Koronopan, domostwo Markusa
- Masz częściową słuszność, Nikodemusie - przyznał Markus - To we mnie ludzie widzą głównego winowajcę wioskowych nieszczęść i trudno ich za to winić. Niemniej jednak będą się buntowali i sarkali tak długo jak długo pozostanę w zasięgu ich wzroku. Zdecydowałem, że opuszczenie na jakiś czas Koronapanu wpłynie korzystniej na sąsiedzkie nastroje. Poprowadzę ekspedycję do Kociego Miasta. Anton będzie zarządzał osadą do naszego powrotu i wierzę, że podoła temu wyzwaniu.
Surowy anabaptysta poruszył się niespokojnie, zmarszczył czoło nie podzielając widać opinii Schillera.
- To nie jest dobry pomysł... - zaczął, ale Markus uciszył go przyjacielskim klepnięciem w ramię.
- To najlepsze rozwiązanie w obecnej chwili. Ludzie cię szanują, wielu z nich podziela wyznawane przez ciebie wartości. Większość naszych anabaptystów to przecież farmerzy. Będą czuli jeszcze długi czas złość na sam mój widok, więc muszę im z oczu zniknąć. Poradzisz sobie, jestem tego pewien.
- Sam nie wiem - Anton pokręcił z niezdecydowaniem głową, podrapał się po nasadzie nosa.
- Jak to przemienić? - do uszu wszystkich dobiegł znienacka zduszony głos Gerarda, mamroczącego coś od krótkiej chwili niezrozumiale pod nosem - Jak oni nas chcieli przemienić? W co przemienić?
- W bestie w ludzkiej skórze - odpowiedział natychmiast Anton - W wynaturzenia będące pomiotem Demiurga, nie mające w sobie grama boskiej Pneumy.
- Nadużywanie żarnika powoduje fizyczne i psychiczne zmiany. Sam nie wiem, które z nich są gorsze. Pył doprowadza do transformacji ciała, zmienia kształt narządów wewnętrznych, często zmienia również ich funkcje. Dodatkowe kończyny, narośla, zgrubienia skóry, deformacje... sprawia to straszne wrażenie, ale pamiętajcie, że zmiany psychiczne są znacznie gorsze od odstręczającego wyglądu. Brak współczucia, brak miłosierdzia, całkowite wyjałowienie z większości emocji wyższego rzędu. Zezwierzęcenie, ale z zachowaniem diabolicznego sprytu, przez co odmieńcy tacy stanowią jeszcze większe niebezpieczeństwo. No i każdy z nich jest nosicielem śmiertelnej choroby, bo raz zarażony, roznosi cząstki pyłu na sobie.
- Oni to mieli na sobie? - Gerard spojrzał okrągłymi ze zdumienia oczami na swe dłonie, jakby chciał natychmiast skrupulatnie je wyszorować - Te żarniki?
- To trudne do wytłumaczenia - wzruszył ramionami Markus - Oryginalny pył pochodzi od dziwnych roślin z wschodu kontynentu... przede wszystkim z wschodu. Ale jeśli ktoś zostanie zakażony, podobno zaczyna wytwarzać własne cząstki żarnika, hodować je we własnym ciele.
- To może myśmy powinni byli ich spalić? - dodał Anton oglądając się w stronę Markusa - Tych zabitych w nocy? Jeśli ogryzą ich padlinożercy, mogą się zarazić i rozniosą chorobę po całej okolicy, prawda? Nie bez powodu paliliśmy trupy nad Soliną i w Białymstoku... i w Neapolium.
- Być może popełniliśmy błąd, ale wszystko da się jeszcze naprawić - Markus sposępniał po słowach Antona, przez jego twarz przemknął cień mogący być przejawem skrytej dezaprobaty wobec samego siebie - Ale spokój w osadzie jest równie ważny. Rozpocznijcie przygotowania do wyprawy. Tuzin, może półtora mężczyzn, dobrze uzbrojonych. Chcę wyruszyć jak najszybciej, najlepiej już jutro, najdalej pojutrze. Potrzebujemy łupów z Kociego Miasta, by uspokoić dysydentów.
Trzask otwartych drzwi przerwał na chwilę rozmowę. Nachmurzony Yuran przekroczył próg domostwa, przysiadł się bez słowa do stołu wbijając złe spojrzenie w Markusa.
- Dobrze, że przyszedłeś - Schiller uśmiechnął się uprzejmie udając, że nie zauważa ponurego nastroju gościa - Mamy kilka ważnych spraw do omówienia. Pozwól, że ci streszczę, o czym rozmawialiśmy...
Przyjmijmy w trybie technicznym, że Markus zapoznał Yurana z wszystkim, co było już zaprezentowane w fabularkach powyżej, zaoszczędzimy dzięki temu na czasie. Czy macie jakieś nowe spostrzeżenia, uwagi i sugestie dla starszyzny? (8ART, Namakemono, Dretch).