: 09 maja 2013, 18:49
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Przez wzgląd na obserwujących kotołaka hersirów Llorvas powstrzymał się przed przesadnym łajaniem kocura, ale sarkastyczna natura nie pozwalała mu zapomnieć o wybryku khajiita. Barr'teh słyszał rzecz jasna znaczące cmokanie i pochrząkiwanie elfa, wszelako własnym zwyczajem puszczał te dźwięki koło uszu, nic sobie z opinii dunmera nie robiąc.
Towarzyszący kotołakowi Thargol obejrzał kotołaka już wcześniej uważnie, ale najwyraźniej nie do końca zaspokoił swą ciekawość, bo wstępując na kamienne schody wiodące ku strzelistym ścianom dworu obejrzał się ponownie z ukosa na kocura.
- Prawdziwie wlazłeś na mur pod nosem strażników? - zapytał starszy drużynnik, spozierając na kotołaka przez otwory swego nasadzonego na głowę hełmu - Po ścianie w górę?
- Barr'teh nie kłamciciel - wzruszył ramionami na ludzki sposób kocur - Po kamieniach się wspinał, na samiuśką górę. Człowieki słabowite ślepia mają po zmroku, tedy Barr'teha nie ujrzeli.
- A te piekielne wrzaski, co mieszkańców tak nastrachały? - drążył dalej Thargol - Nie wiesz, co to takiego było? Widziałeś na podgrodziu jakie upiory?
- Piekielne wrzaski? - zdziwił się szczerze khajiit - Barr'teh nic nie słyszał, naprawdę! Upiory, człowiek powiada? Barr'teh żadnego upiornika nie widział, naprawdę! Jak tam naprawdę jest jakiś upiornik, to Barr'teh nie chce mieć z nim niczego wspólnego!
Thargol urwał na chwilę rozmowę, bo z góry schodów nadszedł pobrzękujący orężem drużynnik.
- Ullaf kazał ich zaprowadzić prosto do naszych kwater, Thargolu - powiedział hersir - Inni już tam są. Gotowią się do drogi.
Wysoko w górze czarne przestworza skrzyły się przepiękną migotliwą panoramą gwiazd, mimo chłodu jesiennej nocy budząc pierwotny zachwyt wpatrzonego w nie kotołaka.
Przez wzgląd na obserwujących kotołaka hersirów Llorvas powstrzymał się przed przesadnym łajaniem kocura, ale sarkastyczna natura nie pozwalała mu zapomnieć o wybryku khajiita. Barr'teh słyszał rzecz jasna znaczące cmokanie i pochrząkiwanie elfa, wszelako własnym zwyczajem puszczał te dźwięki koło uszu, nic sobie z opinii dunmera nie robiąc.
Towarzyszący kotołakowi Thargol obejrzał kotołaka już wcześniej uważnie, ale najwyraźniej nie do końca zaspokoił swą ciekawość, bo wstępując na kamienne schody wiodące ku strzelistym ścianom dworu obejrzał się ponownie z ukosa na kocura.
- Prawdziwie wlazłeś na mur pod nosem strażników? - zapytał starszy drużynnik, spozierając na kotołaka przez otwory swego nasadzonego na głowę hełmu - Po ścianie w górę?
- Barr'teh nie kłamciciel - wzruszył ramionami na ludzki sposób kocur - Po kamieniach się wspinał, na samiuśką górę. Człowieki słabowite ślepia mają po zmroku, tedy Barr'teha nie ujrzeli.
- A te piekielne wrzaski, co mieszkańców tak nastrachały? - drążył dalej Thargol - Nie wiesz, co to takiego było? Widziałeś na podgrodziu jakie upiory?
- Piekielne wrzaski? - zdziwił się szczerze khajiit - Barr'teh nic nie słyszał, naprawdę! Upiory, człowiek powiada? Barr'teh żadnego upiornika nie widział, naprawdę! Jak tam naprawdę jest jakiś upiornik, to Barr'teh nie chce mieć z nim niczego wspólnego!
Thargol urwał na chwilę rozmowę, bo z góry schodów nadszedł pobrzękujący orężem drużynnik.
- Ullaf kazał ich zaprowadzić prosto do naszych kwater, Thargolu - powiedział hersir - Inni już tam są. Gotowią się do drogi.
Wysoko w górze czarne przestworza skrzyły się przepiękną migotliwą panoramą gwiazd, mimo chłodu jesiennej nocy budząc pierwotny zachwyt wpatrzonego w nie kotołaka.
Brakujący członkowie grupy już są. Jakie ewentualne przygotowania do ekspedycji chcecie zadeklarować? Co z ekwipunku zostawić, a co zabrać? Modlitwy, medytacje, pisanie testamentu? Inne deklaracje?