PBF - Płonąca granica
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dzięki kaznodziejo - wyjaśnij mi pokrótce czy jesteś duchownym katolickim jak Ci z dawnych czasów czy jakimś innym? Bo z tego co wiem o Holtzu to on jest dość religijny jak na te czasy, a nie patrzył na Ciebie zbyt przyjaźnie? A co do brodu to myslę, że pikap da radę. No pakowac sie na pakę, jak zabralismy wszystko to ruszam ostrożnie w stronę trasy 52 machając miejscowym.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga nr 52 na północ od Bluewell, południe 4 maja 2055
Pierwsza mila drogi za osadą była regularnie naprawiana, powstające na niej ustawicznie dziury zasypano ubitym następnie żwirem, ale potem komfort podróży znacząco się pogorszył. Siedzący za kierownicą Paul cały czas mamrotał pod nosem jakieś przekleństwa, ponieważ samochód skakał na wybojach jak oszalały, a chwilami fatalny stan nawierzchni wręcz zmuszał do szukania niewielkiego objazdu zarośniętymi gęsto poboczami. Trzymający się kurczowo poręczy na dachu szoferki Jack kilkakrotnie dziękował w duchu przezorności swojej i towarzyszy, bo gdyby kurierzy nie sprzedali w Bluewell kruchych szyb, teraz nie pozostałoby po nich nic prócz gradu szklanych odłamków.
Zaledwie cztery mile dalej na południowy zachód trwająca piętnaście minut podróż została gwałtownie przerwana, a poprawiający się powoli dobry humor Wilsona ponownie prysnął niczym mydlana bańka.
- Niechby to szlag trafił! - warknął kierowca wysiadając z pikapa ze ściskaną w dłoni włócznią. Chociaż burmistrz Lavigne uprzedzał wcześniej o tym fakcie swych gości, kurierzy dopiero teraz uświadomili sobie, jakim utrudnieniem w dalszej podróży miał być zawalony most we Freeman.
Freeman było niewielkim miasteczkiem położonym na północ od parku stanowego Pinnacle Rock, usytuowanym pośród lesistych wzgórz przeciętych płynącą leniwie dnem wąwozu rzeką. Trzydzieści lat po wybuchu wojny przyroda niemalże zatarła pierwotny wygląd Freeman, przeistaczając miasteczko w las, w którym można było dostrzec ruiny luźno rozrzuconych, rozpadających się jednorodzinnych domów, sklepów i rzemieślniczych warsztatów. Wyglądająca wcześniej przez boczne okno dziewczyna zauważyła popękane i zarośnięte trawą boczne ulice schodzące od prawej strony w dół terenu, zmierzające ku dawnym dzielnicom wybudowanym w głębi wąwozu.
Główna szosa, stanowa pięćdziesiątka dwójka, wspinała się pod lekkim kątem w górę wychodząc na przerzucony ponad wąwozem i rzeką most.
Most, który zgodnie ze słowami burmistrza Lavigne spinał brzegi wąwozu jeszcze trzy miesiące temu.
Wilson zatrzymał samochód dziesięć metrów od najeżonej prętami zbrojeniowymi krawędzi mostu, dalej poszedł razem z Ebenezerem na piechotę. Przed oczami kurierów roztoczył się widok na szeroki wąwóz i korony rosnących wzdłuż rzeki drzew oraz drugi kraniec most, widoczny ponad dwieście metrów dalej.
- Gdzie ten linowy mostek, o którym wspominał burmistrz? - zapytał Salt podchodząc do towarzyszy wolnym krokiem i myszkując spojrzeniem po okolicznych chaszczach. Jego wzrok wyłapał zarys zżartego rdzą SUVa wciśniętego maską w gęste krzaki kilkanaście metrów dalej, pozbawionego szyb i opon i prawie wcale nie przypominającego już wytworu ludzkich rąk.
Wilson przysunął się bliżej krawędzi mostu, zmarszczył czoło dostrzegając w świetle promieni słonecznych błysk częściowo rozkręconych torów kolejowych biegnących dnem wąwozu wzdłuż południowego brzegu rzeki.
- Tam - powiedział podnosząc rękę i wskazując nią chybotliwą konstrukcję przerzuconą ponad rzeką kilkadziesiąt metrów dalej i niżej na prawo od zawalonego mostu - Chyba trzeba tam zejść jedną z tych bocznych dróg, które minęliśmy chwilę wcześniej, a potem wspiąć się na górę wąwozu po drugiej stronie koło tego dwupiętrowego domu, tam, między drzewami.
- Jakbyśmy tam nie zleźli, pikapem chyba nie przejedziemy - zmarszczył czoło Salt - Jeśli zalejemy silnik, będzie wtopa.
- Najpierw trzeba sprawdzić jak głęboka jest ta rzeka - zasugerował Ebenezer. Jack wyciągnął z kieszeni kurtki zatłuszczoną mapę drogową i rozpostarł ją przed sobą studiując wnikliwie odpowiedni fragment hrabstwa Mercier.
- Albo zjedziemy na dół i spróbujemy przeprawić się przez rzekę - powiedział krótko ostrzyżony kurier - albo cofniemy się o paręnaście metrów i pojedziemy przez te krzaki boczną drogą na zachód, do Bramwell. Jakąś milę stąd na zachód rzeka zakręca dwoma łukami, muszą tam być dwa inne mosty. Może uda nam się przeprawić w tamtym miejscu.
Wątek techniczny
W malutkim miasteczku Freeman droga biegnie poprzez przerzucony nad głębokim wąwozem i płynącą jego dnem rzeką most, ale teraz tego mostu już nie ma. Zaradni osadnicy zbudowali co prawda mały mostek linowy, tyle że pikap nim nie przejedzie. Czyżbyśmy stanęli w miejscu?
Macie kilka opcji do wyboru. Pierwsza to zjazd w prawo lokalną drogą do niżej położonej części przedwojennego Freeman i przedostanie się w ten sposób na dno wąwozu, a potem przyjrzenie się rzece z zamiarem przeprawienia się samochodem właśnie w tym miejscu. Oznacza to, że ktoś będzie musiał do rzeki wleźć, obadać głębokość i siłę prądu, potem oszacować też szanse na wyjazd samochodem po stosunkowo stromym zboczu wąwozu na górę po przeciwnej jego stronie. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie twierdzę, że to nie jest możliwe, po prostu musicie to najpierw empirycznie zbadać (a zatem i złożyć odpowiednie deklaracje dla BG). Innym wyjściem jest próba przebicia się przez niemal całkowicie zarośniętą lokalną drogę po zachodniej stronie Freeman i pojechać jedną milę w tamtą stronę, by znaleźć się w równie małym miasteczku Bramwell, gdzie koryto rzeki zatacza dwa łuki i gdzie teoretycznie powinny się znajdować dwa inne mosty drogowe (i jeden kolejowy). Jeśli uda się Wam pokonać rzekę w tamtym miejscu, zdołacie wrócić wzdłuż jej północnego brzegu z powrotem do Freeman i wyjechać na pięćdziesiątkę dwójkę kilkaset metrów za przeciwną krawędzią zawalonego mostu.
Oczywiście pozostaje też opcja porzucenia samochodu i udania się w dalszą drogę na piechotę, ale na razie może nie będę jeszcze wyliczał Wam czasu niezbędnego na taką wyprawę, co? (coś mi podpowiada, że na taki układ raczej nikt się nie zgodzi).
Pierwsza mila drogi za osadą była regularnie naprawiana, powstające na niej ustawicznie dziury zasypano ubitym następnie żwirem, ale potem komfort podróży znacząco się pogorszył. Siedzący za kierownicą Paul cały czas mamrotał pod nosem jakieś przekleństwa, ponieważ samochód skakał na wybojach jak oszalały, a chwilami fatalny stan nawierzchni wręcz zmuszał do szukania niewielkiego objazdu zarośniętymi gęsto poboczami. Trzymający się kurczowo poręczy na dachu szoferki Jack kilkakrotnie dziękował w duchu przezorności swojej i towarzyszy, bo gdyby kurierzy nie sprzedali w Bluewell kruchych szyb, teraz nie pozostałoby po nich nic prócz gradu szklanych odłamków.
Zaledwie cztery mile dalej na południowy zachód trwająca piętnaście minut podróż została gwałtownie przerwana, a poprawiający się powoli dobry humor Wilsona ponownie prysnął niczym mydlana bańka.
- Niechby to szlag trafił! - warknął kierowca wysiadając z pikapa ze ściskaną w dłoni włócznią. Chociaż burmistrz Lavigne uprzedzał wcześniej o tym fakcie swych gości, kurierzy dopiero teraz uświadomili sobie, jakim utrudnieniem w dalszej podróży miał być zawalony most we Freeman.
Freeman było niewielkim miasteczkiem położonym na północ od parku stanowego Pinnacle Rock, usytuowanym pośród lesistych wzgórz przeciętych płynącą leniwie dnem wąwozu rzeką. Trzydzieści lat po wybuchu wojny przyroda niemalże zatarła pierwotny wygląd Freeman, przeistaczając miasteczko w las, w którym można było dostrzec ruiny luźno rozrzuconych, rozpadających się jednorodzinnych domów, sklepów i rzemieślniczych warsztatów. Wyglądająca wcześniej przez boczne okno dziewczyna zauważyła popękane i zarośnięte trawą boczne ulice schodzące od prawej strony w dół terenu, zmierzające ku dawnym dzielnicom wybudowanym w głębi wąwozu.
Główna szosa, stanowa pięćdziesiątka dwójka, wspinała się pod lekkim kątem w górę wychodząc na przerzucony ponad wąwozem i rzeką most.
Most, który zgodnie ze słowami burmistrza Lavigne spinał brzegi wąwozu jeszcze trzy miesiące temu.
Wilson zatrzymał samochód dziesięć metrów od najeżonej prętami zbrojeniowymi krawędzi mostu, dalej poszedł razem z Ebenezerem na piechotę. Przed oczami kurierów roztoczył się widok na szeroki wąwóz i korony rosnących wzdłuż rzeki drzew oraz drugi kraniec most, widoczny ponad dwieście metrów dalej.
- Gdzie ten linowy mostek, o którym wspominał burmistrz? - zapytał Salt podchodząc do towarzyszy wolnym krokiem i myszkując spojrzeniem po okolicznych chaszczach. Jego wzrok wyłapał zarys zżartego rdzą SUVa wciśniętego maską w gęste krzaki kilkanaście metrów dalej, pozbawionego szyb i opon i prawie wcale nie przypominającego już wytworu ludzkich rąk.
Wilson przysunął się bliżej krawędzi mostu, zmarszczył czoło dostrzegając w świetle promieni słonecznych błysk częściowo rozkręconych torów kolejowych biegnących dnem wąwozu wzdłuż południowego brzegu rzeki.
- Tam - powiedział podnosząc rękę i wskazując nią chybotliwą konstrukcję przerzuconą ponad rzeką kilkadziesiąt metrów dalej i niżej na prawo od zawalonego mostu - Chyba trzeba tam zejść jedną z tych bocznych dróg, które minęliśmy chwilę wcześniej, a potem wspiąć się na górę wąwozu po drugiej stronie koło tego dwupiętrowego domu, tam, między drzewami.
- Jakbyśmy tam nie zleźli, pikapem chyba nie przejedziemy - zmarszczył czoło Salt - Jeśli zalejemy silnik, będzie wtopa.
- Najpierw trzeba sprawdzić jak głęboka jest ta rzeka - zasugerował Ebenezer. Jack wyciągnął z kieszeni kurtki zatłuszczoną mapę drogową i rozpostarł ją przed sobą studiując wnikliwie odpowiedni fragment hrabstwa Mercier.
- Albo zjedziemy na dół i spróbujemy przeprawić się przez rzekę - powiedział krótko ostrzyżony kurier - albo cofniemy się o paręnaście metrów i pojedziemy przez te krzaki boczną drogą na zachód, do Bramwell. Jakąś milę stąd na zachód rzeka zakręca dwoma łukami, muszą tam być dwa inne mosty. Może uda nam się przeprawić w tamtym miejscu.
Wątek techniczny
W malutkim miasteczku Freeman droga biegnie poprzez przerzucony nad głębokim wąwozem i płynącą jego dnem rzeką most, ale teraz tego mostu już nie ma. Zaradni osadnicy zbudowali co prawda mały mostek linowy, tyle że pikap nim nie przejedzie. Czyżbyśmy stanęli w miejscu?
Macie kilka opcji do wyboru. Pierwsza to zjazd w prawo lokalną drogą do niżej położonej części przedwojennego Freeman i przedostanie się w ten sposób na dno wąwozu, a potem przyjrzenie się rzece z zamiarem przeprawienia się samochodem właśnie w tym miejscu. Oznacza to, że ktoś będzie musiał do rzeki wleźć, obadać głębokość i siłę prądu, potem oszacować też szanse na wyjazd samochodem po stosunkowo stromym zboczu wąwozu na górę po przeciwnej jego stronie. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie twierdzę, że to nie jest możliwe, po prostu musicie to najpierw empirycznie zbadać (a zatem i złożyć odpowiednie deklaracje dla BG). Innym wyjściem jest próba przebicia się przez niemal całkowicie zarośniętą lokalną drogę po zachodniej stronie Freeman i pojechać jedną milę w tamtą stronę, by znaleźć się w równie małym miasteczku Bramwell, gdzie koryto rzeki zatacza dwa łuki i gdzie teoretycznie powinny się znajdować dwa inne mosty drogowe (i jeden kolejowy). Jeśli uda się Wam pokonać rzekę w tamtym miejscu, zdołacie wrócić wzdłuż jej północnego brzegu z powrotem do Freeman i wyjechać na pięćdziesiątkę dwójkę kilkaset metrów za przeciwną krawędzią zawalonego mostu.
Oczywiście pozostaje też opcja porzucenia samochodu i udania się w dalszą drogę na piechotę, ale na razie może nie będę jeszcze wyliczał Wam czasu niezbędnego na taką wyprawę, co? (coś mi podpowiada, że na taki układ raczej nikt się nie zgodzi).
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zbadajmy tą zarośnietą drogę, ostrożnie pojedziemy pikapem lub wcześniej we dwóch zrobimy mały zwiad czy da się tamtędy przejechać, kto pójdzie ze mna na mały rekonesans,ew. pójdę sam jako ranger sprawdzę teren a wy we dwóch pilnujcie pickupa - nie mam broni palnej ale w razie problemów powinniscie usłyszec odgłosy walki, ale postaram sie w nic nie wpakowac, chyba że coś na mnie zapoluje.
Wątek techniczny:
Zostawiam wszystko co nie jest niezbędne biorę obie włócznie, jedna mam na plecach (Ta do rzucania) i ruszam na zwiad, poruszam sie poboczem badając ślady i ukrywając sie na ile to możliwe, staram się ocenic stan bocznej drogi, szukam zagrożeń w dłoni sciskam drzewce włóczni do walki wręcz. Chyba, że są inne opcje? Jeśli nie chcę zrobić rekonesans.
Prosze o dane o ilości gambli pozostałych graczy, bo mam kontrolowac finanse drużyny. z góry dziękuję. Pozdrawiam.
Wątek techniczny:
Zostawiam wszystko co nie jest niezbędne biorę obie włócznie, jedna mam na plecach (Ta do rzucania) i ruszam na zwiad, poruszam sie poboczem badając ślady i ukrywając sie na ile to możliwe, staram się ocenic stan bocznej drogi, szukam zagrożeń w dłoni sciskam drzewce włóczni do walki wręcz. Chyba, że są inne opcje? Jeśli nie chcę zrobić rekonesans.
Prosze o dane o ilości gambli pozostałych graczy, bo mam kontrolowac finanse drużyny. z góry dziękuję. Pozdrawiam.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- hmm, miał być tu bród. Nic co tu jest go nie przypomina. Z chęcią rozprostuje nogi, a i mała kąpiel też ni zaszkodzi. Zobaczmy z bliska czy ta droga jest taka beznadziejna jak nam się wydaje. O arkanach mej wiary opowiem Ci wieczorem jak będziemy na miejscu. Wiec jednak, że czerpie ona prawdy z większości preapokaliptycznych religii.
Wątek techniczny:
Zabieram ze sobą mojego pręta, nóż i obrzyna. Wolę być przygotowany na wszelkie niespodzianki losu.
Wątek techniczny:
Zabieram ze sobą mojego pręta, nóż i obrzyna. Wolę być przygotowany na wszelkie niespodzianki losu.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
W takim razie ruszamy z Ebenzerem na rekonesans. Proponuję bysmy poruszali sie po obu stronach drogi w pewnym oddaleniu od siebie ale stosunkowo niewielkim kilkanascie metrów. poszukamy brodu i sprawdzimy czy da rade przejechać pickupem przez te krzaki.
Wątek techniczny:
Zabieram obie włócznie oraz nóż uzywam umiejetnosci Rangera by poruszac się możliwie niezauważonym, ja idę jako pierwszy zwiadowca, prosze ebenzera by mnie ubezpieczał i strzelał tylko w ostateczności, w razie problemów jestem gotów na walkę w zwarciu, ew. rzuce oszczepem jak okoliczności będą sprzyjające a potem włóócznia w ręce i do boju... Chyba że zwiad będzie bez niespodzianek.
Wolalbym Katanę ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co się ma, znaczy włócznie w moim przypadku.
Wątek techniczny:
Zabieram obie włócznie oraz nóż uzywam umiejetnosci Rangera by poruszac się możliwie niezauważonym, ja idę jako pierwszy zwiadowca, prosze ebenzera by mnie ubezpieczał i strzelał tylko w ostateczności, w razie problemów jestem gotów na walkę w zwarciu, ew. rzuce oszczepem jak okoliczności będą sprzyjające a potem włóócznia w ręce i do boju... Chyba że zwiad będzie bez niespodzianek.
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2011, 21:29 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Freeman, południe 4 maja 2055
Wilson obejrzał się przez ramię w stronę Salta, zmienił ułożenie rąk na uchwycie włóczni tak, by broń celowała ostrzem w zniszczoną nawierzchnię jezdni, po czym ruszył w ślad za łowcą, uważnie śledząc wzrokiem prawą stronę drogi. Grunt w tamtym miejscu podnosił się w górę, ku szczytowi wzniesienia, na którym zbudowano kiedyś miasteczko. Gdzieś po przeciwnej stronie tego niewielkiego wzgórza znajdowało się Bramwell, bez wątpienia kolejna rozsypująca się w proch zbieranina ruder zdewastowanych już kilka dekad temu przez gangi szabrowników szukających wszystkiego, co mogło im ułatwić przetrwanie w potwornych czasach po wybuchu wojny.
Przyśpieszając kroku kierowca minął samochód, przysuwając się bliżej prawego pobocza i szukając uważnie bocznej drogi stanowiącej skrót do Bramwell.
I gdyby nie mapa Salta, pewnie by ją przeoczył mijając zarośnięty chaszczami zjazd. Nie była to bynajmniej szosa, przed wybuchem wojny nikt nie pomyślał o tym, by pokryć ją asfaltem, już prędzej stanowiła ubity trakt wysypany drobnym żwirem. Kilkadziesiąt lat w zupełności wystarczyło, by porosła mnóstwem krzewów i młodych drzewek, które skutecznie maskowały jej istnienie.
- Będzie ciężka przeprawa! - krzyknął Paul szacując trakt krytycznym wzrokiem - Zobaczcie sami, nie wiem, czy któryś nie będzie musiał iść przodem na piechotę, inaczej jeszcze się władujemy w jakąś dziurę i szlag oś trafi!
Wątek techniczny
Ponieważ kierując się do zejścia na dno parowu musicie siłą rzeczy przejść obok drogi wiodącej na skróty do Bramwell, podrzuciłem Wam rzut wizualny skrótu z wysokości 52-jki.
Wilson obejrzał się przez ramię w stronę Salta, zmienił ułożenie rąk na uchwycie włóczni tak, by broń celowała ostrzem w zniszczoną nawierzchnię jezdni, po czym ruszył w ślad za łowcą, uważnie śledząc wzrokiem prawą stronę drogi. Grunt w tamtym miejscu podnosił się w górę, ku szczytowi wzniesienia, na którym zbudowano kiedyś miasteczko. Gdzieś po przeciwnej stronie tego niewielkiego wzgórza znajdowało się Bramwell, bez wątpienia kolejna rozsypująca się w proch zbieranina ruder zdewastowanych już kilka dekad temu przez gangi szabrowników szukających wszystkiego, co mogło im ułatwić przetrwanie w potwornych czasach po wybuchu wojny.
Przyśpieszając kroku kierowca minął samochód, przysuwając się bliżej prawego pobocza i szukając uważnie bocznej drogi stanowiącej skrót do Bramwell.
I gdyby nie mapa Salta, pewnie by ją przeoczył mijając zarośnięty chaszczami zjazd. Nie była to bynajmniej szosa, przed wybuchem wojny nikt nie pomyślał o tym, by pokryć ją asfaltem, już prędzej stanowiła ubity trakt wysypany drobnym żwirem. Kilkadziesiąt lat w zupełności wystarczyło, by porosła mnóstwem krzewów i młodych drzewek, które skutecznie maskowały jej istnienie.
- Będzie ciężka przeprawa! - krzyknął Paul szacując trakt krytycznym wzrokiem - Zobaczcie sami, nie wiem, czy któryś nie będzie musiał iść przodem na piechotę, inaczej jeszcze się władujemy w jakąś dziurę i szlag oś trafi!
Wątek techniczny
Ponieważ kierując się do zejścia na dno parowu musicie siłą rzeczy przejść obok drogi wiodącej na skróty do Bramwell, podrzuciłem Wam rzut wizualny skrótu z wysokości 52-jki.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Freeman, popołudnie 4 maja 2055
Ebenezer Radeford przewiesił przez ramię trzymaną dotąd w ręce strzelbę, podszedł do krawędzi drogi i zmarszczył czoło na widok licznych młodych drzewek i kolczastych chaszczy porastających trakt: teraz, wiedząc już o jego istnieniu, potrafił odróżnić wzrokiem granice pomiędzy zawładniętą przez przyrodę drogą i lasem. Po obu stronach traktu drzewa były stare, powykręcane groteskowo i w wielu przypadkach częściowo obumarłe w efekcie wieloletnich ataków chemicznych Molocha, ale młode drzewka rosły szybko i cieszyły oczy zielenią wieszcząc zwycięstwo regenerującego się powoli życia nad sztuczną inteligencją zaprzysięgłego wroga wszelkich związków organicznych.
- Wolałbym nie zapuszczać się w tamtą stronę, zanim nie obejrzę dna wąwozu - oświadczył kaznodzieja drapiąc się po podbródku - Jeśli rzeka nie będzie głęboka, lepiej spróbować sforsować ją wpław niż ryzykować utknięciem w jakimś wykrocie pół mili dalej.
Oparty o pakę Canyona Jack prychnął cicho dając wyraz swej niechęci do zanurzania nóg w brudnej wodzie, ale wzruszył jednocześnie ramionami.
- Leź, gdzie chcesz, tylko nie jęcz jak ci się jakiś zdziczały pies do dupy dobierze - powiedział kwaśno podciągając się zwinnie na burcie pikapa i lądując na jego pace z zamiarem przyjrzenia się łańcuchom mocującym w miejscu motocykl misjonarza.
Radeford westchnął w duchu kwitując w ten sposób swą opinię na temat manier kuriera i odwróciwszy się pomaszerował bez słowa w dół opadającej łagodnie drogi szukając najbliższego zjazdu wiodącego do wschodniej części Freeman. Boczna szosa znajdowała się zaledwie dwadzieścia metrów dalej, odchodząc lekkimi łukami w prawo i opadając jednocześnie nieco mocniej ku lesistemu zagłębieniu terenu. Stąpający przodem Wilson zszedł w dół drogi lustrując badawczo wzrokiem gęste zarośla i nasłuchując bacznie. Przewieszona przez ramię broń gotowa była do użytku, ale rozlegające się wokół ptasie głosy pozwalały żywić nadzieję, że w okolicy nie przebywał żaden drapieżnik. Nie po raz pierwszy Ebenezer zdumiał się nad instynktem samozachowawczym i zdolnością adaptacji ptaków, które w najlepszym chyba poza insektami stopniu przetrwały pierwsze lata po uderzeniu Molocha. Chociaż wiele gatunków wymarło bezpowrotnie wskutek potwornego stopnia skażenia środowiska - wśród nich osławiony orzeł bielik będący symbolem przedwojennych Stanów - zdolne do szybkiej migracji na mniej zagrożone tereny ptaki zdołały przetrzymać najgorszy okres pierwszych dziesięciu lat po wybuchu konfliktu, potem zaś sukcesywnie zwiększały swą populację.
Obserwując kątem oka skrzeczącą przeraźliwie srokę Paul dotarł w końcu do dna wąwozu, dochodząc popękaną szosą w pobliże brzegu rzeki i mijając majaczące ciemnymi zarysami pośród gęstwy porzucone, rozpadające się coraz szybciej domy. Mężczyzna ocenił w myślach, że znalazł się około dwudziestu metrów poniżej poziomu biegnącej w górze zbocza drogi stanowej, zresztą z nadbrzeżnego betonowego podestu widział wyraźnie strzelające w górę wąwozu filary zawalonego mostu i wielkie bryły betonu tarasujące koryto rzeki na tyle skutecznie, aby po obu stronach mostu utworzyło się niewielkie rozlewisko. Porastająca brzegi koryta trawa wydawała się bujna, ale miała dziwnie pożółkłą barwę, a sama woda lśniła oleistą barwą zanieczyszczeń niesionych jej leniwym nurtem gdzieś od strony północnego wschodu.
Wilson doszedł do końca podestu, przeskakując nad wpuszczonymi w skruszony beton rdzewiejącymi szynami kolejowych torów, zerknął na rzekę próbując oszacować wzrokiem szanse na pomyślną przeprawę. Koryto samo w sobie nie było szerokie, spinający je kawałek dalej prowizoryczny mostek ze stalowych lin i desek miał co najwyżej piętnaście metrów długości, ale nieprzeźroczysta tafla wody nie pozwalała ocenić wzrokiem głębokości nurtu.
Dochodzące do samej wody zarośla po przeciwnej stronie rzeki poruszyły się nieznacznie, rozchyliły z cichym szelestem odkrywając znienacka niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym pyszczek szopa. Zwierzątko znieruchomiało dostrzegając stojącego z drugiej strony nurtu człowieka, wbiło w intruza okrągłe czarne ślepki. Paul nawet nie drgnął, pamiętając o zapasie wykrojonego na lotnisku psiego mięsa, który przy oszczędnych posiłkach mógł wystarczyć spokojnie na dwa dni.
Wątek techniczny
I co teraz, polowanko?
Ebenezer Radeford przewiesił przez ramię trzymaną dotąd w ręce strzelbę, podszedł do krawędzi drogi i zmarszczył czoło na widok licznych młodych drzewek i kolczastych chaszczy porastających trakt: teraz, wiedząc już o jego istnieniu, potrafił odróżnić wzrokiem granice pomiędzy zawładniętą przez przyrodę drogą i lasem. Po obu stronach traktu drzewa były stare, powykręcane groteskowo i w wielu przypadkach częściowo obumarłe w efekcie wieloletnich ataków chemicznych Molocha, ale młode drzewka rosły szybko i cieszyły oczy zielenią wieszcząc zwycięstwo regenerującego się powoli życia nad sztuczną inteligencją zaprzysięgłego wroga wszelkich związków organicznych.
- Wolałbym nie zapuszczać się w tamtą stronę, zanim nie obejrzę dna wąwozu - oświadczył kaznodzieja drapiąc się po podbródku - Jeśli rzeka nie będzie głęboka, lepiej spróbować sforsować ją wpław niż ryzykować utknięciem w jakimś wykrocie pół mili dalej.
Oparty o pakę Canyona Jack prychnął cicho dając wyraz swej niechęci do zanurzania nóg w brudnej wodzie, ale wzruszył jednocześnie ramionami.
- Leź, gdzie chcesz, tylko nie jęcz jak ci się jakiś zdziczały pies do dupy dobierze - powiedział kwaśno podciągając się zwinnie na burcie pikapa i lądując na jego pace z zamiarem przyjrzenia się łańcuchom mocującym w miejscu motocykl misjonarza.
Radeford westchnął w duchu kwitując w ten sposób swą opinię na temat manier kuriera i odwróciwszy się pomaszerował bez słowa w dół opadającej łagodnie drogi szukając najbliższego zjazdu wiodącego do wschodniej części Freeman. Boczna szosa znajdowała się zaledwie dwadzieścia metrów dalej, odchodząc lekkimi łukami w prawo i opadając jednocześnie nieco mocniej ku lesistemu zagłębieniu terenu. Stąpający przodem Wilson zszedł w dół drogi lustrując badawczo wzrokiem gęste zarośla i nasłuchując bacznie. Przewieszona przez ramię broń gotowa była do użytku, ale rozlegające się wokół ptasie głosy pozwalały żywić nadzieję, że w okolicy nie przebywał żaden drapieżnik. Nie po raz pierwszy Ebenezer zdumiał się nad instynktem samozachowawczym i zdolnością adaptacji ptaków, które w najlepszym chyba poza insektami stopniu przetrwały pierwsze lata po uderzeniu Molocha. Chociaż wiele gatunków wymarło bezpowrotnie wskutek potwornego stopnia skażenia środowiska - wśród nich osławiony orzeł bielik będący symbolem przedwojennych Stanów - zdolne do szybkiej migracji na mniej zagrożone tereny ptaki zdołały przetrzymać najgorszy okres pierwszych dziesięciu lat po wybuchu konfliktu, potem zaś sukcesywnie zwiększały swą populację.
Obserwując kątem oka skrzeczącą przeraźliwie srokę Paul dotarł w końcu do dna wąwozu, dochodząc popękaną szosą w pobliże brzegu rzeki i mijając majaczące ciemnymi zarysami pośród gęstwy porzucone, rozpadające się coraz szybciej domy. Mężczyzna ocenił w myślach, że znalazł się około dwudziestu metrów poniżej poziomu biegnącej w górze zbocza drogi stanowej, zresztą z nadbrzeżnego betonowego podestu widział wyraźnie strzelające w górę wąwozu filary zawalonego mostu i wielkie bryły betonu tarasujące koryto rzeki na tyle skutecznie, aby po obu stronach mostu utworzyło się niewielkie rozlewisko. Porastająca brzegi koryta trawa wydawała się bujna, ale miała dziwnie pożółkłą barwę, a sama woda lśniła oleistą barwą zanieczyszczeń niesionych jej leniwym nurtem gdzieś od strony północnego wschodu.
Wilson doszedł do końca podestu, przeskakując nad wpuszczonymi w skruszony beton rdzewiejącymi szynami kolejowych torów, zerknął na rzekę próbując oszacować wzrokiem szanse na pomyślną przeprawę. Koryto samo w sobie nie było szerokie, spinający je kawałek dalej prowizoryczny mostek ze stalowych lin i desek miał co najwyżej piętnaście metrów długości, ale nieprzeźroczysta tafla wody nie pozwalała ocenić wzrokiem głębokości nurtu.
Dochodzące do samej wody zarośla po przeciwnej stronie rzeki poruszyły się nieznacznie, rozchyliły z cichym szelestem odkrywając znienacka niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym pyszczek szopa. Zwierzątko znieruchomiało dostrzegając stojącego z drugiej strony nurtu człowieka, wbiło w intruza okrągłe czarne ślepki. Paul nawet nie drgnął, pamiętając o zapasie wykrojonego na lotnisku psiego mięsa, który przy oszczędnych posiłkach mógł wystarczyć spokojnie na dwa dni.
Wątek techniczny
I co teraz, polowanko?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wątek techniczny
Mam noktowizor i lornetkę razem 100 gambli. Lornetkę pożyczam Ebenzerowi. Polowanie odpuszczę. Szukam długiej gałęzi by nią sprawdzić głębokość wody o ile nie mogę tego ocenić wzrokowo, by odnaleźć bród.
Jak się ściemni używam noktowizora
Mam noktowizor i lornetkę razem 100 gambli. Lornetkę pożyczam Ebenzerowi. Polowanie odpuszczę. Szukam długiej gałęzi by nią sprawdzić głębokość wody o ile nie mogę tego ocenić wzrokowo, by odnaleźć bród.
Jak się ściemni używam noktowizora
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2011, 22:52 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przeprawa we Freeman, popołudnie 4 maja 2055
Paul Wilson nie poruszył się, wstrzymał oddech nie odrywając wzroku od czarnych oczu zwierzątka. Szop poruszył pyszczkiem, a potem stanął słupka na tylnych łapkach, przyjmując postawę zazwyczaj wśród swego gatunku niespotykaną. Człowiek zamrugał zaskoczony tym widokiem. Wykorzystując ów stan dwunożnego intruza szop czmychnął w gąszcz traw porastających przeciwny brzeg rzeki i zniknął z oczu mężczyzny.
Paul potrząsnął głową niczym urzeczony, uwalniając się w końcu myślami od zadziwiającego spotkania. Szop był już zapewne w połowie drogi na szczyt wąwozu, toteż kurier zwrócił swą uwagę ponownie na rzekę. Rozejrzawszy się bacznie wokół siebie doskoczył do najbliższej kępy krzewów, odciął od niej za pomocą wyciągniętego z pochwy na udzie noża sporych rozmiarów tyczkę.
Ociosawszy naprędce prowizoryczny miernik Paul nakarbował tyczkę za pomocą noża we w miarę regularnych odstępach, po czym schował ostrze do pochwy i stając na krawędzi koryta zaczął sondować kijem głębokość rzeki. Wsuwając tyczkę na metr pod wodę wyczuł pierwszy opór, ale czubek kija zanurzył się jeszcze na kilkadziesiąt centymetrów w mulistej warstwie niesionym nurtem osadów. Kurier zaczął iść wzdłuż brzegu ponawiając co kilka kroków pomiar i uzyskując zbliżone do pierwszego pomiaru wyniki. Wychylając jak najdalej rękę zaczął badać dla odmiany dno koryto w głębi rzeki, dochodząc po chwili do wniosku, że rzeka miała praktycznie na całej swej szerokości podobną głębokość, nie przekraczającą metra z kawałkiem. Odtwarzając w myślach rozmiary masywnego pikapa Wilson uznał ze sporą dozą optymizmu, że samochód nie zanurzy się w trakcie przeprawy głębiej niż do połowy burty. Muliste chwilami podłoże martwiło go nieco bardziej, ale pikap miał na masce zamontowaną wciągarkę, która zazwyczaj działała bez zarzutu, a po przeciwnej stronie rzeki Paul dostrzegł kilka drzew mogących posłużyć bez trudu za punkt oparcia dla haka.
Kurier wszedł ostrożnie na kołyszący się z poskrzypywaniem napiętych lin mostek, zrobił po nim kilka kroków szacując udźwig prowizorycznej konstrukcji oraz ryzyko jej zarwania pod ciężarem człowieka.
Wątek techniczny
Most sprawny, rzeka niezbyt głęboka, szop już uciekł. Co dalej? Co do opcji przeprawy, procedura jest prosta: pikap zjeżdża boczną drogą na dno wąwozu, dociera do brzegu rzeki i wjeżdża po łagodnej stromiźnie do koryta. Jeśli miałby się zakopać przez przypadek w mule, z przodu maski macie wciągarkę oraz nawiniętą na bęben linę, a po przeciwnej stronie kilka drzew rosnących dostatecznie blisko, by mogły posłużyć za punkt zakotwiczenia liny. Przerzucony nad nurtem linowy mostek jest dostatecznie trwały, by każdy z Was mógł po nim przejść.
Paul Wilson nie poruszył się, wstrzymał oddech nie odrywając wzroku od czarnych oczu zwierzątka. Szop poruszył pyszczkiem, a potem stanął słupka na tylnych łapkach, przyjmując postawę zazwyczaj wśród swego gatunku niespotykaną. Człowiek zamrugał zaskoczony tym widokiem. Wykorzystując ów stan dwunożnego intruza szop czmychnął w gąszcz traw porastających przeciwny brzeg rzeki i zniknął z oczu mężczyzny.
Paul potrząsnął głową niczym urzeczony, uwalniając się w końcu myślami od zadziwiającego spotkania. Szop był już zapewne w połowie drogi na szczyt wąwozu, toteż kurier zwrócił swą uwagę ponownie na rzekę. Rozejrzawszy się bacznie wokół siebie doskoczył do najbliższej kępy krzewów, odciął od niej za pomocą wyciągniętego z pochwy na udzie noża sporych rozmiarów tyczkę.
Ociosawszy naprędce prowizoryczny miernik Paul nakarbował tyczkę za pomocą noża we w miarę regularnych odstępach, po czym schował ostrze do pochwy i stając na krawędzi koryta zaczął sondować kijem głębokość rzeki. Wsuwając tyczkę na metr pod wodę wyczuł pierwszy opór, ale czubek kija zanurzył się jeszcze na kilkadziesiąt centymetrów w mulistej warstwie niesionym nurtem osadów. Kurier zaczął iść wzdłuż brzegu ponawiając co kilka kroków pomiar i uzyskując zbliżone do pierwszego pomiaru wyniki. Wychylając jak najdalej rękę zaczął badać dla odmiany dno koryto w głębi rzeki, dochodząc po chwili do wniosku, że rzeka miała praktycznie na całej swej szerokości podobną głębokość, nie przekraczającą metra z kawałkiem. Odtwarzając w myślach rozmiary masywnego pikapa Wilson uznał ze sporą dozą optymizmu, że samochód nie zanurzy się w trakcie przeprawy głębiej niż do połowy burty. Muliste chwilami podłoże martwiło go nieco bardziej, ale pikap miał na masce zamontowaną wciągarkę, która zazwyczaj działała bez zarzutu, a po przeciwnej stronie rzeki Paul dostrzegł kilka drzew mogących posłużyć bez trudu za punkt oparcia dla haka.
Kurier wszedł ostrożnie na kołyszący się z poskrzypywaniem napiętych lin mostek, zrobił po nim kilka kroków szacując udźwig prowizorycznej konstrukcji oraz ryzyko jej zarwania pod ciężarem człowieka.
Wątek techniczny
Most sprawny, rzeka niezbyt głęboka, szop już uciekł. Co dalej? Co do opcji przeprawy, procedura jest prosta: pikap zjeżdża boczną drogą na dno wąwozu, dociera do brzegu rzeki i wjeżdża po łagodnej stromiźnie do koryta. Jeśli miałby się zakopać przez przypadek w mule, z przodu maski macie wciągarkę oraz nawiniętą na bęben linę, a po przeciwnej stronie kilka drzew rosnących dostatecznie blisko, by mogły posłużyć za punkt zakotwiczenia liny. Przerzucony nad nurtem linowy mostek jest dostatecznie trwały, by każdy z Was mógł po nim przejść.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Nieco zniechęcony widokiem zanieczyszczonej rzeki, powoli podchodzę do jej brzegów. Z odświeżającej kąpieli nici. Po raz kolejny dumam nad ogromną ilością brudu zalegającego na ziemi. Tyle lat już upłynęło, a wiecznie płynące rzeki nadal niosą szlam starego grzesznego świata. Kroki Paula zachrzęściły w pobliżu, a on sam bez słowa wręczył mi lornetkę. Ponure myśli odpłynęły jak chmura przesłaniająca słońce.
Takie cacko właśnie poszukuję, dobrze wiedzieć, że któryś z kompanów je ma.
Wątek techniczny:
Rozglądam się przez lornetkę po okolicy, przy okazji podziwiając zdolności adaptacyjne ptaków. Później, podobnie jak Paul, wyszukuje długi kij, który wykorzystam do sondowania głębokości dna.
Takie cacko właśnie poszukuję, dobrze wiedzieć, że któryś z kompanów je ma.
Wątek techniczny:
Rozglądam się przez lornetkę po okolicy, przy okazji podziwiając zdolności adaptacyjne ptaków. Później, podobnie jak Paul, wyszukuje długi kij, który wykorzystam do sondowania głębokości dna.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ebenzer oznaczmy tyczkami wbitymi pionowo najlepsze miejsce do podjechania tu pickupem, by go potem nie szukać. Potem proponuje byśmy wrócili do wozu. Potem wolno tu przyjedziemy, ty pójdziesz przed pickupem bym nie wjechał w jakąs wielka dziure na drodze, ew. ja moge to zrobic jak którys z Was poprowadzi. Potem dojedziemy do rzeki - jeden z nas przejdzie przez mostek w razie gdyby trzeba uzyc wyciagarki, jak przejedziemy rzekę spórobujemy wrócic na drogę.