PBF - Łącznik z południa
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
małe sprostowane. Chyba nie wyraziełem się zbyt jasno słowami Cordillo.macie przygotować dwa plany ujmujące wszystkich członków grupy. Gdy przyjdzie czas zastosujecie JEDEN z nich, ten który będzie miał większe szanse powodzenia, np. Jeśli dane wywiadowcze potwierdzą, że Olgar ma zejść na brzeg nie w porcie tylko 10 mil od miasta, wtedy wykorzystacie plan z kanonierką, bo zasadzka w porcie nie może się udać.
Także uwzględnienie Lewisa (i reszty drugiego zespołu) w planie jest jak najbardziej na miejscu.
Także uwzględnienie Lewisa (i reszty drugiego zespołu) w planie jest jak najbardziej na miejscu.
Mój plan jest taki. Ivan jako łowca nagród i Drake jako zabójca są nieżli w przygotowaniu zasadzek,też na terenach miejskich.Dennison jako rozbójnik w zasadzie też. do nas należeć bedzie przechwycenie celu w porcie lub w drodze do kryjówki.Botmistrz przejmuje bota i robi rozwałkę. Jeszcze nie wiemjak wykorzystać magianika. Miałbym zadanie dla alchemika jesli go choróbsko nie rozłoży.Mogłby przygotować odwrot za pomocą bomb dymnych.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
Jak najbardziej oba plany. Z tym że i tak podstawą jest dobre zorientowanie się w terenie. Dopiero jak uzyskamy info co i jak to możemy przystąpić do dalszych działań.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kilka kwestii ogólnych na teraz. Nie łaźmy do rezydenta CSR całą grupą i nie wracajmy ciągle jedną paczką do domu, to może zwrócić na nas niepotrzebną uwagę. Każdy wędruje za dnia inną trasą i pojawia się w kryjówce o nieco innej porze.
Falko mieszka od dawna w Merywynie, więc do portu wybierze się sam albo w towarzystwie Ivana. Botmistrza trzymałbym na razie z dala od parobotów, bo wg fluffu te machiny wyczuwają obecność techmanty i tym samym mogą zdemaskować naszego asa w rękawie. Chcę wiedzieć, gdzie cumują kanonierki, jak liczne mają załogi, jakie uzbrojenie, etc. Na obserwację portu poświęcę dwa dni, aczkolwiek nie całe, żeby zbyt długą obecnością kogoś nie zaniepokoić.
Falko mieszka od dawna w Merywynie, więc do portu wybierze się sam albo w towarzystwie Ivana. Botmistrza trzymałbym na razie z dala od parobotów, bo wg fluffu te machiny wyczuwają obecność techmanty i tym samym mogą zdemaskować naszego asa w rękawie. Chcę wiedzieć, gdzie cumują kanonierki, jak liczne mają załogi, jakie uzbrojenie, etc. Na obserwację portu poświęcę dwa dni, aczkolwiek nie całe, żeby zbyt długą obecnością kogoś nie zaniepokoić.
- Skoro taka jest pańska wola sir to się podzielimy na zespoły - botmistrz postarał się jak najlepiej ukryć swoje zaniepokojenie całym pomysłem piorąc sążnisty łyk herbaty i spróbował jak miał nadzieje ratować co się dało:
- Jednak jak mówiłem wcześniej najważniejsze jest jak najszybsze poznanie informacji o czasie i miejscu przybycia celu, bez tego nic konkretnego co do ataku w mieście nie da się zaplanować, port jest zbyt duży żeby zaplanować konkretną akcje, na przykład próba przejęcia fabota na tą chwilę jest bez sensu bo może się okazać że przejmę maszynę która będzie pracować po drugiej stronie portu niż powinna i cały trud oraz ryzyko pójdzie na marne.
Co do planu na rzece to możemy przyjąć że rozważamy tam wszelkie opcje a nie tylko kanonierkę? Bo choć sam zaproponowałem ten sposób to nie uważam go za idealny.
Sorry że męczę ten temat ale Lewis chciałby się w końcu jednoznacznie dowiedzieć czy mogą zająć się ustalaniem jakim statkiem płynie cel i gdzie zacumuje? To informacje kluczowe dla obydwu zespołów i jak już pisałem sądzę że tym powinniśmy zając się na początek.
A tak w ogóle to nie wiem czy nie przesadziłem trochę z tym pomysłem na użycie bota Mistrzu? Bo szczerze mówiąc do końca nie doczytałem jak wyglądałaby cała procedura przejęcia w mechanice systemu. Wiem że warjacki maja specjalne blokady uniemożliwiające wrogim warcasterą przejecie kontroli. Założyłem że przy jackach cywilnych aż takchi zabezpieczeń nie ma i jeśli uda mi się dostać np. do składu gdzie jack jest zostawiony na noc i przez jakąś godzinę popracować nad nim to udało by mi się uzyskać dostęp do korteksu i nawiązać Więź. Oczywiście sam ten fakt nie uczyni z jacka mojej własnej prywatnej maszyny do zabijania bo cywilne modele nie mają"oprogramowania" bojowego i w walce będą dość niezdarne, o ile w którym momencie po prostu się nie zablokują z powodu niezrozumienia komend itd.
Co do zachowania tajemnicy operacyjnej Keth to dobre uwagi, rzeczywiście lepiej żebym uważał na kontakty z jackami.
- Jednak jak mówiłem wcześniej najważniejsze jest jak najszybsze poznanie informacji o czasie i miejscu przybycia celu, bez tego nic konkretnego co do ataku w mieście nie da się zaplanować, port jest zbyt duży żeby zaplanować konkretną akcje, na przykład próba przejęcia fabota na tą chwilę jest bez sensu bo może się okazać że przejmę maszynę która będzie pracować po drugiej stronie portu niż powinna i cały trud oraz ryzyko pójdzie na marne.
Co do planu na rzece to możemy przyjąć że rozważamy tam wszelkie opcje a nie tylko kanonierkę? Bo choć sam zaproponowałem ten sposób to nie uważam go za idealny.
Sorry że męczę ten temat ale Lewis chciałby się w końcu jednoznacznie dowiedzieć czy mogą zająć się ustalaniem jakim statkiem płynie cel i gdzie zacumuje? To informacje kluczowe dla obydwu zespołów i jak już pisałem sądzę że tym powinniśmy zając się na początek.
A tak w ogóle to nie wiem czy nie przesadziłem trochę z tym pomysłem na użycie bota Mistrzu? Bo szczerze mówiąc do końca nie doczytałem jak wyglądałaby cała procedura przejęcia w mechanice systemu. Wiem że warjacki maja specjalne blokady uniemożliwiające wrogim warcasterą przejecie kontroli. Założyłem że przy jackach cywilnych aż takchi zabezpieczeń nie ma i jeśli uda mi się dostać np. do składu gdzie jack jest zostawiony na noc i przez jakąś godzinę popracować nad nim to udało by mi się uzyskać dostęp do korteksu i nawiązać Więź. Oczywiście sam ten fakt nie uczyni z jacka mojej własnej prywatnej maszyny do zabijania bo cywilne modele nie mają"oprogramowania" bojowego i w walce będą dość niezdarne, o ile w którym momencie po prostu się nie zablokują z powodu niezrozumienia komend itd.
Co do zachowania tajemnicy operacyjnej Keth to dobre uwagi, rzeczywiście lepiej żebym uważał na kontakty z jackami.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Cywilne jacki rzadko zabezpieczone są blokadami, bo też ich korteksy należą do tych mniej "rozumnych". Co więcej, przeważająca ich większość nie pracuje na bazie mentalnej współpracy z botmistrzem, tylko słuchając werbalnych komend wyuczonego lalkarza. Warcasterowi raczej nie przysporzy większego trudu przejęcie w mgnieniu chwili jakiegoś lekkiego Muckera czy Hurly'ego, ale nie wiem, w jaki sposób podchodzą do tego zasady gry.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Cordillo jak sam powiedział sam pozna dopiero dokładne dane, czym, kiedy i gdzie przybędzie do Merywynu Olgar kilkadziesiąt do kilku godzin przed samym faktem i chyba woli mieć w zanadrzu dwa plany, gdyby któryś był niemożliwy do zrealizowania.
Co do przejmowania parobotów cywilnych, botmistrz nie powinien mieć większych problemów. Paroboty takie są niemal zawsze sterowane przez lalkarzy komendami głosowymi, a ich cortexy zabezpieczone werbalną frazą - hasłem aktywującym. Botmistrz może z reguły, obejść takie hasło wysyłając sygnał bezpośrednio do niechronionego specjalnymi botmistrzowymi kluczami cortexu i przejąć kontrolę (Mechanicznie, musi dotykać robota przez rundę i mieć wolny slot w umiejętności Bond - czyli nie być połączony np magianiczną bronią czy zbroją).
Dodatkową ciekawostką jest, że paroboty, które często zmieniają lalkarzy mają hasła z reguły hasło trzymane w niewielkim schowku w obudowie.
Co do przejmowania parobotów cywilnych, botmistrz nie powinien mieć większych problemów. Paroboty takie są niemal zawsze sterowane przez lalkarzy komendami głosowymi, a ich cortexy zabezpieczone werbalną frazą - hasłem aktywującym. Botmistrz może z reguły, obejść takie hasło wysyłając sygnał bezpośrednio do niechronionego specjalnymi botmistrzowymi kluczami cortexu i przejąć kontrolę (Mechanicznie, musi dotykać robota przez rundę i mieć wolny slot w umiejętności Bond - czyli nie być połączony np magianiczną bronią czy zbroją).
Dodatkową ciekawostką jest, że paroboty, które często zmieniają lalkarzy mają hasła z reguły hasło trzymane w niewielkim schowku w obudowie.
To inaczej się go pytając, czy ma dostać informacje o przybyciu celu od kogoś z kim nie ma zupełnie kontaktu itd. czy może ma do tego zadania wyznaczoną inną komórkę agentów działających pod swoimi rozkazami? Jak to drugie to może moglibyśmy się do tej komórki przyłączyć.
Co do samego planowania akcji to najlepiej zacząć od przyjrzenia się mapie rzeki na której poszukuje dogodnych miejsc do ataku(wąskie odcinki, miejsca postoju w celu pobrania węgla w odległości dnia żeglugi w dół rzeki.
Można by się rozejrzeć w porcie za jakimś statkiem do wynajęcia/porwania(nie miałbym nic przeciwko zabraniu na ostatnią przejażdżkę statku jakiegoś tłustego Khadorskiego Kazaya) oczywiście przy tej drugiej opcji trzeba by rozejrzeć się jeszcze za jakimiś wspólnikami.
Co do samych metod ataku to chciałbym się z Magnusem zorientować jak wyglądały by nasze szanse na przygotowanie odpowiedniej ilości gazu usypiającego żeby dorwać statek na rzece...i najlepiej przygotować dwie dawki, bo tak sobie myślę że jak byśmy chcieli kanonierkę zdobyć to gaz usypiający to też najlepsza metoda, skuteczna i powodująca minimalna ilość trupów(ewentualni pechowcy którzy wypadną za burtę po nawdychaniu się).
EDIT: Rozglądam się także z bezpiecznej odległości botom pracującym w porcie. Staram się ocenić które byłyby najprzydatniejsze podczas zamachu(znaczy się najprawdopodobniej będą pracowały blisko najróżniejszych przystani do których może przycumować statek celu). Staram się także zlokalizować miejsca gdzie są odstawiane na czas przerwy w pracy.
Co do samego planowania akcji to najlepiej zacząć od przyjrzenia się mapie rzeki na której poszukuje dogodnych miejsc do ataku(wąskie odcinki, miejsca postoju w celu pobrania węgla w odległości dnia żeglugi w dół rzeki.
Można by się rozejrzeć w porcie za jakimś statkiem do wynajęcia/porwania(nie miałbym nic przeciwko zabraniu na ostatnią przejażdżkę statku jakiegoś tłustego Khadorskiego Kazaya) oczywiście przy tej drugiej opcji trzeba by rozejrzeć się jeszcze za jakimiś wspólnikami.
Co do samych metod ataku to chciałbym się z Magnusem zorientować jak wyglądały by nasze szanse na przygotowanie odpowiedniej ilości gazu usypiającego żeby dorwać statek na rzece...i najlepiej przygotować dwie dawki, bo tak sobie myślę że jak byśmy chcieli kanonierkę zdobyć to gaz usypiający to też najlepsza metoda, skuteczna i powodująca minimalna ilość trupów(ewentualni pechowcy którzy wypadną za burtę po nawdychaniu się).
EDIT: Rozglądam się także z bezpiecznej odległości botom pracującym w porcie. Staram się ocenić które byłyby najprzydatniejsze podczas zamachu(znaczy się najprawdopodobniej będą pracowały blisko najróżniejszych przystani do których może przycumować statek celu). Staram się także zlokalizować miejsca gdzie są odstawiane na czas przerwy w pracy.
Ostatnio zmieniony 03 grudnia 2013, 21:32 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Merywyn; Port; Gorim 23 ketash 606 OR,
Falko szybko doszedł do wniosku, że botmistrz, jesli nie popisywałby się swoimi talentami, to w takiej ciżbie ludzi uszedłby uwadze nawet bacznemu oku ludzi szukających właśnie kogoś takiego. Nabrzeża i ulice przy których stały gęsto powciskane składy i magazyny roiły się setek, jesli nie tysięcy bardziej lub mniej przypadkowych ludzi i parobotów. Ivan też zresztą myślał podobnie i stwierdzili wspólnie, że nie ma co powstrzymywać Lewisa od wyprawy do portu. Dziś rano po burzliwej dyskusji ustalili, że nie mogą ryzykować wykrycia ich asa w rekawie na wykrycie przez parobota, który nagle skieruje nań swą uwagę. Teraz wiedzieli, że to Armstrong nieco lepiej znający się w botowym fachu miał rację. Nawet gdyby wszystkie okoliczne boty zaczęły się gapić swoimi świecącymi wizjerami na botmistrza, to on sam nadal pozostałby anonimowy.
Obaj pokręcili się przez cały ranek po porcie. Głównie przy przystani, która służyła oddziałom straży rzecznej,
Tardiriemu mina rzedła z każdym kwadransem. Wojskowy port był chroniony niczym skarbiec carycy Ayr Vanar. Wejście na jego teren, nawet w gwardyjskich mundurach i prawdziwymi przepustkami byłaby ogromnym ryzykiem. Wszędzie kręciły się khardyjskie straże i Dewastatory. Oficer był jednak pewny, że te widoczne czujki, to tylko tylko skromny ułamek sił jakie stacjonowały na terenie portu. Wiedział, że okolicznych budynkach, otoczonych zasiekami z kolczastego drutu, zkoszarowane było co najmniej kilka setek żołnierzy i maszyn bojowych. Zrezygnowany odszedł dalej, aby nie narażać się na wylegitymowanie przez jakiś czujnych służbistów. Ivan zorientował się, że jeśli to w to miejsce przybiłaby barka Olgara, to szanse na skuteczne przeprowadzenie misji malały do zera. Patrzył jednak na pobliskie budynki, które mogłyby posłużyć za miejsce do oddania czystego strzału z kuszy. W każdym przypadku dystans dzielący strzelaca od celu byłby dość znaczny i likwidacja Olgaru leżałaby bardziej w gestii szczęścia niźli pewnej ręki.
Obaj obeszli przystań wojskową i doszli niemal do konca portu. Niemal na skraju miejskich murów Falko dostrzegł coś. Szturchnął Podolskiego łokciem, choć łowca dobrze wiedział czym tak zaintrygował się magianik. Przy jednym z nabrzeży miejskiej stoczni stała remontowana barka straży rzecznej i wszystko wskazywało na to, że prace konserwacyjne miały się powoli ku końcowi. Choć stateczek pozbawiony był wszelkiego uzbrojenia, to na burcie wymalowane było dumne godło khardzkiego najeźdźcy, a wokół nie kręcili się wścibscy strażnicy.
Oboje wrócili z powrotem do głównej części portu klucząc pośród nabrzeży towarowych i pasażerskich. Jeśli Olgar miał przybyć za dnia, to akcja musiała być przeprowadzona z najbliższej odległości. Strzał z większej odległości był bardzo ryzykowny. Wszędzię kręciło się zbyt wiele postronnych osób, które mogły przypadkowo przyjąć bełt przeznaczony dla Olgara. Niemniej wieczorną porą lub nocą, okolice te były duzo spokojniejsze, nie tyle pod względem bezpieczeństwa, co tłumu ludzi, który po zmroku przesiadywał w wyszynkach i tawernach, a port wypełniał się śpiewami pijanych "rzecznych" i odgłosami częstych w tej okolicy rozrób Pozostawała tylko kwestia oddania celnego strzału w nocnym zmroku...
Tardiri i Podolski wrócili do kantorka alchemika. W środku czekali niecierpliwie Dennison, Lewis i Drake. Brakowało tylko Mime'a, którego stan gwałtownie się pogorszył nocą i biedak leżał w łożu gorączkując i męcząc się częstymi atakami kaszlu. Wezwany medyk obiecał zrobić stosowną miksturę, ale tylko bezradnie wzruszał rękoma zapytany, co też dolega choremu. nikomu nie była w smak nagła przypadłość Jaquesa, ale na dzień dzisiejszy wyglądało, że alchemik nie przyda się do niczego w najbliższych dniach.
- I coście zooczyli? - zapytał Kendrik, nie mogąc doczekać się wieści.
- No będzie trudno strzelać. - skrzywił się Ivan: - Za dnia ludzi jak w mrowisku, a nocą w ćmicy trafić nie łatwiej. A jeszcze nawet nie wiemy do końca, co ów Olgar naprawdę uczyni.
Ostatnie słowa bardzo utrudniały planowanie czegokolwiek. Cordillo wytłumaczył wczoraj, zapytany przez Lewisa, że wydaje mu się, że obserwacją Olgara, musi zajmować się wyselekcjonowany, niezależny zespół agentów. On sam nie miał nigdy z nimi kontaktu, a informację ma otrzymać od anonimowego kuriera. Niestety nie istniał nawet cień szansy na jakiekolwiek przeciek wcześniej.
- Skoro za dnia taki tłum, to przynajmniej łatwiej będzie podejść drania niezauważonym. A nocą... nocą się obaczy. - Drake skonkludował wszystko wzruszeniem ramion.
- Mus nam też iść i wszystko obaczyć - Lewis aż rwał się do wyprawy do portu.
- Idźcie, tam taka ciżba, że ciężko kogoś podejrzanego zooczyć. - Oświadczył Falko, niechętnie przyznając się, że Lewis miał rację, dodając jeszcze: - Ale uważajcie na siebie.
Falko szybko doszedł do wniosku, że botmistrz, jesli nie popisywałby się swoimi talentami, to w takiej ciżbie ludzi uszedłby uwadze nawet bacznemu oku ludzi szukających właśnie kogoś takiego. Nabrzeża i ulice przy których stały gęsto powciskane składy i magazyny roiły się setek, jesli nie tysięcy bardziej lub mniej przypadkowych ludzi i parobotów. Ivan też zresztą myślał podobnie i stwierdzili wspólnie, że nie ma co powstrzymywać Lewisa od wyprawy do portu. Dziś rano po burzliwej dyskusji ustalili, że nie mogą ryzykować wykrycia ich asa w rekawie na wykrycie przez parobota, który nagle skieruje nań swą uwagę. Teraz wiedzieli, że to Armstrong nieco lepiej znający się w botowym fachu miał rację. Nawet gdyby wszystkie okoliczne boty zaczęły się gapić swoimi świecącymi wizjerami na botmistrza, to on sam nadal pozostałby anonimowy.
Obaj pokręcili się przez cały ranek po porcie. Głównie przy przystani, która służyła oddziałom straży rzecznej,
Tardiriemu mina rzedła z każdym kwadransem. Wojskowy port był chroniony niczym skarbiec carycy Ayr Vanar. Wejście na jego teren, nawet w gwardyjskich mundurach i prawdziwymi przepustkami byłaby ogromnym ryzykiem. Wszędzie kręciły się khardyjskie straże i Dewastatory. Oficer był jednak pewny, że te widoczne czujki, to tylko tylko skromny ułamek sił jakie stacjonowały na terenie portu. Wiedział, że okolicznych budynkach, otoczonych zasiekami z kolczastego drutu, zkoszarowane było co najmniej kilka setek żołnierzy i maszyn bojowych. Zrezygnowany odszedł dalej, aby nie narażać się na wylegitymowanie przez jakiś czujnych służbistów. Ivan zorientował się, że jeśli to w to miejsce przybiłaby barka Olgara, to szanse na skuteczne przeprowadzenie misji malały do zera. Patrzył jednak na pobliskie budynki, które mogłyby posłużyć za miejsce do oddania czystego strzału z kuszy. W każdym przypadku dystans dzielący strzelaca od celu byłby dość znaczny i likwidacja Olgaru leżałaby bardziej w gestii szczęścia niźli pewnej ręki.
Obaj obeszli przystań wojskową i doszli niemal do konca portu. Niemal na skraju miejskich murów Falko dostrzegł coś. Szturchnął Podolskiego łokciem, choć łowca dobrze wiedział czym tak zaintrygował się magianik. Przy jednym z nabrzeży miejskiej stoczni stała remontowana barka straży rzecznej i wszystko wskazywało na to, że prace konserwacyjne miały się powoli ku końcowi. Choć stateczek pozbawiony był wszelkiego uzbrojenia, to na burcie wymalowane było dumne godło khardzkiego najeźdźcy, a wokół nie kręcili się wścibscy strażnicy.
Oboje wrócili z powrotem do głównej części portu klucząc pośród nabrzeży towarowych i pasażerskich. Jeśli Olgar miał przybyć za dnia, to akcja musiała być przeprowadzona z najbliższej odległości. Strzał z większej odległości był bardzo ryzykowny. Wszędzię kręciło się zbyt wiele postronnych osób, które mogły przypadkowo przyjąć bełt przeznaczony dla Olgara. Niemniej wieczorną porą lub nocą, okolice te były duzo spokojniejsze, nie tyle pod względem bezpieczeństwa, co tłumu ludzi, który po zmroku przesiadywał w wyszynkach i tawernach, a port wypełniał się śpiewami pijanych "rzecznych" i odgłosami częstych w tej okolicy rozrób Pozostawała tylko kwestia oddania celnego strzału w nocnym zmroku...
Tardiri i Podolski wrócili do kantorka alchemika. W środku czekali niecierpliwie Dennison, Lewis i Drake. Brakowało tylko Mime'a, którego stan gwałtownie się pogorszył nocą i biedak leżał w łożu gorączkując i męcząc się częstymi atakami kaszlu. Wezwany medyk obiecał zrobić stosowną miksturę, ale tylko bezradnie wzruszał rękoma zapytany, co też dolega choremu. nikomu nie była w smak nagła przypadłość Jaquesa, ale na dzień dzisiejszy wyglądało, że alchemik nie przyda się do niczego w najbliższych dniach.
- I coście zooczyli? - zapytał Kendrik, nie mogąc doczekać się wieści.
- No będzie trudno strzelać. - skrzywił się Ivan: - Za dnia ludzi jak w mrowisku, a nocą w ćmicy trafić nie łatwiej. A jeszcze nawet nie wiemy do końca, co ów Olgar naprawdę uczyni.
Ostatnie słowa bardzo utrudniały planowanie czegokolwiek. Cordillo wytłumaczył wczoraj, zapytany przez Lewisa, że wydaje mu się, że obserwacją Olgara, musi zajmować się wyselekcjonowany, niezależny zespół agentów. On sam nie miał nigdy z nimi kontaktu, a informację ma otrzymać od anonimowego kuriera. Niestety nie istniał nawet cień szansy na jakiekolwiek przeciek wcześniej.
- Skoro za dnia taki tłum, to przynajmniej łatwiej będzie podejść drania niezauważonym. A nocą... nocą się obaczy. - Drake skonkludował wszystko wzruszeniem ramion.
- Mus nam też iść i wszystko obaczyć - Lewis aż rwał się do wyprawy do portu.
- Idźcie, tam taka ciżba, że ciężko kogoś podejrzanego zooczyć. - Oświadczył Falko, niechętnie przyznając się, że Lewis miał rację, dodając jeszcze: - Ale uważajcie na siebie.
Opis wyprawy reszty chłopaków już wkrótce. Macie jakieś szczegółowe pytania?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Merywyn, kryjówka sekcji; Gorim 23 ketash 606 OR
Tadiri potarł w zamyśleniu skronie, próbując zebrać do kupy kłębiące się w głowie myśli. Koncepcja zamachu w porcie budziła w nim głęboki niepokój, bo niosła ze sobą wiele potencjalnych konsekwencji. Duża koncentracja sił okupantów groziła błyskawiczną kontrą, a uwięzieni w zablokowanym zewsząd porcie zamachowcy nie mieliby szans na przebicie się przez szczelny kordon. Jeśli już spiskowcy mieliby porwać się na Olgara na nabrzeżu, Falko wolałby się posłużyć wówczas ładunkiem wybuchowym, ale to z kolei groziło stratami wśród ludności cywilnej.
Wiele komórek llaelijskiego ruchu oporu walczyło z Khadorianami na wszelkie sposoby, nie cofając się przed zamachami samobójczymi oraz akcjami wystawiającymi na wielkie niebezpieczeństwo przypadkowych świadków, ale porucznik królewskiej armii nie akceptował takich rozwiązań. Myśli magianika ustawicznie powracały ku zauważonej na obrzeżach portu starej kanonierce, byłej jednostce rzecznej marynarki Llaelu przejętej przez okupantów i pośpiesznie modernizowanej w ramach projektu wzmacniania wojskowej floty Khadoru na Czarnej Rzece.
Falko domyślał się jak wielkie znaczenie dla działań wojennych miała Czarna Rzeka i jak ważną rolę pełniła w planach wojujących mocarstw rzeczna flota. Modernizowane i przezbrajane kanonierki miały wzmocnić nie tylko eskadry najeźdźców operujące na wysokości Północnej Twierdzy, ale i wspomóc działania wymierzone w prowadzony na szeroką skalę rzeczny przemyt.
Bez względu na różne koncepcje spiskowców najważniejszym elementem planu pozostawała informacja o środku transportu wykorzystanym przez Olgara oraz miejscu, w którym podwójny szpieg zamierzał w Merywynie wysiąść.
Tadiri potarł w zamyśleniu skronie, próbując zebrać do kupy kłębiące się w głowie myśli. Koncepcja zamachu w porcie budziła w nim głęboki niepokój, bo niosła ze sobą wiele potencjalnych konsekwencji. Duża koncentracja sił okupantów groziła błyskawiczną kontrą, a uwięzieni w zablokowanym zewsząd porcie zamachowcy nie mieliby szans na przebicie się przez szczelny kordon. Jeśli już spiskowcy mieliby porwać się na Olgara na nabrzeżu, Falko wolałby się posłużyć wówczas ładunkiem wybuchowym, ale to z kolei groziło stratami wśród ludności cywilnej.
Wiele komórek llaelijskiego ruchu oporu walczyło z Khadorianami na wszelkie sposoby, nie cofając się przed zamachami samobójczymi oraz akcjami wystawiającymi na wielkie niebezpieczeństwo przypadkowych świadków, ale porucznik królewskiej armii nie akceptował takich rozwiązań. Myśli magianika ustawicznie powracały ku zauważonej na obrzeżach portu starej kanonierce, byłej jednostce rzecznej marynarki Llaelu przejętej przez okupantów i pośpiesznie modernizowanej w ramach projektu wzmacniania wojskowej floty Khadoru na Czarnej Rzece.
Falko domyślał się jak wielkie znaczenie dla działań wojennych miała Czarna Rzeka i jak ważną rolę pełniła w planach wojujących mocarstw rzeczna flota. Modernizowane i przezbrajane kanonierki miały wzmocnić nie tylko eskadry najeźdźców operujące na wysokości Północnej Twierdzy, ale i wspomóc działania wymierzone w prowadzony na szeroką skalę rzeczny przemyt.
Bez względu na różne koncepcje spiskowców najważniejszym elementem planu pozostawała informacja o środku transportu wykorzystanym przez Olgara oraz miejscu, w którym podwójny szpieg zamierzał w Merywynie wysiąść.
Czekam na szczegóły inspekcji w porcie...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ivan rzekł.
Po tym co widziałem, wbrew temu co mi się wcześniej zdawało, zamach w porcie wcale łatwy nie będzie, nie wiem czy nie wrócić do opcji z porwaniem jakiejś łajby i atakiem nim wpłyną do portu.
Albo jednak zaryzykować kontakt z partyzantami.
Po tym co widziałem, wbrew temu co mi się wcześniej zdawało, zamach w porcie wcale łatwy nie będzie, nie wiem czy nie wrócić do opcji z porwaniem jakiejś łajby i atakiem nim wpłyną do portu.
Albo jednak zaryzykować kontakt z partyzantami.
Ostatnio zmieniony 05 grudnia 2013, 13:10 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Merywyn; Port; Gorim 23 ketash 606 OR,
Lewis ciekawie rozglądał się po dziesiątkach parobotów przemierzających w oparach dymu i skrzypieniu metalowych stawów. Tak jak przewidywał, maszyny nie specjalnie zwracały uwagę na jego osobę. Nawet jeśli któryś z parobotów zatrzymywał się, ciekawie wpatrując mechanicznym wzrokiem Armstrongowi, wciąż wyglądało to naturalnie dla postronnych i łatwo było to zrzucić na karb panującego tłoku. Cygnarczyk wciąż czuł się całkowicie anonimowy. Wiedział jednak, że gdyby nieopatrznie zdradził się ze swymi zdolnościami, to sytuacja mogłaby się nieco zmienić, choć pewno na niewiele gorszą. Nie należał do doświadczonych botmistrzów, na przykład takich, jacy prowadzili zajęcia na Akademii. Ci potrafili kontrolować na raz całe oddziały botów, a same maszyny, szczególnie te, których cortexy, ze względu na doświadczenie bojowe nie były od dawna resetowane potrafiły zachowywać się naprawdę specyficznie. Te zachowania cygnarscy botmistrzowie nazywali quirk'ami , a llaelczycy fanaberiami. Boty potrafiły, o ile nie dostały żadnych rozkazów, warować przy swoim panu niczym ogromne bulldogi, inne z maniakalnym wręcz uporem wypatrywały potencjalnych niebezpieczeństw, a niektóre ot tak zastygały w totalnym bezruchu, niczym żeliwne posągi wpatrzone w mistrza.
Lewis nie sądził jednak, aby manifestacja swojej mocy w porcie, spowodowała aż tak widowiskowe skutki. Zapewne kilka mszyn przystanęłoby zaciekawionych, a on sam nie sądził by był w stanie przejąć więcej niż jedną maszynę. Paroboty cywilne dysponowały też dużo prostszymi cortexami, więc wachlarz ich zachowań był dużo węższy i łatwiejszy do przewidzenia.
Mnogość rodzajów parobotów szczerze zadziwiała cygnarskiego botmistrza. Najwięcej było tych llaelskiej produkcji. Niemało kręciło się też dobrze mu znanych cygnarskich maszyn. Nie brakowało nowiutkich parobotów z khardyjskich manufaktur i charakterystycznych botów z Ordu. Armstrong tak naprawdę zwracał uwagę jedynie na te llaelskie i cygnarskie. Kierował nim jeden prozaiczny powód. Cortexy powyższych botów były zaprogramowane w językach jakie dobrze znał, tym samym niezmiernie ułatwiając drenaż i nadzorowanie maszyny.
Kendrik wyszedł z bosmanatu, trzymając grubą książeczkę z rozkładem rejsowym. Za kilka dźwięczących monet, jeden z pracowników wytłumaczył mu nawet bardzo dokładnie zasady, jakimi muszą kierować szyprowie i kapitanowie przypływających jednostek.
Ważne było to, że każdy stateczek wpływający do ciasnego i tłocznego miejskiego portu musiał przyjąć na pokład portowego pilota, który decydował o nabrzeżu do którego przycymują. Oczywiście z takiej ewentualności wyłączone były staki floty wojennej i te barki, które nie wpływały do głównego portu, tylko do prywatnych nabrzeży na obrzeżach Merywynu.
Dla Drake'a kręcącego się po zatłoczonym porcie sprawa była jasna łabędź w cygnarskim godle. Ustrzelić Olgara z dystansu istotnie mogło być trudno, ale podejść wbić sztylet i zniknąć z zpanikowanym tłumie jeszcze szybciej niż się z niego wyłoniło:
- Piece of cake - pomyślał w ojczystym języku i odszedł w stronę swojej kwatery.
Lewis ciekawie rozglądał się po dziesiątkach parobotów przemierzających w oparach dymu i skrzypieniu metalowych stawów. Tak jak przewidywał, maszyny nie specjalnie zwracały uwagę na jego osobę. Nawet jeśli któryś z parobotów zatrzymywał się, ciekawie wpatrując mechanicznym wzrokiem Armstrongowi, wciąż wyglądało to naturalnie dla postronnych i łatwo było to zrzucić na karb panującego tłoku. Cygnarczyk wciąż czuł się całkowicie anonimowy. Wiedział jednak, że gdyby nieopatrznie zdradził się ze swymi zdolnościami, to sytuacja mogłaby się nieco zmienić, choć pewno na niewiele gorszą. Nie należał do doświadczonych botmistrzów, na przykład takich, jacy prowadzili zajęcia na Akademii. Ci potrafili kontrolować na raz całe oddziały botów, a same maszyny, szczególnie te, których cortexy, ze względu na doświadczenie bojowe nie były od dawna resetowane potrafiły zachowywać się naprawdę specyficznie. Te zachowania cygnarscy botmistrzowie nazywali quirk'ami , a llaelczycy fanaberiami. Boty potrafiły, o ile nie dostały żadnych rozkazów, warować przy swoim panu niczym ogromne bulldogi, inne z maniakalnym wręcz uporem wypatrywały potencjalnych niebezpieczeństw, a niektóre ot tak zastygały w totalnym bezruchu, niczym żeliwne posągi wpatrzone w mistrza.
Lewis nie sądził jednak, aby manifestacja swojej mocy w porcie, spowodowała aż tak widowiskowe skutki. Zapewne kilka mszyn przystanęłoby zaciekawionych, a on sam nie sądził by był w stanie przejąć więcej niż jedną maszynę. Paroboty cywilne dysponowały też dużo prostszymi cortexami, więc wachlarz ich zachowań był dużo węższy i łatwiejszy do przewidzenia.
Mnogość rodzajów parobotów szczerze zadziwiała cygnarskiego botmistrza. Najwięcej było tych llaelskiej produkcji. Niemało kręciło się też dobrze mu znanych cygnarskich maszyn. Nie brakowało nowiutkich parobotów z khardyjskich manufaktur i charakterystycznych botów z Ordu. Armstrong tak naprawdę zwracał uwagę jedynie na te llaelskie i cygnarskie. Kierował nim jeden prozaiczny powód. Cortexy powyższych botów były zaprogramowane w językach jakie dobrze znał, tym samym niezmiernie ułatwiając drenaż i nadzorowanie maszyny.
Kendrik wyszedł z bosmanatu, trzymając grubą książeczkę z rozkładem rejsowym. Za kilka dźwięczących monet, jeden z pracowników wytłumaczył mu nawet bardzo dokładnie zasady, jakimi muszą kierować szyprowie i kapitanowie przypływających jednostek.
Ważne było to, że każdy stateczek wpływający do ciasnego i tłocznego miejskiego portu musiał przyjąć na pokład portowego pilota, który decydował o nabrzeżu do którego przycymują. Oczywiście z takiej ewentualności wyłączone były staki floty wojennej i te barki, które nie wpływały do głównego portu, tylko do prywatnych nabrzeży na obrzeżach Merywynu.
Dla Drake'a kręcącego się po zatłoczonym porcie sprawa była jasna łabędź w cygnarskim godle. Ustrzelić Olgara z dystansu istotnie mogło być trudno, ale podejść wbić sztylet i zniknąć z zpanikowanym tłumie jeszcze szybciej niż się z niego wyłoniło:
- Piece of cake - pomyślał w ojczystym języku i odszedł w stronę swojej kwatery.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Merywyn; Stocznia miejska; Gorim 23 ketash 606 OR, Popołudnie;
Lewis musiał w duszy przyznać, że Kendrik wywiązał się z zadania pierwszorzędnie. Cygnarski warcaster nie chciał ryzykować rekonesansu i wypytywania miejscowych swoim obcym akcentem. Poprosił Dennisona, który choć początkowo z oporem, to jednak zgodził się pomóc drugiemu zespołowi.
Wmieszany w tłum szedł razem z dobrą setką pracowników miejskiej stoczni, którym właśnie oddzwoniono fajrant. Umorusani ludzie i gobbery wychodzoli przez główną bramę, kirując się do swych domów, a sledczy szukał ofiary i dość szybko wyłowił ją pośród tłumu. Typ trzęsący się w alkoholowym delirium był pewnie gotowy wyjawić wszystko, sprzedać własną matkę za butelczynę ginu. Śledcy ruszył za potencjalnym informatorem i tak jak podejrzewał trafił do miejscowej tawerny. Osobnik zaczął supłać miedziaki, które mogłyby starczyć na zakup choćby zlewek, ale mina rzedłą mu z każdą chwilą. To co miał w kieszeniach nie mogł starczyć na nic. Dennison podszedł do zrozpaczonego stoczniowca i zaoferował przyjacielski gest:
- Co, napiłbyś się przyjacielu?
- A jakże, strasznie spragnionym... -odrzekł mężczyzna próbując powstrzymać drżenie dłoni.
- Ech nie lubie pić w samotności, zatem znaj me chamskie serce. - Kendrik wyciągnął złotą khardzką monetę zwaną Szponem i zamówił kolejkę. Tak po prawdzie wiedział, że za ten kawałek złota mógłby tu pić pewnie do wieczora, ale bardziej chodziło mu o pokazanie pijakowi, że może być dobrym kompanem do kufelka. Oczy stoczniowca rozszerzyły się zaciekawione, zupełnie jak przewidział Kendrik, a... A język mężczyzny rozwijał się coraz bardziej z każdym łykiem szczyn jakie popijał.
- Ano robim, robim. Teraz mamy remont tej khardzkiej barki, ale już się ku końcowi ma. Może jeszcze ze dwa tygodnie i w Ketashu skończym. Za dwa dni łajba będzie już sprawna, bo parnik padł. Jeno trza nowy wstawić i można płynąć. A nie dalej jak pierwszego dnia mamy nową dostać do roboty, to pewnie tę na kilka dni trzeba będzie odpuścić i skupić się na tej nowej.
Lewis musiał w duszy przyznać, że Kendrik wywiązał się z zadania pierwszorzędnie. Cygnarski warcaster nie chciał ryzykować rekonesansu i wypytywania miejscowych swoim obcym akcentem. Poprosił Dennisona, który choć początkowo z oporem, to jednak zgodził się pomóc drugiemu zespołowi.
Wmieszany w tłum szedł razem z dobrą setką pracowników miejskiej stoczni, którym właśnie oddzwoniono fajrant. Umorusani ludzie i gobbery wychodzoli przez główną bramę, kirując się do swych domów, a sledczy szukał ofiary i dość szybko wyłowił ją pośród tłumu. Typ trzęsący się w alkoholowym delirium był pewnie gotowy wyjawić wszystko, sprzedać własną matkę za butelczynę ginu. Śledcy ruszył za potencjalnym informatorem i tak jak podejrzewał trafił do miejscowej tawerny. Osobnik zaczął supłać miedziaki, które mogłyby starczyć na zakup choćby zlewek, ale mina rzedłą mu z każdą chwilą. To co miał w kieszeniach nie mogł starczyć na nic. Dennison podszedł do zrozpaczonego stoczniowca i zaoferował przyjacielski gest:
- Co, napiłbyś się przyjacielu?
- A jakże, strasznie spragnionym... -odrzekł mężczyzna próbując powstrzymać drżenie dłoni.
- Ech nie lubie pić w samotności, zatem znaj me chamskie serce. - Kendrik wyciągnął złotą khardzką monetę zwaną Szponem i zamówił kolejkę. Tak po prawdzie wiedział, że za ten kawałek złota mógłby tu pić pewnie do wieczora, ale bardziej chodziło mu o pokazanie pijakowi, że może być dobrym kompanem do kufelka. Oczy stoczniowca rozszerzyły się zaciekawione, zupełnie jak przewidział Kendrik, a... A język mężczyzny rozwijał się coraz bardziej z każdym łykiem szczyn jakie popijał.
- Ano robim, robim. Teraz mamy remont tej khardzkiej barki, ale już się ku końcowi ma. Może jeszcze ze dwa tygodnie i w Ketashu skończym. Za dwa dni łajba będzie już sprawna, bo parnik padł. Jeno trza nowy wstawić i można płynąć. A nie dalej jak pierwszego dnia mamy nową dostać do roboty, to pewnie tę na kilka dni trzeba będzie odpuścić i skupić się na tej nowej.
no i tak w telegraficznym skrócie, w ostatnich kilku postach postarałem się zawrzeć kwintesencję tego, co spostrzegły Wasze postaci. Jeśli są jakieś dodatkowe pytania, to postaram się na wszystkie odpowiedzieć.
Ostatnio zmieniony 05 grudnia 2013, 14:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Ok, mam parę pytań:
- Jak wygląda wejście do kanałów? Są włazy, czy trzeba zejść po specjalnych schodkach?
- Czy marynarze i pracownicy portu wyróżniają się ubraniami, czy jest to taki misz-masz?
- Ile patroli policji i parobotów można spotkać w porcie? Chodzą jakoś regularnie, przewidywalnie?
- Dużo jest żebraków?
- Jak wygląda wejście do kanałów? Są włazy, czy trzeba zejść po specjalnych schodkach?
- Czy marynarze i pracownicy portu wyróżniają się ubraniami, czy jest to taki misz-masz?
- Ile patroli policji i parobotów można spotkać w porcie? Chodzą jakoś regularnie, przewidywalnie?
- Dużo jest żebraków?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)