
Gianni Lombardi starał się mówić prostymi zdaniami i chętnie sięgał po frankańskie słowa, chociaż mocno je kaleczył. Nie do końca czując się pewnie w mowie Purgaryjczyków, Guido Dumas traktował zachowanie przewodnika z wielką życzliwością, aczkolwiek wolałby jednak pozostać tego poranka w gościnnych kwaterach delegacji.
Niemniej nie wypadało mu odrzucić zaproszenia członka rodu Lombardich. W obliczu nagłego wezwania dziedzica przed oblicze Białego Wilka - zupełnie wyłamującego się z ram dyplomatycznego protokołu - pozostali wysłannicy Sanglierów winni byli czynić wszystko, by grać dobrą minę do złej gry.
Gianni zabrał Dumasa i pilnującego go sierżanta Sangów do stanowiących część pałacowego kompleksu psiarni. Murowane ściany i metalowe pręty niepokojąco kojarzyły się skarbnikowi z więziennymi celami, toteż nie raz i drugi Dumas przeraził samego siebie podejrzeniem, że wesoły na pozór Lombardi chce go wciągnąć w pułapkę i zamknąć w jednej z psich klatek. W połączeniu z wyobrażeniem dziedzica i jego krewniaków trutych właśnie w sali audiencyjnej winem albo dźganych sztyletami podejrzenia te powodowały, że Dumas tracił co chwila wątek konwersacji. Obecność sierżanta wcale nie dodawała skarbnikowi otuchy. Przez wzgląd na panujące w rezydencji zasady goście nie mogli nosić przy sobie broni palnej, więc Sang paradował w ślad za Dumasem jedynie z ceremonialnym bagnetem u pasa.
- Nasze krzyżówki słyną w całej północnej Purgarii - oświadczył z nieudawaną dumą Gianni Lombardi, demonstrując oczom gości kolejną z mijanych klatek. Krążące w jej wnętrzu dwa wielkie stworzenia zatrzymały się w miejscu, odwróciły w stronę ludzi wielkie łby. Bursztynowe oczy zalśniły drapieżnie, w odsłoniętych szczękach błysnęły długie białe kły.
- Są... bardzo duże - wybąkał Guido - Naprawdę duże. Czy na pewno nie uciekną?
- Bez obawy, drogi Guido - Lombardi położył dłoń na ramieniu skarbnika w uspokajającym geście - To nie borkańskie wulfy ani bałkańskie lykoje, tylko wilkory. Nasi hodowcy pracują nad nimi od wielu lat, krzyżując ze sobą najmądrzejsze i najsilniejsze okazy. Szybko się uczą i wiedzą, że próbę ucieczki przypłacą karą. Gdybym otworzył teraz klatkę, nie próbowałyby z niej wyjść, choć jeśli ktoś z was przekroczył jej próg, miałby w mgnieniu chwili rozszarpane gardło.
- Wierzę na słowo, nie musisz nic otwierać, drogi Gianni - odpowiedział natychmiast Dumas. Młody Lombardi roześmiał się perliście, ale coś w jego śmiechu zadźwięczało fałszywą nutą, ledwie wyczuwalną, prawie nieobecną.
Coś było nie do końca szczere w zachowaniu młodego przewodnika, chociaż ten czynił wszystko, by nie dać tego po sobie poznać. Guido Dumas wyczuwał tę zgrzytliwą nutę fałszu nie tylko w Giannim. Spacerując w stronę psiarni widział zbitych w grupki mieszkańców pałacu, rozmawiających ze sobą w przyciszonym ożywieniu, wyraźnie czymś zaaferowanych, gestykulujących w przesadny sposób.
I chociaż Guido prawie niczego nie rozumiał z cichnących w jego bliskiej obecności rozmów, kilka powtarzających się słów utrwaliło skarbnika w przeświadczeniu, że potrafi wyłowić z purgaryjskich dysput ich wspólny mianownik.
Ktoś gdzieś umarł.
Denver, bierz się do pisania albo Gianni otworzy klatkę, a z tymi wilkorami to tak do końca nie wiadomo czy będą grzeczne czy nie!

: 29 października 2018, 19:34
autor: Suriel
Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595
Vespaccio i Guilermo Lombardi byli zupełnie inną kategorią wagową poziomu dysputanta niż Gianni i dało się to odczuć od razu. Abdel miał nieprzyjemne uczucie jakby świdrowały go dwie kopie oczu jego ojca. Przenikliwe na wylot, schowaną za sztuczną maską uprzejmości. Dwadzieścia lat zmagań z podobnym wzrokiem i inteligencją nauczył go nieco przebiegłości. Więc wprawdzie był młody i robił błędy ale nie był naiwny. W przeciwieństwie do swojej siostry, jak sam w myślach zauważył.
Idiotka. Wdzięczy się jak głupia a na tych graczach i tak nie zrobi to wrażenia. Nie wpłynie na jakość kontraktu. Równie dobrze mogła by tu teraz rozłożyć nogi i unieść w górę pokazując całe dobro, a i tak by nic to nie zmieniło. No... może zamówili by nieco większe ilości ryby zamiast innych produktów spożywczych i tyle.
Dziedzic nie spuszczał gardy w postawie i słowie. Jak od razu zauważyła siostra i kuzynostwo, niezwykle uważał na każdy wykonany gest. Był nawet nazbyt sztuczny, co od razu dawało się odczuć jeśli się choć odrobinę go znało i jego choleryczne napady gniewu.
- Z przyjemnością słyszy się takie słowa.... - Abdel rozłożył przyjaźnie ramiona - Zatem jeszcze dzisiaj nakażę przygotować nasze specjały jakie przywieźliśmy i podać Waszmościom, przygotowane wprzódy przez jednego z najlepszych kucharzy, jakiego na tę okoliczność właśnie zabraliśmy ze sobą z samego Montpelliere. A potem zaś domówimy treść listu intencyjnego, o którym wasze miłości raczyły wspomnieć. Myślę, że w tak przyjaznej atmosferze jaką mamy dzisiaj, wypracowanie wspólnego pisemnego stanowiska zajmie nam nie maksimum dwa trzy dni, bez nazbytniego pośpiechu, który to mógłby zostać odebrany za drugim razem jako potwarz i uwłaczanie dobrym obyczajom nakazującym danie słabszej stronie stosownego czasu do namysłu. Przyznaję otwarcie, iż ustępuję waszym mościom zarówno błyskotliwością jakim doświadczeniem - położył dłoń na serce i oddał lekki pokłon przed ich mądrością. - Dlatego, oczywiście z wielką przyjemnością, podpiszę dokumenty we właściwym dla siebie czasie, dając sobie przy tym wspomniane minimum czasowe na namysł, jak zresztą polecił mi zrobić mój ukochany ojciec jeszcze przed wyjazdem. Biorąc pod uwagę liczne spawy, jakie waszym miłościom zabierają cenny czas w toku codziennego zarządzania tak wspaniałym miastem, nie będzie odebrane za dyshonor jeśli wyznaczą wasze mości pelnipotenta do spokojnych negocjacji i podpisania przedmiotowego listu intencyjnego. Jestem pewien, że w przypadku braku czasu znajdzie się osoba godna tej funkcji, zwłaszcza Bergamo przesławnym w całym Puragre z honoru i lojalności jego mieszkańców względem legendarnego Białego Wilka. - odpowiedział Abdel płynnym Purgaryjskim na Frakońską mowę dwóch wilczych braci.
: 29 października 2018, 22:21
autor: Denver
Psiarnie rodu Lombardi, 27 czerwca 2595
Guido rzucił szybkie, porozumiewawcze spojrzenie na swojego opiekuna, licząc, że przebywał z nim już na tyle długo, że jest w stanie wpasować się w dyskusję. Szybko obmyślał strategię, tak często stosowaną podczas negocjacji handlowych. Wiedział również, jak ważny jest dobór odpowiednich słow, a nawet akcentów kładzionych w odpowiednim momencie.
- Bardzo interesujące bestie - rzekł wreszcie powoli bankier - widziałem już całkiem sporo, ale te szlachetne zwierzęta, są ponad wszystkie jakie do tej pory poznałem. Jeśli do tego faktycznie są tak inteligentne i podatne na tresurę jak mówicie, szlachetny panie, to naprawdę brak mi słów uznania. - Guido uznał, że delikatne połechtanie ego psiarczyka, uśpi jego czujność.
Spojrzał ponownie na sierżanta. - Gdyby wystawić takie bestie do walk na arenie.... hmmm.... to byłby nie lada widok. Taka atrakcja... - Guido wyglądał, tak jakby już snił na jawie i liczył zyski z wyimaginowanej transakcji - Znam osoby, które zapłaciłyby godne sumki za możliwość zakupu takich bestii. A gdyby udało się zakupić parkę...i tresera... - wizja Guido nabierała rozmachu i mimo sensowności wypowiadanych słów, musiała już jakiś efekt wywrzeć.
Bankier obserwował czujnie zmieniające się lico przewodnika aby uderzyć w dogodnym momencie dodatkową porcją niedorzecznych propozycji.
- No i wpływ z zakładów, prawda sierżancie? Są ludzie, którzy lubią i taką adrenalinkę. - Napięcie z podjętego ryzyka, prawie pozbawiło go oddechu. Wpatrywał się z napięciem w ochroniarza, a wyjścia z tej fatalnej sytuacji uciekały mu z głowy jedno po drugim. Milczenie się przedłużało, nawet Lombardi patrzył wyczekująco i już nabierał powietrza żeby coś rzec, kiedy nagle ocknął się sierżant - zgadza się Wasza Miłość - przyjemny dla ucha chrapliwy baryton wydobył się z piersi sierżanta - niekoniecznie chciałbym stanąć w szranki z takim potworem, ale obstawić szanse jakiegoś nieszczęśnika na arenie w pojedynku, to juz inna sprawa.
Lombardi ostatecznie postanowił podsumować całą sprawę.
Cała ta dyskusja, jakkolwiek rzeczowa czy nie, ma na celu wyprowadzenie z równowagi Lombardiego, po to żeby puścił parę na niewygodny temat. Jeśli się nie uda, to Guido spróbuje ukręcić jakiś interes na boku zgodnie z pogadanką powyżej. Jeżeli sierżant, go wesprze, to zasłuży na większe zaufanie i w przyszłości łaskawsze oko Skarbnika