Strona 12 z 16

: 20 lipca 2014, 14:36
autor: koszal
Ruszyli powoli trzymając się zabranego ze sobą pręta. Motłoch prowadził widząc najlepiej ze wszystkich. Kmicic i Niedźwiedź musieli mu zaufać.
Trzydziestocentymetrowy gzyms wystający ponad poziom breji był zbyt wąski dla spadochroniarzy mimo woli, choć Bjerjezowski z racji wąskiej natury pewnie dałby radę ostrożnie na nim balansować.

Motłoch westchnął ciężko, gdy na jego próby odszukania szczeniaczka odpowiedziała cisza, mimo tego co jakiś czas ponawiał cmokanie. Po dziesięciu minutach brodzenia w szlamie, które wydawały się wiecznością dotarli do jednego z licznie mijanych rozwidleń tunelu, jednak tym razem kable rozchodziły się w dwóch kierunkach. Zastanawiali się jaką drogę obrać, gdy z tunelu po prawej stronie dobiegło ich głośne ujadanie kundelka poprzeplatane chyba piskami dziecka.

Psinka! -Motłoch wrzasnął puszczając się pędem w przód zostawiwszy towarzyszy w ciemnościach.

Gdzie leziesz?- Jelcynow krzyknął za nim, gdy wraz z Kmicicem zostali pozostawieni sobie. Odpowiedział mu oddalający się chlupot roztrącanej wody.

Dopadł do miejsca, z którego dochodziło szczekanie. Wrócił się, zdradliwe echo, postąpił kilka kroków dalej. Cholera. Skądże to?

Wyżej na wysokości ramienia dostrzegł w końcu wygiętą, pordzewiałą kratkę osłaniającą dość szeroką rurę ściekową.
Zajrzał do środka, miał już pewność, że to jego psinka, pewnie utkwiła gdzieś tam głębiej, choć za cholerę nie wiedział jak wlazła tak wysoko.

Za wąsko. Za wąsko dla niego, ale może ten chudzielec się zmieści.

Wrócił po towarzyszy.
Kmicic- włazisz do dziury po pieska?

: 20 lipca 2014, 18:24
autor: 8art
Kmicic sam nie wiedział, czemu kazał się podsadzićdo włazu. To był tylko szczeniak, a oni takie maleństwa jedli na surowo, gdy nic innego nie można byłowłożyć do gęby.. Ale tu jakoś zabolało go serce, przypomniał sobie o żonie i dzieciakach w Polsce i jakoś nim nawet zdążył pomyśleć wciskał się do pieprzonej rury...

Watek techniczny

Ide po psa. Pewnie to pulapka ale co tam. Nie zostawie go na lasce bezlitosnego MG;)

: 20 lipca 2014, 19:07
autor: koszal
Szlag by to trafił! -przeklinał Kmicic przeciskając się wąską rurą, czołgał się w całkowitej ciemności, gdyż potrzebował obydwu rąk brodząc w wodzie. Szedł za dźwiękiem ujadania psa. Wydawało się, że dzielą ich od siebie metry. W pewnym momencie zahaczył ramieniem o ostrą krawędź, po prawej stronie wymacał głęboką dziurę prowadzącą do jakiegoś pomieszczenia. Ze środka słychać było powarkiwanie i hałas przewracanych przedmiotów.
Pieprzyć to! Wsunął się ostrożnie do środka. Tuż pod nogami, niespodziewanie blisko natknął się na jakąś szafkę. Z niej osunął się na podłogę. Wyjął zapalniczkę.
W nikłym poświacie spostrzegł rozmiary pomieszczenia. Był to surowo urządzony pokój przypominajacy bunkier, może magazyn z uwagi na mnogość szafek. W kącie stała uchylona lodówka, na której kurczowo zaciskając szczeniaczka przy piersi tkwiła małolata. Mały kudłaty bohater raczej z przestrachu ujadał w kierunku zainteresowanego niecodziennym łupem wychudzonego szczura czyhającego na przyszłą zdobycz z wysokiej półki.
Złapał go błyskawicznym ruchem za ogon rzucając z całym impetem o przeciwległą ścianę. Szkoda było przeganiać obiad.
Mlasnął zadowolony. Poczuł się jak prawdziwy gieroj. Obrońca szczeniąt i dzieci, zarazem utalentowany łowca.

Odsunęła się w kąt przytulając mocniej przemoczonego futrzaka. Kmicic dostrzegł stertę pustych konserw, narzędzi, regał z jakimiś papierami biurowymi i toporne, metalowe drzwi, zamknięte na klucz.
Żąłądek zwęszywszy świeży łup błyskawicznie upomniał się o zdobycz donośnym burczeniem.
Znikoma szansa, ale kto wie. Może i się znajdzie jakiś browarek w starej lodówce?
Otworzył drzwiczki i rozdziawił gębę do rozmiarów kamienicy.

Spoiler!
Na trzech półeczkach leżą sobie równiutko poukładane sztabki... złote sztabki. Na oko ze 25 kg. Jest też sporo dolarów. Jakieś papiery i pistolet, pamiętający chyba drugą wojnę światową.

: 20 lipca 2014, 20:16
autor: Dobro
- Szto eto, gdzie on polazł - burknął Borys, balansujący na granicy jawy i snu. Wydarzenia sprzed zaledwie kilkudziesięciu minut przeplatały się ze starszymi wspomnieniami, sprzed kilku dni.

- Motłoch, a Tanie widziałeś gdzieś? Cholera, droga była...

: 20 lipca 2014, 20:46
autor: 8art
Sięgnął do szafki i ostrożnie wyciągnął... pistolet. Zapewne w innych okolicznościach oczy Bjerezowskiego świeciłyby mocniej niźli sam depozyt, ale teraz przemawiał przez niego ból, głód i lata jakie spędził w ukryciu. Pistolet wydawał mu się jednym sensownym wyborem. Reszta była ciężka, nieporęczna i trzeba było się więcej namachać żeby kogoś zabić. Ale pistolet... Nawet stary wypluwał smiercionośny ołów, zamieniający bliźnich w ciepłe zwłoki. Potem sięgnął po upolowanego szczura. Z niejakim usmiechem odezwał się do małolaty:

- No djeowćka, uchadim stąd, bo tam gieroj adnoj czeka na swaju sobaku.

Wątek techniczny

Spadamy stąd. Damy radę wrócić tę samą drogą? Zabieram pistolet, szczura na deser, dziewczynke i pieska;) Może młoda zna jakieś wyjście stąd? Plastikiem drzwi otwierać nie będę.

: 22 lipca 2014, 16:05
autor: koszal
Błysk światła boleśnie oślepił oboje. Dziewczynka wrzasnęła cienkim, piszczącym tonem. Kmicic zamachał przed oczami cofając się i potykając o jakieś stare puszki. Pies szczekał jakby kastrowany. Lampa zaświeciła się, w oddzielonym solidnymi drzwiami korytarzu również musiało zaświecić się światło.
Lodówka zabrzęczała cicho.

[center]***[/center]

Piski, szczekanie, hałasy niemalże równocześnie dobiegły z otworu, w którym kilka minut wcześniej zniknął Kmicic. Motłoch wetknął do środka lufę karabinu przyglądając się uważniej. Dostrzegł całą różnorodność bogatej flory rury powołanej do odprowadzania gówna.
W życiu dobrowolnie by tam nie wlazł. Dobrze, że ten chudzielec tu był. I że tak słabo widział.
Osiem, może dziewięć metrów dalej w rurze ziała solidna dziura, ze środka biło mocne światło.

[center]***[/center]
Spoiler!
Nie spać! Zwiedzać! -chichoczący Łysol wybudził borga ze stanu oczekiwania.

Sprawa jest prosta. Wujaszek Sasza pogrzebał tu i tam i mamy trochę prądu, choć nie wiem na jak długo. Ktoś chce z Tobą pogadać. Jak się dogadacie, to może wszyscy stąd w jednym kawałku wyjdziemy.

Słuchaj, ten Twój boss to gdzieś się tam buja u góry, ale sam go nie znajdziesz. Zrobisz coś dla nas, to my zrobimy dla ciebie. Deal?

: 22 lipca 2014, 16:49
autor: Denver
Dawaj, dawaj! - wrzasnął Motłoch w rurę.

Odruchowo spojrzał wgłąb tunelu, jakby sprsawdzając kolejne mozliwości.

: 22 lipca 2014, 17:27
autor: Dobro
- Kurwa, idźmy dalej, proszę - sapnął Borys, który coraz wolniej uciekał od chciwych szponów śmierci.

: 22 lipca 2014, 19:14
autor: Rikandur
Spoiler!
"Nie gmeraj mi więcej w kiepełe. Bo jak aktywujesz osobowość bazową, gdy ograniczające programy mi pomerdasz, do będziesz miał do czynienia z Ivanem. A on od kilku dni w wyjącej histerii jest. Chyba cyberpsychozy dostał jak zrozumiał że stał się komponentem borga-zabawki. A gadałam o zombi bo taki skrót myślowy na temat agresywnych, bólu nie czujących kolesi zarażonym jakimś wirusem czy innym świństwem. Zachowywali się jak zombi z filmów, to ich zombi nazwałam. Może najpierw pytaj zanim mi mózg będziesz psuć ? Wolałabym cyber-AI mózg ... a Ivanowi dać zdechnąć albo na terapię wysłać."

Tania wygłosiła kazanie na temat moralności blaszanym głosem podrdzewiałego drwala. Przewróciła diodami optycznymi po czym kontynuowała.

"Pomogę, pomogę. O ile to nie jakieś durnoty. Lub misja samobójcza. Przed misją samobójczą potrzebuję gwarancji bezpieczeństwa dla Protekta. Solidnych. Nie politycznych obietnic. A durnoty to marnowanie czasu."

: 22 lipca 2014, 22:09
autor: 8art
Dopiero gdy oczy po chwili przywykły do jasności dostrzegł, że jest cały w gównie. - Bywało gorzej...- pomyślał. Nage zapalenie się światła mogło zwiastować rychłe zbliżenie się strażników lodówki, którzy niekoniecznie mogli mieć zamiary tylko przyjemnej pogawędki, a jesli już to takiej, gdzie pierwsze skrzypce grają szczypce, twarde kułaki i szeroka gama różnych argumentów (z reguły bolesnych).
Spadamy spowrotem!

: 23 lipca 2014, 12:44
autor: koszal
Spojrzała na niego mocniej przytuliwszy pieska.
Nie za- zabieraj mi Re..ksia -jej głos drżał niczym wątła trzcina na wietrze. Jednak zdobyła się na te kilka prostych słów.

Musimy iść mała.

Zacisnęła zęby pytającym wzrokiem wpijając się w Bjerjezowskiego. Wzrokiem pełnym wahania, pytającym o krzywdę. Błaganiem o pomoc i tęsknotą za odrobiną bezpieczeństwa.
Biorąc pod uwagę, że powiedziałeś Spadamy- zakładam, że Kmicic bierze całą wycieczkę.
[center]***[/center]

Ostatnie słowa Jelcynowa ledwie odbiły się echem o ścian ciemnego korytarza, gdy ze zmęczenia osunął się na ścianę. Chciał jedynie odpocząć. Na chwilkę przycupnąć. Smród nawet nie przeszkadzał mu już tak bardzo.

Szybciej tam!- wrzasnął Motłoch do rury.
Jest kiepsko. Albo znajdziecie suche i ciepłe schronienie, w miarę czyste albo Jelcynow zaraz znajdzie się w stanie krytycznym. Cokolwiek musicie znaleźć, gdzie będzie mógł odpocząć, zmienić opatrunki i nie trzeba tu być lekarzem, by to odkryć.
[center]***[/center]
Spoiler!
No to wkuwaj obojnaku.
Odpaliłem zasilanie starszej części kompleksu. Siedzimy pod ziemią jakbyś nie wiedział.
Ci z Belacorpu to zauważą i niedługo tu będą. Ruch oporu padł. Zostało nas kilku i chcemy stąd spieprzać.
Ten Twój boss to jakaś szycha chyba jest. Takich jak ty zatrudnia to może i nam robotę znajdzie, jak go stąd wyciągniemy. Jeden z naszych poszedł go szukać.
Ale czasu mamy niewiele.
Poleziesz tam, powiem Ci którędy i znajdziesz takie pomieszczenie ze znaczkiem biohazard.
I kurwa nie mam pojęcia co znajdziesz za drzwiami, bo tam to samej madonnie świętej grzebali w dupie.
Ważne, żebyś przelazł przez to, do końca, czerwonym korytarzem. Komputra tam znajdziesz i podepniesz dysk.
Potem potuptasz z powrotem ile się da.

I zabierzemy się stąd helikopterem. Poprowadzisz, bo ja nie mam prawka, ale mogę Ci wgrać te zuchowe sprawności. Takie czasy.

Złapiemy kontakt z Twoją białą małpą i walimy na Łotwę.

: 23 lipca 2014, 12:51
autor: Denver
Najpierw zbieramy ekipę do kupy. Motłoch ubezpiecza, a potem będzie prowadził dalej.

EDYTA - Motłoch powinien mieć wyszabrowane środki przeciwbólowe. Może je zaaplikować Szefowi

: 24 lipca 2014, 01:18
autor: Rikandur
Spoiler!
"To taki optymistyczny plan. Zobaczę co się da zrobić z twoim dyskiem. A z Protektem się dogadaj. Jak go nie oszukujesz to on cię też nie kantuje."

Tania zdecydowała się wleźć na minę i otworzyć tę puszkę Pandory z podejrzanym dyskiem od Łysola.

"Acha, daj mi jakiegoś samopała na wszelki wypadek. Jak będę strzelać w tym zasranym laboratorium a nie wypełznę, wiej i ostrzeż Protekta. On nie tylko ważny ale i dużo wie. Może poradzi."

: 28 lipca 2014, 05:58
autor: koszal
Kapitan Borejko sunęła korytarzem w zwiewnej wieczorowej sukni koloru bławatków. W ręku trzymała mosiężny świecznik, pociągającym niewinnym głosem szesnastoletniej dziwki przywołała Jelcynowa odwracając się na wysokich szpilkach odsłoniwszy nagie pośladki w kusząco wyciętej sukni. Pochyliwszy się uwydatniła swe wdzięki..

Szefie! Szefie! Obudź się! Tam coś jest, znalazłem!
Piguły najpierw. Jeszcze się szefu wyśpi, ale nie tutaj. -Motłoch odetchnął z ulgą. Rękę miał ciętą, a mimo to boss dopiero po trzecim plaskaczu wrócił do przytomności. A zostawił go tylko na niespełna trzy minuty!
Poszedł za światłem. Włączyło się przed chwilą przebijając się słąbą poświatą w jednym z bocznych korytarzy, odbiegających nieco przed nimi w prawo. Oparł Niedźwiedzia o ścianę i poszedł sprawdzić. Znalazł drziw metalowe, wyłamane przez jakiegoś chojraka, co musiał mieć szpony jakieś poinstalowane, bo pocięte były drzwi w piździec. Za drzwiami jakieś rozwidlenia i tunele, ale ze światłem. I parę trupów tam było. Na oko nie wiadomo od jak dawna, bo szczury zechlały co się nadawało.
Usłyszał plusk i wrócił, bo szefu zemdlał i wleciał do wody. Kmicic coś długo zamarudził w rurze, ale słychać już było, że się gramolił z powrotem. Tylko tak jakby nie sam się czołgał, bo dudnienie w rurze jakieś podwójne.
Pchacie się w oświetlone tunele? Szukacie włazu, by wyleźć na powierzchnię? Czy coś jeszcze innego?

: 28 lipca 2014, 08:18
autor: Denver
Motłoch byłby w stanie pójść na zwiad, chyba że Szef ma jakieś inne polecenia. No i może Mała ma wiedzę jak stąd wyjść w miarę bezpiecznie....