Strona 113 z 126

: 15 maja 2013, 21:56
autor: Procjon
- W stalowej zbroi zmarzniesz nawet szybciej niż bez niej - rzekł elf, sprawdzając czy lina nie ma żadnych uszkodzeń. - Ale i tak przywykłem do wyższych temperatur. Ach, te letnie dni w Cyrodiil... - rozmarzył się Sivariael.

: 16 maja 2013, 08:54
autor: namakemono
Przyzwyczajony do dość równych pustyń Tamriel, Hastur niezbyt pewnie czuł się ze świadomością, że zaraz straci oparcie dla stóp, a swe życie będzie musiał zawiesić na (czy aby na pewno wystarczająco mocnej?) linie. Jednak nie czuł strachu, raczej ciekawość czekającego go nowego doświadczenia.

: 16 maja 2013, 21:43
autor: Keth
Smocza Przystań, 14 dzień Ostatnich Siewów

Jeden po drugim cudzoziemscy najmici dołączyli do siedzącego okrakiem na ogrodzeniu Bretona, sięgając po własne liny i sprawdzając je ze zrozumiałą ostrożnością. Widząc ich gotowość do poprowadzenia forpoczty straceńców, Irileth mruknęła coś cicho pod nosem.

Chociaż jej słowa były tak ciche, że nikt ich nie zrozumiał, najmici nie mogli się oprzeć wrażenia, że wypowiedziano je tonem aprobaty.

- Bogowie, miejcie mnie w swej opiece - powiedział głośno Neviers. Nakreśliwszy na piersi znak Akatosha Breton opasał się liną, a potem przełożył drugą nogę za blanki i zniknął w jednej chwili. Któryś ze zbitych w ciasną grupę hersirów westchnął bezwiednie, ktoś inny gwizdnął z wrażenia. Ledwie chwilę później wszyscy rzucili się do ogrodzenia, z Irileth i Skarsim na czele, przechylając się ponad ostrokołem i spoglądając w dół.

Dumas Neviers opuszczał się niczym łasica w dół liny, ściskając ją grubymi skórzanymi rękawicami i odbijając się nogami od skalnego klifu.

- Barr'teh myśli, że on miał za przodka khajiita - przyznał niechętnie kotołak, strzygąc pociesznie uszami - Nie ma sierści ani ogona, ale bardzo zwinnaśny, bardzo... ale Barr'teh go zaraz prześcignie!

Dowodząc tego, że nie zwykł rzucać słów na wiatr, khajiit zaczął się opuszczać w dół pionowej ściany w ślad za Neviersem, poprzez zimną ciemność nocy rozpraszaną jedynie słabym blaskiem księżyca.

- Na święte piaski, trochę wysoko - powiedział przyciszonym głosem Hastur, czując w głowie lekki zawrót głowy, który wcale go nie dziwił. Odległość dzieląca mur Przystani od traw wyżyny jawiła się Redgardowi niepokojąco olbrzymia i jedynym pocieszeniem była dla niego świadomość, że schodzenie w dół liny było łatwiejsze od wspinaczki w górę.
Nie będę owijał w sreberka - czeka Was dość niebezpieczny test ZR. Skrycie liczyłem na to, że ktoś okaże dość pokory i poprosi o błogosławieństwo kapłanów Arkaya, bo w tym świecie bogowie zwykli wspierać swych wyznawców w potrzebie... ale teraz po ptokach, trzeba liczyć wyłącznie na siebie!

: 16 maja 2013, 23:55
autor: 8art
Khajit rzucił się w dół chąc znaleźć się na dole szybciej niż Breton. W zasadzie nie myślał o niebezpieczeństwie, bo kotołaki nie miały lęku przestrzeni, ale niespodziewana rywalizacja wprawiła Barr'teha w świetny nastrój. Mrucząc zadowolony zssuwał się po linie z wielką łatwością...
Pisząc znaleźć się na dole szybciej niż Breton, nie mam na mysli spaść:) Ale że koty spadają zawsze na cztery łapy i mają podobno siedem żyć, to zasuwam jak na zawodach

: 19 maja 2013, 18:54
autor: Keth
Smocza Przystań, 14 dzień Ostatnich Siewów

Wędrówka w dół grubych lin okazała się nie lada wyzwaniem dla wszystkich podkomendnych Irileth, wielu z nich mrożąc krew w żyłach wysokością skalnego klifu. Rośli silni mężczyźni zaczęli opuszczać się ku podstawie wzniesienia w ślad cudzoziemskimi najemnikami, uznając niechętnie ich oczywistą odwagę i nie chcąc ujść w oczach zauszniczki jarla za tchórzy.

Chociaż spięty do wszelkich granic Hastur spodziewał się, że prędzej czy później ktoś odpadnie od liny i runie w dół gruchocząc sobie na skałach kości, błogosławieństwo Arkaya musiało mieć uczestników eskapady w swej opatrzności. Chroniący dłonie grubymi rękawicami i mający na sobie jedynie częściowe odzienie, nawykli do wspinaczki po górach hersirowie przedostawali się na trawiastą wyżynę odbiegając w ciemności nocy ze swoimi pakunkami i wdziewający ponownie wyciągane ze środka zbroje.

Kiedy Redgard zeskoczył z głośnym westchnięciem ulgi na ziemię w cieniu ogromnego zbocza Przystani, Neviers i Barr'teh już byli na dole, czekając w kucki na resztę towarzyszy. Przesłonięte bryłą dworu miasto zniknęło po przeciwnej stronie góry, do uszu zachowujących ciszę wojowników nie docierał z tamtego kierunku najlżejszy dźwięk.

Rozciągająca się po pełnym gwiazd niebem trawiasta równina sprawiała wrażenie opustoszałej, ale kotołaka ta pustka bynajmniej nie zwiodła. W ciemnościach nocy ustawicznie coś się cicho poruszało, coś poruszało niczym dotyk wiatru źdźbłami traw, coś wydawało z siebie niespokojne pomrukiwanie oddalając się w bezpiecznym kierunku.

Nagłe pojawienie się w jednym miejscu ponad sześćdziesięciu intruzów spłoszyło wiele żerujących pod osłoną nocy zwierząt, mogło też zwrócić uwagę innych, mniej płochliwych i bardziej żarłocznych.

Khajiit wstał z kucek na widok Hastura, zaczął wciągać w nozdrza wyczuwalne tylko przez siebie zapachy.

- Wszyscy już na dole? - opodal rozległ się znajomy szept Irileth.

- Ostatni w drodze, pani - odpowiedział Skarsi, wyłaniając się z mroku przy Bretonie i klepiąc go w przelocie dłonią po ramieniu.
W drodze jeszcze Ahraveen i Sivariael, reszta już na dole. Na razie nikt nie spadł, co jest miłą niespodzianką, możecie mi wierzyć!

: 19 maja 2013, 21:41
autor: 8art
- Człowieki siedzą cicho, a nie hałasują jak na uczcie, bo zwierzyne płoszą - syknął Barr'teh, dla którego niezdarne próby skaradania ludzi, były iście żałosne: - Każdy khajit wyczułby was z dwóch mil...

Kotołak był prawie przestraszaony, choć tak naprawdę nie miał się czym martwić. Khajitów w Skyrimie było jak przysłowiowy kot napłakał, a hersirowie jak na ludzkie standardy zachowywali się bardzo cicho. Niemniej ludzkie standardy dla kotołaka były istną kakofonią dźwieków i wszelkiego rodzaju znaków kłujących zmysły jednym prostym przekazem "Heeeej, tu jesteśmy!"

: 20 maja 2013, 08:50
autor: Araven
Jaszczur koncentruje się na zejściu na dół.

: 20 maja 2013, 16:58
autor: mordimer00
Llorvas był już na dole i zaczął wdziewać na siebie zbroje i cały swój ekwipunek po czym szybkim krokiem ruszył w stronę jakiejkolwiek osłony aby nikt z murów nie dostrzegł go przemykającego przed umocnieniami.

: 23 maja 2013, 19:21
autor: Keth
Pobliże Białej Grani, 14 dzień Ostatnich Siewów

Hersirowie Irileth byli świetnie wyszkolonymi i zdyscyplinowanymi wojownikami, po godzinie obcowania z nimi Hastur był już tego całkowicie pewien. Żaden z nich nie uczynił sobie krzywdy schodząc po linach w dół zbocza, wszyscy błyskawicznie założyli swe wyciągnięte ze związanych ciasno tobołków zbroje, przypasali do boków oręż, a do lewych rąk tarcze. Poruszając się żwawo w ciemnościach nocy otoczyli ciasnym kręgiem Irileth i jej starszych drużynników, przyklękając bądź kucając wśród gęstej wysokiej trawy.

- Bogom dzięki, że się nam powiodło - oznajmiła podniesionym szeptem dunmerka, stojąca pośrodku gromady czerniejących w mroku kształtów - Wszelako na modły przyjdzie czas, kiedy wrócimy do Grani. Pójdziemy na północ, w stronę Omszałych Wzgórz. Przekroczymy rzekę i przyczaimy się w lesie na drugim brzegu.

- Zachowajcie ciszę i wielką ostrożność - wtrącił Skarsi - Pamiętajcie o olbrzymach. Zwykli spać nocną porą, ale pewności żaden z nas mieć nie może, a wystarczy jeden, żeby srodze nas poturbować.

- Nie wspominam już o ich oswojonych mamutach - dodała Irileth - W razie kłopotów ominiemy ich szerokim łukiem, bez wszczynania zwady. Miejcie oczy szeroko otwarte. Wy, jaszczur z kocurem i reszta, trzymajcie się tuż przy mnie!
Czeka Was teraz nocna podróż ku Omszałym Wzgórzom, odległym od dwie mile na północ, za traktem prowadzącym do Sioła Ivara. Poruszacie się w ciemnościach, z zachowaniem pełnej ostrożności i ciszy!

: 23 maja 2013, 20:10
autor: mordimer00
-Pani Irileth jeśli można się wtrącić to kotek to wyśmienity zwiadowca i żal go na tyłach zostawiać, bo tu się nam na nic nie przyda a i My także lepiej sobie radzimy w mniejszych grupach zwiadowczych niż w tak wielkim oddziale. My nie nawykli do szyku i karności ale oczywiście tak tylko mówię, nie żebym coś sugerował.
Llorvas idzie w szyku obserwując zachowanie tych surowych ludzi, stara się zrozumieć ich mentalność i to co nimi kieruje.

: 23 maja 2013, 20:50
autor: Araven
Argonianin karnie idzie z innymi.
Jakie dostaliśmy zbroje teraz? Mam mój topór i tarczę, czy jakieś inne uzbrojenie z przydziału?

: 23 maja 2013, 20:59
autor: Keth
Ciężkie hełmy zasłaniające twarze, brygantyny i kolcze koszulki, tarcze z insygniami Białej Grani. Parametry pancerzy zamieszczę niebawem. Jeśli o broń idzie, macie swoją własną, również łuki. Do tego niewielkie sakwy, a w nich suszone mięso, chleb i ser na dwa dni w terenie oraz bukłaki z wodą.

: 25 maja 2013, 19:57
autor: Keth
Pobliże Białej Grani, 14 dzień Ostatnich Siewów

Dunmerka potrzebowała zaledwie krótkiej chwili, by przemyśleć słowa Llorvasa i podjąć słuszną decyzję. Otaksowała bacznym spojrzeniem kucającego przy niej kotołaka, pokiwała leciutko głową.

- Dobra rada, ziomku - powiedziała melodyjnym szeptem - Wiele słyszałam o talentach khajiitów, niechaj zatem wasz druh dowiedzie, że to coś więcej niż tylko z palca wyssane opowieści. Co ty rzeczesz, kocurze?

- Barr'teh myśli, że opowieści są prawdziwe - odparł enigmatycznie kotołak - Barr'teh sam wiele takich opowiadał człowiekom, a Barr'teh nie kłamciuch.

- Idziemy na zachód, ku rzece - powtórzyła Irileth - Zaczekaj na nas na brzegu, nie przeprawiaj się na przeciwny brzeg, póki się nie rozmówimy. Jeśli coś najdziesz, wracaj cichaczem, nie czyń rwetesu.

- Barr'teh wyborny węszyciel - zastrzygł uszami khajiit - Przynieść Irileth borsuka?

- Żadnych polowań po drodze - zasyczała ostrzegawczo hersirka - Pojmujesz me słowa?

Kotołak miauknął w odpowiedzi niechętnie, a potem spiął swe mięśnie i przecisnął się między zbitymi ciasno wojownikami rozpływając się w ciemnościach nocy. Irileth odprowadziła go spojrzeniem, a potem podniosła się z kucek unosząc w górę prawą dłoń.

- Truchtem, ale ostrożnie - rzuciła krótką komendę ruszając w stronę pogrążonego w mroku zachodniego krańca wyżyny - A wy, druhowie kocura, nie oddalajcie się na więcej niż dziesięć kroków ode mnie.
Od niewielkiej rzeczki stanowiącej odnogę Białej Rzeki i płynącej wzdłuż podstawy Omszałych Wzgórz na północ w kierunku Sioła Rorika dzieli Was jakieś półtorej godziny truchtu...

: 26 maja 2013, 07:19
autor: Araven
Nie najmowałem się do biegania w ciężkiej zbroi pomyślał argonianin, ale truchtał obok reszty.

: 26 maja 2013, 21:31
autor: Keth
Pobliże Białej Grani, 14 dzień Ostatnich Siewów

Chociaż nie czujący się zbyt wygodnie w ciężkiej zbroi argonianin początkowo szczerze w to powątpiewał, pierwsza godzina podróży w mdłym blasku księżyca dowiodła wprawy hersirów w nocnych wycieczkach. Ponad pół setki wojowników nie czyniło żadnych zbytecznych dźwięków, nie dzwoniło zbyt luźnym żelazem ani nie tupało przesadnie - Ahraveen podejrzewał, że jakiś pogrążony w śnie wędrowiec nie zauważyłby zbrojnych wędrowców, dopóki ci nie wpadliby prosto w jego obozowisko.

A rozumny jaszczur pewien był tego, że idący przodem Barr'teh nie pozwoli, by ekspedycja jarla Balgruufa napatoczyłaby się przypadkiem na niepożądanych świadków... już prędzej lękał się lekko tego, że rozzuchwalony dreszczem emocji kocur zacznie działać zbyt popędliwie i bez konsultacji z Irileth usunie niewygodnych świadków w najwygodniejszy dla siebie sposób, przegryzając im w śnie gardła.

Porastająca wyżynę gęsta trawa sięgała jaszczurowi nad kolana, tworząc miękki kobierzec, który wręcz kusił do spoczynku. Trudy długiej podróży z Rzecznej Puszczy zaczynały argonianinowi coraz bardziej doskwierać, bo też po dotarciu do miasta najmici wcale nie odpoczęli, teraz zaś czekała ich całonocna wędrówka przez upstrzone zagajnikami trawiaste pustkowia.

Biała Grań zniknęła już dawno gdzieś w tyle, zlewając się w jedno z czernią widnokręgu.