Wzgórze przy drodze prowadzącej na cmentarz, po północy, 2 dnia bakis-ranu
Elfi trubadur Tirandril siedział ze zwieszoną głową, pogrążony w smutnych rozmyślaniach. Jego błyskotliwa kariera osiągnęła apogeum. Był lubiany, podziwiany i naśladowany. Jego strofy rozbrzmiewały od archipelagów zachodnich, aż po wschodnie. Mimo jednak wielkiej sławy był nieszczęśliwy, ponieważ opuściła go wena. Nie mógł już tworzyć, wszystkie nakreślone słowa i zagrane na lutni nuty były kiepskie, pompatyczne i sztuczne.
Elf westchnął cicho. Od trzech lat jeździł po całym świecie szukając inspiracji - czegoś co na powrót obudzi w nim artystę. Oglądał wielkie bitwy, zwiedzał pustelnie i mateczniki, obcował z najpiękniejszymi kobietami, był świadkiem działania cudownych mocy magicznych, poznawał mityczne stworzenia i oczywiście poświęcał większość swych zarobków na ofiary za bogów.... i nic.
Tym razem przybył do serca imperium i zaszył się w lasach nieopodal ruin starożytnego reptiliońskiego miasta, nawiedzanego ponoć przez ich duchy. Jednak jak na razie na nic się nie natknął.
Wtem usłyszał jakieś pokrzykiwania. Uniósł głowę szukają źródła dźwięków. Przed jego oczyma rozegrał się dość dziwaczne przedstawienie.
Na łysy pagórek jednego ze wzgórz wbiega mała postać, podskakując i wymachując energicznie rękoma. Po chwili na wzgórze wtargnęła dziwaczna banda. W świetle księżyca szła grupa nieumarłych szurając stopami lub pociągając za sobą nogami, wyciągając przed siebie łapczywe dłonie, kłapiąc paszczami i wyjąc potępieńczo. Prawdopodobnie dla większości osób na Orchii było by to wydarzenie przerażające i chaotyczne. Tirandril jednak zaczął z tego chaosu wysupływań pewniej rytm.
-
Szur, bum, tum idzie nieumarłych tłum - zaczął nucić i delikatnie muskać struny lutni.
- Dalej, hejże hopsa zrobimy z gnoma rolmopsa.
- Tańczmy w promieniach księżyca, bo nasza śmierć nas zachwyca.
Z wersu na wers piosnka stawał się coraz bardziej wesoła i mroczna zarazem. Elf z pasją przebierał palcami po strunach i wypiekami na twarzy tworzył. Znowu tworzył. Nie jakieś pieśni miłosne. Nie karczemne przyśpiewki. Stworzył coś całkiem nowego, co dopiero miało zostać nazwanie
danse macabre. W przyszłości stworzyło nowy nurt poetycki szczególnie lubiany w środowisku setyckim i morghlitiańskim.
Zgadza się. Rzucając niewidzialność nieumarli będą cię nadal postrzegać ( z dość niewielkiej odległości), ale żyjąc nie będą cię widzieć. Gnom jest wystarczająco szybki, żeby odstawić nieumarłych na bezpieczną odległość, a następnie powoli wprowadzić ich w pułapkę.
-