Strona 114 z 126

: 27 maja 2013, 19:21
autor: 8art
Kotolak na czterech lapach bezszeletnie poruszal sie w awangardzie wyprawy, wypatrujac wszelakich niebezpieczenstw, a w szczegolnosci wielkich czlowiekow i mamuciakow, o ktorych mowila ludziowa. Poki co jedynym co znalazl bylo puste gniazdo przepiorek, ktore oczywiscie khajit oproznil z pysznych jajek. Ludziowa wspominala zeby nie lapac borsukow, ale znalezione jajka chyba nie podchodzily pod te kategorie.

Szybko zjadl niemal juz rozwiniete zarodki z jajek oblizujac sie ze smakiem i wrocil do roboty jaka mu przypadla. Cieszyl sie z takiego obrotu sprawy, bo czlowieki tylko halasowaly, probujac zachowac cisze.

Rozgladajac sie w ciemnosci nocy, strzygac uszami i co chwile chwytajac coraz to nowe zapachy ruszyl do przodu.

: 28 maja 2013, 07:27
autor: mordimer00
Llorvas biegł obok reszty, choć zbroja była trochę za ciężka to jednak dotrzymywał kroku rosłym hersirom a wręcz mógłby ich prześcignąć gdyby tylko chciał.
Nie rozumiał po co wszyscy w jednej kupie lezą jako łatwy i duży cel dla wszystkich którzy mogliby im zasadzkę urządzić, no ale na całe szczęście nie on tu dowodził.

: 31 maja 2013, 14:58
autor: Keth
Rzeka opodal Omszałych Wzgórz, 14 dzień Ostatnich Siewów

Czuły słuch Barr'teha wychwycił dźwięk szemrzącej na kamieniach rzeki na długo przed postawieniem łapy na jej wysokim urwistym brzegu. Wąski, ale wartki nurt zmierzał ku północy, ciurkając, chlupocząc i szumiąc na raz, tworząc melodyjną uwerturę natury.

Khajiit przycupnął na brzegu, wodząc wokół siebie szeroko otwartymi ślepiami i poruszając bezwiednie długimi wąsami. Ciemna noc niosła ze sobą wiele dźwięków i zapachów, które półzwierzęcy umysł kotołaka rozpoznawał bez większego trudu: tupot racic idącego do wodopoju dzika, zakrzyk puszczyka, woń starej padliny czy zdeptanych ziół. W korycie rzeki i na jej płyciznach poruszały się sporych rozmiarów kształty, obłe i trącające się co chwila wzajemnie wielkimi szczypcami. Kocur oblizał się mimowolnie na widok rzecznych krabów, ale z miejsca zarzucił pomysł małego niewinnego polowania - powstrzymywały go przed tym nie tylko jednoznaczne rozkazy elfiej komendantki, ale i świadomość faktu, że woda w rzece była w środku nocy wyjątkowo zimna, odstręczająca na samą myśl o zanurzeniu w niej łapy.

Hersirowie znajdowali się gdzieś w tyle, dość daleko, by khajiit nie słyszał jeszcze odgłosów powodowanych nieuchronnie przez tak dużą grupę poruszających się w ciasnym szyku istot. Barr'teh nie zamierzał odmawiać norskim żołnierzom dyscypliny i wprawy w nocnych eskapadach, bo przemieszczali się przez trawiastą wyżynę w sposób nad wyraz dla ludzi cichy, ale kotołaka nigdy nie zdołaliby podejść na odległość mniejszą niż pół strzału z łuku.

Lekki podmuch wiatru przyniósł ze sobą nowe zapachy, przesycone ostrą nutą zwierzęcego piżma, która sprawiła, że sierść khajiita zjeżyła się w jednej chwili w przejawie zaniepokojenia.

Gdzieś od strony północy uszy kocura pochwyciły stłumiony dźwięk porykiwania, urwany i krótki, ale dowodzący niezbicie obecności nad rzeką jakiegoś wielkiego zwierzęcia. Nie mający większego doświadczenia w spotkaniach z północną fauną Barr'teh mógł jedynie zgadywać, jakie to było stworzenie, ale rozgorączkowana wyobraźnia człekokształtnego kota podsuwała mu na myśl jeden pomysł.

Osławionego norskiego mamuta, włochatego roślinożercę ogromnych rozmiarów znanego i poza granicami Skyrimu, nie tylko z racji smacznego mięsa, ale przede wszystkim krewkiego temperamentu.

A gdzie znajdowały się mamuty, tam nader często spotkać można było również ich samozwańczych pasterzy, żyjących na północy kontynentu zdziczałych olbrzymów, którzy rządzili się swoimi własnymi prawami i nie uznawali zwierzchności żadnych ludzkich czy elfich władców.
W bezpośredniej okolicy kotołaka nie widać zagrożeń innych jak rzeczne kraby, ale gdzieś w dole rzeki może się znajdować co najmniej jeden mamut...

: 31 maja 2013, 15:16
autor: Keth
W drodze do Omszałych Wzgórz, 14 dzień Ostatnich Siewów

Biorące górę zmęczenie dało się w końcu zauważyć nie tylko w ruchach cudzoziemskich najmitów, ale i rodowitych hersirów, toteż truchtająca w niezmiennym tempie Irileth uniosła w górę rękę dając swym zbrojnym znak, by zatrzymali się na chwilę. Znajdujący się najbliżej dowódczyni wojownicy rzucili szeptem polecenie znajdującym się w tyle szyku druhom, wstrzymując śpieszny marsz na rzecz krótkiego popasu.

Rozgrzany Neviers rzucił się na gęstą trawę wydając z siebie cichy pomruk zadowolenia, potem wyciągnął ze swojej sakwy skórzany bukłak i odkorkował go wprawnie.

- Zrobiliśmy prawie półtorej mili na północny zachód - powiedział do Hastura wskazując kciukiem rozgwieżdżone niebo - Miałem niedawno sposobność rzucić okiem na tutejsze mapy. Do rzeki już niedaleko, niedługo powinniśmy stanąć na brzegu.

- Będziemy się przeprawiać? - spytał szeptem Sivariael - Po ciemku to ryzykowna sprawa.

- Zdawa mi się, że nie, ale pewności nie mam - odrzekł Breton - Szlak do Sioła Rorika biegnie wzdłuż wschodniego brzegu, inakszy byśmy się odgrodzili od fortu nurtem, znów trzeba by się było w drugą stronę przeprawiać...

- Jarl szukał dobrych zbrojnych, a przyjął na służbę taktyków - prychnęła cynicznie Irileth, kucając wraz ze Skarsim obok Neviersa - Ciekawam wielce, czym jeszcze mnie zaskoczycie w najbliższych dniach. Wszelako wasz druh ma rację, nie będziemy się przeprawiać. Nad brzegiem podzielimy siły, każda grupa ruszy w swoją stronę, by o świcie dotrzeć na miejsce.

- Jeśli mi wolno zapytać, pani, jakie właściwie masz plany wobec tych zbójców? - zapytał bretoński obieżyświat, wsadzając w bukłak zatyczkę i chowając go z powrotem do sakwy.

- Dwudziestka naszych pójdzie na południe, ku Białej Rzece i poza nią, na starą strażnicę w górach. Druga grupa, ta większa, weźmie się za fort Szarej Przystani, bo to twardszy orzech będzie do zgryzienia.

- A gdzie dla nas widzisz miejsce, pani? - odezwał się Sivariael.

- To zależy od waszych talentów - odparła ostrożnie hersirka, dając do zrozumienia, że ciągle jeszcze nie podjęła w tej kwestii decyzji - W strażnicy nad Białą Rzeką przydadzą się zbrojni cisi w krokach, bardziej myśliwcy niźli siepacze, tam bowiem trza będzie podejść zbójców z zaskoczenia. W forcie więcej będzie głośnego robienia orężem, byle tylko warty zdjąć skrycie.
Jeśli chcecie wpłynąć na ostateczną decyzję Irileth, teraz macie doskonałą okazję do argumentowania za przydziałem bądź to do jednej, bądź do drugiej grupy; w przeciwnym razie zadecyduje elfka (czyli Mistrz Gry rzutem 1k2).

: 31 maja 2013, 15:30
autor: Procjon
- Zgłoszę się do ataku na strażnicę, jeśli nie miała pani jakichś innych planów.

: 31 maja 2013, 17:46
autor: 8art
Ogon khajita zdradzal ekscytacje zmieszana z pewna doza strachu. Tak przynajmniej odczytalby to jakikolwiek z jego ziomkow, ale dla hersirow i druhow kotolaka nie znaczylo to nic wiecej poza napuszonym ogonem. Nie dostrzegali jak sie porusza ani jak uklada sie siersc.

Barr'teh poszedl do Irlieth i szeptem zaczal tlumaczyc:

- Nad strumieniem siedza pyszne krabiaki. Barr'teh moze nalowic jesli ludzica chce.

Kobieta kiwnela przeczaco glowa i gestem reki popedzila kotolaka, aby skupil sie na bardziej istotnych informacjach nizli obecnosc krabow.

- Ale w dole rzeki jest Mamuciak.

- Widziales?

- Barr'teh moze isc i obejrzec mamuciaka, jak kobialka chce, ale tylko z daleka, bo nie chce byc rozdeptany. Za to czul i slyszal. Teraz Barr'teh by nieposzedl tamtedy z czlowiekami, bo Barr'teh sprytny i oklamalby mamuciaka, ale czlowieki... Czlowiekow i kobialke zaraz by mamuciak zooczyl.

: 01 czerwca 2013, 08:57
autor: Araven
Ja bym wolał iść na fort, tam gdzie rozprawa ciężssza będzie, zrobimy jako każesz pani.

: 01 czerwca 2013, 20:59
autor: Keth
W drodze do Omszałych Wzgórz, 14 dzień Ostatnich Siewów

Irileth odwróciła się w stronę innego z hersirów, siedzącego w trawie z podciągniętymi pod brodę kolanami, trąciła go łokciem w ramię.

- Ullaf, zajmiesz się strażnicą w górach - powiedziała ściszonym głosem - Weźmiesz dwudziestu zbrojnych wedle własnego uznania i tego altmera. Rozdzielimy się nad rzeką, pójdziecie wzdłuż brzegu aż do mostu na trakcie do Sioła Ivara. Potem decyduj sam, strażnica jest twoja.

- Co z jeńcami, pani? - odparł rosły brodaty wojownik, jeden z czterech starszych hersirów biorących minionego wieczoru udział w potajemnej naradzie w Smoczej Przystani.

- Jeśli kto ciśnie żelazo i będzie o litość wrzeszczał, w łyki - zgodziła się wyrozumiale dunmerka - Ale to nie mus. Mielibyście własnym życiem, a zdrowiem ryzykować, lepiej wszytkich ubijcie, mnie żywi do szczęścia niepotrzebni. Weźmiecie strażnicę szturmem, wywieś na górnej półce jarlowy sztandar.

Irileth podała Ullafowi jakiś zwinięty ciasno pakunek, ten zaś ujął go z szacunkiem w dłonie i schował do przewieszonej przez ramię sakwy.
MG dopuszcza opcję podziału drużyny, więc Ahraveen może wziąć udział w akcji w forcie, a Sivariael w górskiej strażnicy. Czekam jeszcze na deklaracje reszty paczki...

: 02 czerwca 2013, 03:03
autor: 8art
Kotolak choc chociaz wiekszosc czasu chadzal swoimi sciezkami, to kwestie decyzji pozostawil kobiecie.

Rozkazy pojmowal na swoj niezrozumialy dla ludzi koci sposob, ktory w opinii wielu mogl byc wziety za dalece posunieta samowolke, ale wedle dziwnego systemu wartosci wyznawanego prze Barr'teha, on sam sprawial sie tak jak mu przykazano.

Oczekujaco czekal na decyzje Irlieth, nerwowo poruszajac koncowka ogona i w ten sposob zdradzajac swa niecierpliwosc.

: 02 czerwca 2013, 12:38
autor: namakemono
Hastur wolałby iść na fort, jako że nie uchyla się przed trudniejszymi wyzwaniami, a i przy ewentualnym dobijaniu jeńców nie będzie miał skrupułów. Ale ostateczną decyzję pozostawiam mistrzowi, za pomocą ust głównodowodzącej.

: 03 czerwca 2013, 05:18
autor: mordimer00
Llorvas chcę iść do strażnicy, ale decyzja należy do dowódcy.

: 04 czerwca 2013, 18:16
autor: Keth
W drodze do Omszałych Wzgórz, 14 dzień Ostatnich Siewów

Irileth zerwała kilka przejrzałych kwiatów lawendy, roztarła je w dłoniach, a potem podniosła czubki palców do nozdrzy. Sivariael i Llorvas uśmiechnęli się mimowolnie czując charakterystyczny, przyjemny dla ich zmysłu powonienia zapach.

- Niechaj będzie - zgodziła się hersirka spoglądając uważnie na swego ziomka - Ullaf z dwudziestką zbrojnych i wy dwaj. Podróżujcie cicho, uderzcie twardo. Życzę sobie, by o brzasku strażnica była w jarlowych rękach.

- Wedle twej woli, pani - kiwnął głową Ullaf, wypowiadając słowa tonem, w którym dźwięczała leciutka nuta podekscytowania. Sivariael doskonale rozumiał jej źródło, sam też czuł przyśpieszony rytm serca. W ciemnościach nocy rozpoczynała się żołnierska akcja mająca wielkie znaczenie dla bieżącej sytuacji królestwa.

Nękana wojną domową i bandyckimi napaściami, tracąca na bogactwie i kupieckim znaczeniu Biała Grań nareszcie przechodziła do zdecydowanego działania, rzucając rękawicę nieprzyjaciołom i dając wyraźny znak jarlom pozostałych włości.

A altmerski wędrowiec czuł, że gra w tych podniosłych, być może historycznych wydarzeniach ważną rolę. Cudzoziemiec z dalekich krain, elf darzony powszechną niechęcią, jeśli nie wręcz nienawiścią, kładł podwaliny pod nową przyszłość Skyrimu.

- O brzasku szlak do Sioła Ivara będzie w naszych rękach, pani - oznajmił zdecydowanym szeptem, krzyżując spojrzenie z wzrokiem Irileth.

- Łaska bogów z wami - dunmerka klepnęła Sivariaela w ramię i podniosła się z kucek. Reszta zbrojnych poszła natychmiast w jej ślady - Nad rzeką odbijecie w swoją stronę, my zaś przeprawimy się na przeciwny brzeg. Kotołak odkrył w pobliżu mamuta, a ten z pewnością będzie na wschodnim brzegu, od strony wyżyny. Obejdziemy go przeciwną stroną nurtu, na właściwą wrócimy opodal fortu. W drogę!
Decyzje zapadły - mniejszy kontyngent uderzy na strażnicę na południowym gościńcu, większy na fort. Myślę, że lada post zrobi się znowu bardzo ciekawie...

: 05 czerwca 2013, 07:21
autor: mordimer00
Llorvas uśmiechnął się wstając rozprostował swoje kości, sprawdzając czy miecze lekko wychodzą z pochew. Dunmer był gotów do dalszej akcji czekał tylko na rozkaz wymarszu.

: 05 czerwca 2013, 15:02
autor: 8art
Tak jak koty uwielbiały zapach kocimiętki, tak khajici przepadali za delikatnym aromatem lawendy.

Barr'teh mimowolnie zbliżył się do kobiety i ku zdziwieniu wszystkich z pomrukiem ogromnego zadowolenia otarł bokiem łba o niosącę cudowna nutę lawendy dłonie Irlieth, próbując przejąć na swą sierść choć odrobinę zapachu i zostawić także ślad piżma na ciele człowieka.

- Ogłupiałeś czy co?! - syknęła jednocześnie przestraszona i zdziwiona kobieta. Khajit uśmiechnął niewinnie obnażając szereg ostrych zębów. Wciąż jeszcze mrucząc zadowolny odrzekł:

- Kobiałka pachnie ładnie. Człowiekowa pogłaszcze Barr'teha.

- A idź ty w cholerę! - zbeształa kotołaka dowódczyni, kryjąc rumieniec zawstydzenia jaki wypłynął, gdy jej hersirowie zaczynali krztusić się ze śmiechu widząc niespodziewany afekt khajita. Szybko jednak odzyskała rezon. Półgłosem postawiła swoich ludzi do pionu:

- A wy co!? Chutliwego kota nie widzieliście?! Zadania przydzielone! Do roboty!

Khajit spuścił ogon po sobie i cofnął się zasmucony:

- Barr'teh chutliwy? Barr'teh nie miał lubieżnych zamiarów. Ludziowa bardzo niewdzięczna i nie chce pogłaskać Barr'teha...

- Dość tego! - irlieth przerwała mętne wyznanie kotołaka: - Wyrusamy!

: 05 czerwca 2013, 19:04
autor: mordimer00
Llorvas wyszczerzył zęby w uśmiechu ale powstrzymał się od głośnego wybuchu śmiechu, spokojnie przyglądał się zawstydzonej dunmerce.