Strona 12 z 57
: 31 maja 2011, 21:33
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór
Zaprowadzeni do domu zgromadzeń przez Hakana Harmuna, goście przekroczyli kolejno kamienny próg rozwartych szeroko podwójnych drzwi, rozglądając się po oświetlonym olejnymi lampami pomieszczeniu i sycąc nozdrza zapachem pieczonego mięsa. Główna sala zastawiona była w podkowę masywnymi drewnianymi stołami, przy których mogła się bez trudu pomieścić cała setka gości, ale tego wieczoru dom świecił pustkami. U szczytu stołu zasiadało ledwie siedmiu Duvikan, wszystkich bez wyjątku mężczyzn, co Uhra zauważyła już w pierwszej chwili. Widok ten łagodziła nieco obecność cudzoziemki w szatach kapłanki, pięknej kobiety o kasztanowych włosach i wyrazistej twarzy o wysoko zarysowanych kościach policzkowych. Urodzona na wschodnim wybrzeżu, ale bywająca czasami na ziemiach swych przodków w interiorze Balarionu Uhra nie omieszkała odnotować w pamięci faktu, że wiele ze swej urody asterianka zawdzięczała płynącej w jej żyłach krwi mieszkańców pustynnych obszarów środka kontynentu, zdradzał to zwłaszcza kształt jej oczu. Nie przywiązująca na co dzień niemal wcale znaczenia do swego wyglądu Uhra tym razem poczuła coś, co można było uznać za ukłucie stonowanej zazdrości, toteż oderwała spojrzenie od twarzy kapłanki nie chcąc okazać wrażenia, jakie i na niej wywarła osoba asterianki.
Wszyscy powitali gwardzistkę zdawkowymi kiwnięciami głów zdając się przykładać większą uwagę do jej oręża niż jej samej, ale nikt z miejscowych w żaden ostentacyjny sposób nie dał jej do zrozumienia, że nie jest niemile widzianym gościem.
- Prosimy w nasze skromne progi - oświadczył głośno Jared Brunta, podnosząc się ze swojego miejsca i unosząc dłonie w powitalnym geście - Zechciejcie spocząć w naszym towarzystwie i spożyć te ubogie, ale szczerze ofiarowane dary.
Trehant oblizał mimowolnie usta słysząc uwagę Brunty, albowiem ubite na wieczerzę wejhury były wyjątkowo okazałymi pisklęciami i upieczone w całości stanowiły same w sobie zapas mięsiwa wystarczający dla wszystkich obecnych w domu zgromadzeń - a do tego na stołach ustawiono gliniane misy z kaszą, gotowane bulwy kuaki, świeżo wypieczone okrągłe chlebki i dzbanki pienistego zimnego piwa, najpewniej zaczerpnięte z beczek usytuowanych gdzieś głęboko pod Duvikiem.
- Pozwólcie, że przedstawię wpierw siebie i mych towarzyszy, nie mieliśmy się bowiem dotąd sposobności spotkać się w tak licznym gronie - odrzekł równie kurtuazyjnie Eithart, dostrzegając za stołami wiele nieznanych mu twarzy. Prócz Brunty i dwóch mężczyzn o zawziętych, spalonych na brąz twarzach wojaków w sali zasiadało pięciu innych Duvikan, do których dołączył również pełniący rolę przewodnika gości Hakan Harmun.
- Jestem Eithart Maysahn z Ordaru, skromny sługa świątyni Gorlama Walecznego w Bhurgandzie. Ta mężna niewiasta, która mi towarzyszy zwie się Uhra Lahang i pochodzi z Remzinu, podobnie jak szacowny Trehant Gharth, łowca makunów. To zaś Skela Dynnys, niezawodny w odczytywaniu śladów na piasku i tropieniu zwierzyny. Szacowny Salach jest zaś starszym karawany, urodził się w Esai i zmierza w interesach do Tureganu, jak my wszyscy zresztą.
- Bądźcie pozdrowieni i zechciejcie spocząć na tych oto ławach - Brunta wskazał gościom przeznaczone dla nich miejsca. Kiedy wszyscy zasiedli przy stołach szurając po posadzce dosuwanymi do nich drewnianymi ławami, wsparty jedną ręką o stół graamicki kapłan jął przedstawiać po kolei swych towarzyszy, poczynając od kasztanowowłosej kapłanki.
- Oto świątobliwa Sanna Wehael, służka świątyni Asteriusza Wielkiego z Tureganu, która przybyła do nas w trudnej godzinie niosąc swą mądrość rad i biegłość w leczeniu ziołami - wymieniona z imienia i nazwiska asterianka pochyliła w skromnym powitaniu swą głowę, bacznie przyglądając się gościom wielkimi brązowymi oczami.
- To Magur Dragan, brat mój przyrodni i starszy osady, strażnik naszych praw i sędzia - wskazany przez Bruntę starzec nie okazał żadnego gestu powitania, wodząc wzdłuż stołu osadzonymi w pomarszczonej twarzy oczami, tworzącymi pospołu z wykrzywionymi sarkastycznie ustami oblicze zgorzkniałego złośliwca.
- Pierwszy kapitan Duviku Oktar Detelf oraz jego zastępca kapitan Ilef Sharat, dwaj mężni wojownicy czyniący wszystko, byśmy mogli czuć się tutaj bezpieczni - ciągnął dalej Jared Brunta, chociaż Trehant miał coraz większe trudności z koncentrowaniem się na słowach kapłana, rozpraszany rozkosznym zapachem pieczeni - Drog Sahaal, mój siostrzeniec, nasz zielarz i starszy osady.
Odziany w proste szaty i noszący miedzianą biżuterię mężczyzna o silnej domieszce orkowej krwi w żyłach powitał gości zdawkowym kiwnięciem głowę, swą uwagę poświęcając przede wszystkim Uhrze i Trehantowi, zdradzającym podobne pochodzenie swymi silnie zarysowanymi dolnymi kłami. Twarz Sahaala nie zdradzała żadnych emocji, ale podkrążone oczy jawnie dowodziły wielu nieprzespanych nocy.
- Hur Kadar, wprawny myśliwy i przepatrywacz, a także starszy Duviku - przedstawiony przez Bruntę mężczyzna, który zdawał się niedawno przekroczyć czterdziestkę ograniczył się na podobieństwo Droga Sahaala do kiwnięcia głową. Siedzący naprzeciw Kadara Trehant z miejsca zauważył zwisający luźno prawy rękaw lnianej koszuli Duvikanina, zdradzający brak ręki, niczym jednak nie dał po sobie poznać zainteresowania, ono bowiem mogło zostać odebrane przez miejscowych jako wielki nietakt.
- A to Sura Hoshun, nasz kowal, zbrojmistrz i starszy osady - niski mężczyzna o przyjaznej owalnej twarzy i oczach podkrążonych równie silnie jak w przypadku pozostałych Duvikan uniósł w geście pozdrowienia prawą dłoń, dzięki czemu goście zdążyli na ułamek chwili dostrzec dwa nienaturalnie wykrzywione, po części zmiażdżone palce będące najwyraźniej pozostałością po jakimś wypadku sprzed lat.
- Skorośmy zatem wszyscy sobie znani z miana, przystąpmy do posiłku, który błogosławię tym samym w imię Graama, Niebiańskiego Uzdrowiciela i patrona naszej społeczności - zakończył prezentację Jared Brunta, siadając z wysiłkiem na swe miejsce.
Wątek techniczny
Wiem, wiem - dużo NPCów, dużo nowych imion i nazwik, któż by to wszystko od razu spamiętał! Niemniej jednak takie są uroki oficjalnych bankietów, tam się przede wszystkim poznaje nowych znajomych, jedzenie pełni (przynajmniej dla NPCów) znaczenie drugorzędne.
Obyczaj nakazuje spożyć posiłek w milczeniu, kiedy jednak półmiski zostaną już opróżnione, bez wątpienia przy stołach rozgorzeją interesujące rozmowy. Znam w ogólnym ujęciu tematy interesujące Eitharta, toteż napisanie updatu dla niego nie będzie kłopotem: koncentrując się na osobach Jareda Brunty, Sanny Wehael i duvikańskich kapitanów gorlamita poinformuje ich o zamiarze zejścia do kopalni, wypytując o szczegóły charakterystyczne dla tego miejsca, a także poprosi o odpowiednie zaopatrzenie w ekstrasy dla całej drużyny (wypytywanie o "grzechy ojców" zostawiłem sobie na osobny post). Jeśli inni BG chcieliby wykorzystać spotkanie, by pogawędzić z miejscowymi o czymkolwiek, poproszę w trybie technicznym o wykaz stosownych pytań, na pewno wplotę je w któryś z rychłych updatów.
: 31 maja 2011, 22:44
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór
Odsunąwszy od siebie wytartą do czysta chlebem miskę Eithart rozparł się wygodniej na ławie, luzując ukradkiem swój pas. Wyśmienity posiłek wypełnił jego żołądek niebywale błogim uczuciem sytości, nieczęsto się przytrafiającym w drodze przez pustkowia na pograniczu Tureganu. Ktokolwiek stał za zaproszeniem gości na wieczerzę, dołożył wszelkich starań, by strawa zadowoliła każdego, zwłaszcza upieczone w wybornym sosie wejhury. Inni biesadnicy kończyli już powoli rozprawę ze swoimi półmiskami, mlaskając bez żenady i rzucając na środek stołu ogryzione ptasie kości. Panującą dotąd w sali ciszę, rozbrzmiewającą wyłącznie odgłosami towarzyszącymi konsumpcji, zaczęły przerywać pierwsze wiedzione z cicha rozmowy, toteż gorlamita napełnił swój gliniany kubek piwem i upiwszy z naczynia podziękował Bruncie skinieniem głowy za strawę.
- Wielkim niewdzięcznikiem byłby ten, któren by poważył się narzekać na wieczerzę - oznajmił Eithart zwracając na siebie uwagę reszty biesiadników - Słusznie czujemy się zaszczyceni takowym zaproszeniem, tedy w podzięce wyjawić pragnę, że przyjęliśmy waszą prośbę i zejdziemy do kopalni, by się rozejrzeć za waszymi zaginionymi ziomkami.
Ci Duvikanie, którzy jeszcze kończyli posiłek przerwali z miejsca jedzenie, wszyscy zaś wbili spojrzenia w oblicze nieco zaskoczonego tą reakcją Eitharta, nie potrafiącego zrozumieć, dlaczego na twarzach członków starszyzny pojawił się znienacka grymas stężałej nerwowości.
- Wielce to zacne - przerwał niezręczną ciszę Magur Dragan, wypowiadając swe słowa głosem przywodzącym na myśl przeciągany po kamieniu nóż - Zechciej jednakże wpierw rzec, któż taki ośmielił się was nękać ową prośbą, przyjacielu?
- Ja, szacowny Magurze - odpowiedział w miejsce Eitharta Oktar Detelf, chowając pod stół zaciśnięte w pięści dłonie - Przez wzgląd na dobro osady i troskę o naszych bliskich, którzy dotąd nie wrócili.
Pierwszy kapitan Duviku przemawiał w równie twardy sposób, co Magur Dragan, z rozmysłem spoglądając nie na twarz starca, tylko gdzieś w głąb izby. Eithart pochylił się nad stołem z błyskiem zainteresowania w oczach, natychmiast wyczuwając oczywistą chyba dla wszystkich animozję obu Duvikan.
- Bardzo ci się to chwali, kapitanie - odpowiedział starzec pozornie uprzejmym tonem - Sumiennie przykładasz się do obowiązków, które spoczywają na twych barkach, chwilami tak ciężkich, że wręcz zastanawiamy się, czy aby nie odjąć ich nieco i ci nie ulżyć. Wszelako przy całej swej wdzięczności rada starszych byłaby zobowiązana, gdybyś w przyszłości zechciał ją powiadomić o swoich planach, zacny kapitanie.
- Wybacz, strażniku praw - odrzekł Detelf zaciskając szczęki - Następnym razem nie omieszkam rozmówić się wpierw ze starszymi osady.
- Jakie by intencje nie kierowały zacnym kapitanem, z chęcią spełnimy jego prośbę - wtrącił Eithart przychodząc duvikańskiemu komendantowi z pomocą - Wszyscyśmy wprawni w robieniu mieczem i bez lękliwych serc, tedy z ochotą was wesprzemy i poszukamy tych nieszczęśników.
- Chciałeś zatem rzec, świątobliwy mężu, że myśmy tu ludzie o lękliwych sercach? - odezwał się Hur Kadar, siedzący dotąd cicho i z ponurą miną śledzący bieg rozmowy. Gorlamita przeniósł spojrzenie na nowego rozmówcę, wciąż zastanawiając się w myślach nad znaczeniem publicznej reprymendy, której strażnik praw osady właśnie udzielił w obecności obcych pierwszemu kapitanowi Duviku.
Wątek techniczny
Tak sobie piszę z nudów, bo nikt nie postuje, a mnie nie chce się jeszcze spać. Atmosfera przy stole dość napięta, nie chce ktoś jej rozładować rzucając anegdotkę o gulmaku i ogierze Eitharta lub kierując rozmowę na bardziej neutralne grunty? Naturalnie prowokacyjne pytanie jednorękiego przepatrywacza wciąż wisi w powietrzu...
: 01 czerwca 2011, 05:00
autor: mordimer00
Idę do Esajan, z pokojowymi zamiarami, idę sobie z nimi pogadać, może coś wypić razem (nie za bardzo się wstawić bo czeka nas wyprawa), nie zamierzam palić tych świństw. Może coś kupie u nich, idę (biorę cenne rzeczy swoje) i idę.
: 01 czerwca 2011, 12:15
autor: 8art
- Tego nie powiedziałem Hur Kadarze - odezwał się po krótkiej, nerwowej ciszy Eithart. - Rzecz w tym, że inne problemy, większe was trapią niźli górnicy. Tuziny ludzi cierpią w pieczarach z powodu zarazy. Toteż my mniejszymi sprawami się zajmiemy co by szacowna starzyzna głów mądrych nie musiała sobie zaprzątać a mogła się na zarazie skupić.
: 01 czerwca 2011, 19:04
autor: Keth
Pieczara Esajan, wieczór
Mordil pokonał nieśpiesznym krokiem drogę dzielącą chatkę dla podróżnych od położonej opodal pieczary, w ktorej obozowali esajanscy karawannicy. Kucający w grupkach u jej wylotu smagli wozacy odwrócili glowy w stronę goblina, mierząc go głęboko podejrzliwymi spojrzeniami i poszeptując coś między soba. Barbarzyńca dostrzegał wyraźnie ich niepokój wyrysowany na twarzach, promieniujący od ściskanych w dłoniach amuletów z grudek przeźroczystej żywicy, tak charakterystycznych dla Esajan oddających cześć Sharami. Nietórzy z karawanników palili nabite słodkawym zielem fajki, roztaczając wokół siebie lekki, ale silnie odurzający zapach. Napojone obficie wodą długorogie woły porykiwały donośnie, zdradzając budzący się w nich wigor i nie zdając sobie jeszcze sprawy, że tego wieczoru nie wyruszą zwyczajowo w szlak.
- Szto chotece? - zapytał jeden z Esajan podnosząc się ze swej wzorzystej derki i opierając dłonie na biodrach. Jego osadzone pod krzaczastymi brwiami oczy lustrowały postać goblina z oczywistą niechęcią, okazywaną zresztą barbarzyńcy przez wszystkich karawanników już od pierwszego dnia podróży. Mordil rozumiał korzenie tej niechęci, goblińskie gulmacze czambuły często najeżdżały bowiem pogranicze Esai grabiąc kupieckie karawany i pomniejsze osady, później zaś umykając z łupami na zachód, do pustynnego interioru kontynentu, gdzie rabusie znikali bez śladu przed bezradnym w dzikim pustkowiu pościgiem.
Cedzący pytanie przez zęby Esajanin zwał się Mukka i był jednym z dwóch zaufanych pomagierów Salacha, pospołu z Whakką trzymając w ryzach resztę karawany. Wysoki, muskularny i zarośnięty na policzkach, mężczyzna górował ponad Mordilem niczym gulmak nad wasihanem, ale goblin nawet się nie skrzywił odwzajemniając spojrzenie z hardą miną.
- Samemnie nie chcemta papusiać - oznajmił poklepując wymownym gestem owinięty w przetłuszczone szmatki pakunek, w którym nosił jedzenie - I różniste towaryska mam na kupczenie, jakbe wola kupczenia bywała.
- Grużaj jecho, Mukka! - zawołał zza pleców poganiacza Whakka - Ukupnyt towarny mochno, potamno ichne poganyt!
Wątek techniczny
Kupiecka żyłka tkwi ponoć głęboko w sercu każdego Esajanina, toteż mimo swej niechęci do goblina karawannicy chętnie obejrzą towary na sprzedaż. I tu zasadnicze pytanie do Mordimera: czego ewentualnie Mordil chciałby się ze swego ekwipunku pozbyć i za jaką cenę?
: 01 czerwca 2011, 19:24
autor: mordimer00
Pokazuje im co chcą ale nie mam zamiaru nic sprzedawać no chyba, że pocisną z ceną konkretnie
A tak na poważnie to:
-"Nikaj nie bojaj się moja ja nie być z te plemienia co wasza atakować i grabić, ja mieć do wszystka życia szacunek i moja żyć w zgoda z nasza rodowa prawda, moja pomagać na szlaki, moja pomóc inna w potrzeba, ja nie być zła goblin, ja nie chcieć być sama tera" - na te słowa wyciągam moje bukłaczki z napojami wyskokowymi i oddaje w ręce Esajan ze szczerym szablozębnym uśmiechem
-"Wyśta też zauważyli, że tutej ni kaj dziecia nie uwidać? To bycia cusik podejrzana sprawa, ja przyjść do Was naradzić się co wyśta umyśleć robić dalej, bo wim że nikaj nie pojedziemy póki ten stary pierdoła kapłanisko nas nie puści z ta wiocha to my nikaj nigda nie wyjechać z ta osada! A wasze starszy karawana gdzie być?
: 02 czerwca 2011, 21:08
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór
Hur Kadar uniósł lewą dłoń w geście mogącym świadczyć o pojednawczych zamiarach, nie do końca jednak jednoznacznym. Eithart nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jednoręki przepatrywacz jest skrajnie wycieńczony, nienaturalna szczupłość jego ciała zdradzała niedawną utratę sporej liczby kilogramów, a blada skóra przywodziła na myśl upudrowane remzińskie ladacznice. W trakcie wieczerzy mężczyzna praktycznie nie tknął strawy ani napitków, poprzestając na przełknięciu kilku kęsów chleba i wwiercając się oczami w gości.
- Zamierzacie wyruszyć od razu? - zapytał wprost Sura Hoshun, niskim zmęczonym głosem - Słońce jeszcze nad widnokręgiem, ale skwar zelżał, da się już zwyczajnie po piaskach wędrować. W olejne lampy was zaopatrzymy, mamy ci ich dostatek, podobnie jak łuczyw, a do sztolni droga niedaleka.
Eithart i Trehant poruszyli się jednocześnie, nim jednak zdążyli cokolwiek odrzec, głos zabrała milcząca dotąd asterianka. Sanna Wehael odsunęła z czoła niesforny kasztanowy kędzior i pochyliwszy się do przodu w swym krześle spojrzała wprost na gorlamickiego kapłana.
- Raczcie wybaczyć mą uwagę, drodzy przyjaciele, ale nie byłabym w zgodzie ze swym sercem, gdybym czegoś wam nie rzekła - oznajmiła kobieta przykuwając do siebie uwagę wszystkich obecnych w izbie mężczyzn, dotąd ustawicznie, chociaż z nieudolną dyskrecją adorujących ją wzrokiem.
- Słuchamy, Sanno - odrzekł natychmiast Jared Brunta, ocierając wąskie usta rękawem swej szaty - Wiesz przecież jak bardzo cenimy sobie twe światłe rady.
- Dzięki składałam swemu panu, kiedy do Duviku przybył świątobliwy Eithart, albowiem jego pomoc może przyśpieszyć leczenie waszych nieszczęsnych najbliższych - powiedziała kapłanka - Zaginięcie górników niepokoi mnie nie mniej niż was wszystkich, wszak wiem doskonale, że to nie tylko ziomkowie, ale i wasi krewni. Wszelako teraz, kiedy Duvik w jarzmie choroby jęczy, eskapada w sztolnie jawi mi się wielce nieroztropnym posunięciem.
Obaj kapitanowie zmarszczyli natychmiast czoła, a ich oblicza sposępniały jeszcze bardziej dowodząc tego, że zupełnie poglądu asterianki nie podzielają. Hakan Harmun zachował kamienną twarz, Magur Dragan i Hur Kadar pokiwali w zamian głowami okazując aprobatę dla zasłyszanych właśnie słów.
- Rozprawialiśmy wszakże na ten temat nie dalej jak wczoraj i wszyscy prócz waszych dzielnych, lecz myślących gorącym sercem, a nie chłodnym umysłem wojaków przytaknął temu, co zostało wówczas rzeczone - dodała Sanna wodząc wzrokiem po Duvikanach - Chwali się pierwszemu kapitanowi to, że nie lękał się poprosić obcych o pomoc, chwała też naszym gościom, że okazali wobec tej prośby taką ofiarność, lecz czy nie powinniśmy zachować większej rozwagi w szafowaniu czyimś życiem? Wszak kapitan musiał wam rzec, świątobliwy Eitharcie, że w kopalni przepadło bez śladu dziewiętnastu górników w sile wieku, wielu z nich biegłych we władaniu orężem. Musiał też rzec o dziwnych odgłosach, które słyszano z ciemności szybu, o piskach i drapaniu i złowieszczym klekocie. Prawda, że rzekł?
Sanna Wehael oderwała swe przyciągające niczym magnes oczy od gorlamity, przeniosła wzrok na twarz pierwszego kapitana, a ciepło w jej oczach znikło bez śladu zastąpione chłodnym błyskiem. Oktar Detelf wyprostował się jak struna słysząc słowa asterianki, zacisnął szczęki i dławiąc w gardle cisnącą mu się na usta, najwyraźniej nie do końca przemyślaną odpowiedź. Widząc minę komendanta sędziwy Magur Dragan wykrzywił twarz w złośliwym uśmieszku, kolejny raz dowodząc braku sympatii do osoby pierwszego kapitana.
- W czarnej godzinie potrzebna nam będzie w osadzie każda para rąk - przerwała ciężką ciszę Sanna - Kto wie, czy jakie pustynne drapieżniki nie zwietrzą słabości Duviku i nie zaczną ludzi z opłotków porywać. Nasi goście rzekli o wieśniakach na szlaku pomordowanych, tej nieszczęsnej parze, co wczoraj z osady zbiegła wbrew wyraźnemu zaleceniu świątobliwego Brunty. Nie mnie rozważać, czy ich śmierć to kara boska, wszelako rozum nakazuje ostrożność, bo może winni tego mordu zbrodzienie oczy swe zwrócą rychło ku Duvikowi. Czy winniśmy tak ochoczo posyłać w kopalniane szyby pięciu wędrowców obytych z orężem i być może rychło w samym Duviku potrzebnych?
Wątek techniczny
Rozmowa przy stole wciąż się nie zakończyła, chociaż widzę, że Eithart zachowuje zrozumiałą w takim przypadku powściągliwość w argumentacji, a pozostali goście udają, że rozmowy wcale nie słyszą. Niemniej jednak zdałoby się wtrącić od siebie trzy grosze, aby zrobić dobre wrażenie na starszyźnie Duviku oraz Mistrzu Gry... 
: 02 czerwca 2011, 22:15
autor: Ula
słuchać rozmowy jednak coś słuchamy, kapłanka dziwnie dużo mówi, ciekawe co z tego by mieć miała, byśmy się nie ruszyli...
"To czy jednak nie rozważniej jest wysłać nas jako zwiad, by obaczyć jakie zło tam się zlęgło? Bo siedzieć tu na tyłku i można, tylko za siedzienie nikt nam grosza nie zapłaci ani też nasza grupa nie zmieni obronności tego kurnika."
mruknęłam, głosno przegryzając kość zwierzaka, którego na kolację upichcili, by do szpiku się dostać
"ceny macie zbójnickie, rychłom wyruszylibym dalej, bo nie stać byłoby nas tu na czekanie, aż ci wrogowie by tu się pojawić zechcieli"
a żesz na dupę gulmaka, chyba zmilczeć powinnam, bo oni tu bab za zdolnych do myslenia nie mają... no chyba że są cycate jak ta kapłonka.
: 02 czerwca 2011, 23:03
autor: 8art
- Mądrość wielka przez usta Uhry przemawia - stwierdził głośno Eithart, znacząco spoglądając na komendantów - bowiem wszelacy teoretycy wojen od Tan Suntzu'a po księcia Rommela wyraźnie piszą żeby zwiadu nie żałować i o wrogu tudzież niebezpieczeństwach wiedzieć wszystko, co by to przekuć na własny użytek można było... Toteż stanowczo twierdze, że nawet ryzykowną wyprawę do kopalń należy podjąć.
Poza tym, choć dni kilka mineło od zaginięcia górników, to warto spróbować, bo wciąż tli się iskierka, że zaginieni żyją i pomocy czekają.
Wątek techniczny
Ewentualną przemowe wspieram kazaniem celem zwiększenia CH. Nie wiem, czy coś takiego istnieje ale próbuje profilaktycznie zażyć jakieś witaminy lub zioła, celem ochrony przed ewentualnym zarażeniem. Po kolacji, przed wyruszeniem do kopalń modlę się do Gorlama o ochronę dla drużyny i dla siebie
Nie podoba sie mnie ta kapłanka... Toteż w rozmowie z nią używam podstaw religioznawstwa i zagaduję Sanne o jakieś mało istotne szczegóły dogmatyczne (a jako,że nasze kulty są bratnie to prosta sprawa), i tereny z których pochodzi. Potem wtrącam, że znam te tereny i jakimś ważnym kapłanem jest (zmyślony) tan Elgoba czy ktoś w ten deseń. Czekam czy Sanna pogubi się w dogmatach lub potwierdzi moje kłamstwo
: 02 czerwca 2011, 23:11
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór
Uhra poczuła się nieco dziwnie, kiedy spoczęły na niej spojrzenia wszystkich Duvikan, ale zachowała obojętny wyraz twarzy, nie dając po sobie poznać niesmaku wywołanego pełną niechęci miną złośliwego zarówno z wyglądu jak i zachowania starca, który był tutejszym sędzią. Jej uwaga na temat wysokich cen żywności musiała starszyznę celnie ugodzić, bo Jared Brunta poczerwieniał lekko i chrząknął znacząco uciszając z marszu zbierających się już do udzielenia odpowiedzi Hura Kadara i Surę Hoshuna.
- Racz wybaczyć nasze wcześniejsze maniery, dziewko - oświadczył graamicki kapłan - To się rozumie samo z siebie, że takoż i was potraktujemy jak naszych esajańskich gości - Brunta posłał lekki ukłon głowy w stronę Salacha, starszy karawany odburknął zaś coś niezrozumiale kwitując na swój sposób wypowiedź graamity - Waszą ofiarnością ujęci, podejmiemy was bez zapłaty strawą i napitkami tak długo jak długo zechcecie w Duviku gościć, odpłacając się wdzięcznością za pomoc.
Jared oderwał wzrok od Uhry, przeniósł spojrzenie na Eitharta, gormalita odpowiedział mu skinięciem głowy.
- Hojna to propozycja i ochotnie z niej skorzystamy - powiedział Eithart - Ubiegłeś mnie wręcz, świątobliwy mężu, albowiem chciałem poddać pod rozwagę starszyzny pomysł obniżenia cen za strawę dla mych druhów, wszak nie jesteśmy bogaczami. Skoro jednak decyzja dużo jest hojniejsza, niżli bym odważył się prosić, odmówienie jej byłoby wręcz zniewagą.
- Rozważyłem też słowa świątobliwej Sanny oraz przemowę czcigodnego Eitharta o zasadności czynienia zwiadu - dodał Brunta spoglądając w stronę asteriańskiej kapłanki - I tym razem dostrzegam w nich wielką mądrość, wszelako serce podpowiada mi, że grzechem byłoby nie skorzystać z tak dzielnej propozycji. Dusze nasze cierpią z niewiedzy o losie, który spotkał tak licznych krewniaków, wszystkich na dodatek prawych graamitów. Jeśliście tedy prawdziwie gotowi, by to uczynić, z moim wyruszycie błogosławieństwem.
Oktar Detelf i Ilef Sharat wyprostowali się mimowolnie, a na ich zaskoczonych twarzach pojawił się cień uśmiechu. Magur Dragan skrzywił się paskudnie, a Sanna Wehael westchnęła z rozczarowaniem unosząc dłonie na znak poddania się woli głowy starszyzny.
- Wszelako nikt od nas z wami nie pójdzie, tutaj niewzruszona pozostaje moja wola - oświadczył Brunta i uśmiechy na ustach komendantów natychmiast zgasły - Kapitan Detelf drogę wam wskaże ku kopalni, Sura odda w wasze ręce kopię map, ja zaś ofiaruję najcenniejszy dar, o jaki moglibyście poprosić.
Zaintrygowana słowami kapłana Uhra przestała ogryzać udko i pochyliła się do przodu czekając, aż Brutna wyjawi, co takiego zamierzał swym gościom podarować.
- Będę się modlił w waszej intencji do Niebiańskiego Uzdrowiciela, przez całą noc bez spoczynku!
Wątek techniczny
I w zasadzie chyba możemy już ruszać w drogę, co?
: 02 czerwca 2011, 23:15
autor: Treant
- Nie znam się ja na zarazach i pielęgnacji chorych, jednakowoż odnoszę wrażenie, iż niewiele dla poprawy ich zdrowia władni jesteście zrobić. Tego nie uda się w nieskończoność taić przed mieszkańcami i wkrótce mogą zacząć się protesty, do stłumienia których potrzebne będzie kilku prowodyrom nabić parę sińców. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w poczet tych bestii, które grożą Duvikowi niektórzy tu zgromadzeni zdają się zatroskanych o życie bliskich i zdesperowanych obywateli zaliczać. Paru dodatkowych zbrojnych to także większy respekt mieszkańców wobec władzy, jeśli ta zechciałaby swój punkt widzenia siłą narzucić niezadowolonym. I aby pozbawić radę tej ewentualnej pokusy nie dam się odwieść od wyprawy do kopalni, gdzie wciąż jeszcze część górników może oczekiwać pomocy. Niechaj zatem medycy nadal robią swoje najlepiej jak potrafią, a chętni do zrobienia porządku w szybach mają wreszcie sposobność do wykazania się czynem.
: 02 czerwca 2011, 23:15
autor: 8art
Watek techniczny
Keth jeszcze z'editowalem mojego posta o kilka szczegolow, ale moga ew poczekac do naszego powrotu.
: 02 czerwca 2011, 23:24
autor: Treant
Wątek organizacyjny
Post posuwający dalej akcję pojawił się w trakcie pisania przeze mnie odpowiedzi na wcześniejsze wydarzenia - może warto by było na przyszłość precyzować, do której godziny MG czeka na wpisy nim wyłączy pauzę?
: 02 czerwca 2011, 23:29
autor: Keth
Pieczara Esajan, wieczór
Podejrzliwi z początku Esajanie poczęli przysuwać się bliżej kucającego z konspiracyjną miną goblina, wciąż okazując nieufność wobec jego osoby, ale też nie ukrywając narastającego zainteresowania słowami płynącymi z ust barbarzyńcy. Dźwięki rozmowy cichły z każdą chwilą zniżane do półgłosu, co rusz też to Mukki, to Whakka zerkali w stronę osady upewniając się, że żaden miejscowy nie podszedł dość blisko, by podsłuchać przypadkiem, o czym karawannicy z goblinem rozmawiają.
Mordil urwał na chwilę cichą tyradę, obejrzał się niechętnym wzrokiem na ciemniejącą w mroku zmierzchu osadę, gdzie zapalane były pierwsze olejne kaganki i łuczywa, potem odkorkował swój bukłak z gorzałką i upiwszy z niego kilka łyków puścił naczynie w obieg. Dotąd wobec barbarzyńcy sceptyczni, Esajanie zaczęli podawać sobie bukłak z rąk do rąk, racząc się mocnym trunkiem i kiwając z aprobatą głowami na dźwięk słów goblina.
Barbarzyńca uśmiechnął się bez cienia wesołości i z miejsca odpowiedziały mu podobne uśmiechy, posępne i zawzięte, dzikie i pełne zrodzonej z lęku desperacji.
Gdyby ktoś postronny obserwowałby ową rozmowę z ukrycia, musiałby odnieść wrażenie, że bitny goblin i smagli ponurzy karawannicy zawiązali nić porozumienia, którego znaczenie miała ujawnić dopiero niedaleka przyszłość.
: 02 czerwca 2011, 23:55
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór
Uhra odchyliła się w ławie szczerze ubawiona pompatycznym oświadczeniem Brunty, ale dość rozsądna, by nawet mrugnięciem oka nie okazać swojego sarkastycznego przekonania o znikomej wartości tego daru. Eithart poruszył się w miejscu chcąc coś rzec i uciszyć tym samym rozprawiających na raz z wielkim ożywieniem Duvikan, przekrzykujących się wzajemnie i żądających to poparcia decyzji Brunty, to ponownego jej rozważenia. Gorlamita nie zdążył jednak nic powiedzieć, ubiegł go Trehant, którym odwróciwszy trzymany w dłoni nóż trzonkiem do dołu uderzył rękojeścią w blat stołu.
Ostry ów dźwięk zadziałał lepiej niż okrzyk, natychmiast uciszając wrzawę ożywionych ludzkich głosów.
- Nie znam się ja na zarazach i pielęgnacji chorych, jednakowoż odnoszę wrażenie, iż niewiele dla poprawy ich zdrowia władni jesteście zrobić - oświadczył z brutalną szczerością remziński półork - Tego nie uda się w nieskończoność taić przed mieszkańcami i wkrótce mogą zacząć się protesty, do stłumienia których potrzebne będzie kilku prowodyrom nabić parę sińców. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w poczet tych bestii, które grożą Duvikowi niektórzy tu zgromadzeni zdają się zatroskanych o życie bliskich i zdesperowanych obywateli zaliczać.
Magur Dragan prychnął głośno kwitując w ten sposób słowa łowcy makunów, potrząsnął z jawną dezaprobatą głową. Jared Brunta milczał dla odmiany, spoglądając w twarz Trehanta uważnie, aczkolwiek bez okazywania głębszych emocji.
- Paru dodatkowych zbrojnych to także większy respekt mieszkańców wobec władzy, jeśli ta zechciałaby swój punkt widzenia siłą narzucić niezadowolonym - dodał Trehant korzystając z przedłużającej się ciszy, jaka zapadła w izbie - I aby pozbawić radę tej ewentualnej pokusy nie dam się odwieść od wyprawy do kopalni, gdzie wciąż jeszcze część górników może oczekiwać pomocy. Niechaj zatem medycy nadal robią swoje najlepiej jak potrafią, a chętni do zrobienia porządku w szybach mają wreszcie sposobność do wykazania się czynem.
- Słusznie młodzian prawi - odezwał się zdecydowanym tonem milczący dotąd Hakan Harmun - Nie lza im wzbraniać niesienia pomocy, jeśli bez przymusu i wiedzeni sercami chcą to czynić!
- Słyszałeś, co rzekła kapłanka? - syknął jadowicie pomarszczony strażnik praw - Zbrodzienie się mogą przy osadzie kręcić! Kto wie, w jakiej są sile! Im więcej mężów pod bronią w wąwozie, tym mniej ochotnie poważą się zło czynić, tedy za wielce mądrą uważam radę świątobliwej Sanny.
- Gdyby karawana nie przybyła, ostałoby w Duviku tylu zbrojnych, co teraz! - sarknął w odpowiedzi Oktar Detelf - Tedy skoro zakaz nadal nam do kopalni chadzać, niechaj aby oni pójdą, wszak to miecze niejako przez boga zesłane! Nie liczcie ich w poczet naszych obrońców, moi żołnierze w zupełności ku temu stykną!
- Połowa ich w gorączce leży! - Magur Dragan podniósł się z wysiłkiem z ławy, wspierając się przy tym na ramieniu swego przyrodniego brata - Oj, czarno ja widzę tych twoich wojaków, jeśli im tera przyjdzie z jakowymiś koczownikami się ścinać!
Wątek techniczny
No i awantura rozpętała się na całego! Chcecie się w to wplątać czy poczekacie, aż miejscowi sami sobie wyklaryfikują swoje spory? 8ART, podchwytliwą rozmowę z Sanną chcesz zaliczyć od razu teraz, czy wolisz dać nogę z tego kociołka złych emocji przekładając ciągnięcie pięknotki za ozorek do powrotu z kopalni?
Treant, to faktycznie jedna z wad PBF-u: czasami gracz nie zdąży czegoś napisać uprzedzony posunięciem fabuły do przodu. Niestety, niezmiernie mi trudno ująć terminy postowania w jakieś regularne ramy, głównie z powodu nieregularnych pór własnych wizyt na forum - piszę nowe wstawki wtedy, kiedy mam wolny moment. Tak czy owak, wkomponowałem w rozmowę Twój post fabularny 