Faktycznie, moim zdaniem jest lepiej i wszystkie te zmiany liczą Ci się zdecydowanie na plus. Francuskie przekleństwa brzmią o wiele lepiej niż polskie i dodają postaci ciekawego klimatu. Zmianę języka wypowiedzi też zauważyłem i jest to dobre.
Pozostałe elementy (np sprawy rodzinne) na pewno ciekawie rozbudowują postać - zwłaszcza, że jest to jedyna postać w Koterii, która tą rodzinę ma i dla której jest to istotne. Ucięcie sporów z Namtarem tez uważam, że wyszło naturalnie i dobrze - a poza tym zaoszczędza wiele szarpania się, które niekoniecznie wnosiło coś ciekawego, a czasem po prostu tworzyło ciężkie sytuacje.
Jeśli chodzi o moje porady - pracowałbym dalej nad językiem postaci i generalnie, językiem narracji. Nigdy nie dość pracy nad stylem! Moim zdaniem ta praca Ci się bardzo przyda. Czasami robisz drobne błędy gramatyczne, ewentualnie niektóre frazy są jak dla mnie nieco fleksyjnie kulawe. To są drobne może rzeczy - ale im więcej poświęcisz im uwagi, tym rzadziej będą się zdarzać. Wiem, że pewnie wiele osób ich nie zauważa, ale ja je zauważam np. A na pewno nie jestem jedyny.
Co do samej postaci... Hmmm... Na pewno ciekawy jest ten rys własnych celów i dążeń, jaki się w niej zarysowuje - co prowadzić może do pewnego konfliktu interesów z koterią. A może niekoniecznie - bowiem jeśli Horacy będzie miał głowę na karku postara się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu... Niemniej to jedyna postać, która jest z miasta, więc ma własne cele polityczne i społeczne związane ze zmianami, które się dzieją. Zastanawiam się, jak wybrnie z tego.

Uważam, że to ciekawy wątek, który można fajnie wykorzystać o ile nie zmienisz go w wymuszanie na siłę, tego co chcesz robić sam (wtedy się zrobi z tego dość drętwa sprawa), Ale jeśli potraktować go z sensem, z wyczuciem, jako pewnego rodzaju wątek dopełniający główna fabułę - pokazać Horacego jako osobę lawirującą między obowiązkami względem Red'a a personalnymi celami - może wyjść z tego coś ciekawego. Zwłaszcza, że jak znam naszego MG, nie pozostanie głuchy na tego rodzaju starania i jakoś ciekawie to pewnie wykorzysta.
Podoba mi się także to, że próbujesz używać jakiś cytatów z piosenek - jest to także ciekawe. Może by też spróbować wykorzystać jakąś poezję francuską? Może niekoniecznie Mallarme, ale Bodelaira? Ewentualnie może właśnie jakieś starsze piosenki francuskie - mogłoby być ciekawie.
No i doradziłbym też trochę więcej nawiązań do tego rzeźbienia z wosku. Bez przesady oczywiście, ale czasami by się przydało... W końcu artysta żyje swoją sztuką. Kiedyś Horacy widząc Ravnosa z Lucjuszem miał pomysł na to, by ich wyrzeźbić - i t o było fajne. Moim zdaniem czasem powinien łapać podobne chętki. Obserwować świat w taki sposób by wychwytywać ciekawe ustawienia, pozycje czy chwile. To u rzeźbiarza powinno być całkowicie naturalne i wręcz działać na zasadzie odruchu - bez udziału świadomej woli. Wiesz, idziesz ulicą i nagle widzisz ciekawą scenę, która może być krótka jak mgnienie oka, ale zapamiętujesz ją. Chodzi o to, by obserwować świat podobnie, jak czyni to kamera filmowa. Nie wiem, czy próbowałeś kiedyś przyjrzeć się, jak to się dzieje? Pratchett miał podobną narrację: "Spójrzcie na świat dysku, spójrzcie na kontynent, spójrzcie na miasto, a teraz na uliczkę..." - czyli technika zbliżenia. Albo właśnie zastosować technikę zatrzymania kadru lub wychwytywania szczegółu. To ostatnie robisz tak, że w momencie akcji opisz jakiś szczegół. Np. że postać nie wiadomo czemu zwraca nagle uwagę na sposób w jaki splecione są palce rozmówcy, albo krzywo zapięty guzik... Ja zrobiłem coś podobnego przed walką ze Spiro - tam gdzie opisałem zdaje się nitkę na mankiecie. Poeksperymentowałbym trochę z tą techniką, bo jest bardzo obrazowa, a przy tym działa mocno na odbiorcę.
To chyba tyle, co na razie mi przychodzi do głowy. Jak zwykle, jak coś jeszcze się pojawi to się odezwę.
