Powieść Artura - fluff
Wiesz co? To motto dowodzi, że masz fragmentaryczną tylko wiedzę na temat tego, ile fani napisali materiałów, zaś Autor zaszczycił to wszystko jedynie zdawkowymi komentarzami. Od początku, gdy tylko udało się nawiązać w miarę stały kontakt z Arturem, oferowaliśmy mu naszą pomoc, wiedzę i doświadczenie w celu dopracowania podręcznika i wymazania z kontinuum tego potworka spłodzonego gremialnie przez MAGa. Ale nie, okazało się, że Autor nam nie ufa i boi się, że wypaplamy wszystko wszem i wobec, skutkiem czego ponownie skarbiec okaże się pusty.Suriel napisał(a):
Na ochłonięcie zostawiam z pozytywnym mottem:
Nie pytaj co dobrego Autor może napisać dla Ciebie, ale napisz co dobrego możesz dla Kryształów.
Całej tej złości z powodu sagi byłoby znacznie mniej, gdyby nie szantaż polegający na tym, że jeśli fani jej nie kupią, to mogą zapomnieć o podręczniku. Czyli jest to przyznanie się do tego, że to nie powieść jest lokomotywą popularyzacji Kryształów Czasu, lecz wymaga zbiorczej krzepy miłośników RPG, by nie skończyć na zarośniętej chwastami bocznicy. Wesprę projekt, ale saga utrzymana w jakości takiej jak pierwsze upublicznione rozdziały nie jest lekturą trafiającą w moje gusta. Uważam, że wyrażenie tego publicznie nie jest niczym złym, bo każdy zainteresowany może wyrobić sobie własne zdanie po zapoznaniu się z próbkami. A że niekiedy naskakujemy na klakierów, którzy twierdzą, że saga im się podoba? Nie możemy znieść jak utwierdzają oni Artura w przekonaniu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
EDIT: dopatrzyłem się literówki we własnym tekście
Ostatnio zmieniony 02 września 2014, 22:33 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
wasut
- Reactions:
- Posty: 743
- Rejestracja: 25 stycznia 2009, 18:16
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 2 times
- napisałem sążnistego posta - ale sobie zdałem sprawę że to bez sensu, kompletnie i napiszę krócej, dobitniej. Arturze, zamiast sprostać krytyce przysyłasz na forum jakąś, pożal się boże, odsiecz, która w swoim mniemaniu, rzucając jakieś bzdury o ilości książek jakie czyta, chce sprawić, że nagle przestaniemy zwracać uwagę na poziom, jakim nas chcesz uraczyć w swojej książce. Moje zdanie krytyczne już tutaj podałem i tylko poprawiając ów styl, można tą ocenę poprawić. Takie zabiegi sprawiają tylko, że takie osoby jak ja, tracą serce do wspomagania Ciebie. Nie wiem ilu z nas, tutaj z forum, bierze udział w Twoim przedsięwzięciu, ale moja mobilizacja schodzi niemal do zera, z każą próbą rysowania zastanawiam się po co, skoro oceniam tą książkę aż tak źle. A potem wali tutaj jakaś cudna ex machina o tym, że nie mamy prawa zauważać elementarnych braków, żeby nie napisać - głupot.
Naprawdę dotąd starałem się patrzeć przez palce na to wszystko i tłumaczyć sobie, że jakoś to będzie. I pewnie będzie, bo to Twój produkt i Twoje pieniądze. Naprawdę, zaczynam się cieszyć że zdecydowałem się wspierać Ciebie za darmo i nie wziąłem żadnych z nich, bo będą Ci potrzebne. Szkoda tylko, że rozmieniasz to co masz na drobne, bo chcesz szybko i na siłę po swojemu. Przez to zaczynam trochę inaczej patrzeć na znaną przeszłość Kryształów Czasu.
Muszę się bardzo poważnie zastanowić nad dalszym udziałem w tym przedsięwzięciu, na razie mój entuzjazm zgasł.
Co do krytyków krytyków, proponuje zapoznać się chociażby z tym portalem, jest tu 500% więcej materiału, niż Artur opublikował kiedykolwiek.
edzia: dodałem przecinki dla czytelności.
Naprawdę dotąd starałem się patrzeć przez palce na to wszystko i tłumaczyć sobie, że jakoś to będzie. I pewnie będzie, bo to Twój produkt i Twoje pieniądze. Naprawdę, zaczynam się cieszyć że zdecydowałem się wspierać Ciebie za darmo i nie wziąłem żadnych z nich, bo będą Ci potrzebne. Szkoda tylko, że rozmieniasz to co masz na drobne, bo chcesz szybko i na siłę po swojemu. Przez to zaczynam trochę inaczej patrzeć na znaną przeszłość Kryształów Czasu.
Muszę się bardzo poważnie zastanowić nad dalszym udziałem w tym przedsięwzięciu, na razie mój entuzjazm zgasł.
Co do krytyków krytyków, proponuje zapoznać się chociażby z tym portalem, jest tu 500% więcej materiału, niż Artur opublikował kiedykolwiek.
edzia: dodałem przecinki dla czytelności.
Ostatnio zmieniony 02 września 2014, 22:21 przez wasut, łącznie zmieniany 1 raz.
Na wstępie chciałem przywitać wszystkich dyskutantów i śledzących temat użytkowników forum. To jest mój pierwszy post - nie mam w tej kwestii nic do ukrycia. Od pewnego czasu śledziłem ten wątek tylko anonimowo i biernie, uznałem, że nie powinienem się wypowiadać w miejscu, gdzie dyskutują starsi stażem. Poczułem się jednak wywołany do tablicy tym oto stwierdzeniem:
Coby decorum stało się zadość, zacznę od krótkiego przedstawienia siebie: jestem starym erpegowcem (a właściwie w dużej, ale jeszcze nie całkowitej mierze, erpegowcem emeritusem). Nie zaczynałem jednak od Kryształów, ale od Warhammera i AD&D, a w KC rozegrałem w życiu góra kilkanaście sesji, z czego zaledwie kilka z użyciem oryginalnej mechaniki. Jako że uznaliśmy ją za niestrawną, najpierw działaliśmy z użyciem uproszczonych przez naszego MG zasad, a parę lat później, gdy pojawiła się trzecia edycja D&D, zupełnie przesiedliśmy się na jej zasady, by zakończyć rozpoczętą wcześniej kampanię (i tych sesji już jako KC nie liczę).
Dodam jeszcze, że z racji zawodu, wykształcenia i zamiłowań ze słowem pisanym i literaturą mam co nieco wspólnego - nie pracuję jednak w wydawnictwie, nie jestem pisarzem i nie zajmuje się zawodowo grami fabularnymi. Nikt mnie też nie nasłał, nie zostałem przez nikogo opłacony, nie tworzę gier RPG, nigdzie w zasadzie się nie udzielam. Krótko mówiąc, w światkach erpogowo-fantastycznych jestem nikim, a trwającym tu konflikcie nie mam żadnych udziałów po którejkolwiek stronie.
Z racji tego, że zacząłem cytować Suriela, jako bazę wykorzystam po części jego wypowiedzi.
Crowdfunding obserwuję od jakiegoś czasu. Przyznam, że jego rozwój tak na świecie, jak i w Polsce robi na mnie spore wrażenie. Polak zdecydowanie pokazuje, że potrafi (albo też, że potrafi nakłonić sąsiada, by go wsparł). Wciąż jednak wiele osób uważa, że crowdfunding to magia, a nie ciężka praca, chłodna kalkulacja i tylko trochę szczęścia. I nie mówię tu o ciężkiej pracy nad samym produktem, ale o ciężkiej pracy nad właściwym go wypromowaniem. Nad trafieniem z nim do ludzi. Nad stworzeniem silnego grona fanów, które będzie gotowe opowiadać kolejnym - pisać, mówić, zachęcać i dopingować. To skarb, za który wielu startujących na KS dałoby sobie uciąć może nie rękę - ale mały palec pewnie tak.
Kryształy Czasu mają taki potencjał. Swoim wysiłkiem i zaangażowaniem dowiedli tego ludzie, którzy przez 20 lat utrzymywali system przy życiu. Dwadzieścia lat! Gdybym ja stworzył kiedyś coś, co miałoby taką bazę fanów, dziś stanąłbym na głowie, żeby w moim crowdfundingowym projekcie wykorzystać potencjał takiej grupy ludzi. To jednak wymagałoby dania im tego, czego fanami w istocie są - systemu RPG, a nie niezwykle słabej powieści. Jasne, pośmiałem się czytając - ale ostatecznie nad marnowaniem czegoś tak fantastycznego naprawdę mam ochotę zapłakać. Artur Szyndler niestety nie umie odróżnić złota od piasku i to Kryształy Czasu zapewne zgubi.
A skoro wspomniałem o odróżnianiu...
Wyjaśnijmy sobie coś przy okazji. Nikt nie wymaga od Autora, by był drugim Grzędowiczem czy Martinem, ale twierdzenie, że między obecną formą powieściowej wersji KC i Sagą o Wiedźminie nie ma przestrzeni, w której warsztatowo bytują inni publikowani autorzy jest albo zaślepieniem, albo próbą wprowadzenia pozostałych dyskutantów w błąd. Ostatecznie zaś ma tyle samo sensu, co mówienie ludziom: "Zamiast krytykować, sam zrób lepiej". Choć fanów owej argumentacji szanuję wielce, bo zakładam, że wychodząc z kina po fatalnym filmie w milczeniu zabierają się za tworzenie własnej wielkoekranowej superprodukcji, a gdy kupią wyjątkowo awaryjny samochód to - miast przestrzec przed nim innych - w garażu zaczynają budować własny. Trudny, ale i piękny musi to być żywot.
Jak już napisałem, nikt nie wymaga od autora, by był drugim Martinem - ale osoba nakłaniana do zakupu jego prozy ma prawo wymagać, by był pisarzem. Pisarzem, czyli człowiekiem, który umie pisać. Za wyobraźnię i dobre pomysły można pochwalić kilkunastoletniego debiutanta, który po raz pierwszy pokazuje komuś swoje teksty. Człowieka, który dochował się dorosłego potomstwa, który przeczytał (jeśli dobrze zrozumiałem) setki książek i który teraz chce sprzedać nam własną pochwalić można tylko za prawdziwą sprawność warsztatu, którym te pomysły oblecze w gotowy produkt.
Zacznijmy od tego, że to nie są "brudy rodzinne" tylko dyskusja o produkcie, który jeden człowiek (wraz z istną hordą współpracowników) próbuje sprzedać co najmniej pięciuset kolejnym osobom. To jest normalna dyskusja na temat jakości owego produktu - i nawet jeśli wędruje na terytoria wycieczek osobistych, to nadal jest potrzebna. Dzięki niej ludzie patrzący z boku (tacy jak ja) wiedzą, że "tru" fani Kryształów Czasu są (w moim mniemaniu) ludźmi rozsądnymi, normalnymi, zdolnymi postrzegać realnie nawet ukochany przez nich produkt. Milczenie zaszkodziłoby całej tej społeczności - bo ja akurat o fanach KC nauczyłem się z tej krytyki bardzo dużo dobrego - poczynając od tego, że (poza okazjonalnymi szpilami - ale przecież wszyscy jesteśmy ludźmi) potrafią krytykować rzeczowo, sensownie i kulturalnie. A to w dobie dzisiejszego internetu jest rzadkością.
Dodatkowo, jestem zdania, że projekt już zakończył się niepowodzeniem (co jest chyba jasne dla każdego, kto w jakikolwiek sposób przyswoił sobie dynamikę crowdfundingu), o ile nie dojdzie w ostatniej chwili do serii wpłat opiewających na kilku- lub kilkunastotysięczne sumy i... bardzo dobrze. Będzie to gorzka i smutna nauka, ale jednak nauka, że polski fan nie da sobie wcisnąć ciemnoty, a polski twórca będzie musiał pracować solidnie, odpowiedzialnie i bardzo ciężko, by uczciwie na swój chleb zarobić. Bo (jak już wspomniałem) crowdfunding to nie magia. To ciężka praca, która przynosi efekty, gdy połączy się ją z wiedzą i prawdziwą otwartością na swoich "inwestorów", bez pustej buty, bez patrzenia z góry i bez paranoicznego strachu przed tym, że coś ktoś zaraz ukradnie, gdy tylko się to ludziom spodoba.
I tu dodam coś jeszcze na koniec tego zdecydowanie zbyt długiego wywodu: nie wesprę powieści ze świata Kryształów Czasu i zapewne nie wsparłbym jej, gdyby była lepsza. Nie dlatego, że nie lubię fantastyki. Nie dlatego, że nie lubię Autora. Fantastykę uwielbiam, a Artur Szyndler nie jest ani moim wrogiem, ani moim bratem. Nie zrobiłbym tego z jeszcze jednego powodu: oderwania od rzeczywistości. Jeśli ktoś tworzy produkt przeciętny (Labiryntowi Śmierci do przeciętności sporo brakuje, ale przymknę na to na chwilę oko), to głęboka wiara w jego geniusz raczej zapala w mojej głowie - w głowie człowieka "spoza" - czerwoną lampkę. Dlaczego?
Jeśli ktoś w sposób równie nierealistyczny postrzega świat, to szansa na to, że faktycznie będzie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań względem tych, którzy zapłacili zaczyna (w moim mniemaniu) maleć. I choć ewentualne szeregi wspierających trzebi fatalny poziom opublikowanej już prozy, niejednego zapewne i perspektywa straty wpłaconych pieniędzy również przynajmniej niepokoi. I jeśli kogoś takie podejście do sprawy brzydzi, to spieszę poinformować, że (akurat w tym przypadku) w takim podejściu do crowdfundingu odosobniony nie jestem - i takie podejście właśnie mam, jako człowiek niezwiązany emocjonalnie z przedmiotem kampanii.
Choć mógłbym napisać jeszcze parę rzeczy, to pora wywód zakończyć. Tym, którzy przezeń przebrnęli dziękuję - mam nadzieję, że było warto. Fanom nie szczędzącym gorzkich słów gratuluję odwagi i siły. Trzeba ją mieć, by jasno nazwać czerń czernią, biel bielą, a grafomanię grafomanią tam, gdzie pragnie się widzieć tylko to, co dobre.
Pozdrawiam ja - nowy użytkownik, Sfora spoza
Pomyślałem, że może jako właśnie taki człowiek, wypowiem swój pogląd, bo - nie będę owijał w bawełnę - absolutnie nie kwalifikuję się do tej grupy, co w sposób sugerowany przez Suriela postrzegają fanów Kryształów Czasu. Dodam od razu, że nie wypowiadam się w imieniu jakiejkolwiek społeczności (mimo "mnogiej" ksywki), ani z niczyjego ramienia. Wypowiadam się jako prywatna osoba, która patrzy sobie z boku na całe to kryształowe zamieszanie - i trochę zachodzi w głowę, trochę się śmieje, a trochę płacze. O tym jednak za chwilę.Suriel napisał(a): Ludzie patrzący z boku na to forum zaczynają zwracać uwagę fanom jak wyglądają z boku naprawdę.
Coby decorum stało się zadość, zacznę od krótkiego przedstawienia siebie: jestem starym erpegowcem (a właściwie w dużej, ale jeszcze nie całkowitej mierze, erpegowcem emeritusem). Nie zaczynałem jednak od Kryształów, ale od Warhammera i AD&D, a w KC rozegrałem w życiu góra kilkanaście sesji, z czego zaledwie kilka z użyciem oryginalnej mechaniki. Jako że uznaliśmy ją za niestrawną, najpierw działaliśmy z użyciem uproszczonych przez naszego MG zasad, a parę lat później, gdy pojawiła się trzecia edycja D&D, zupełnie przesiedliśmy się na jej zasady, by zakończyć rozpoczętą wcześniej kampanię (i tych sesji już jako KC nie liczę).
Dodam jeszcze, że z racji zawodu, wykształcenia i zamiłowań ze słowem pisanym i literaturą mam co nieco wspólnego - nie pracuję jednak w wydawnictwie, nie jestem pisarzem i nie zajmuje się zawodowo grami fabularnymi. Nikt mnie też nie nasłał, nie zostałem przez nikogo opłacony, nie tworzę gier RPG, nigdzie w zasadzie się nie udzielam. Krótko mówiąc, w światkach erpogowo-fantastycznych jestem nikim, a trwającym tu konflikcie nie mam żadnych udziałów po którejkolwiek stronie.
Z racji tego, że zacząłem cytować Suriela, jako bazę wykorzystam po części jego wypowiedzi.
Przyznaję, parę razy było mi do śmiechu. Było mi do śmiechu, gdy czytałem fragmenty powieści. Są mierne, miejscami tak kiepskie, że autentycznie śmieszne (choć i pouczające, bo jak widać pewne sekrety kobiecej anatomii były mi dotychczas zupełnie nieznane). Śmiech jednak zamiera, gdy pomyśli się o czymś innym. O tym, jaki potencjał marnuje się przy okazji próby przepchnięcia słabej powieści w czymś pomiędzy transakcją wiązaną, a porwaniem dla okupu.Suriel napisał(a):Największe ciosy autor zbiera od Was, i nie chodzi tu o ilość tekstu jaki w ogromnych ilościach się leją na autora, ludzie patrzą na fanów jak napier... autora i zieją ze śmiechu, aż brzuchy bolą.
Crowdfunding obserwuję od jakiegoś czasu. Przyznam, że jego rozwój tak na świecie, jak i w Polsce robi na mnie spore wrażenie. Polak zdecydowanie pokazuje, że potrafi (albo też, że potrafi nakłonić sąsiada, by go wsparł). Wciąż jednak wiele osób uważa, że crowdfunding to magia, a nie ciężka praca, chłodna kalkulacja i tylko trochę szczęścia. I nie mówię tu o ciężkiej pracy nad samym produktem, ale o ciężkiej pracy nad właściwym go wypromowaniem. Nad trafieniem z nim do ludzi. Nad stworzeniem silnego grona fanów, które będzie gotowe opowiadać kolejnym - pisać, mówić, zachęcać i dopingować. To skarb, za który wielu startujących na KS dałoby sobie uciąć może nie rękę - ale mały palec pewnie tak.
Kryształy Czasu mają taki potencjał. Swoim wysiłkiem i zaangażowaniem dowiedli tego ludzie, którzy przez 20 lat utrzymywali system przy życiu. Dwadzieścia lat! Gdybym ja stworzył kiedyś coś, co miałoby taką bazę fanów, dziś stanąłbym na głowie, żeby w moim crowdfundingowym projekcie wykorzystać potencjał takiej grupy ludzi. To jednak wymagałoby dania im tego, czego fanami w istocie są - systemu RPG, a nie niezwykle słabej powieści. Jasne, pośmiałem się czytając - ale ostatecznie nad marnowaniem czegoś tak fantastycznego naprawdę mam ochotę zapłakać. Artur Szyndler niestety nie umie odróżnić złota od piasku i to Kryształy Czasu zapewne zgubi.
A skoro wspomniałem o odróżnianiu...
Surielu, myślę, że nie doceniasz młodych fantastów - i pewnie dlatego (być może nieświadomie) dość konkretnie ich tym stwierdzeniem obrażasz. Naprawdę uważasz, że ludzi lepiej przyciągnąć byle czym, bo są tak ciemni, że i tak kupią? Mam nadzieję, że nie - choć czasem wydaje się, że taki pogląd prezentuje Artur Szyndler, zaklinając rzeczywistość hasłami o tym, jak to odbiór jego literatury zmienia się, gdy człowiek przeczyta całość.Suriel napisał(a): Ale najpierw trzeba ich czymś wciągnąć, a nie jest to grupa szczególnie wybredna. A że ktoś nie pisze jak Martin, Sakowski albo Grzędowicz, trudno sam spróbój czy potrafisz napisać jak mistrzowie. Pisze się też często, no tak ale wymagam minimum stylu itd. itp, sam spróbój, napisz coś na polak potrafi, zobaczymy co inni powiedzą i czy zbierze to 6 tysięcy zł
Wyjaśnijmy sobie coś przy okazji. Nikt nie wymaga od Autora, by był drugim Grzędowiczem czy Martinem, ale twierdzenie, że między obecną formą powieściowej wersji KC i Sagą o Wiedźminie nie ma przestrzeni, w której warsztatowo bytują inni publikowani autorzy jest albo zaślepieniem, albo próbą wprowadzenia pozostałych dyskutantów w błąd. Ostatecznie zaś ma tyle samo sensu, co mówienie ludziom: "Zamiast krytykować, sam zrób lepiej". Choć fanów owej argumentacji szanuję wielce, bo zakładam, że wychodząc z kina po fatalnym filmie w milczeniu zabierają się za tworzenie własnej wielkoekranowej superprodukcji, a gdy kupią wyjątkowo awaryjny samochód to - miast przestrzec przed nim innych - w garażu zaczynają budować własny. Trudny, ale i piękny musi to być żywot.
Jak już napisałem, nikt nie wymaga od autora, by był drugim Martinem - ale osoba nakłaniana do zakupu jego prozy ma prawo wymagać, by był pisarzem. Pisarzem, czyli człowiekiem, który umie pisać. Za wyobraźnię i dobre pomysły można pochwalić kilkunastoletniego debiutanta, który po raz pierwszy pokazuje komuś swoje teksty. Człowieka, który dochował się dorosłego potomstwa, który przeczytał (jeśli dobrze zrozumiałem) setki książek i który teraz chce sprzedać nam własną pochwalić można tylko za prawdziwą sprawność warsztatu, którym te pomysły oblecze w gotowy produkt.
Nie. Przepraszam, ale nie. Absolutnie nie.Suriel napisał(a): Mówię to tutaj, bo brudy w rodzinie pierze się w domu a nie publicznie, na polak potrafi.
Zacznijmy od tego, że to nie są "brudy rodzinne" tylko dyskusja o produkcie, który jeden człowiek (wraz z istną hordą współpracowników) próbuje sprzedać co najmniej pięciuset kolejnym osobom. To jest normalna dyskusja na temat jakości owego produktu - i nawet jeśli wędruje na terytoria wycieczek osobistych, to nadal jest potrzebna. Dzięki niej ludzie patrzący z boku (tacy jak ja) wiedzą, że "tru" fani Kryształów Czasu są (w moim mniemaniu) ludźmi rozsądnymi, normalnymi, zdolnymi postrzegać realnie nawet ukochany przez nich produkt. Milczenie zaszkodziłoby całej tej społeczności - bo ja akurat o fanach KC nauczyłem się z tej krytyki bardzo dużo dobrego - poczynając od tego, że (poza okazjonalnymi szpilami - ale przecież wszyscy jesteśmy ludźmi) potrafią krytykować rzeczowo, sensownie i kulturalnie. A to w dobie dzisiejszego internetu jest rzadkością.
Dodatkowo, jestem zdania, że projekt już zakończył się niepowodzeniem (co jest chyba jasne dla każdego, kto w jakikolwiek sposób przyswoił sobie dynamikę crowdfundingu), o ile nie dojdzie w ostatniej chwili do serii wpłat opiewających na kilku- lub kilkunastotysięczne sumy i... bardzo dobrze. Będzie to gorzka i smutna nauka, ale jednak nauka, że polski fan nie da sobie wcisnąć ciemnoty, a polski twórca będzie musiał pracować solidnie, odpowiedzialnie i bardzo ciężko, by uczciwie na swój chleb zarobić. Bo (jak już wspomniałem) crowdfunding to nie magia. To ciężka praca, która przynosi efekty, gdy połączy się ją z wiedzą i prawdziwą otwartością na swoich "inwestorów", bez pustej buty, bez patrzenia z góry i bez paranoicznego strachu przed tym, że coś ktoś zaraz ukradnie, gdy tylko się to ludziom spodoba.
I tu dodam coś jeszcze na koniec tego zdecydowanie zbyt długiego wywodu: nie wesprę powieści ze świata Kryształów Czasu i zapewne nie wsparłbym jej, gdyby była lepsza. Nie dlatego, że nie lubię fantastyki. Nie dlatego, że nie lubię Autora. Fantastykę uwielbiam, a Artur Szyndler nie jest ani moim wrogiem, ani moim bratem. Nie zrobiłbym tego z jeszcze jednego powodu: oderwania od rzeczywistości. Jeśli ktoś tworzy produkt przeciętny (Labiryntowi Śmierci do przeciętności sporo brakuje, ale przymknę na to na chwilę oko), to głęboka wiara w jego geniusz raczej zapala w mojej głowie - w głowie człowieka "spoza" - czerwoną lampkę. Dlaczego?
Jeśli ktoś w sposób równie nierealistyczny postrzega świat, to szansa na to, że faktycznie będzie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań względem tych, którzy zapłacili zaczyna (w moim mniemaniu) maleć. I choć ewentualne szeregi wspierających trzebi fatalny poziom opublikowanej już prozy, niejednego zapewne i perspektywa straty wpłaconych pieniędzy również przynajmniej niepokoi. I jeśli kogoś takie podejście do sprawy brzydzi, to spieszę poinformować, że (akurat w tym przypadku) w takim podejściu do crowdfundingu odosobniony nie jestem - i takie podejście właśnie mam, jako człowiek niezwiązany emocjonalnie z przedmiotem kampanii.
Choć mógłbym napisać jeszcze parę rzeczy, to pora wywód zakończyć. Tym, którzy przezeń przebrnęli dziękuję - mam nadzieję, że było warto. Fanom nie szczędzącym gorzkich słów gratuluję odwagi i siły. Trzeba ją mieć, by jasno nazwać czerń czernią, biel bielą, a grafomanię grafomanią tam, gdzie pragnie się widzieć tylko to, co dobre.
Pozdrawiam ja - nowy użytkownik, Sfora spoza
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Faktycznie pisząc o tym, że młody człowiek dopiero rozpoczynający przygodę z fantasy jest mało wymagający było przejaskrawieniem. Zdaję sobie sprawę że osoby młode, oczytane i wymagające w stosunku do prozy. Osoby urażone serdecznie przepraszam.
Posłużyłem się tymi trzema autorami bo uchodzą za mistrzów, powinienem się posłużyć kilkoma innymi, bytujących w owej wskazanej przez ciebie przestrzeni. Prawda jest jednak taka, iż w tej przestrzeni są książki, które tutaj zapewne mają swoich fanów, a dla mnie mogłyby posłużyć do palenia w kominku. Z szacunku do fanów celowo unikam ich wskazania. Na rynku fantasy wyszło sporo książek których jakość... no cóż, nie chcę nikogo urazić i dlatego. Jednak się jakoś tam sprzedały. Nie jestem w stanie zachwycić się tymi wszystkimi dziełami, podawanym jako niezwykłe, wybitne... i opatrzone opisem drugi Tolkien. Myślę że jaśniej się nie da.
Fani mają taki czerwony przycisk o którym istnieniu Autor być może nie zdaje lub nie chce zdawać sobie sprawy. A po naciśnięciu którego cały projekt się wywala. Ale wkurza i frustruje mnie fakt, iż korzysta się z tego teraz bez opamiętania. Macie moc: 1) wywalić ten projekt, 2) napisać raz swoje zdanie bez powtarzania się (chociażby z grzecznosci) 3 zostać klakierem. Obecnie w dobrym tonie jest przyłożyć autorowi i podkreślić swoje oddanie dla KC. Ile jest jakich, każdy widzi. Ktoś w tym związku autor-fan musi się okazać mądrzejszy.
Gdyby to nie było jedno i jedyne podejście od którego zależy wszystko pewnie bym się nie przejął. Jak jakiś rpegowy kolos wyda słabszy dodatek to karawana idzie nadal na innych dodatkach. Jak się dostaje strzał w potylice na samym początku, to zostaje garaż pełen książek, permanentna niechęć do wydawania i fanów.
Zgadza się, jest wiele grzecznych i merytorycznych wypowiedzi krytycznie odnoszących się do powieści z których znaczna częścią mógłbym się zgodzić. Ale są też i takie wielokrotnie odgrzewane i te mnie wkurzają. A już wyciąganie jakichś historii o rzekomym współautorze który zginął w jakimś wypadku, o nasyłaniu przez autora jakichś ludzi którzy celowo mają wprowadzić ferment, czepianie się czyichś tam żon... dla mnie to niskie, i ja za tym nie nadążam. To są brudy rodzinne.
Dlatego też bardzo proszę, nie sugerujmy że Szyndler chce okraść albo że jego umysł jest oderwany od rzeczywistości, bo to już poniżej owej merytoryki, której jakość jest tak mocno podkreślana.
Tym bardziej że sam piszesz najpierw o paranoicznych lękach, że ktoś coś ukradnie.
Nie mniej jednak dzięki za konkretny post.
Posłużyłem się tymi trzema autorami bo uchodzą za mistrzów, powinienem się posłużyć kilkoma innymi, bytujących w owej wskazanej przez ciebie przestrzeni. Prawda jest jednak taka, iż w tej przestrzeni są książki, które tutaj zapewne mają swoich fanów, a dla mnie mogłyby posłużyć do palenia w kominku. Z szacunku do fanów celowo unikam ich wskazania. Na rynku fantasy wyszło sporo książek których jakość... no cóż, nie chcę nikogo urazić i dlatego. Jednak się jakoś tam sprzedały. Nie jestem w stanie zachwycić się tymi wszystkimi dziełami, podawanym jako niezwykłe, wybitne... i opatrzone opisem drugi Tolkien. Myślę że jaśniej się nie da.
Fani mają taki czerwony przycisk o którym istnieniu Autor być może nie zdaje lub nie chce zdawać sobie sprawy. A po naciśnięciu którego cały projekt się wywala. Ale wkurza i frustruje mnie fakt, iż korzysta się z tego teraz bez opamiętania. Macie moc: 1) wywalić ten projekt, 2) napisać raz swoje zdanie bez powtarzania się (chociażby z grzecznosci) 3 zostać klakierem. Obecnie w dobrym tonie jest przyłożyć autorowi i podkreślić swoje oddanie dla KC. Ile jest jakich, każdy widzi. Ktoś w tym związku autor-fan musi się okazać mądrzejszy.
Gdyby to nie było jedno i jedyne podejście od którego zależy wszystko pewnie bym się nie przejął. Jak jakiś rpegowy kolos wyda słabszy dodatek to karawana idzie nadal na innych dodatkach. Jak się dostaje strzał w potylice na samym początku, to zostaje garaż pełen książek, permanentna niechęć do wydawania i fanów.
Zgadza się, jest wiele grzecznych i merytorycznych wypowiedzi krytycznie odnoszących się do powieści z których znaczna częścią mógłbym się zgodzić. Ale są też i takie wielokrotnie odgrzewane i te mnie wkurzają. A już wyciąganie jakichś historii o rzekomym współautorze który zginął w jakimś wypadku, o nasyłaniu przez autora jakichś ludzi którzy celowo mają wprowadzić ferment, czepianie się czyichś tam żon... dla mnie to niskie, i ja za tym nie nadążam. To są brudy rodzinne.
Dlatego też bardzo proszę, nie sugerujmy że Szyndler chce okraść albo że jego umysł jest oderwany od rzeczywistości, bo to już poniżej owej merytoryki, której jakość jest tak mocno podkreślana.
Tym bardziej że sam piszesz najpierw o paranoicznych lękach, że ktoś coś ukradnie.
Nie mniej jednak dzięki za konkretny post.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Autor KC mimo kilkudziesięciu zarzutów do braku korekty i treści powieści, nie raczył się do nich ustosunkować. Sam ciągle wraca do różnych zagrywek w stylu, Appendixy, i inne marne asy, próbuje odwracać uwagę od słabości produktu. Fanów ma za nic. Należy powtarzać te same zarzuty i argumenty, aż coś do niego dotrze. Osobiście, gdybym chciał pozostać anonimowy to bym założył tam jakieś konto z innym nickiem niż mój.
Ale ja nie chcę być anonimowy i wyrażam swoje zdanie. Skoro powiedziane raz czy dwa, w delikatniejszej formie nie dawało efektu, użyłem nieco mniej delikatnej.
Ten człowiek Autor KC, z nami nie rozmawia, zignorował nas, tutaj nie pisze postów. Nie wspiera KC jako RPG, nie uszczknął niczego z zasobów swej szuflady, by wrzucić na portal, jakieś opisy czy nowe rasy np. Nie wspiera własnego systemu, raczej go dobija.
PP to jedyne miejsce gdzie można wyrażać swoje zdanie, by dotarło nie tylko do Fanów KC.
Suriel, masz dobre intencje i jeszcze wierzysz w Autora KC, ale on ma Fanów gdzieś, chce być mistrzem pióra, nie reanimować KC RPG.
Ale ja nie chcę być anonimowy i wyrażam swoje zdanie. Skoro powiedziane raz czy dwa, w delikatniejszej formie nie dawało efektu, użyłem nieco mniej delikatnej.
Ten człowiek Autor KC, z nami nie rozmawia, zignorował nas, tutaj nie pisze postów. Nie wspiera KC jako RPG, nie uszczknął niczego z zasobów swej szuflady, by wrzucić na portal, jakieś opisy czy nowe rasy np. Nie wspiera własnego systemu, raczej go dobija.
PP to jedyne miejsce gdzie można wyrażać swoje zdanie, by dotarło nie tylko do Fanów KC.
Suriel, masz dobre intencje i jeszcze wierzysz w Autora KC, ale on ma Fanów gdzieś, chce być mistrzem pióra, nie reanimować KC RPG.
Ostatnio zmieniony 03 września 2014, 11:37 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Aravenie, dziękuję za dobre słowo - dziękuję również wszystkim tym, którzy kliknięciami pozytywnie ocenili mój post.
Surielu, pozwolę sobie jeszcze przez chwilę pociągnąć dyskusję z Tobą, bo wskazałeś kilka wartych dalszego rozważenia kwestii.

No, ale do rzeczy. Pośród publikowanych autorów znajdują się i ci, którzy pisali pod młotkowe uniwersum. Ich książki tłumaczono potem za grosze na język polski i wypuszczano na rynek, oblepiając je atrakcyjną okładką i logiem Warhammera. W środku natomiast działy się rzeczy, od których oko trochę bolało. Potknięcia stylistyczne, błędy w tłumaczeniach, ewidentny brak prawdziwie profesjonalnej redakcji i korekty. Mimo wszystko, te książki jeszcze dało się czytać - bo potknięcia te zdarzały się co kilka stron, a nie na każdej stronie.
Problem prozy Artura Szyndlera polega na tym, że jest ona czystą grafomanią i to taką, na której można by uczyć ludzi jak nie pisać. Sam parę razy w życiu oceniałem teksty bardzo młodych ludzi, którzy pragnęli kariery pisarskiej - i to pośród tych właśnie znajdowałem pisaninę na podobnym poziomie. Labirynt Śmierci roi się od informacji niepotrzebnych (jak dokładnie podane wymiary broni, pomieszczenia, innego elementu lub manewru), połamanych związków frazeologicznych, związków niepołamanych, ale tak zajeżdżonych, że w prozie nie mających już miejsca, niekonsekwencji czy opisów po prostu niezrozumiałych. Zapewniam, że żadne wydawnictwo nigdy nie przyjęłoby takiego tekstu do druku.
Zanim przejdę dalej: wiem, że w Polsce światek wydawniczy działa nie tylko na zasadach czysto biznesowych i że niektórzy wypromowali swoją przeciętną prozę, bo pili tę prawie przysłowiową wódkę z właściwymi ludźmi. Problem w tym, że jest taki poziom prozy, poniżej którego zejść się po prostu nie da - i nikt takiej książki nie wyda nawet na progu towarzyskiej marskości wątroby, bo zainwestowane w nią pieniądze wtopiłby z kretesem, nawet gdyby powieść przez trzy miesiące leżała "na polecanych w Empiku" (co też jest inwestycją finansową).
Eskalacja argumentów w ogóle mnie nie dziwi. Autor selekcjonuje kwestie do których się odnosi - i to selekcjonuje je nie w sposób, który odcina ewidentne próby trollingu, ale tak, by nie odpowiadać na trudne i celne pytania. W takich warunkach dyskutanci sięgają po bardziej drastyczne środki. I bardzo dobrze, bo to oznacza, że w fanach jest jeszcze wola walki. Kiedy zrobi się zupełnie cicho, będzie można odegrać marsz żałobny nad Kryształami Czasu, bo ta cisza będzie oznaczać, że ich los nikogo rozsądnego już nie obchodzi.
Oczywiście, nie zawsze fani wiedzą najlepiej, a czasami sami nie potrafią się zgodzić na jedną wersję. Tutaj jednak chyba nie ma takiego problemu - a może inaczej: problemy są na tyle duże, że każdy wie, z czym trzeba walczyć. Zresztą, jak napisałem w swoim pierwszym poście, próba sprzedania ludziom pragnącym gry fabularnej miernej powieści wygląda mi albo na głupi błąd, albo na próbę brzydkiego "wydojenia" fanów, bazując na ich nostalgii.
Wspominasz o żonie - przyznam, że miałem podobną myśl, widząc wpis niejakiej Hannah. Kobieta ukrywająca się za pseudo jasno związanym z tekstem powieści, wypowiadająca się bardzo pozytywnie w morzu słusznie uderzających w jakość tekstu wypowiedzi - jakie inne można wyciągnąć wnioski? Żona, znajoma, może któraś z pań wymienionych w gargantuicznej liście współpracowników. W tym zatem ja brudów rodzinnych nie widzę - to raczej logiczne myślenie.
No i właśnie - albo Autor wie dokładnie, co robi (wmusza fanom na siłę słaby produkt, by powetować sobie dawny słaby układ z Magiem), albo kompletnie nie jest w stanie właściwie ocenić faktycznej wartości swojej prozy. To, niestety, powoduje, że wracamy do punktu wyjścia. Wytłumaczenia innego niż obydwa, które krytykujesz nie znajduję.
Surielu, pozwolę sobie jeszcze przez chwilę pociągnąć dyskusję z Tobą, bo wskazałeś kilka wartych dalszego rozważenia kwestii.
Stoję na pozycji, że nielubienie czegoś, co lubi ktoś inny nie powinno go urażać. Wiem, że niektórym ten pomysł wyda się nieco egzotyczny, ale ja sam mam takie właśnie podejście do tego, czego jestem wielkim fanem. Mówiąc konkretniej: nie uważam osoby, która głosi nieporadność mechaniki drugiej edycji Warhammera czy sztampowość jego świata za kogoś, kto chce mnie obrazić. Mogę go najwyżej uznać za niewiernego, który nie ujrzał jeszcze światła wiekuistego geniuszu mego ukochanego systemuSuriel napisał(a):Posłużyłem się tymi trzema autorami bo uchodzą za mistrzów, powinienem się posłużyć kilkoma innymi, bytujących w owej wskazanej przez ciebie przestrzeni. Prawda jest jednak taka, iż w tej przestrzeni są książki, które tutaj zapewne mają swoich fanów, a dla mnie mogłyby posłużyć do palenia w kominku.
No, ale do rzeczy. Pośród publikowanych autorów znajdują się i ci, którzy pisali pod młotkowe uniwersum. Ich książki tłumaczono potem za grosze na język polski i wypuszczano na rynek, oblepiając je atrakcyjną okładką i logiem Warhammera. W środku natomiast działy się rzeczy, od których oko trochę bolało. Potknięcia stylistyczne, błędy w tłumaczeniach, ewidentny brak prawdziwie profesjonalnej redakcji i korekty. Mimo wszystko, te książki jeszcze dało się czytać - bo potknięcia te zdarzały się co kilka stron, a nie na każdej stronie.
Problem prozy Artura Szyndlera polega na tym, że jest ona czystą grafomanią i to taką, na której można by uczyć ludzi jak nie pisać. Sam parę razy w życiu oceniałem teksty bardzo młodych ludzi, którzy pragnęli kariery pisarskiej - i to pośród tych właśnie znajdowałem pisaninę na podobnym poziomie. Labirynt Śmierci roi się od informacji niepotrzebnych (jak dokładnie podane wymiary broni, pomieszczenia, innego elementu lub manewru), połamanych związków frazeologicznych, związków niepołamanych, ale tak zajeżdżonych, że w prozie nie mających już miejsca, niekonsekwencji czy opisów po prostu niezrozumiałych. Zapewniam, że żadne wydawnictwo nigdy nie przyjęłoby takiego tekstu do druku.
Zanim przejdę dalej: wiem, że w Polsce światek wydawniczy działa nie tylko na zasadach czysto biznesowych i że niektórzy wypromowali swoją przeciętną prozę, bo pili tę prawie przysłowiową wódkę z właściwymi ludźmi. Problem w tym, że jest taki poziom prozy, poniżej którego zejść się po prostu nie da - i nikt takiej książki nie wyda nawet na progu towarzyskiej marskości wątroby, bo zainwestowane w nią pieniądze wtopiłby z kretesem, nawet gdyby powieść przez trzy miesiące leżała "na polecanych w Empiku" (co też jest inwestycją finansową).
A ja akurat uważam, że fani doszli do panicznego walenia w czerwony przycisk, bo okazało się, że przycisk to tylko atrapa. Oczywiście, jest nadzieja, że może jednak zadziała, że może po prostu ktoś go zapomniał podłączyć, a jak się już zorientuje, to złapie się za głowę i projekt zatrzyma - i dlatego wciąż przycisk wciskają.Suriel napisał(a):Fani mają taki czerwony przycisk o którym istnieniu Autor być może nie zdaje lub nie chce zdawać sobie sprawy. A po naciśnięciu którego cały projekt się wywala. Ale wkurza i frustruje mnie fakt, iż korzysta się z tego teraz bez opamiętania.
Eskalacja argumentów w ogóle mnie nie dziwi. Autor selekcjonuje kwestie do których się odnosi - i to selekcjonuje je nie w sposób, który odcina ewidentne próby trollingu, ale tak, by nie odpowiadać na trudne i celne pytania. W takich warunkach dyskutanci sięgają po bardziej drastyczne środki. I bardzo dobrze, bo to oznacza, że w fanach jest jeszcze wola walki. Kiedy zrobi się zupełnie cicho, będzie można odegrać marsz żałobny nad Kryształami Czasu, bo ta cisza będzie oznaczać, że ich los nikogo rozsądnego już nie obchodzi.
A powinna pozostać permanentna niechęć do źle zaplanowanych i nieprawidłowo przeprowadzonych akcji na Polak Potrafi. Złość na fanów, którzy jasno, otwartym tekstem deklarują zarówno chęć pomocy (mając przy tym całą niniejszą stronę pełną stworzonych przez siebie materiałów na dowód tego, że tej pomocy udzielić potrafią), jak i zakupu konkretnego produktu to w tej konkretnej sytuacji ostatnia nadzieja Kryształów Czasu. Powinna raczej stanowić przestrogę przed taką "garażową" perspektywą. Kto przestrogę zignoruje, ten może mieć pretensje tylko do siebie.Suriel napisał(a):Jak się dostaje strzał w potylice na samym początku, to zostaje garaż pełen książek, permanentna niechęć do wydawania i fanów.
Oczywiście, nie zawsze fani wiedzą najlepiej, a czasami sami nie potrafią się zgodzić na jedną wersję. Tutaj jednak chyba nie ma takiego problemu - a może inaczej: problemy są na tyle duże, że każdy wie, z czym trzeba walczyć. Zresztą, jak napisałem w swoim pierwszym poście, próba sprzedania ludziom pragnącym gry fabularnej miernej powieści wygląda mi albo na głupi błąd, albo na próbę brzydkiego "wydojenia" fanów, bazując na ich nostalgii.
Napisałem wyżej: fani jeszcze walczą. Walczą desperacko, więc czasem chwytają za jakąkolwiek, choćby i najbardziej paskudną broń. Mnie też nie podoba się wywlekanie jakichś niesprawdzonych historii sprzed trzydziestu lat, ale już z tym nasyłaniem ludzi przez Autora... no, tu akurat chyba jestem w stanie zgodzić się z tymi, co takie działanie podejrzewają.Suriel napisał(a):A już wyciąganie jakichś historii o rzekomym współautorze który zginął w jakimś wypadku, o nasyłaniu przez autora jakichś ludzi którzy celowo mają wprowadzić ferment, czepianie się czyichś tam żon... dla mnie to niskie, i ja za tym nie nadążam. To są brudy rodzinne.
Wspominasz o żonie - przyznam, że miałem podobną myśl, widząc wpis niejakiej Hannah. Kobieta ukrywająca się za pseudo jasno związanym z tekstem powieści, wypowiadająca się bardzo pozytywnie w morzu słusznie uderzających w jakość tekstu wypowiedzi - jakie inne można wyciągnąć wnioski? Żona, znajoma, może któraś z pań wymienionych w gargantuicznej liście współpracowników. W tym zatem ja brudów rodzinnych nie widzę - to raczej logiczne myślenie.
Przepraszam, ale nie znajduję innych wytłumaczeń dla przeświadczenia, iż wciągnięcie do pracy nad systemem fabularnym kilku fanów czy korzystanie ze Skype'a skończy się kradzieżą własności intelektualnej. Nie rozumiem, jak tak fatalny tekst można by reklamować (usuniętymi już) opiniami "krakowskich krytyków" i tekstami o "śmianiu się i klaskaniu" w czasie czytania... no, dobra, to ostatnie akurat mogę zrozumieć.Suriel napisał(a):Dlatego też bardzo proszę, nie sugerujmy że Szyndler chce okraść albo że jego umysł jest oderwany od rzeczywistości, bo to już poniżej owej merytoryki, której jakość jest tak mocno podkreślana. Tym bardziej że sam piszesz najpierw o paranoicznych lękach, że ktoś coś ukradnie.
No i właśnie - albo Autor wie dokładnie, co robi (wmusza fanom na siłę słaby produkt, by powetować sobie dawny słaby układ z Magiem), albo kompletnie nie jest w stanie właściwie ocenić faktycznej wartości swojej prozy. To, niestety, powoduje, że wracamy do punktu wyjścia. Wytłumaczenia innego niż obydwa, które krytykujesz nie znajduję.
I ja dziękuję za dalszą dyskusję - jak widać, nie wzbraniam się przed jej kontynuowaniem.Suriel napisał(a):Nie mniej jednak dzięki za konkretny post.
Pod tym moge sie tylko podpisac (ale nie w celu przywlaszczenia cudzej wlasnosci intelektualnej ;P )A ja akurat uważam, że fani doszli do panicznego walenia w czerwony przycisk, bo okazało się, że przycisk to tylko atrapa. Oczywiście, jest nadzieja, że może jednak zadziała, że może po prostu ktoś go zapomniał podłączyć, a jak się już zorientuje, to złapie się za głowę i projekt zatrzyma - i dlatego wciąż przycisk wciskają.
Eskalacja argumentów w ogóle mnie nie dziwi. Autor selekcjonuje kwestie do których się odnosi - i to selekcjonuje je nie w sposób, który odcina ewidentne próby trollingu, ale tak, by nie odpowiadać na trudne i celne pytania. W takich warunkach dyskutanci sięgają po bardziej drastyczne środki. I bardzo dobrze, bo to oznacza, że w fanach jest jeszcze wola walki. Kiedy zrobi się zupełnie cicho, będzie można odegrać marsz żałobny nad Kryształami Czasu, bo ta cisza będzie oznaczać, że ich los nikogo rozsądnego już nie obchodzi.
A tutaj nie do konca. Przynajmniej czesc dyskutujacych (choc na tym forum rzadziej, niz gdzie indziej) zdaje sie czerpac przyjemnosc z kopania lezacego. Raz po raz. We wrazliwe miejsca. Byle tylko zabolalo.Napisałem wyżej: fani jeszcze walczą. Walczą desperacko, więc czasem chwytają za jakąkolwiek, choćby i najbardziej paskudną broń. Mnie też nie podoba się wywlekanie jakichś niesprawdzonych historii sprzed trzydziestu lat, ale już z tym nasyłaniem ludzi przez Autora... no, tu akurat chyba jestem w stanie zgodzić się z tymi, co takie działanie podejrzewają.
A to juz jest niskie, bo od dyskusji nad produktem i kierunkiem dzialania, przechodzi sie plynnie do bezmyslengo krytykanctwa i wycieczek osobistych.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
Pod tym ja się podpisuję obiema rękami. Gdyby głupota pozwalała latać łatwo zauważylibyśmy tych, którzy chcą zwyczajnie dokopać. Nie ma to ani chęci pomocy, ani zastanowienia, jedynie walenie leżącego na odlew. Przykre to, ale tak właśnie aktualnie wygląda sieć i sprawa KC. To już jest pastwienie, a niestety niektórzy z naszych użytkowników skutecznie podsycają ten stan rzeczy. Mimo tego u nas jest troszkę lepiej i zachowajmy to w ten sposób.A tutaj nie do konca. Przynajmniej czesc dyskutujacych (choc na tym forum rzadziej, niz gdzie indziej) zdaje sie czerpac przyjemnosc z kopania lezacego. Raz po raz. We wrazliwe miejsca. Byle tylko zabolalo.
A to juz jest niskie, bo od dyskusji nad produktem i kierunkiem dzialania, przechodzi sie plynnie do bezmyslengo krytykanctwa i wycieczek osobistych.
Co do "Nie ma to ani chęci pomocy, ani zastanowienia," - wydaje mi się, że chęć pomocy to jest i to spora. Rad, pomysłów, argumentów, sugestii dosyć dużo było. Problem w braku odzewu, wszystko to trafia w próżnię. Co powoduje frustrację i w efekcie eskalację - ile razy można pytać o to samo? Jedni po n-tym razie zostawiają temat, inni się nakręcają.