Strona 13 z 42

: 04 sierpnia 2016, 20:20
autor: el009
Koronopan, domostwo Bayera Werka
Spoiler!
BW #6 :/uklon

: 04 sierpnia 2016, 22:07
autor: Jarlaxle
- Nosz job jego raz! - krzyknął rozeźlony Dragan. Nagle poczuł silne ukłucie gniewu. Porwał ze stołu obnażone ostrze i postąpił krok w kierunku pieca chcąc zobaczyć wrzucony przedmiot.
Polanin wciąż formalnie był na wojennej ścieżce. Jeśli uzna, że "pocisk" zagrażał któremukolwiek z nich, biada miotaczowi. Nawet jeśli nie pozbawi go głowy, to bez daniny krwi się nie obejdzie.
- Urżnę łapy i to przy samej dupie!!! - wrzasnął w kierunku, z którego nadleciał...
nadleciał/ła/ło... co?
od tego zależy skala reakcji i poziom agresji Durana ;)

: 05 sierpnia 2016, 17:45
autor: Keth
Koronopan, domostwo braci

Na palenisku, pomiędzy garnkami Eleni, szczerzyła swe zęby starannie oczyszczona z tkanki czaszka lisa. Poplamiona świeżym farbnikiem, obnosiła się wszem i wobec z czarnymi rysunkami prezentującymi trupie czaszki, tym razem ludzkie.

- Który kurwi syn to wrzucił?! - warknął rozsierdzony Dragan doskakując do najbliższego okna i wystawiając głowę na zewnątrz - Nogi wam z dupy powyrywam! Gdzie się chowacie? Wyłaźcie!

Yuran stanął na progu domostwa, powiódł złym spojrzeniem po opustoszałej uliczce nie dostrzegając w pobliżu nikogo prócz grzebiącego w swoim warzywniaku Emila, bezzębnego starca pozbawionego już od dawna kontaktu z resztą świata.

- To mógł być ktokolwiek, kto brata się z Wolknerem i Warzechą - powiedział posępnym głosem - Mało w osadzie zwierzęcych czaszek? Wrzucili ją, bo się wściekają za pobicie Rudolfa, a przecież dałem mu tylko klapsa. Jak dzieci, jak dzieci.

- Pobiłeś Rudolfa? - od strony kuchni dobiegło niespokojne pytanie Eleni - Za co? Oszalałeś? Nie możecie ciągle turbować sąsiadów, Nikodemus w końcu straci cierpliwość i będziecie mieli kłopoty.

- Nie martw się o nas, tylko o zupę - poradził siostrze rozzłoszczony Dragan - A ty patrzaj dobrze na ręce ziomków, bracie. Jak który będzie miał palce na czarno zabarwione, lejemy, a potem pytamy, czy poprawić.
Autor incydentu zdołał się niepostrzeżenie ulotnić. Widać, że podpadliście frakcji farmerów, bardziej dobitnie nie dało się tego zaprezentować. Ta pomalowana na czarno czaszka to informacja, że macie się mieć na baczności. Zakładam, że pójdziecie teraz do Markusa, ale może w związku z wrzutką macie inne plany?

: 05 sierpnia 2016, 18:07
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

- Najbardziej mnie martwi w tej chwili utrata zapasów - powiedział po chwili ciężkiego milczenia Anton - Pracowaliśmy w pocie czoła przez cały sezon, a teraz wszystko poszło z dymem. Nie mamy już nadwyżek na handel z Osmanem, nie mamy nawet dość, by przetrwać spokojnie do wiosny. Same polowania nas nie zbawią, Markusie. Ludzie nie są głupi, potrafią rachować. Lada chwila dotrze do nich, że głód zajrzy nam wszystkim w oczy i zaczną uciekać, do Zielonej Groty albo i dalej.

- Do tego nie możemy dopuścić - Schiller potrząsnął zdecydowanie głową - Ludzie z Groty nie będą sobie łamać głowy naszymi kłopotami, ale prędzej czy później ktoś poniesie wieść dalej w świat. W Osmanie lub Wrocławiu mogą przebywać tacy, których zaciekawi opowieść o osadnikach puszczających z dymem całe swoje zapasy. Wierzcie mi, zaczną się zastanawiać nad przyczynami takiego absurdalnego zachowania i ułożą układankę, bo wiedzą zbyt dużo, by nas potem zostawić w spokoju. Jeśli chcemy ocalenia Koronapanu i dalszego życia tutaj, nie możemy pozwolić nikomu odejść.

- Przywiążemy ich sznurami do werandy? - spytał sarkastycznym tonem Anton - Zniewolimy?

- Musimy kupić dość żywności we Wrocławiu, by wystarczyło na zimę - odparł opanowanym głosem Markus - I nie róbcie takich oczu. Wiem, że nas teraz nie stać, ale mam pewien plan. Zdobędziemy dość towaru, by wymienić go na żywność. Rozmawialiśmy o tegorocznej wyprawie dla uczczenia żniw, do Kociego Miasta. Tak się składa, że miałem w niej pewien własny cel. Przeznaczenie sprawiło, że będziemy musieli wykorzystać wszystko, co da nam ta wyprawa, by obłowić się jak jeszcze nigdy wcześniej w czasach Koronapanu.

- Nie sądziłem, że skrywasz przede mną jakieś tajemnice - Anton Hayte zmarszczył czoło słysząc słowa Markusa, nie próbując maskować swego niezadowolenia - Co to za plan? I czemu wcześniej o nim nie wspominałeś?

- Bo wiąże się z pewnymi komplikacjami - przyznał niechętnie Schiller - Zanim osiadłem tutaj, spotkałem pewnego człowieka w Osmanie. Był mi winien przysługę ze starych czasów i spłacił dług cennymi informacjami. Nie wykorzystałem ich dotąd, bo też nie miałem takiej potrzeby, ale teraz poświęcę własny profit dla dobra osady, skoro naraziłem ją na szwank.

Tajemnicze wyznanie Markusa dosłownie zelektryzowało jego gości, chłonących z fascynacją starannie ważone słowa mężczyzny. Widać było, że gospodarz nad wyraz niechętnie dzielił się z ziomkami swą wiedzą, co tylko jeszcze bardziej podsycało ich ciekawość.
Ciąg dalszy konwersacji. Wcześniej Markus planował wysłanie grupy ochotników do Kociego Miasta na zwyczajny szaber, w formie zabawy będącej nagrodą za udane żniwa. Teraz zamierza zorganizować profesjonalną ekspedycję łupieżczą, chociaż na razie nie wiecie jeszcze, na jakie znane tylko sobie skarby zamierza zapolować!

: 07 sierpnia 2016, 13:15
autor: Jarlaxle
Czuję się jak postapoCorleone - dostaliśmy wiadomość: Luca Brassi śpi z lisami :D
Strach siostrę teraz samą zostawić.
Może jedne pójdzie, a drugi popilnuje?

: 07 sierpnia 2016, 15:01
autor: 8art
- Upuszcze krwi lechujowi, który to zrobił... - syknął przez zaciśnięte zęby Yuran. Wściekłość łączyła się z bezradnością, a takiej kombinacji Polanin nie cierpiał. Sugestia brata aby najpierw lać, a potem dochodzić prawdy bardzo podeszła Yuranowi i mężczyzna bez słowa przypiął do pasa buzdygan. Nie od razu po to żeby zabić, ale wolał mieć w ręku taką opcję, gdyby doszło co do czego. Schwycił lisi łeb i wyszedł przed dom.

Ostentacyjnie upuścił lisi pysk, po czym bezceremonialnie rozpiął spodnie i oddał mocz wprost na łeb. Gdy skończył, powoli zapiął spodnie i kopnął z całej sił lisią głowę.

Wrócił do chaty i spytał krótko:

- Dobra Dragan, idziesz do Marcusa ty, czy ja?

: 07 sierpnia 2016, 22:03
autor: Jarlaxle
Dragan wzruszył ramionami i rzekł:
- Ty jesteś głową rodu. Idź... Tylko tam znowu nie daj komu bez pysk. Wiesz, rolasy to jedno, a starszyzna to drugie.

Była to rozsądna rada, ale Dragan nie winił by brata za wybuch złości wobec starszyzny. Sam nie miał pewności jak by się zachował. Odniósł wrażenie, że Markus traktuje mieszkańców protekcjonalnie, jak dzieci i strasznie go takie traktowanie wkurzało.

Podszedł do okna i zawarł okiennice.
To na wszelki wypadek, by (tym razem oszczana) czaszka nie powróciła :D

: 08 sierpnia 2016, 16:42
autor: dretch
Koronopan, domostwo Markusa

Młody Hayte ciągle analizował poruszenie tłumu, które widział przed domostwem Markusa. Niewyobrażalny gniew ciągnący współbraci na szale grzechu i waśni między dotychczas zyjącymi w Koronapanie niebył czymś co widział na codzień - brat do brata cedził zęby. Ciągle trzymając obraz bezradnych Koronapańczyków próbował wycierać pot smagający jego czoło i włosy. Jego rozkojarzenie wynikało z obrazu oczu współbraci, którzy nie byli już sąsaidami, a bardziej dziką sforą, pełną emocji, niezrozumienia i grzechu. Teraz pożałował, że podczas ataku jednego z braci zacisnął tylko pięści. Mógł również jak łowca dać upust swoim bożego gniewiu wśród grzesników. Jednak niewiedziec czemu poskromił żywiołowy entuzjazm po Gercie i stał jak worek gruzu za Antonem.

Jego myśli początkiem spotkania walały się za drzwiami domostwa, spojrzenie szukało wyjasnień i ubłagalnie chciało wynieść go spoza tego problemu, powrócić do chwil kiedy osada była azylem. Jednak nie była to bajka, którą zwykł czytać za młodu. Coraz bardziej dochodził do przekonania, że zagrożenie Demiurga jest obecne w Koronapanie. Pomioty złego oblepiły łapami cięknącymi plugastwem spichlerz i chyba i umysły współosadników i stwórca wie co jeszcze.

Siedząc już w domostwie Antona, zrzucił plecak na podłogę, przecedził bez efektu palcami spocone rude strąki, starając się zaczesać kłębiący się na jego głowie nieład. Oczyścił umysł i zaczął analizować rozmowę. Wodził wzrokiem po rozmówcach niezabierając głosu. Oparł plecy o ścianę i próbował postawić się w skórze wodza, ojca, Sędziego.

Słuchał, słuchał i słuchał, do momentu aż coś przykuło jego uwagę - jendo słowo, któro wyznaczyło granice jego zrozumienia, coś przedczym wzbraniają słowa z ksiąg. Jakieś niespołjne zlepi liter pojawiły mu się przed oczami.

Widząc chwile namysłu na twarzy samozwańczego zarządcyośmielił się zabrać głos. Niewytrzymał presji mantry jednego słowa ciągle smagającej jego myśli:
-przemienić? suchy głos wyrwał się z ust rudzielca, bezostrzerzenia szarpiąc mu gardło. Żadnym ratunkiem nie było, ani przytrzymanie szyi ręką, ani krótkę odkaszlenie suchego gardła.

przeminić w co, kynnen żarnik?

to były ostatnie słowa Gerarda przed raptownym zerwaniem powietrza, które skończło się krótkim kaszlem podczas którego kurczowymi ruchami przeszukiwał plecak w nadzieji odnalezienia bukłaku z wodą.
Co to będzie, co to będzie? Czuje nieodpartą pokuse bycia koronapańskim siewcą gniewu bożego ;)

: 09 sierpnia 2016, 07:10
autor: namakemono
- Rozumiem, że my - i mam tu na myśli tych, którzy wzięli udział w egzekucyjnej wyprawie - jesteśmy najlepszymi, ale i jedynymi kandydatami. Rozumiem, choć wcale mi się to nie podoba. Wciąż nie powiedziałeś mi co z atmosferą w Koronapanie. Zdajecie sobie sprawę co się stanie, gdy z wioski wyruszy ta sama ekipa, w dodatku będą to osoby, które wspierają autorytet starszyzny? Stary porządek upadnie. Marcusie, akceptujesz takie ryzyko? Wiesz, ze ci, którzy wyruszą, być może nie będą mieli gdzie wracać? Będziecie pozbawieni wsparcia sędziego, myśliwych, zręcznego mechanika. A opozycja rośnie w siłę. Wrócimy w najlepszym wypadku do Koronapanu rządzonego przez anarchię, w najgorszym - na jeszcze dymiące popioły.

: 11 sierpnia 2016, 18:09
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

- Masz częściową słuszność, Nikodemusie - przyznał Markus - To we mnie ludzie widzą głównego winowajcę wioskowych nieszczęść i trudno ich za to winić. Niemniej jednak będą się buntowali i sarkali tak długo jak długo pozostanę w zasięgu ich wzroku. Zdecydowałem, że opuszczenie na jakiś czas Koronapanu wpłynie korzystniej na sąsiedzkie nastroje. Poprowadzę ekspedycję do Kociego Miasta. Anton będzie zarządzał osadą do naszego powrotu i wierzę, że podoła temu wyzwaniu.

Surowy anabaptysta poruszył się niespokojnie, zmarszczył czoło nie podzielając widać opinii Schillera.

- To nie jest dobry pomysł... - zaczął, ale Markus uciszył go przyjacielskim klepnięciem w ramię.

- To najlepsze rozwiązanie w obecnej chwili. Ludzie cię szanują, wielu z nich podziela wyznawane przez ciebie wartości. Większość naszych anabaptystów to przecież farmerzy. Będą czuli jeszcze długi czas złość na sam mój widok, więc muszę im z oczu zniknąć. Poradzisz sobie, jestem tego pewien.

- Sam nie wiem - Anton pokręcił z niezdecydowaniem głową, podrapał się po nasadzie nosa.

- Jak to przemienić? - do uszu wszystkich dobiegł znienacka zduszony głos Gerarda, mamroczącego coś od krótkiej chwili niezrozumiale pod nosem - Jak oni nas chcieli przemienić? W co przemienić?

- W bestie w ludzkiej skórze - odpowiedział natychmiast Anton - W wynaturzenia będące pomiotem Demiurga, nie mające w sobie grama boskiej Pneumy.

- Nadużywanie żarnika powoduje fizyczne i psychiczne zmiany. Sam nie wiem, które z nich są gorsze. Pył doprowadza do transformacji ciała, zmienia kształt narządów wewnętrznych, często zmienia również ich funkcje. Dodatkowe kończyny, narośla, zgrubienia skóry, deformacje... sprawia to straszne wrażenie, ale pamiętajcie, że zmiany psychiczne są znacznie gorsze od odstręczającego wyglądu. Brak współczucia, brak miłosierdzia, całkowite wyjałowienie z większości emocji wyższego rzędu. Zezwierzęcenie, ale z zachowaniem diabolicznego sprytu, przez co odmieńcy tacy stanowią jeszcze większe niebezpieczeństwo. No i każdy z nich jest nosicielem śmiertelnej choroby, bo raz zarażony, roznosi cząstki pyłu na sobie.

- Oni to mieli na sobie? - Gerard spojrzał okrągłymi ze zdumienia oczami na swe dłonie, jakby chciał natychmiast skrupulatnie je wyszorować - Te żarniki?

- To trudne do wytłumaczenia - wzruszył ramionami Markus - Oryginalny pył pochodzi od dziwnych roślin z wschodu kontynentu... przede wszystkim z wschodu. Ale jeśli ktoś zostanie zakażony, podobno zaczyna wytwarzać własne cząstki żarnika, hodować je we własnym ciele.

- To może myśmy powinni byli ich spalić? - dodał Anton oglądając się w stronę Markusa - Tych zabitych w nocy? Jeśli ogryzą ich padlinożercy, mogą się zarazić i rozniosą chorobę po całej okolicy, prawda? Nie bez powodu paliliśmy trupy nad Soliną i w Białymstoku... i w Neapolium.

- Być może popełniliśmy błąd, ale wszystko da się jeszcze naprawić - Markus sposępniał po słowach Antona, przez jego twarz przemknął cień mogący być przejawem skrytej dezaprobaty wobec samego siebie - Ale spokój w osadzie jest równie ważny. Rozpocznijcie przygotowania do wyprawy. Tuzin, może półtora mężczyzn, dobrze uzbrojonych. Chcę wyruszyć jak najszybciej, najlepiej już jutro, najdalej pojutrze. Potrzebujemy łupów z Kociego Miasta, by uspokoić dysydentów.

Trzask otwartych drzwi przerwał na chwilę rozmowę. Nachmurzony Yuran przekroczył próg domostwa, przysiadł się bez słowa do stołu wbijając złe spojrzenie w Markusa.

- Dobrze, że przyszedłeś - Schiller uśmiechnął się uprzejmie udając, że nie zauważa ponurego nastroju gościa - Mamy kilka ważnych spraw do omówienia. Pozwól, że ci streszczę, o czym rozmawialiśmy...
Przyjmijmy w trybie technicznym, że Markus zapoznał Yurana z wszystkim, co było już zaprezentowane w fabularkach powyżej, zaoszczędzimy dzięki temu na czasie. Czy macie jakieś nowe spostrzeżenia, uwagi i sugestie dla starszyzny? (8ART, Namakemono, Dretch).

: 12 sierpnia 2016, 10:41
autor: dretch
Koronopan, domostwo Markusa

Lechpsy! Mogli nas wszystkich pozarażać. A co jeśli my zarażeni sind? Kiedy te zmiany nastepują? Jak je dojrzeć?

Młody anabaptysta zalał się potokiem czarnych myśli o kłębujących się zaraszkach w jego organizmie, co sprawiło sorgi wysyp krepel potu na jego czole.

sind - jesteśmy, ostanie pytanie do starszyzny. Po odpowiedzi zapytam tylko co mamy za sobą zabrac do Kociego miasta i jak wyjdizemy z wioski nie wbudzając podejrzeń?

: 15 sierpnia 2016, 12:27
autor: Keth
Koronopan, domostwo Markusa

- Chociaż to śmiertelna plaga, nie roznosi się zbyt szybko - pouczył rozdygotanego syna Anton - I Bogu należy za to dziękować, bo inaczej chyba byśmy musieli samobójstwo popełnić. Nie zaprzątaj sobie głowy sprawami, w których nie masz rozeznania. Wierzę w to, że żaden z nas nie został skażony.

- Bogu niech będą dzięki - westchnął niezbyt uspokojony Gerard - W takim razie mam jeszcze jedno pytanie. Jak wymkniemy się z osady niepostrzeżenie? To również będzie tajemna wyprawa, prawda?

- Nie - Markus pokręcił zdecydowanie głową - Ogłosimy przygotowanie ekspedycji jeszcze dzisiaj i dopilnujemy, aby wszyscy pomogli. Koronapan musi wiedzieć, że ta wyprawa została ogłoszona dla profitu i bezpieczeństwa całej społeczności, również tych rozżalonych i wściekłych. Damy im nową nadzieję i uspokoimy niedobre nastroje.

- Co chcecie ze sobą zabrać? - w oczach Antona pojawił się przelotny błysk mogący sugerować niezadowolenie z rozkazu pozostania w osadzie, ale głos anabaptysty pozostawał rzeczowy - Jaki sprzęt?

- Żywność i wodę na co najmniej tydzień, z prywatnych zapasów - odpowiedział Markus - Broń według uznania, ale bez zbędnych ciężarów. W drodze powrotnej będziemy dźwigać znacznie więcej, nie wolno o tym zapominać. Śpiwory, płachty na namioty. To powinno wystarczyć.

- Kiedy chcesz przemówić do ludzi?

- Dziś przed zachodem słońca. Zjemy wszyscy razem, niech wszyscy będą się mogli pożegnać. Wyruszymy przed brzaskiem.

- Kto w takim razie wyruszy? Gerarda wolałbym zostawić w wiosce, może mi się przydać - Anton spojrzał na syna znacząco, a ten natychmiast poczuł uderzającą do głowy krew. Miał zostać na czas wyprawy w wiosce?!

- Zabiorę Nikodemusa, Yurana i Dragana, Telibora, Bruniego, Werka, Szyszkę i Dirka, Aspirynę, Kudłatego, Waltera, Bolka... i wezmę też Gerarda. Nie odmawiaj chłopakowi okazji do zdobycia doświadczenia. To chyba wszystko. Jeśli nie macie żadnych pytań, wracajcie do domów. Trzeba spakować plecaki.
Ostatnia okazja w trakcie tego spotkania, by o coś zapytać...

: 15 sierpnia 2016, 12:33
autor: Keth
Koronopan, domostwo Bayera Werka

Zamknięte na dwa rygle drzwi powinny były zapewnić mechanikowi jako takie poczucie bezpieczeństwa, podobnie jak trzymana przez cały czas na kolanach strzelba - a mimo to dzierżąca butelkę samogonu ręka mężczyzny przez cały czas wyraźnie drżała.

Potok przelewających się przez umysł myśli uparcie odmawiał przybrania logicznego racjonalnego kształtu, pozwalającego podjąć odpowiednie decyzje. Chęć jak najszybszego spotkania z Markusem wciąż jeszcze nie dojrzała dość dalece, by Borkanin zaryzykował wychynięcie ze swego warsztatu.

Wbrew zdrowemu rozsądkowi wyobraźnia ciągle podsuwała mu obraz lśniącej w słońcu klingi noża, ciśniętego z wielką wprawą zza węgła sąsiedniej chałupy.

- Weź się w garść, dummkopfie - wymamrotał pod nosem Bayer, po czym dla dodania sobie otuchy przytknął do ust szyjkę butelki.
Jeśli Werk faktycznie chce odwiedzić w sobie tylko znanej sprawie Markusa, to chyba dobry moment...

: 15 sierpnia 2016, 17:47
autor: el009
Koronopan, domostwo Bayera Werka

Bayer pociągnął kolejny łyk mętnawego, palącego w gardle płynu. Mimo że w butelce było go coraz mniej miłe uczucie odprężenia i szum w głowie nie chciały nadejść. Drżąca nieco ręka odstawiła butelkę na parapet. Myśli związane z nieproszonymi gośćmi nie dawały mu spokoju.

- Das ist zu viel. - mruknął do siebie, założył ciężki, skórzany płaszcz, zabrał strzelbę i chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi.

Odryglował ciężkie, obite blachą drzwi i rozejrzał się podejrzliwie po okolicy. Nie widząc niczego podejrzanego ruszył w stronę chaty Markusa, co jakiś czas gubiąc rytm kroków. Wypity alkohol dawał o sobie znać.

***

Panującą w pomieszczeniu ciszę przerwało głośne pukanie do drzwi.

Markus, otwieraj! - zgromadzeni mężczyźni bez trudu poznali głos i borkański akcent Werka, było jasne, że jest pijany - Oni robią jakiś szwindel, musimy poszprechać.

: 17 sierpnia 2016, 17:57
autor: Keth
Ponieważ wiem, że część graczy ma obecnie natłok obowiązków, poczekamy jeszcze chwilę na ewentualne pytania ze strony Namakemono, 8ARTa i Dretcha w kwestii organizacji wyprawy do Kociego Miasta. Jarlaxle może odetchnąć z ulgą, nikt nie napadnie w międzyczasie ani jego ani jego siostry. Co do Werka, dotrze do domostwa Markusa krótko po odejściu reszty gości, toteż spotka się jedynie z gospodarzem i Antonem (rozpiszemy to spotkanie poprzez PW).

Jeśli do weekendu nie będzie dalszych wpisów, przeskoczymy z fabułą do ceremonii obwieszczenia osadnikom wielkiej ceremonii (wieczór bieżącego dnia akcji).