Strona 13 z 28

: 18 czerwca 2018, 22:34
autor: Keth
[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia)[/center]
Niesamowita i na wskroś przerażająca burza odebrała Vilenie dech. Rozpłaszczony pomiędzy runicznymi głazami, szarpany wściekłymi podmuchami wiatru, mrugający rozpaczliwie półprzeźroczystą błonką oczu, guślarz próbował wręcz wcisnąć się pomiędzy zgniecione pędem powietrza źdźbła trawy. Nigdy wcześniej nie doświadczył równie szalonej aury i zgroza dosłownie paraliżowała mu członki.

Gdzieś z przodu w świszczącej wichurą ciemności jarzyły się upiorne ślepia bestii Mroku. Odwracając głowę w stronę ledwie dostrzegalnego blasku Gwiazdy, Kallan zaczął udawać, że miotająca nim siła nie jest furią żywiołu Wiatru, lecz znajomym dotykiem gniewnej Wody, że oto przyszło mu zmagać się z wartkim nurtem górskiej rzeki. To wyobrażenie, aczkolwiek mocno uproszczone, przyniosło zamykającemu oczy Vilenie pewne wytchnienie, złagodziło trwogę.

- Karadosie, dodaj mi sił - wyszeptał guślarz próbując nie zakrztusić się przy tym kępkami latającej w powietrzu darni - Nie opuszczaj mnie w potrzebie!
Generalnie zgroza i trwoga w tym wątku; co próba, to gorsza. Strach pomyśleć, co na nas teraz wypuści sadystyczny Mistrz Gry! :o

Tylko bez testów na duszenie się darnią, błagam!

: 19 czerwca 2018, 21:12
autor: zmarly
[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia)[/center]

Nie do końca takiej reakcji spodziewał się Amasis patrząc ja łowczych po tym, co wszyscy otwarcie zadeklarowali. Biorąc pod uwagę fakt, iż w kręgu jest bezpiecznie, oczekiwał wręcz, iż wrogowie po prostu pogodzą się z losem i odejdą, w najgorszym zaś razie ukryją się nieopodal i będą czyhać na dzielnych bohaterów.
Natomiast zdecydowanie nie spodziewał się tak ogromnej wichury.

Pierwsze podmuchy wiatru sprawiły, że zwiadowca instynktownie wczepił się pazurami w ziemię i przypadając do ziemi, przeczołgał się za najbliższy kamień. Towarzyszyło temu nie tylko uczucie trawy delikatnie łaskoczącej go po brzuchu, ale przede wszystkim świadomość pewnej śmierci w wypadku, gdyby puścił glebę pod sobą. A przecież wtedy wszystko byłoby na marne, pomyślał. Cała wyprawa na marne, a pamięć o Modrym Kamie na zawsze zniknęłaby w odmętach historii... Ta właśnie myśl dodała mu nowych sił i choć zawroty głowy i dreszcze na skutek chaosu energetycznego wokół dawały się we znaki, to kot wytrzymał nawałnicę zerkając jednocześnie na swoich towarzyszy mając nadzieję, iż wszyscy wyjdą z tego żywi.
O dziwo miejsce za kamieniem okazało się szczególnie przydatne ze względu na dodatkową osłonę przed latającymi przedmiotami, co w duchu zwiadowca uznał za łaskę bogów. Dodatkowej otuchy dodawał fakt, że wszystkim, których widział udało się oprzeć sile żywiołu.
Amasis przeczekuje wichurę za kamieniem przyczepiony do ziemi niczym przyklejony kropelką, jednak ze świadomością, że wrogowie zaatakują jak tylko wiatr ustanie.

Do MG: PM to punkty mistrzostw, czy poziom mocy? (Pytam pro forma).

: 21 czerwca 2018, 18:21
autor: TatTvamAsi
[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]

Drzewa ugięły się i zatrzeszczały pod wpływem silnego podmuchu wiatru. Nagle, na oczach Nętki i jej przyjaciół, cicha, pogrążona w cieniach polana przemieniła się w scenerię pola bitwy, niczym z jednej z bajd prawionych przez Starszych Modrego Kamu. Wiedziona instynktem młódka nie czekała aż jeszcze silniejszy dech wiatru strąci ją z nóg. Padła na ziemię, na brzuch, przyciskając się do podłoża i modląc się w duchu i prosząc Matkę Ziemię, Naję Łaskawą o wytrwałość w godzinie próby. Pradawne zło, moce ciemności, które za dnia były ledwie cieniem kroczących po ich śladach, usłuchały wezwania swych plugawych sług. Wewnątrz siebie wiedźma czuła jak natura dookoła, wszystek drzew i roślinności cierpi smagana podmuchami wiatru. Kobieta chciała krzyknąć, chciała podnieść na duchu swych bliskich, mimo strachu, mimo mocy nienawistnych, co ukazały swą potęgę i gniew...

Silny podmuch wiatru odebrał jej dech. Przyparła chwilę twarzą do ziemi. Kątem oka dostrzegła swych przyjaciół, a także delikatne światło Gwiazdy Olfenu. Teraz nie mogli się poddać... nawet gdy wrogie siły napierały w pełni swych mocy.

Nie mogła krzyknąć, aby przydać wytrwałości swoim przyjaciołom, ujęła jednak za dłoń Kallana i Rodana, dziękując w myślach Bogini za ich obecność.
Czy ja mam jeszcze Aurę z Ziemi? Sprawdzę jeszcze czy mam energię, jeśli byłabym w stanie mamrocząc pod nosem i leżąc na ziemi założyć sobie Aurę, a miałabym energię - to to robię.

: 21 czerwca 2018, 19:38
autor: Araven
[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]

- Na Bogów a do tego jeszcze wieje i pada. No i coś narobił szalony sługo Ciemności? - Wydarł się Vagar przekrzykując wicher i odgłos ulewy, co na niewiele się zdało. Wojownik myślał co będzie dalej. Chyba ta poczwara chce Nas utopić.

: 24 czerwca 2018, 12:22
autor: Sigil
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri[/center]
Bies jeden raczy wiedzieć, ile trwała ta wichura okropista - bo żaden z leżących wśród trawy wędrowców nie był w stanie tego zmierzyć. Żywioły szalały wkoło, zdając się cały nas do góry nogami wywracać! Gdy wtem, nagle... Zapadła głucha cisza...

Bohaterowie leżeli jeszcze przez chwilę nieruchomo, zali niepewni, czy słuch utracili, czy to znów jakaś sztuczka plugawców Ciemności? Pierwszy otworzył oczy Amasis i rozejrzał się wkoło. Ostrożnie postawił uszy, czując, że jego nastroszone wąsiki wychwytują jeno lekkie drgania powietrza. Po chwili w powietrzu rozległ się dźwięczny śpiew drozda. Słysząc go wszyscy westchnęli z ulgą, świadomi iż ptaszkowe trele zapowiadają wschód lubego słoneczka i koniec ćmy straszliwej.

[center]Obrazek[/center]
[center]Podkład: Morning has broken[/center]
Powoli poczęli dźwigać się z ziemi, rozglądając wokoło ze zdumieniem. Niebo ponad polaną bladło w pierwszych pocałunkach brzasku. W jego niepewnym jeszcze blasku, ujrzeli, iż las stał wokoło nich, jako wprzódy. Ani jeden konar nie został strzaskany, ni jedno drzewo obalone - jakoby cała ta wichura i nawałnica snem była jedno. Zali po łowczych i ich psiskach takoż nie było śladu. Przepadli wszyscy wraz z pierwszymi promieniami słońca, co ich do Nawi precz wygnało. Jeno ziemia zryta kopytami ich wierzchowców była niemym świadkiem tego, co wydarzyło się tej nocy.

Widząc, iż blask poranka wielką moc ma nad potępieńcami, Nętka spojrzała na złotą kulę, którą ściskała w dłoni. Uświadomiła też sobie, iże cały ten czas miała w ręce broń, która władna była przepłoszyć Ciemne Siły. Vagar rozejrzał się z uwagą, badając, czy zagrożenie na pewno minęło i czy wróg jakiś nie czai się jeszcze wśród topniejących cieni nocy. Wszakże nie dostrzegł niczego, co mogłoby świadczyć o tem. Rodan kichnął donośnie, konstatując, iż mu leżenie na mokrej trawie nie posłużyło. Takoż i Amasis poczuł dreszcze i słabość jakowąś, rozciągającą się zimnem po kościach. Kallan takoż rozglądał się wkoło, a widząc, że upiory zniknęły, poczuł w sercu ulgę niezmienną, rad, że dobre bogi wysłuchały próśb i modlitw jego.
Wygląda na to, że upiory zniknęły, gdy tylko pierwszy promień słońca pojawił się na niebie. Po wichurze nie ma nawet śladu. Powoli wstaje dzień, jesteście jednakże zmęczeni po tej nieprzyjemnej nocy. Amasis czuje się słabo i jest przemarznięty (-10 S.F. i -10 Odp. - zaczynają się początki grypy), Rodan nabawił się kataru od leżenia na mokrej trawie (-10 Cha). Reszta czuje jedynie efekty nieprzespanej nocy.

Ognisko wciąż jeszcze zachowało żar i teraz dymi, dogasając.

: 25 czerwca 2018, 16:49
autor: Keth
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar)[/center]
Wspomnienia strasznej nocy nie dawały Kallanowi spokoju, ale Pieśniarz Astralu czynił wszystko, co było w jego mocy, aby zapomnieć o zielonookich ogarach i ich piekielnych panach. Wpierw dorzucił do ogniska więcej chrustu przywracając płomieniom ich wesoły taniec, potem zaś jął przeglądać wypełniające torbę uzdrowiciela zioła. Nie musiał się przyglądać zbyt długo Rodanowi i Amasisowi, by pojąć, że jego druhom w oczy zagląda choroba.

Leczenie ludzi nie sprawiało guślarzowi większych kłopotów, byli oni bowiem nader podobni w tym względzie do Vilena. Wyjątkiem były przeziębienia, na które gatunek Kallan z racji swego umiłowania wody był bardziej uodporniony, ale Pieśniarz wiedział jak sobie radzić z tą typowo ludzką przypadłością.

W przypadku Amasisa pojawiał się pewien kłopot. Diagnozowanie chorób u kotów nie było równie łatwe jak u ludzi, którym czasami wystarczało przyłożyć do rozpalonego czoła dłoń. Co więcej, Kallan nie miał dotąd okazji ku temu, by leczyć felidae. Doświadczenie podpowiadało mu, że w przypadku takim powinna sprawdzić się czynność stosowana na co dzień przy zwierzętach gospodarskich, którym znachorzy wkładali dłoń do odbytu szacując temperaturę ciała stworzenia.

Zerkając znad torby ku prychającemu Amasisowi, Kallan uznał w myślach, że kot nigdy nie zgodzi się na takie badanie dobrowolnie, nawet jeśli miałby postawić na szali własne zdrowie. Pozostawał zatem podstęp, badanie przeprowadzone z zaskoczenia i być może we współpracy z Vagarem.

Jeden palec powinien wystarczyć, stwierdził Pieśniarz, byle dało się go wepchnąć do samego końca. I uniknąć pochlastania pazurami felidae... lecz było to ryzyko, które Vilena gotów był na siebie wziąć dla dobra porośniętego futrem przyjaciela.

Odczekawszy, aż ognisko ponownie zapłonie żywym ogniem, Vilena jął szykować dwie porcje naparu z kwiatów lipy w cynowym kubku do warzenia leków. Zamierzał zabrać się za badanie Amasisa tak szybko jak to było możliwe, wpierw jednak zamierzał podać i bardowi i kotu lipową herbatę.
Podwójny wywar z kwiatów lipy (miałem w zapasie trzy porcje). Mam nadzieję, że pomoże!

: 28 czerwca 2018, 15:22
autor: TatTvamAsi
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri[/center]

W tej najgorszej z chwili Nętka silnie zacisnęła powieki i modliła się w duchu o to, żeby wytrwać choć jeszcze trochę. Wycie wichru przybrało na sile, a z pewnej odległości dobiegał jej uszu szaleńczy śmiech potępionych. Nagle, gdy wichura miała już przybrać na sile, wszytko ustało. W uszach wiedźmy zadźwięczała cisza, niemy ślad po ulewie większej niźli powódź, co dotknęła Modry Kam przed kilkoma laty. A potem zaśpiewał ptak. Delikatny trel splótł się z pierwszym blaskiem poranka. Młódka podniosła głowę by ze zdziwieniem ujrzeć jak wszystko dookoła jest całkowicie spokojne, a natura znów wróciła do swego łagodnego na pozór, lecz rozbrzęczonego lotem pszczół życia. Zdarzenia z nocy przeminęły jak senny koszmar, pozostawiając po sobie upiorne wspomnienia i ślady na pokrytej rosą murawie.

Palce wiedźmy rozluźniły się, oswabadzając nadgarstek Vilena z silnego uścisku. Druga dłoń mimo to cały czas przyciskała do serca coś bardzo cennego. Coś, co w zaledwie kilka chwili mogło zakończyć koszmar tej nocy, oszczędzić strudzonym wędrowcom całego strachu, z którym przyszło im się zmierzyć. Spojrzenie Nętki padło na trzymany przedmiot - szklaną sferę, która pulsowała niemal ciepłem i energią samego słońca. Wszystko było takie proste! Wystarczył jeden tylko gest!

Nętka z zdegustowaniem wsunęła z powrotem szklaną kulę do sakiewki. Może toż przyda się na noce, gdzie to kręgu nie obaczymy, a co nas nie uchroni. Teraz jednak musiała zająć się Rodanem i wyraźnie zmarzniętym Amasisem. Nie tracąc więcej czasu na czcze rozmyślania, dołączyła do leczniczych zabiegów guślarza. Wcześniej jednak zwróciła się krótko do Vagara:

- Podej kiego drwa do ogniska, bo wszystek się pochorujemy.

Gdy tylko ogień buchał nowym płomieniem, zaczęła leczyć swych przyjaciół z zaczątków przeziębienia. To pomrukiwała słowa zaklęć, to zaszeleściła grzechotką, byleżby tylko odgonić duchy chorób od swych towarzyszy.
Pomagam Kallanowi i leczę Rodana i Amasisa z początków przeziębienia za pomocą Medycyny Ezoterycznej.

: 28 czerwca 2018, 19:12
autor: Sigil
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri[/center]
Zebranie drewna nie sprawiło Vagarowi trudności, polana leżały bowiem tam, gdzie je wcześniej pozostawił. Wkrótce ogień znów rozgorzał wesoło, odganiając ostatnie strzępy nocy i złych wspomnień. Rodan siadł przy nim, pociągając nosem. Amasis też skulił się nieopodal, starając się wysuszyć futro, przemoczone rosą. Dziwne osłabienie w łapkach sprawiało, że nie miał siły na zwykłe figle. Nie tracąc czasu Kallan przystąpił do warzenia ziółek, Nętka zaś poczęła przeglądać swój wiedźmi rynsztunek. Wkrótce obaj nieszczęśnicy pochylali się nad kubkami parującej lipy. Felidae co prawda marszczył nos i prychał, nie przepadał bowiem za naparami z zielska. Czując jednak, iż go choróbsko jakieś naszło, grzecznie chłeptał swą porcję. Rodan odprężył się czując, jak lipowa herbatka rozgrzewa go od środka. Kotu jednak potrzebna była bardziej fachowa pomoc i gdy tylko skończył pić, Nętka przystąpiła do swych zabiegów magicznych, szepcząc nad nim tajemne zaklęcia.
Herbatka z lipy umożliwia drugi test przeciwko chorobie:
Rodan = test zdany z dwoma przebiciami. Po wypiciu ziół nagotowanych przez Kallana, katar przejdzie Ci jak ręką odjął.
Amasis = brak sukcesu. Herbatka ziołowa niezbyt ci pomogła.

Nętka: wykonuje test Medycyny Ezoterycznej by uleczyć Amasisa:
Zdane z jednym przebiciem. Zaklinacie będzie trwało pół godziny, ale uda Ci się wyleczyć kota.

Co robi reszta w tym czasie? Jak mówiłem, jesteście zmęczeni, a wstający dzień daje pewność, że Siły Ciemności szybko nie wrócą, by was nękać.

: 28 czerwca 2018, 22:05
autor: Keth
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień [/center]
Lecznicza magia Nętki przyniosła rezultat tak szybko, że gotowiący się już do badania Amasisa Kallan nie zdołał powstrzymać jęku rozczarowania. Vilena obiecał sobie w duchu, że następnym razem za wszelką cenę ubiegnie młodą wiedźmę i zaskarbi sobie wdzięczność kota, choćby ten miał mu przy okazji odgryźć palec.

Dorzuciwszy jeszcze kilka szczap do ogniska guślarz usiadł przy nim na skrzyżowanych nogach i jął wodzić zatroskanym spojrzeniem po swoich druhach.

- Mus nam posilić się, a potem dobrze naradzić - rzekł młody czarownik - Wczersza nocka jawnie pokazała, że w tym kręgu plugawe moce nic nam nie mogą uczynić, jeno zastraszać, a katarem morzyć. Jak z niego wyjdziemy, za dnia nic nie winno nam grozić, wszak Ciemność światła słonecznego się lęka. Wrócą za to po zmroku psiekrwie, a jak nas zdybią gdzie w chaszczach, ogary kości nasze ogryzą.

Kallan uniósł znacząco palec i jakby naśladując ów pouczający gest, w powietrze uniosło się również kilka grubych splotów jego włosów.

- Dwa dni już wędrujemy przez bezdroża, coraz barzi zmożeni. Skoro tamci już nas wytropili, może zostańmy tu na dzień, przeleżmy go w słońcu, aby sił nabrać przed następną nocną przeprawą. Poszukajmy więcej chrustu, poziomków, a orzechów. Zaśpiewajmy życzliwym duchom, pomódlmy się do bogów. A jutro o brzasku ruszymy w drogę silniejsi niźli dneska.

- Co na to rzekniecie, przyjaciele? Nętko, co rzeknie na to twój skrzydlaty przyjaciel? - chociaż oblicze Pieśniarza pozostało beznamiętne, jego poruszające się szybko palce dłoni świadczyły o ekscytacji zrodzonej z nagłego pomysłu - Może jest w okolicy więcej kręgów takich jak ten tuka? Może twa półdusza zdoła je odnaleźć w locie? Moglibyśmy wędrować pomiędzy kręgami, co noc znajdując w nich wytchnienie.
Garść luźnych przemyśleń do obgadania...

: 30 czerwca 2018, 10:03
autor: Araven
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień[/center]

- Kallan dobrze prawi. Szczęścia mielim wiele. Słabi się robimy. Zjedzmy coś i ruszajmy. Krąg bezpieczeństwo daje ale nie możem przy nim zostać. Zapasy nasze sprawdźmy. Może trzeba zapolować.

- Ale jak Nam z takimi upiorami walczyć? Broń się chyba ich nie ima. Jak nas zaskoczą w puszczy to po Nas. Pomysły jakieś?

Vagar sprawdza zapasy by ocenić ile ich nam zostało. W razie czego trzeba zapolować, albo sidła rozstawić nazbierać jadalnych roślin. Polowanie i sidła to ostateczność.

: 30 czerwca 2018, 20:10
autor: lightstorm
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień[/center]
Pomoc, którą Rodan otrzymał od Kallana zdecydowanie poprawiła humor bardowi. Siedział przed ogniskiem pocierając dłonie, starając się ogrzać zmarznięte ciało. Poprzednia noc i wydarzenia jakie miały miejsce w kręgu nie opuszczały umysłu młodego barda. Doskonale pamiętał co się działo. Teraz mając więcej czasu, mógł sobie wszystko poukładać i dokładnie przemyśleć. Kallan przemówił, dzieląc się swoimi przemyśleniami, a po nim Vagar dorzucił kilka słów. Bard zmarszczył brwi zastanawiając się chwilę nad tym co chciał powiedzieć.

- Zapasów wystarczy nam na kilka dni, dlatego polowanie na zwierzynę jest bezcelowe. Ruszamy jak tylko zjemy i ogrzejemy swe ciała. To co znajdziemy po drodze powinno nam wystarczyć - powiedział z pewnością w głosie.

- To nie przypadek, że wysłali za nami bestie jakie spotkaliśmy wczoraj. Ich prostackie sztuczki i próby przekonania nas do oddania Gwiazdy, były rozpaczliwą próbą załatwienia sprawy. Wróg wie, że nie jest w stanie nas dogonić póki jesteśmy w ciągłym ruchu, dlatego wysłał za nami swoje ogary. Bogowie nam sprzyjają i pozwolili nam znaleźć ochronny krąg, co niewątpliwie pokrzyżowało plany tym, którzy idą naszym tropem. Pozostanie w tym miejscu, to pewna śmierć, albowiem oprawców z Modrego Kamu nie zatrzyma moc tego kręgu - zakończył spoglądając na Kallana.

- Rozumiem twoje obawy Kallanie. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale w mojej ocenie nie możemy się zatrzymać. Musimy jak najszybciej przedostać się przez góry, co powinno oddzielić nas od pościgu. Zło jest sprytne i przebiegłe. Jak myślisz, dlaczego posłali za nami takich co w gadce są dobrzy? Przecie mogli wezwać jakie bestie, które jeno zabijać potrafią i ludzkiej mowy nie znają...

- To proste... Chcieli nas skusić, a na koniec zastraszyć, abyśmy kroku dalej nie uczynili. To była ich ostateczna próba skuszenia nas, abyśmy w sercach strach jeno mieli po przebudzeniu. Dlatego nalegam na jak najszybsze opuszczenie obozu. Póki trzymam w ręku nasz największy skarb, nie dam się zastraszyć żadnym przebiegłym plugawcom.

Rodan uśmiechnął się do swych towarzyszy na koniec i dodał:

- Damy radę... Odpocznijmy tyle, ile potrzebujemy. Południe to ostateczny czas, teraz trza przespać kilka godzin. Duch królowej Olfenu jest z nami. Nętka ma kule z światłem słonecznym, którą możemy następnym razem użyć. Oczywiście gdyby naszła taka potrzeba. Ja gusłami się nie zajmuje, ale może znacie jakie sposoby na radzenie sobie z takimi plugawcami? Vagar słusznie prawi, że nie posiadamy broni, aby z nimi walczyć, ale możemy próbować się bronić. Nętka, znasz jakie słabe strony tych co nas zaatakowali? - bard zadał pytanie, a z jego twarzy nie znikał uśmiech.
Rodan stara się przedstawić sytuację jasno i klarownie. Staram się przekonać drużynę do swoje punktu widzenia.

: 01 lipca 2018, 13:21
autor: Keth
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień[/center]
Guślarz zapatrzył się w płomienie ogniska nie będąc do końca przekonanym słowami Rodana. Świadomy poczucia bezpieczeństwa, jakie zapewniał runiczny krąg, z ogromną niechęcią podchodził do pomysłu jego opuszczenia, ale musiał przyznać, że bard mógł mieć rację.

Zdradzające ogromne zatroskanie czarne oczy Vileny spoczęły na postaci pielęgnującej swe futerko Nętki.

- Wybacz natarczywość, siostro - powiedział z naciskiem w tonie Kallan - Wszela trza nam twego skrzydlatego druha o pomoc prosić, a jeno ty jego wolą władasz. Jeśli weźmiemy Rodana stronę, mus nam insze kręgi na nocny popas odnaleźć, tylko w nich będziemy bezpieczni przed zakusami onych nocnych drapieżców. Wyślesz nietopyra na przeszpiegi, siostro?

Nie dając czarownicy dojść do słowa, Vilena podniósł się z trawy i jął szukać czegoś w swej sakwie.

- Ty zaś nie wzięłabyś na spytki onego życzliwego nam ducha, w którego domenie przebywamy? - ciągnął dalej Pieśniarz Astralu - Wierę, że nie pogardzilibyśmy jego radą w potrzebie.
Przejrzę na spokojnie zapasy ziół i pomyślę, czy się do czegoś mogą przydać. Kilka godzin snu nie zaszkodzi, ale chyba mimo dziennej pory trzeba będzie wystawić wartę, jak sądzicie? W marszu proponowałbym puścić gorą nietoperza, a drzewami kota, to powinno zwiększyć strefę obserwacji terenu.

: 05 lipca 2018, 13:55
autor: TatTvamAsi
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri

[/center]

Wiedźmie gusła zdawały się działać. Stopniowo, pod wpływem wymawianych formuł i delikatnych dźwięków grzechotki, choroba Amasisa ustawała, a samemu kotu zdawał się wracać właściwy mu entuzjazm w działaniu i czujność. Nętka przez czas pewien doglądała jeszcze swego przyjaciela, a to upewniła się, że zażył przygotowanych przez Kallana ziół. Gdy już była pewna, iż stuha wraca do swych sił, włączyła się do rozmowy gdy to jej druhowie poruszyli istotne kwestie dalszej podróży, a zadali przy tym istotne pytania również jej samej.

- Kallanie, masz to rację. Trza nam duchom tegoż miejsca dzięki, a bogom ofiary złożyć za ochronę tejże nocy. Jednakoż po odpoczynku w drogę ruszyć trza, a innych magicznych kręgów nie znajdziemy tak częstoć. Sam przecie pamiętasz, że toż miejsca magiczne, a szczególne i nie wiele ich szukać. Takoż jak Rodan rzekł, możemy jednak wykorzystać magiczną kulę, skoroż wiadomo o strachu upiorów przed słońcem. - wspomniawszy o złotej kuli, dłoń Nętki odruchowo dotknęła sakwy, w której schowany był magiczny przedmiot. - Niestety jednak, moja magia nie jest takeż potężna, aby upiory odegnać. Boją się one światła, toć mogę spróbować je stworzyć. Jednak nie będzie ono na tyle silne i duże, coby upiory odegnać, a i nie bydzie to światło słońca pomocnego. Przypomnijta jednak sobie... - Nętka zamilkła chwilę, gdy sama wpadła na pewien pomysł - mamy też, prócz słonecznej kuli i kulę, coż nas przed wzrokiem duchów schroni... Jednak mój druh, latopyrz nie pomoże nam za dnia. Gdy dzionek wstaje on zasypia jakież każde stworzenie nocy...

- Złóżmy tera ofiary bogom, a ja podziękuję duchom tegoż miejsca a i ino o drogę zagaję, choć duchowi opiekuńczemu może być nie wiadomo nic poza kręgiem.

: 06 lipca 2018, 14:45
autor: TatTvamAsi
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri[/center]

Nętka wyjęła z sakwy wonne kadzidła rozpalając je od radośnie tańczących płomieni ogniska. Choć tak jak jej przyjaciele, jej ciało było strudzone nocą, w której stawili opór siłom ciemności, czuła w sercu spokój i wdzięczność duchom magicznego kręgu za ochronę przed magicznie wywołaną nawałnicą. W ciszy podeszła do kręgu, a jej wzrok skupił się na splecionym z planem materialnym świecie duchów. Złożywszy wonności tuż przy jednym z kamieni kręgu, ozwała się do otaczającego je strażnika:

- Duchu coć prawisz tu opiekę i wy coć tu bywacie, duchy natury spokojne... skłodomy my wam dzięki, ja Nętka, cora Modrego Kamu i moje druhy. Przyjmijta te wonne rośliny jako znak noszej wdzięczności za opiekę inszej nocy, co to upiry nas atakowały. Niech no miłość Naji prowodzi was i strzeże przyd wzrokiem wrogech sił. Ni m jednak li ruszym w drogę, powiedzta nam duchy... czy wiedzie w którem kierunku ruszyć nam trza, by do gór dojść? A która droga najbezpieczniejsza, coby od złego się ustrzec? - wiedźma zagaiła cicho. Wewnątrz siebie bała się, że duch opiekuńczy istotnie nie będzie wiedział, gdzie mogą się udać, więc zaczęła się rozglądać po otaczających polanę drzewach i niebie, próbując dostrzec jakąkolwiek duchową istotę, która mogłaby im pomóc. Starała się mówić spokojnie, z pełnym szacunkiem dla duchów natury, które ocaliły od sił ciemności ich, a także modry kamień.
Przed wyruszeniem w drogę wiedźma dziękuje duchom tego miejsca, a także swojej Patronce za pomoc i ochronę minionej nocy. Uruchamia także Widzienie Duchów i Mowę Duchów, starając się dowiedzieć czegokolwiek więcej o tym, jaką drogę do gór najlepiej obrać.

: 06 lipca 2018, 23:52
autor: zmarly
[center]Brodata Puszcza, 01 Trawień (Xevar), 360 rok Ery Silniri[/center]

Wichura zakończyła się w pewnym momencie tak szybko, jak się zaczęła, co zaskoczyło kota. Ledwie zdążył się ucieszyć z pierwszych promieni słońca, które ich uratowały, a poczuł swędzenie w nozdrzach. Kichnął. Raz. Drugi, Trzeci. Czwarty. Trudno było to opanować przez chwilę. Małe ciałko zaczęło także drżeć z zimna, zaś wilgoć na brzuchu poczęła dawać się we znaki. Wszystko to sprawiło, że radość z przeżytej kolejnej nocy ustąpiła uczuciu osłabienia i rozbicia. Na całe szczęście pojawił się w pobliżu ogień, więc biedny czworonóg poczłapał w tamtym kierunku rozkładając się w kierunku źródła ciepła licząc choć na pobieżne osuszenie futerka.

Nętka najpierw przygotowała napar z ziół. Naprawdę mam to pić?! pomyślał z obrzydzeniem Felidae, a jednak chłeptał zawartość pomimo nikłej wiary w działanie specyfiku. Dopiero potem Utra zajęła się czymś, co Amasis mógłby nazwać leczeniem. Miało to swój plus - podczas, gdy pozostali szykowali rzeczy do dalszej wędrówki, kot leżał spokojnie, podczas gdy dookoła niego skakano, by wypędzić trapiącego go ducha choroby. I faktycznie, po jakimś czasie kot zaczął się czuć lepiej, jakby odzyskał życie.

Wysłuchawszy Rodana odpowiedział:

- Dobrze prawisz, ale kilka godzin snu jest wszystkim niezbędne, jeśli mamy ruszać dalej. Nie wiadomo wszak, gdzie i kiedy przyjdzie nam się znowu rozbić z obozowiskiem. Co się zaś tyczy przeciwników, to wydaje mi się, że będę w stanie je zaatakować po opuszczenia ciała, nie traćmy więc nadziei przed nami.