: 20 lipca 2014, 14:36
Ruszyli powoli trzymając się zabranego ze sobą pręta. Motłoch prowadził widząc najlepiej ze wszystkich. Kmicic i Niedźwiedź musieli mu zaufać.
Trzydziestocentymetrowy gzyms wystający ponad poziom breji był zbyt wąski dla spadochroniarzy mimo woli, choć Bjerjezowski z racji wąskiej natury pewnie dałby radę ostrożnie na nim balansować.
Motłoch westchnął ciężko, gdy na jego próby odszukania szczeniaczka odpowiedziała cisza, mimo tego co jakiś czas ponawiał cmokanie. Po dziesięciu minutach brodzenia w szlamie, które wydawały się wiecznością dotarli do jednego z licznie mijanych rozwidleń tunelu, jednak tym razem kable rozchodziły się w dwóch kierunkach. Zastanawiali się jaką drogę obrać, gdy z tunelu po prawej stronie dobiegło ich głośne ujadanie kundelka poprzeplatane chyba piskami dziecka.
Psinka! -Motłoch wrzasnął puszczając się pędem w przód zostawiwszy towarzyszy w ciemnościach.
Gdzie leziesz?- Jelcynow krzyknął za nim, gdy wraz z Kmicicem zostali pozostawieni sobie. Odpowiedział mu oddalający się chlupot roztrącanej wody.
Dopadł do miejsca, z którego dochodziło szczekanie. Wrócił się, zdradliwe echo, postąpił kilka kroków dalej. Cholera. Skądże to?
Wyżej na wysokości ramienia dostrzegł w końcu wygiętą, pordzewiałą kratkę osłaniającą dość szeroką rurę ściekową.
Zajrzał do środka, miał już pewność, że to jego psinka, pewnie utkwiła gdzieś tam głębiej, choć za cholerę nie wiedział jak wlazła tak wysoko.
Za wąsko. Za wąsko dla niego, ale może ten chudzielec się zmieści.
Wrócił po towarzyszy.
Trzydziestocentymetrowy gzyms wystający ponad poziom breji był zbyt wąski dla spadochroniarzy mimo woli, choć Bjerjezowski z racji wąskiej natury pewnie dałby radę ostrożnie na nim balansować.
Motłoch westchnął ciężko, gdy na jego próby odszukania szczeniaczka odpowiedziała cisza, mimo tego co jakiś czas ponawiał cmokanie. Po dziesięciu minutach brodzenia w szlamie, które wydawały się wiecznością dotarli do jednego z licznie mijanych rozwidleń tunelu, jednak tym razem kable rozchodziły się w dwóch kierunkach. Zastanawiali się jaką drogę obrać, gdy z tunelu po prawej stronie dobiegło ich głośne ujadanie kundelka poprzeplatane chyba piskami dziecka.
Psinka! -Motłoch wrzasnął puszczając się pędem w przód zostawiwszy towarzyszy w ciemnościach.
Gdzie leziesz?- Jelcynow krzyknął za nim, gdy wraz z Kmicicem zostali pozostawieni sobie. Odpowiedział mu oddalający się chlupot roztrącanej wody.
Dopadł do miejsca, z którego dochodziło szczekanie. Wrócił się, zdradliwe echo, postąpił kilka kroków dalej. Cholera. Skądże to?
Wyżej na wysokości ramienia dostrzegł w końcu wygiętą, pordzewiałą kratkę osłaniającą dość szeroką rurę ściekową.
Zajrzał do środka, miał już pewność, że to jego psinka, pewnie utkwiła gdzieś tam głębiej, choć za cholerę nie wiedział jak wlazła tak wysoko.
Za wąsko. Za wąsko dla niego, ale może ten chudzielec się zmieści.
Wrócił po towarzyszy.
Kmicic- włazisz do dziury po pieska?