ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Alexa Brendi; Arkham; około 02:30 nad ranem 25 listopada 1920;
Czwórka policjantów weszła do domu Brendi';ego głośno afiszując swoje przybycie i kurczowo ściskając w dłoniach rewolwery Smith & Wesson. Strzelaniny zdarzały się w Massachussets. Ale głownie mafijno-przemytnicze porachunki, od których przekupione służby trzymały się z daleka. To była jedna z tych nielicznych interwencji, gdzie ktoś strzelał, ale trzeba było to sprawdzić. Nic więc dziwnego, że młodzi funkcjonariusze mieli pietra. Żaden z nich nie miał ochoty zarobić kilku gram ołowiu. Tuż za nimi wszedł dobrze znany Paulowi detektyw Rob Jackso około pięćdziesięcioletni wysoki, łysy mężczyzna z lekkim szkockim akcentem, zdradzającym korzenie policjanta. Nie przepadał zbytnio za Gillinghamem, od kiedy ten ośmieszył Szkota niszcząc na łamach Enigma Magazine hipoteze policjanta w jednym ze śledztw.
- God damned motherfucker! A ten co tu robi? - zaklął cicho Paul, przeczuwając, że będą głupie, niepotrzebne pytania.
- A kogo to moje piękne oczy widzą? - Jackson uśmiechnął się złowieszczo, ukazując rząd krzywych zębów. - Gillingham! Co ty tu kurwa robisz?
Czwórka policjantów weszła do domu Brendi';ego głośno afiszując swoje przybycie i kurczowo ściskając w dłoniach rewolwery Smith & Wesson. Strzelaniny zdarzały się w Massachussets. Ale głownie mafijno-przemytnicze porachunki, od których przekupione służby trzymały się z daleka. To była jedna z tych nielicznych interwencji, gdzie ktoś strzelał, ale trzeba było to sprawdzić. Nic więc dziwnego, że młodzi funkcjonariusze mieli pietra. Żaden z nich nie miał ochoty zarobić kilku gram ołowiu. Tuż za nimi wszedł dobrze znany Paulowi detektyw Rob Jackso około pięćdziesięcioletni wysoki, łysy mężczyzna z lekkim szkockim akcentem, zdradzającym korzenie policjanta. Nie przepadał zbytnio za Gillinghamem, od kiedy ten ośmieszył Szkota niszcząc na łamach Enigma Magazine hipoteze policjanta w jednym ze śledztw.
- God damned motherfucker! A ten co tu robi? - zaklął cicho Paul, przeczuwając, że będą głupie, niepotrzebne pytania.
- A kogo to moje piękne oczy widzą? - Jackson uśmiechnął się złowieszczo, ukazując rząd krzywych zębów. - Gillingham! Co ty tu kurwa robisz?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Alexa Brendi; Arkham; po 02:30 nad ranem 25 listopada 1920
- Jak to co tu robię? No przecież jestem dziennikarzem - burknął Gillingham, gdy policjant sprawdzał jego dokumenty. Jackson nawet nie raczył spojrzeć na dziennikarza. Przyjrzał się dokumentom Willa:
- William Hutchinson... A pan jest adwokatem czy prywatnym detektywem? - Zapytał Jackson zaczepnie w reakcji na deklarację Willa, oddajac mu jego legitymację. - Kto tu jest właścicielem tego domu?
- Alex Brendi, to moja nieruchomość. - krótko wyjaśnił ranny.
- Aha, to może wyjaśni pan, panie Brendi co tu się stało. Ewentualnie może pan być reprezentowany przez "mecenasa" Hutchinsona. Ma pan takie prawo - dorzucił cynicznym tonem Szkot.
Wątek techniczny
No to pierwsze koty za płoty:) zapoznaliście się z przemiłym detektywem.
Jackson spyta czy Brendi był tu sam, czy ma świadków. Skąd wzięli się tu Gillingham i Hutchinson. Kto strzelał i ile razy. Co mogło być motywem napadu (przy założeniu, że Brendi przedstawi sprawę jako napad).
Jeden z policjantów korzystając z telefonu w domu Alexa wezwał karetkę, tak więc wstępne przesłuchanie nie powinno trwać zbyt długo.
- Jak to co tu robię? No przecież jestem dziennikarzem - burknął Gillingham, gdy policjant sprawdzał jego dokumenty. Jackson nawet nie raczył spojrzeć na dziennikarza. Przyjrzał się dokumentom Willa:
- William Hutchinson... A pan jest adwokatem czy prywatnym detektywem? - Zapytał Jackson zaczepnie w reakcji na deklarację Willa, oddajac mu jego legitymację. - Kto tu jest właścicielem tego domu?
- Alex Brendi, to moja nieruchomość. - krótko wyjaśnił ranny.
- Aha, to może wyjaśni pan, panie Brendi co tu się stało. Ewentualnie może pan być reprezentowany przez "mecenasa" Hutchinsona. Ma pan takie prawo - dorzucił cynicznym tonem Szkot.
Wątek techniczny
No to pierwsze koty za płoty:) zapoznaliście się z przemiłym detektywem.
Jackson spyta czy Brendi był tu sam, czy ma świadków. Skąd wzięli się tu Gillingham i Hutchinson. Kto strzelał i ile razy. Co mogło być motywem napadu (przy założeniu, że Brendi przedstawi sprawę jako napad).
Jeden z policjantów korzystając z telefonu w domu Alexa wezwał karetkę, tak więc wstępne przesłuchanie nie powinno trwać zbyt długo.
Ostatnio zmieniony 23 maja 2012, 19:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Jesli Alex mówi wszystko jak było naprawdę, to proszę o potwierdzenie, ewentualnie o deklarację co zmienia w historii.
Oczywiscie Paula i Willa w razie watpliwosci Jacksona, tez czeka stosowny zestaw pytan, tym bardziej jesli, ktorys z nich zechce bawic sie w prawnika:)
Jesli Alex mówi wszystko jak było naprawdę, to proszę o potwierdzenie, ewentualnie o deklarację co zmienia w historii.
Oczywiscie Paula i Willa w razie watpliwosci Jacksona, tez czeka stosowny zestaw pytan, tym bardziej jesli, ktorys z nich zechce bawic sie w prawnika:)
Ostatnio zmieniony 24 maja 2012, 23:02 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
jeśli o Paula chodzi to na początku nie zamierza się w ogóle odzywać, ale tylko do czasu az Alex wyjaśni sprawę. Dziennikarz nie zamierza bowiem wcale siedzieć cicho niczym mysz pod miotłą, wręcz przeciwnie. Jacksona nie trawi, typ działa mu strasznie na nerwy. Paul zwyczajnie i odruchowo będzie przeszkadzał chrząkając i ziewając, wstanie przewróci kubek z kawą, beknie, pierdnie;). Zapytany lub zganiony przez Jacksona Paul, na początku delikatnie ale stanowczo da detektywowi do zrozumienia, że jeśli ten nie spuści z tonu i nie zaakceptuje zeznania to w gazecie znowu może się okazać ciekawy artykuł o detektywie Jacksonie - "Szkocki Wizjoner".
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Nie nie jestem adwokatem - powiedział ze śmiechem Wiliam - robota papierkowa mnie odstręcza.
- Jestem jedyne prywatnym detektywem. Pan Alex jest moim znajomym jak i klientem. Postaram się dopaść tego typka, co tu wtargnął, przed wami. Może jakiś mały zakładzik Panie Jackson.
Wątek techniczny:
Zakład proponuję o ile hazard nie jest nielegalny.
- Jestem jedyne prywatnym detektywem. Pan Alex jest moim znajomym jak i klientem. Postaram się dopaść tego typka, co tu wtargnął, przed wami. Może jakiś mały zakładzik Panie Jackson.
Wątek techniczny:
Zakład proponuję o ile hazard nie jest nielegalny.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2012, 18:50 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Alex opowiada swoje opowiadanie, którego pomysł nakreśliłem w poście nr 162.
- To jakiś pieprzony szaleniec, włamał mi się do domu żądając ode mnie jakieś książki. Jestem bibliotekarzem i mam całe mnóstwo książek. Alex zrobił przerwę by zaczerpnąć tchu.
- A w ogóle może mnie ktoś zabrać do szpitala - ja krwawię? Na wszystkie wasze pytania odpowiem w szpitalnym łóżku. A teraz przepraszam.
- Koledzy pomożecie mi dostać się do szpitala. Zwracam się do chłopaków.
Przy okazji - Will zamkniesz mieszkanie i oddasz mi potem klucze?
Do policjantów - Na szafce powinien leżeć rewolwer, z którego oberwałem oraz z którego również oberwał ten pojeb.
- Pozdrawiam Panowie i do zobaczenia przy szpitalnym łóżku.
Staram się uciąć całą rozmowę i wydostać na zewnątrz, żeby poczekać na karetkę.
- To jakiś pieprzony szaleniec, włamał mi się do domu żądając ode mnie jakieś książki. Jestem bibliotekarzem i mam całe mnóstwo książek. Alex zrobił przerwę by zaczerpnąć tchu.
- A w ogóle może mnie ktoś zabrać do szpitala - ja krwawię? Na wszystkie wasze pytania odpowiem w szpitalnym łóżku. A teraz przepraszam.
- Koledzy pomożecie mi dostać się do szpitala. Zwracam się do chłopaków.
Przy okazji - Will zamkniesz mieszkanie i oddasz mi potem klucze?
Do policjantów - Na szafce powinien leżeć rewolwer, z którego oberwałem oraz z którego również oberwał ten pojeb.
- Pozdrawiam Panowie i do zobaczenia przy szpitalnym łóżku.
Staram się uciąć całą rozmowę i wydostać na zewnątrz, żeby poczekać na karetkę.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Deliadzie, proponując zakład miałeś na myśli dziennikarza Gillinghama czy detektywa Jacksona? Bo z kontekstu mi wynika, że chodzi o policjanta, ale wolę się upewnić.
Hazard jest legalny, tak więc nie ma problemu.
Deliadzie, proponując zakład miałeś na myśli dziennikarza Gillinghama czy detektywa Jacksona? Bo z kontekstu mi wynika, że chodzi o policjanta, ale wolę się upewnić.
Hazard jest legalny, tak więc nie ma problemu.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2012, 20:29 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Alexa Brendi; Arkham 02:45 nad ranem 25 listopada 1920;
Detektyw spojrzał na Hutchinsona, przetrawiając zakład jaki mu proponowano. Odpowiedział kąśliwie:
- Jesteś zbyt pewny siebie młodzieńcze. A może znasz już tego typka i nie wyjawiając źródeł chronisz przestępce? Chyba powinienem profilaktycznie zastosować czterdziestoośmio godzinny areszt. Nie?
- To byłoby zdecydowane nadużycie kompetencji. Opiszę to w artykule. - wtrącił Paul, który już wcześniej wiercił się niecierpliwie, czekając na możliwość dopieczenia Jacksonowi. Policjant zmienił nagle temat i skupił się na rannym bibliotekarzu:
- Karetka jest w drodze Panie Brendi. Chciałem Panu zaoszczędzić fatygowania sie na komendę celem złożenia zeznań. Ale rozumiem, nie czuje się pan najlepiej. W takim razie zapraszam Pana i pańskich przyjaciół do mnie do biura, jutro po lunchu. Oto moja wizytówka.
Jackson podał bibliotekarzowi oficjalną, policyjną wizytówkę, którą wyciągnął z ozdobnego srebrnego pudełka. Rzucił do towarzyszących mu policjantów:
- Dobra chłopaki. Zabezpieczcie broń i materiał dowodowy. Nic tu już po mnie. Za dużo pismaków gotowych szkalować dobrych policjantów.
Detektyw uchylił kapelusza i wyszedł z domu. Chwilę później na ulicy stanął ambulans.
Wątek techniczny
Karetka zabiera Alexa do szpitala. Co robicie z księgą w aktówce? Zostaje na biurku w domu czy ktoś ją zabiera? Rozumiem, że chłopaki dołączą do Alexa jak tylko policja zabezpieczy ślady. Zresztą ktoś
musi oddać klucze rannemu, bo przyjdzie mu spać na wycieraczce listopadową porą. Niezbyt przyjemne;)
Chciałem przypomnieć, że pastor oczekuje was o ósmej rano w swym kościele. Po mszy i spowiedzi macie się udać wraz z egzorcystą do domu Westona.
Detektyw spojrzał na Hutchinsona, przetrawiając zakład jaki mu proponowano. Odpowiedział kąśliwie:
- Jesteś zbyt pewny siebie młodzieńcze. A może znasz już tego typka i nie wyjawiając źródeł chronisz przestępce? Chyba powinienem profilaktycznie zastosować czterdziestoośmio godzinny areszt. Nie?
- To byłoby zdecydowane nadużycie kompetencji. Opiszę to w artykule. - wtrącił Paul, który już wcześniej wiercił się niecierpliwie, czekając na możliwość dopieczenia Jacksonowi. Policjant zmienił nagle temat i skupił się na rannym bibliotekarzu:
- Karetka jest w drodze Panie Brendi. Chciałem Panu zaoszczędzić fatygowania sie na komendę celem złożenia zeznań. Ale rozumiem, nie czuje się pan najlepiej. W takim razie zapraszam Pana i pańskich przyjaciół do mnie do biura, jutro po lunchu. Oto moja wizytówka.
Jackson podał bibliotekarzowi oficjalną, policyjną wizytówkę, którą wyciągnął z ozdobnego srebrnego pudełka. Rzucił do towarzyszących mu policjantów:
- Dobra chłopaki. Zabezpieczcie broń i materiał dowodowy. Nic tu już po mnie. Za dużo pismaków gotowych szkalować dobrych policjantów.
Detektyw uchylił kapelusza i wyszedł z domu. Chwilę później na ulicy stanął ambulans.
Wątek techniczny
Karetka zabiera Alexa do szpitala. Co robicie z księgą w aktówce? Zostaje na biurku w domu czy ktoś ją zabiera? Rozumiem, że chłopaki dołączą do Alexa jak tylko policja zabezpieczy ślady. Zresztą ktoś
musi oddać klucze rannemu, bo przyjdzie mu spać na wycieraczce listopadową porą. Niezbyt przyjemne;)
Chciałem przypomnieć, że pastor oczekuje was o ósmej rano w swym kościele. Po mszy i spowiedzi macie się udać wraz z egzorcystą do domu Westona.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2012, 20:29 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny:
William zostanie do czasu, aż policja załatwi swoje sprawy. Paul niech jedzie z Alexem. Zabieram aktówkę, zamykam dom i jadę po Alexa i Paula. Proponuję chłopakom, aby spali wszyscy u mnie.
Zachowuje wszelki środki ostrożności, ten staruch może się tu kręcić. Co prawda nie ma broni, ale nadal jest zdesperowany i niebezpieczny. Bacznie się rozglądam, broń mam przy sobie. Sprawdzam czy przypadkiem nie ukrył mi się w samochodzie.
William zostanie do czasu, aż policja załatwi swoje sprawy. Paul niech jedzie z Alexem. Zabieram aktówkę, zamykam dom i jadę po Alexa i Paula. Proponuję chłopakom, aby spali wszyscy u mnie.
Zachowuje wszelki środki ostrożności, ten staruch może się tu kręcić. Co prawda nie ma broni, ale nadal jest zdesperowany i niebezpieczny. Bacznie się rozglądam, broń mam przy sobie. Sprawdzam czy przypadkiem nie ukrył mi się w samochodzie.
Paul przystaje na propozycję trzymania się razem, cała ta przygoda robi się coraz bardziej niebezpieczna. Księga może być w centrum pożądania bardziej niebezpiecznych elementów niż opętany staruch.
Przy okazji skoro Paul już nie śpi to zapewne zechce sprawdzić jakich stron brakuje, w sumie z czystej ciekawości chętnie popatrzy co tam jest nabazgrane...
Przy okazji skoro Paul już nie śpi to zapewne zechce sprawdzić jakich stron brakuje, w sumie z czystej ciekawości chętnie popatrzy co tam jest nabazgrane...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Saint Ann's Hospital; Arkham 03:00 nad ranem 25 listopada 1920;
Lekarz z zadowoleniem przyglądał się szwom na udzie rannego:
- No Alex. Do Bożego Narodzenia będziesz skakał i zaliczał bazy w baseballa jak Babe Ruth! Nawet śladu nie będzie.
- Nawet mi nie wspominaj o Ruth'ie, bo czuje jak mi się rana otwiera. Jest dla mnie nikim, odkąd odszedł z Bostonu do Yankesów w zeszłym roku. - odejscie Babe'a z Red Sox do znienawidzonych Yankesów kompletnie zmieniło obraz do niedawna ubóstwianego w Arkham i Bostonie baseballisty. Miejscowi jako zagorzali fani Boston Red Sox nie mogli przetrawić zdrady swego pupila.
Watek techniczny
Taka scenka rodzajowa w szpitalu.
Lekarz dyżurny okazał się także wykładowcą uniwersyteckim. Był na Wielkiej Wojnie i ma spore doświadczenie w ranach postrzałowych. Obyło się na szczęście bez ulubionego zabiegu wojskowego lekarza - amputacji;) Udany test medycyny i stan zdrowia Alexa wraca do punktu wyjściowego. Bibliotekarz znów dysponuje pełną pulą punktów wytrzymałości. Nie oznacza to jednak, że cudownie ozdrowiał. Przez najbliższe kilka dni będzie mocno kulał (trzeba jak staruszek o lasce chodzić) a szwy mogą mocno dopiekać. Lekarz przepisał trochę środków przeciwbólowych i zaproponował po znajomości zastrzyk z morfiny.
Oczywiście pozostanie w szpitalu (także dla Willa i Paula) nie stanowi najmniejszego problemu. Śniadanie będzie podane o 0700 rano.
Lekarz z zadowoleniem przyglądał się szwom na udzie rannego:
- No Alex. Do Bożego Narodzenia będziesz skakał i zaliczał bazy w baseballa jak Babe Ruth! Nawet śladu nie będzie.
- Nawet mi nie wspominaj o Ruth'ie, bo czuje jak mi się rana otwiera. Jest dla mnie nikim, odkąd odszedł z Bostonu do Yankesów w zeszłym roku. - odejscie Babe'a z Red Sox do znienawidzonych Yankesów kompletnie zmieniło obraz do niedawna ubóstwianego w Arkham i Bostonie baseballisty. Miejscowi jako zagorzali fani Boston Red Sox nie mogli przetrawić zdrady swego pupila.
Watek techniczny
Taka scenka rodzajowa w szpitalu.
Lekarz dyżurny okazał się także wykładowcą uniwersyteckim. Był na Wielkiej Wojnie i ma spore doświadczenie w ranach postrzałowych. Obyło się na szczęście bez ulubionego zabiegu wojskowego lekarza - amputacji;) Udany test medycyny i stan zdrowia Alexa wraca do punktu wyjściowego. Bibliotekarz znów dysponuje pełną pulą punktów wytrzymałości. Nie oznacza to jednak, że cudownie ozdrowiał. Przez najbliższe kilka dni będzie mocno kulał (trzeba jak staruszek o lasce chodzić) a szwy mogą mocno dopiekać. Lekarz przepisał trochę środków przeciwbólowych i zaproponował po znajomości zastrzyk z morfiny.
Oczywiście pozostanie w szpitalu (także dla Willa i Paula) nie stanowi najmniejszego problemu. Śniadanie będzie podane o 0700 rano.