: 03 sierpnia 2013, 22:42
Właz do Nadświata, poziom -1
Zadzior spojrzał w pełen dziwnych odgłosów i zapachów mrok czyhający za progiem wejścia, wciągnął w nozdrza głęboki oddech próbując zapanować nad mimowolnym drżeniem dłoni. Zaledwie kilka kroków dzieliło go od zupełnie nowego świata, pełnego dziwów wszelakiego rodzaju.
- Zakładajcie te baniaki - powiedział Cichy sprawdzając, czy otrzymany od Rzemienia rewolwer pewnie tkwi w olstrze przy pasie - Te przy progu.
Nie rozumiejąc co prawda polecenia, ale nie chcąc ryzykować odmowy, uczestnicy wyprawy sięgnęli po zaopatrzone w paski dziesięciolitrowe pojemniki z plastiku, założyli je z pomocą kilku bardziej uczynnych łowców na plecy. W baniakach chlupotała woda.
- Po co nam to? - zdziwiła się Blizna - Przecież nawet Pała i Trzyłapka tyle nie piją.
- To nie dla was - odpowiedział niepokojąco wymijającym tonem Ostry i chociaż te słowa również niczego śmiałkom nie mówiły, ich echo zapadło Zadziorowi głęboko w pamięć.
Rzemień przysunął się do szerokiej szczeliny między skalną ścianą i krawędzią włazu, uniósł nieco wyżej lufę trzymanego w rękach karabinu.
- Nie możemy tracić czasu - rzucił ponaglającym tonem - Ruszajcie, szybciej!
Zadzior spojrzał w pełen dziwnych odgłosów i zapachów mrok czyhający za progiem wejścia, wciągnął w nozdrza głęboki oddech próbując zapanować nad mimowolnym drżeniem dłoni. Zaledwie kilka kroków dzieliło go od zupełnie nowego świata, pełnego dziwów wszelakiego rodzaju.
- Zakładajcie te baniaki - powiedział Cichy sprawdzając, czy otrzymany od Rzemienia rewolwer pewnie tkwi w olstrze przy pasie - Te przy progu.
Nie rozumiejąc co prawda polecenia, ale nie chcąc ryzykować odmowy, uczestnicy wyprawy sięgnęli po zaopatrzone w paski dziesięciolitrowe pojemniki z plastiku, założyli je z pomocą kilku bardziej uczynnych łowców na plecy. W baniakach chlupotała woda.
- Po co nam to? - zdziwiła się Blizna - Przecież nawet Pała i Trzyłapka tyle nie piją.
- To nie dla was - odpowiedział niepokojąco wymijającym tonem Ostry i chociaż te słowa również niczego śmiałkom nie mówiły, ich echo zapadło Zadziorowi głęboko w pamięć.
Rzemień przysunął się do szerokiej szczeliny między skalną ścianą i krawędzią włazu, uniósł nieco wyżej lufę trzymanego w rękach karabinu.
- Nie możemy tracić czasu - rzucił ponaglającym tonem - Ruszajcie, szybciej!
Wychodzić, wychodzić! Żwawo w tę tajemniczą noc 