Strona 114 z 170
: 21 kwietnia 2014, 20:20
autor: Keth
U drzwi do kaplicy, noc 1 dnia bakis-ranu
Nie chcąc uchodzić w oczach powalonego paladyna za niewdzięcznika, zaklinacz runął w jego stronę równie żwawo jak krasnoludzki kapłan, z całych sił powstrzymując się przed wymierzeniem Balinowi podstępnego kuksańca. Jeśli świątynny rycerz wciąż żył, w interesie Huskuna leżało okazanie jak największej troski o jego zdrowie, przejawianej w tak teatralny sposób jak to tylko było możliwe.
- Do mnie, do mnie! - wrzasnął goblin - Trza ratować zacnego paladyna! Pozwólcie, że zdejmę mu ten hełm, trza obadać czaszkę! Barthur, leć po zioło, szukaj żwawo!
Wykrzykując władczym - w swoim mniemaniu - głosem rozkazy, gobliński zaklinacz strzelał jednocześnie na wszystkie strony oczami w poszukiwaniu choćby śladu powracającego zza ogrodzenia stwora.
Pomagam ratować paladyna - niechaj moja szpetna gęba będzie pierwszym widokiem, który jego oczy będą chłonąć po zdjęciu pogiętego hełmu!
: 21 kwietnia 2014, 21:52
autor: deliad
Przed cmentarzem, prawie północ 1 dnia bakis-ranu
Rycerz, który ruszył w pościg za uciekającym nieumarłym zatrzymał się po kilku krokach. Jednak to nie rozkaz Huskuna zdołał go zatrzymać, a nadbiegające postacie. Owi dwaj przybysze okazali się strażnikami będącymi na nocnym patrolu.
Rycerz wdał się z nimi w ożywioną rozmowę.
Tymczasem Balin wraz z Huskunem dopadli do leżącego bez przytomności paladyna. Jego ciało leżało z dziwnie wykrzywioną nogą. Goblin zsunął mu hełm i omacał kości czaszki. Głowa była w jednym kawałku ale na czole rósł wielki guz. Nie mitrężąc czasu Balin zawezwał moce, którymi został obdarowany przez Gotam-gora i ranny ocknął się. Już po chwili okazało się, że paladyn ma zwichniętą nogę i nie może samodzielnie chodzić.
Tymczasem Bazookh powoli i ostrożnie wszedł do kaplicy. Było to małe murowane pomieszczenie, którego ściany dziwnie połyskiwał w promieniach księżyca wpadającego przez wąziutkie i wysokie okna. W środku znajdował się tylko kamienny katafalk na którym składano zwłoki zmarłych, zanim te zostaną pochowane. Ten zwyczaj dziwił nieco krasnoluda, bo niemal zawsze zwłoki nieboszczyków trafiały niezwłocznie do ziemi. Chyba, że... Czarnoksiężnik podszedł do ściany i ją poskrobał. Wystawił palec pod światło.
Mimo mroku jego krasnoludzka krew podpowiedział mu, że to srebro. Rzadko, które miasto pozwalało sobie na taką ekstrawagancję. Zwłoki wobec których istniało podejrzenie, że może przemienić się w martwiaka łatwiej jest spalić. Widać jednak Rotgan-kir wolało sprawdzać to przetrzymując umarlaków w tej kaplicy.
Bazookh przeszedł się po pomieszczeniu wodząc dłonią po ścianie. Liczba zadrapań i uszkodzeń świadczyła, że owa kapliczka miała rację bytu, a Rotgan-kir mia poważne problemy z nieumarłymi.
Pod stopami coś zachrobotało. Krasnolud schylił się i podniósł fragmenty pobitej szyby. Owe odłamki pochodziły z okna obok. Jego szerokość nie miała więcej niż dwie złożone pięści, więc były za wąskie żeby przez nie się przecisnąć. Dziwnym był jednak fakt, że okruch były wewnątrz, bo to oznaczało, że okno zostało wybite od zewnątrz, a nie przez szalejące w kaplicy monstrum...
Rycerz wraz z strażnikami podbiegli do paladyna pomagając mu się podnieść.
- Zaprowadzimy cię do domu grabarza - powiedział szlachcic biorąc rannego pod ramię.
-Pośpieszmy się - dodał do reszty - Strażnicy twierdzą, że cmentarz się "budzi". Naliczyli ponad tuzin nieumarłych.
: 21 kwietnia 2014, 22:17
autor: Denver
Bazookh, na podstawie odłamka szyby, ze zdwojoną siłą poszukuje przedmiotu, który w jego mniemaniu mógł tą szybę wybić.
: 21 kwietnia 2014, 22:27
autor: Keth
U drzwi do kaplicy, noc 1 dnia bakis-ranu
Upewniwszy się, że Arechal żyje i na dłuższą metę nie grozi mu zgon, zaklinacz zerwał się na równe nogi wciskając oszołomionemu paladynowi jego uszkodzony hełm.
- Zabierzcie świątobliwego rębacza do wartowni, a żwawo! - zakrzyknął Huskun łapiąc jednocześnie za rękaw drugiego rycerza - A wy panie z nami, bo teraz trza nam czym prędzej szukać medykamentu na ową martwiaczą zarazę, co tu panuje! Wszyscy zdrowi na ciele do mnie, szukamy zioła onego!
Chrzanić kaplicę, ruszajmy gromadnie i z dobytym orężem na poszukiwania wiadomego ziela. Potem uciekamy stąd czym prędzej!
: 22 kwietnia 2014, 14:08
autor: deliad
Przed cmentarzem, prawie północ 1 dnia bakis-ranu
Reptilioński grabarze pomogli Arecheliwi wejść do domu i zasiąść na ławie przy kominku. Okna domostwa były zabite dechami i zastawione meblami. Widać mieszkańcy żyli w ciągłym strachu przed atakiem nieumarłych.
Nieco wypłowiały reptilion usłyszawszy goblina podszedł i pokłonił się.
- Jakiegosss zioła sssukacie? - powiedział wspólną mocno akcentowana mową -
ja grabasss znam na cmentasssu kasdom rośśśśline.
Tymczasem około pięciu zombie i cztery szkielety zebrały się przy zbudowanej z prętów bramie. Jak na razie jedynie wystawiają łapska między prętami w stronę żyjących i nie wpadli na pomysł jej wyważenia.
: 22 kwietnia 2014, 15:26
autor: Denver
Jak już wpadną na ten pomysł, to Bazzokh zapewne użyje topora zamiast czarów. W tej xhwili uprzejmie wyjaśnia grabarzowi czego szuka drużyna.
: 22 kwietnia 2014, 15:43
autor: 8art
Barthur szybko wyajaśnił jakie zioło jest celem ich poszukiwań, ale najbardziej świerzbiły go teraz łapska, żeby korzystając z przeszkody jaką była brama utłuc kilka martwiaków:
- Możebych zdzielił pyrlikiem tych martwioków, póki za brama siedzom ciule jedne. - pomyślał głośno.
Wątek techniczny
Jeśli jest ochota ze strony innych to zaatakuję zombiaki i szkielety.
: 22 kwietnia 2014, 16:24
autor: Araven
Zbierzmy zioła, jeden paladyn niedysponowany, kolejne walki pogorszą tylko sytuację, odciągnij ich od bramy, by stali za ogrodzeniem.
: 22 kwietnia 2014, 19:25
autor: Dobro
- Hmmm... a gdzie reszta się podziała? Mieli chyba iść na cmentarz, co nie? - zapytał nerwowo nieco gnom, po czym przełknął głośno ślinę i rozejrzał się za swoim ekwipunkiem. - Myślę, że musimy im pomóc! Lepsze to niż czekanie tutaj z założonymi rękami...
Zbieram ze sobą kuszę, księgę zaklęć, bełty oraz sztylet i po potwierdzeniu informacji, że reszta drużyny jest na cmentarzu - to idę tam.
: 23 kwietnia 2014, 06:08
autor: deliad
Przed cmentarzem, niemal północ 1 dnia bakis-ranu
Bazookh odrzucił trzymany w dłoniach kawałek szkła i rozejrzał się po pomieszczeniu szukając przedmiotu, który mógł wybić szybę i wpaść do środka. Obszedł pomieszczenie i zajrzał w wszystkie kąty, ale nic takiego nie znalazł. Za to koło katafalku zobaczył w smudze księżycowego światła szarawe odciski butów. Nie wojskowych trepów jakie nosili strażnicy, ani nie łapci jakie nosili reptilioni, te ślady przypominały raczej miękkie mokasyny. Alchemik wziął na palec szczyptę szarawego proszku i powąchał. To był drobniutki jak pył popiół.
Krasnolud wyszedł na zewnątrz i od razu spostrzegł gromadzące się przy bramie martwiaki. Jeden rzut oka wystarczył aby je zidentyfikować. Zabrudzone świeżą ziemią kościotrupy i nadgniłe zombi. Nieuzbrojone i ledwo co powołane do życia po życiu.
Usłyszawszy słowa grabarza Bazookh podszedł do jego domu i powiedział.
- Idzie nam o ziele Rustan. Takie błękitne kwiatki, które wydają dźwięki jak dzwoneczki.
- Russssstan - zasyczał grabarz obracając się w stronę cmentarza i wskazując coś ręką - rośśśnie na samym szszszszczycie, na klombie międzzzzy różami. Tylko tam.
: 23 kwietnia 2014, 06:24
autor: deliad
Rezolutny Goblin, przed północą, 1 dnia bakis-ranu
Gdy wszyscy żołnierze wyszli z karczmy do loży Nieulękłych wślizną się karczmarz. Jego pobladła twarz i potargane na piersiach odzienie pasowało do wzburzenia z jakim przemówił.
- No jak tak można. W mojej własnej karczmie. To królestwie Borowiru, a katańscy czują się jak u siebie w Ostrogrze. Wybacz Gusłku i ty Drayaharusia ale mam złe wieści. W garnizonie stało się coś złego. Coś z czym szlachetny Pan Balin i wróżbita Barthur mięli coś wspólnego. Szukają ich.
W tej, że chwili do loży wparował Orofar i przegoniwszy karczmarza dokładnie zasunął kotarę i zamknął okiennice uprzednio zaglądając na zewnątrz.
- Wieści mam. Wieści, które jutro wstrząsną Rotgan-kir - powiedział siląc się na szept - Gardug setnik wojsk katańskich i radca miejski zarazem - nie żyje. Wyciągnąłem to od żołdaka gdy Gurgo zabrać chcieli. Już miało pójść na ostre, ale orczy pysk się zestrachał i przyznał, że alchemika potrzebują do zakonserwowania ciała, bo kapłan Katański zawiódł i nie dał rady przywrócić setnika do życia. Zabierają zwłoki do Get-war-garu. Ponoć owego setnika szlak i apopleksja trafiła, jak znalazł swojego jaszczura ubitego. Mości gnomie widzę, że się szykujesz do drogi, przeto zanieś te wieści reszcie naszych na cmentarzu. W szczególności Balinowi i Barthurowi, którzy owym jaszczurem dziś się interesowali, bo przy brami pewnie już na nich będą czekać.
: 23 kwietnia 2014, 07:39
autor: namakemono
- Złe wieści przynosisz, Orofarze. Złe moce przeciw nam się sprzysięgłszy do kontrofensywy przechodzą i kąsać dotkliwie zaczynają. Mus nam się naradzić. Przyczaić się trzeba i plan złego odegnania obmyślić. Mus nam wszystkich zebrać. A może i kryjówkę zmienić trzeba będzie. Tutaj wszyscy wiedzą gdzie nas szukać. Jak będę chcieli po nas przyjść, to każdy Rezolutnego Goblina wskazać może. Orofarze, znasz-li może miejsce jakoweś bezpieczne do przyczajenie zdatne?
: 23 kwietnia 2014, 09:07
autor: Araven
Balin próbuje zidentyfikować martwiaki, a potem je zniszczyć swoimi zdolnościami kapłańskimi. W momencie wycofania będę odganiał te jakich mi się nie uda zniszczyć,
użyję też czaru niewidzialność dla umarłych jak będzie trzeba, byśmy się przemknęli.
: 23 kwietnia 2014, 09:33
autor: Keth
Przed cmentarzem, noc 1 dnia bakis-ranu
Huskun podkradł się do zamkniętej bramy spoglądając uważnie na stojące po przeciwnej stronie prętów martwiaki. Ściskany w dłoni sztylet zdał mu się znienacka nader kiepskim orężem, zwłaszcza w obliczu konieczności dźgania nim poprzez pręty w zasięgu łap ożywieńców, ale jeden rzut oka na broń kompanów poprawił zaklinaczowi humor.
- Bijcie ich między kratami, póki możecie! - zakrzyknął Huskun wsadzając sztylet z powrotem do pochwy i łapiąc w zamian za amulet - Jak już załatwimy tych tu śmierdziuchów, otwieramy bramę i biegiem na wzgórze! Każda chwila bezcenna!
Niechaj druhowie posiadający broń o większym zasięgu załatwią martwiaki i śmigajmy po ziele! Huskun będzie czarował tylko w ostateczności, w takiej sytuacji szkoda mu PM.
: 23 kwietnia 2014, 11:50
autor: deliad
Przed bramą cmentarza, niemal północ, 1 dnia bakis-ranu
Balin przyjrzał się martwiakom stojącym pod bramą i uśmiechnął się krzywo rozpoznając przeciwników. Umrzyki obleczony jeszcze w ciało i z resztkami odzienia musiało być dość pospolicie występującym zombi zaliczanym do typu pierwszego martwiaków czyli zombiopochodnych. Owe zombi były wolne i niezdarne, ale bardzo silne. ich ulubionym stylem walki było łapanie za szyje, unoszenie do góry i duszenie, aż do złamania karku. Należało pamiętać o ich znacznej odporności na broń kłującą.
Pomiędzy nimi znajdowały się klekoczące nagimi kośćmi szkielety, czyli drugi typ martwiaków zwany szkieletokształtnymi. Na oko oceniając po wyglądzie i zachowaniu można było zakwalifikować je to tępogłowych. Tych także nie było warto dźgać, a cięcia znosiły o wile lepiej niż ludzie.
Krasnolud stanął na szeroko rozstawionych nogach i wzniósł w górę swój symbol kapłański.
- Przecz! W imieniu Gotam-gora! Precz do ziemi umrzyki! - zakrzyknął, a jego słowom zawtórował grzmot zbliżającej się burzy.
Najbliżej stojący zombi osunął się jak worek ziemniaków na ziemię i już tam pozostał.
Natchniony sukcesem Balin zaczął wykrzykiwać słowa modlitwy i celować w nieumarłych amuletem z symbolem szczytu góry. Dwóch zombi i dwa szkielety odwróciło się od bramy i ruszył wgłąb cmentarza.