Strona 12 z 170
: 08 kwietnia 2013, 09:00
autor: 8art
- Cały? - z glupa wyharczal Barthur: - No caly! Takiego goblina jak ja nie tak latwo udusic! Kurwisyn w rzyc chedozony...
Polobrzym podniosl sie z kleczek i jeszcze kopnal pare razy lezace w trawie zwloki, ktore jeszcze kilkanascie sekund temu napedzily wszystkim tye strachu.
Krecilo mu sie lekko w glowie, ale przemilczal to przed goblinami, zwalajac to na karb duszenia. Wiedzial jednak ze martwiak cos uczynil, jakby wyssal czesc duszy. Mial jednak inne, wieksze zmartwienia. Nie chcial przed czlonkami plemienia wyjsc na goblina, ktorego pokonalo zombie. O swoja reputacje trzeba bylo dbac. Wyprostowal sie dumnie i spytal krotko:
- I co tera?
: 08 kwietnia 2013, 11:26
autor: maciej
-Co to,do cholery,jest złoty goblin?-burczał pod nosem krasnolud.
-Sądząc po tym zadupiu wziąłbym to za ichniejszą walutę,ale skoro chcą uszy...diabli wiedzą...albo goblin ze złota albo pomalowana na żółto łachudra.Tak czy tak lepsze to niż złoty członek-sarkał Bazookh
: 08 kwietnia 2013, 13:21
autor: deliad
Mokradła, późne popołudnie
Emocje powoli opuszczały walczących. W ogólnym rozrachunku szybkie i zajadłe gobliny zniszczyły połowę grupy nieumarłych, pozostała ich część dostała się pod władzę szamana. W wyniku walki zginęło dwóch weteranów wielu wypadów rabunkowych, a około dwudziestu oraz gnom pierzchnęli w panicznym strachu. Kilku już wracało jednak nie było widać wśród nich kochanka Grubelli.
Borgul długo nie rozpaczał nad stratą ludzi, być może nawet ciesząc się, że w skład jego komanda weszła grupa nieumarłych.
Pomniejszonej grupie zwiadowców kazał czym prędzej ruszać na przepatrywanie rzeki, w celu ustalenia jak daleko jest barka, zorientowania się w liczebności załogi i ruchu na trakcie.
: 08 kwietnia 2013, 13:50
autor: 8art
Olbrzyma swedzialy lapska zeby lupnac pala ktoremus z ozywiencow, teraz kontrolowanych przez wielkiego wodza. Wiedzial jednak, ze tak akt samowoli w dodatku skierowany przeciwko nowym pupilom bossa moze zostac odebrany jako jawny akt zdrady. Ograniczal sie wiec tylko do ostentacyjnego klepania dragiem o wnetrze dloni i wzmozonej obserwacji zombie, ktorym jakos nie ufal.
Swoimi wnioskami z obserwacji martwiakow podzielil sie z zaufanym goblinem. Szpetem zwrocil sie do idacego obok Huskuna:
- Te Huskun, ten śmierdlawy na mnie jakoś krzywo łoczy wytrzeszczo. Ani chybi zadusic mnie chce, albo ciebia. Moze mu lutnac coby sie łopamiętał.
: 09 kwietnia 2013, 20:27
autor: deliad
Mokradła, późne popołudnie
Darayaharus gnał przez las, a lęk i przerażenie dławiły mu oddech. Mimo, że jego babka, Argula każdego przesilenia zimowego, opowiadała historie o duchach i żywych trupach, zderzenie z prawdziwym martwiakiem wywarło na nim ogromne wrażenie.
Widok czaszki, która pozbawiona wszelakich sił witalnych i mięśni poruszała się, wprowadzana w stan życia po życiu za pomocą czarnej magii, wstrząsnął nim do głębi. I te puste oczodoły skrywające mrok jak okna do królestwa Seta.
Kolejna gałąź paproci smagnęła go po twarzy. Wybity z złowrogiego rozmyślania, rozejrzał się po okolicy. Był sam pośród morza paproci. Wokół panował cisza przerywana jedyni trelami ptaków.
Całkowicie nieświadomie wyrwał się z goblinie niewoli oraz jarzma ramion i ud Grubelli. Był wolny, jednak nie miał pojęcia gdzie jest i gdzie zmierzać.
Tylko od niego zależało czy wróci pod niepewną protekcję goblinów czy ruszy szukać szczęścia na własną rękę.
: 09 kwietnia 2013, 20:38
autor: deliad
Mokradła, późne popołudnie
Klekotania kości szkieletów pozostały w tyle gdy grupa zwiadowcza wyruszyła na poszukiwania rzeki, traktu i oczywiście barki.
Przedzieranie się przez dość gęsty las nie trwało zbyt długo, bo już po niecałym kwadransie wychodząc z krzaków kwitnącego bzu zwiadowcy wypadli wprost na szeroki na dwa wozy bity trakt.
Wokół panował zmącona jedynie odgłosami przyrody cisza. Nieopodal traktu wiła się szeroka na około dwieście metrów rzeka.
Idąc wraz z jej prądem zwiadowcy pokonali szmat drogi, aż na zachodniej stronie nieba słońce zeszło nad sam horyzont. Właśnie w tym momencie Barthur wraz z kompanami weszli na wysokie wzgórze, z którego widać był wijącą się w licznych meandrach Senil i podążający wzdłuż jej koryta traktu. Barki jednak nie było widać.
: 09 kwietnia 2013, 22:15
autor: 8art
Drapal sie w glowe, nie zdajac sobie sprawy, ze ta czynnosc przydaje mu lekko przyglupawego wygladu. Rozmyslal nad tym po co przebyli taki szmat drogi, jesli barki tu nie bylo. W dodatku ich kompania powiekszyla sie o kilka ciezko smierdzacych zgnilizna chodzacych trupow. Jeden z nich caly czas lypal szklostymi oczyma na Barthura i oblizywal sie oblesnie jakby mial zamiar jakas sodomie czynic, co przyprawialo olbrzyma, a w szczegolnosci jego intymne czesci ciala, o uzasadniona obawe o swe czystosc cielesna.
Gobliny tez rozgladaly sie z franta, retorycznie pytajac oczyma: - Gdzie sa lupy?
Najwyrazniej jednak tha boss tez nie wiedzial co czynic, bo rozgladal sie tak samo jak reszta goblinow.
Jedynie zombie, oczywiscie poza jednym, tym nad wyraz chutliwym, staly spokojnie bezwiednie kolyszac lapami.
Posrod ciszy ozwal sie nagle glos olbrzyma, choc on sam byl pewien, ze to sam Pian przemawial jego ustami:
- Moze zrobie jakis zwiad? Jak kazdy goblin bede dyskretny i niewidoczny dla wrogow.
: 10 kwietnia 2013, 06:20
autor: deliad
Sprostowanie - grupa goblinów wraz z umarlakami pozostały niedaleko miejsca walki szykując jakąś zmyślna pułapkę. Barthur, Gusłek, Mordil i Huskun ruszyli na zwiad, aby ocenić kiedy barka dotrze do miejsca planowanej pułapki.
: 10 kwietnia 2013, 11:14
autor: Araven
Pogrążony w mrocznych rozmyślaniach nad swym losem Balin z kuszą ruszył nieco za Skelą i obok Bazookha na rekonesans w poszukiwaniu goblinów, zwłaszcza tego złotego. Wreszcie mogli rozprostować nogi poza barką, co za ulga pomyślał Balin, nareszcie czuł stały ląd pod nogami. Rozglądam się uważnie po okolicy wypatrując śladów bytności goblinoidów, to przyjaciele zostaliśmy łowcami goblinów.
: 10 kwietnia 2013, 16:45
autor: deliad
Pastwisko koło zajazdu Dwie Rzeki
Balin nie marnując czasu wszedł na zroszone poranną rosą pastwisko. Mimo, że słońce wisiało nisko na nieboskłonie to już było gorąco. Zapowiadał się kolejny skwarny dzień.
Widząc obcych poranione krowy zaryczały i uciekły pod płot, gdzie stał prawdopodobnie ich pastuch.
Balin jednak nie przejął się ani zwierzętami, ani ludźmi, szedł z nisko pochyloną głową szukając jakichkolwiek śladów pozostawionych przez goblinoidy.
W plackowatych odchodach przeżuwaczy odnalazł odcisk bosej stopy, przymierzył własną i ocenił, że jest podobnej wielkości.
W tym czasie do krasnoluda podszedł zainteresowany obcymi młody mężczyzna . Człowiek ten posiadał zwichrowaną czuprynę w kolorze lnu i zwyczajne chłopskie ubranie składające się z sięgających do łydki spodni i luźnej koszuli.
Osobnik ten z tępawym wyrazem twarzy przyglądał się poczynaniom Balina. Widząc zainteresowanie odciskiem stopy powiedział we wspólnej mowie.
- Dyć łona moja jezd - aby to udowodnić włoży nogę w przyciągający muchy placek odchodów.
- Wy szukacie goblinów,ta? Bo ich ślady tam są - pastuch wskazał ręką w stronę płotu - wczoraj deszcz padał i kałużów narobił. Zieloni łazili po błocku i ślady widać. I tego ich stwora! Tam, tam. Ja pokaże.
Pastuch z euforią, pobiegł pod płot gdzie w błocie widać w wyschniętym dnie kałuż odciski licznych niewielkich stóp o pięciu palcach oraz dużo większe o bliżej niezidentyfikowanym pochodzeniu.
: 10 kwietnia 2013, 17:09
autor: Araven
A dużo było tych goblinów i jakiego stwora mieli? Gadaj zaraz, bo widzę, żeś rozumny i bystry.
: 10 kwietnia 2013, 17:40
autor: deliad
Pastwisko koło zajazdu Dwie Rzeki
Usłyszana od krasnoluda pochwała spowodowała, że pastuch pokraśniał cały i zaśmiał się w sposób nieco przeczący inteligencji.
Wszelako gdy przestał się śmiać powiedział.
- Ale gdzież tam, łoczy mam to widzę. Jak te gobliny na woły napadły siedziałem w tamtym to stogu. Raniutko to było, że ledwo słońce wstało. Wygrzebałem się ze siana i patrze, a tam wataha goblinów. Siedzą na płocie i z łuków szyjo. Trach trach, trach. I tak cały czas. Aż bydlątko zdechło. Było ich z dwie setki - jasnowłosy wyciągnął przed siebie dwie dłonie z wyprostowanymi palcami - i ten żółty, z taką strasznistą bestyją. Musi być, że to był smok. Wielki jak krowa i z ogromną paszczą. Ten żółty na nim jechał. Tu ło som jego ślady - młody wskazał na czteropalczastą stopę odbitą w wyschniętym błocie.
Odcisk ten nie był wiele większy cztery kopyta.
: 10 kwietnia 2013, 17:46
autor: Araven
Czyli jeden goblin jechał na jakimś zwierzu, zabili wam woła, zabrali go i odjechali?, to pójdziemy ich tropem. Dzięki ci, uważaj na siebie.
: 10 kwietnia 2013, 21:37
autor: Keth
Po pierwsze pytanko do MG - myśmy na pewno zjedli te woły? Czy może Mordil je pożarł łapczywie gdzieś na boku, a my za to bekniemy? Po drugie, ile nieumarłych doszło nam do towarzystwa? (szkieletów/zombie). Po trzecie, nie dostaniemy ujemnych PD jak zabijemy Aravena i Macieja78? (czyt. ich postacie)

: 11 kwietnia 2013, 06:04
autor: deliad
Tak, owszem jedliście woła podczas nocnej biesiady przed wyruszeniem na rabunek. Szaman przejął dwa zombie i cztery szkielety. Co do PD za krasnoludy to nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu.