Strona 13 z 57

: 03 czerwca 2011, 12:55
autor: 8art
Eithart chwile obserwował narastającą kłótnie Duvikan. W końcu zdecydował się nie dopuścić do eksalacji dyskusji: - Hola! Pokój między Duvikan! - wzniósł się ponad krzyki starszyzny - Moja babka prawiła że zgoda buduje a niezgoda rujnuje. Padły już ustalenia i dalsze dyskusje do niczego dobrego nie doprowadzą. Wyprawa do kopalni uspokoi nastroje mieszkańców i być może podbuduje morale, jeśli uda nam się wrócić z górnikami. A nawet w najgorszym wypadku pokaże, że rada starszych robi coś i nie tylko zaraza im cierniem w oku - pojednawczo spojrzał na obecnych w domu zgromadzeń.


Wątek techniczny

Sanne podpytuję tylko w przypadku jeśli mam dogodną ku temu okazje. Jesli okoliczności nie sprzyjają, odkładam to na późniejszy termin

: 03 czerwca 2011, 19:11
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wieczór

Jared Brunta ponownie podniósł się z ławy, rozgniewanym wzrokiem spozierając na stojącego po przeciwnej stronie stołu Oktara Detelfa, ściskającego dłonie w pięści i sprawiającego wrażenie rozzłoszczonego dość głęboko, by rzucić się sędziwemu Draganowi do gardła.

- Pokój! Pokój temu domowi i wszystkim tu obecnym! - zakrzyknął starzec waląc w podłogę kosturem, ale przekrzykujący się gniewnie Duvikanie umilkli dopiero po chwili, zaczerwienieni po twarzach i zdyszani. Zaproszeni na wieczerzę goście poodsuwali od siebie naczynia gotowi zerwać się z miejsc, gdyby gorąca dysputa przeszła w rękoczyny, kilku z nich pamiętało bowiem ostrzeżenie Detelfa o biegłości Brunty w łojeniu skóry kijem w chwilach skrajnego uniesienia.

- Nie ścierpię tutaj nikogo, kto nie potrafi okazać należnego mi szacunku! - ryknął Magur Dragan, głosem bardziej przystającym gulmakowi w okresie godowym niż pomarszczonemu starcowi, który zdawał się nosić na przygarbionym grzbiecie siódmy krzyżyk - Jak trzeba, wciąż jeszcze potrafię niesfornego młokosa nauczyć moresu!

- Bracia, przyjaciele! - krzyknął co sił Eithart - Przestańcie czynić taki tumult, wszak to nie przystoi! Spory w złości, a zacietrzewieniu czynione niczemu nie służą i żadnego pożytku przynieść nie mogą! Odstąpcie od siebie, a ochłońcie, nim ponownie do dysputy wrócimy, upraszam was z całego serca. Moja babka prawiła, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Padły już ustalenia i dalsze dyskusje do niczego dobrego nie doprowadzą. Wyprawa do kopalni uspokoi nastroje mieszkańców i być może podbuduje morale, jeśli uda nam się wrócić z górnikami. A nawet w najgorszym wypadku pokaże, że rada starszych robi coś i nie tylko zaraza im cierniem w oku

W izbie ponownie zapadła cisza, tym razem jeszcze bardziej ciężka i niezręczna niż poprzednio. Strażnik praw Duviku dyszał spazmatycznie, a grdyka skakała mu tak silnie, że Eithart poczuł przez chwilę obawę, czy starzec aby nie dozna zamroczenia umysłu waporami złości płynącymi z serca i nie padnie na stół w konwulsjach agonii.

- Słusznie prawi nasz gość, tedy usłuchnijcie go, a więcej wstydu nam nie przynoście! - huknął nadzwyczaj gromko Jared Brunta, nie szczędząc surowych spojrzeń ani swemu przyrodniemu bratu ani wściekłym z wyglądu kapitanom.

Eithart usiadł ponownie na ławie, wszelako nie sięgnął po kufel z piwem, tylko trapiony dziwnymi myślami zwrócił twarz w stronę Sanny Wehael, tkwiącej przez cały czas w swym miejscu i obserwującej w milczeniu żywiołowy spór gospodarzy.

- Wybacz, pani, żeś musiała doświadczyć tak nieobyczajnych scen - powiedział gorlamita usiłując nie zatrzymywać wzroku zbyt długo na zarysowanych pod szatami piersiach asterianki, a sam przed sobą musiał przyznać, że nie było to łatwe zadanie - Wieczerza dobiega końca, przeto może zechcesz mi dotrzymać towarzystwa na kontempli? Pora ku temu słuszna, by odmówić menterę, a przecie nasze kulty z tych samych obrządków tu korzystają.

- Oczywiście - odpowiedziała z lekkim ukłonem wpatrzona w mężczyznę asterianka - Czuję się zakłopotana tym, że sama nie wysunęłam takowej propozycji, wszak nasz stan do tego zobowiązuje.

- Niezmiernie cieszą mnie twe słowa, świątobliwa Sanno - uśmiechnął się ciepło Eithart - Rzeknij mi wszakże jeszcze, skąd pochodzisz?

- Urodzonam w Koryzancie, tam też się wychowałam - odpowiedziała kapłanka świadoma tego, że wciąż na siebie źli i nie potrafiący sobie spojrzeć w oczy Duvikanie ze skrywaną ulgą śledzą jej rozmowę z gorlamitą, zwolnieni tym samym z uciążliwego obowiązku rozmowania pomiędzy sobą.

- W Koryzancie? - pokiwał głową Eithart - To przecież tam naucza błogosławiony kthan Elgoba, Pierwszy Miecz Asteriusza na południu ludzkich królestw. Miałaś sposobność wysłuchania jego nauk, siostro?

- Budzisz we mnie zakłopotanie, bracie, albowiem muszę cię z bólem serca rozczarować - odparła Sanna - Wyjechałam z Koryzantu będąc małym dzieckiem, potem zaś przenosiłam się z jednej świątyni do drugiej podług woli mych pryncypałów. Nie miałam przeto sposobności poznać kthana Elgoby. A ty go poznałeś?


Wątek techniczny

Rozmowa w zasadzie dobiega końca, aktywny pozostaje wątek dotyczący Sanny i Eitharta, ale reszta drużyny nie musi się czuć zobligowana do milczenia. Jeśli Uhra, Trehant lub Skela chcą coś od siebie dodać albo rzucić zupełnie nowym tematem, wciąż jest ku temu okazja, ciągle jeszcze siedzicie wszyscy przy stołach. Jeśli o sam posiłek idzie, zapewniam Was, żeście już dawno nie mieli tak pysznie wypchanych brzuchów jak tego wieczoru.

I wybiegając już nieco w przyszłość - poproszę wszystkich o deklaracje dotyczące ekspedycji kopalnianej. Jakie stroje zabieracie, jaką broń, jaki dodatkowy ekwipunek, wierzchowce? 8ART, jakiego rodzaju modlitwę miałeś na myśli, zwyczajną w intencji powodzenia misji?

: 03 czerwca 2011, 21:59
autor: 8art
Watek TechnicznyWszystko ustalone. Wychodze jeszcze tylko z Sanna na szybka "wieczorna" mentere i ide w te pedy szykowac sie do wyprawy. Rozpisze ekwipunek pozniej jak wroce do domu i spojrze w karte postaci.

: 03 czerwca 2011, 23:06
autor: Treant
Wątek techniczny

W kwestii wyboru ubioru pytam kapitana o warunki panujące w kopalni - jeśli jest tam dość chłodno, ubieram skórę zwierzęcą, w przeciwnym wypadku ubranie podróżne. Moje uzbrojenie będzie stanowić łuk + kołczan ze strzałami, szabla i kordelas oraz zawieszony na szyi amulet. W torbę pakuję pochodnię, hubkę i krzesiwo oraz proszę o napełnienie wodą bukłaka. Sugeruję towarzyszom wzięcie jakichś bandaży, kawałek liny oraz trochę prowiantu - ktoś, komu nie będzie wadził plecak może spokojnie wrzucić doń te rzeczy. Skeli jako miłośnikowi pióra i pergaminu powierzyłbym pieczę nad mapą. Proponuję zastanowić się nad zatrudnieniem kogoś do pilnowania dobytku, który pozostawimy w osadzie na czas wyprawy - może Esajanie będą skłonni do odpłatnego zaoferowania takiej usługi?

: 04 czerwca 2011, 10:01
autor: venar
Spróbuję zamienić kilka słów z Detlefem o potencjalnych zagrożeniach w kopalni. Może ma już własne przemyślenia odnośnie tego co się tam mogło wydarzyć. Spróbuję też podpytać go o powody "wrogości" pomiędzy członkami rady. Jednak tutaj tylko wtedy gdy wyczuję że można zadać takie pytanie bez narażanie się na jego wrogość.

Broń biorę całą poza łukiem, wydaje mi się że w kopalni może być mało przydatny w razie starcia. Lina i lampa z oliwą też może być przydatna.

: 04 czerwca 2011, 16:09
autor: Ula
Uhra również podpyta o kopalnię - a dokładnie, czy jest sens brać łuk oraz czym górnicy tam oświetlali sobie drogę.

Zamierzam wybrać się tam w swojej kutrce wzmacnianej, z broni wezmę szable i noże, zabiorę też tarczę. Z ekwipunku innego - bukłak z wodą, lampe oliwną, swoj mały pleck podróżny (cos w rodzaju niewielkiego worka wiazanego w poprzek piersi sznurkiem) i z 5 metrów liny, jeśli zechcą dać, najfajniej z jakąś kotwiczką. To było wszysko, chyba że któryś z członków drużyny zasugeruje co jeszcze przydać się by mogło.

: 04 czerwca 2011, 17:16
autor: mordimer00
topór bojowy, dwa toporki do rzucania, bukłak z wodą łuk i 20 strzał, lina plus hak, tarcza, racje żywnościowe na dwa dni (dla jednej osoby) i zbroje, hubka krzesiwo,

: 04 czerwca 2011, 20:37
autor: 8art
miecz, zbroja kurtkowo-metalowana, tarcza, buklak wody, torba, 2x żelazne racje zywnosciowe, linka z kotwiczka, flakonik wody św, notes, cos do pisania/rysowania, hubka + krzesiwo.

miejscowi maja nas zaopatrzyc w łuczywa/latarnie

: 06 czerwca 2011, 21:26
autor: mordimer00
Mówię to jeśli wszyscy i tylko wszyscy z naszej drużyny są w jaskini, najpierw się rozglądam a potem:
"Nie wleze pod ziemia póki te łajzy nie przynieść nasza drużyna woda, żarło i światło na 2-3 dni, i jeśli będzie trzeba ja się kłócić o to! Nie dać się traktować jak inna z tej drużyna! To ta ludź mieć kłopot nie my! To ona mieć prośba do nasza aby my iść i uwolnić ichnich ziomków, więc klecho załatwiać na szybko woda, jedzenie, światło i broń jakiej potrzebować a w tym liny, haki, kotwice, jakieś zielska na rany, aby my mieć chlebek z pajęczyna aby do rany przyłożyć. A jeśli nie to moja nigdzie nie iść i wraz z Esajany my wydostać się z ta osada! Bo jak ja wam mówić że tutej cosikj śmierdzi to wy łazić do ichnich na pogaduchy! Ja ni mieć ufność w te ludź i tyla! Więc kaplanisko tym mieć posłuch u starego więc załatwiaj, te one dać za darmo woda i żarło dla Esajan za ta tylko że oni musieć zostać w ta osada, a nasza mieć i kosztować za wszystka za ta że my iść i im pomagać, ja nie wiedzieć jak wasza się targować ale moja już za nic w ta osada nie płacić, moja brać siła co chcieć a jeśli jakowaś człek stać mi na droga to w czerep topór i kur nad wiechą! Wy jadać z niemi i wy co ustalić? Że my iść jak baran pod ziemia na śmierć? A za co my tam iść? Wiedzieć wy chociaż? Jak nie to znaczy sie, że te ludź mieć nas w dupa i nie liczyć się z tym, że nasza znajdzie ich żywych i nie liczyć się z naszym życiem! A jak dalej ty im pobłażać i dać się wodzić za nochal to moja nie chcieć mieć z tym nicaj doczynienia! I ja kląć się na Mama Dunia Baba Sun moja jak cosik nie wyjdzie ja spalić ta osada do cna!"

: 06 czerwca 2011, 22:12
autor: Keth
Wątek techniczny

W kopalni panują dość niskie temperatury, aczkolwiek nikt tam jeszcze nigdy nie zamarzł na śmierć, w końcu to jednak obszary pustynne. Zgodnie z deklaracją przyjmuję, że Trehant ubiera wówczas swoją własnoręcznie szytą skórznię. Ula, broń strzelecka nie ma większego zastosowania w wąskich podziemnych korytarzykach, taka jest przynajmniej opinia kapitanów: od biedy może się tam przydać kusza, najpewniej jednorazowo, do wystrzelenia pierwszego bełtu. Kopalnia była oświetlana górniczymi lampkami olejnymi, pochodnie są zbyt niebezpieczne przez wzgląd na ryzyko zapłonu gazu. Lampek dostaniecie od groma, ile tylko zechcecie, podobnie w kwestii lin rozmaitej długości wraz z kotwiczkami. Ekwipunek, którego nie zamierzacie zabierać zostanie zamknięty pod strażą w chatce, Detelf osobiście dopilnuje, aby nikt tam nie wchodził, podobnie rzecz się ma z Waszymi wierzchowcami.

Jeśli macie jakieś dodatkowe deklaracje dotyczące wyprawy, wciąż możecie je dorzucić, ja zaraz umieszczę w topiku nową fabularkę opisującą już etap podróży do kopalni.

A tutaj uproszczone mapy kopalnianych chodników:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



: 06 czerwca 2011, 22:35
autor: Keth
Płaskowyż opodal Duviku, szlak do kopalni, wieczór

Poinstruowani drobiazgowo przez Hakana Harmuna i Oktara Detelfa, wędrowcy zostali odprowadzeni aż do wylotu ocienionej skałami ścieżki, która wiodła ku odległej o pół klepsydry marszu kopalni miedzi. Towarzyszący im do tego miejsca Duvikanie stali w miejscu czekając, aż zmierzający ku kopalni śmiałkowie znikną im z oczu w coraz głębszym półmroku. Słońce znikało już za widnokręgiem kąpiąc całą okolicę w złowieszczym czerwonym blasku, który wydawał się potęgować posępną atmosferę strachu i napięcia. Skwar zelżał zauważalnie, ale na wysokości płaskowyżu wciąż panowała spiekota, ponieważ nagrzewane przez cały dzień niemiłosiernie skały miały jeszcze przez kilka godzin promieniować zgromadzonym w sobie ciepłem. Gwiezdne konstelacje rysowały się coraz wyraźniej na nieboskłonie, rywalizując swym blaskiem z poświatą dwóch wschodzących orchiańskich księżyców.

Eithart Maysahn szedł przodem, z posępną twarzą, mimo rozbieganych czujnie oczu pogrążony w głębokich myślach. Gorlamita wciąż nie potrafił się otrząsnąć z nadmiaru wrażeń ostatnich kilku godzin, w jego umyśle powracały uporczywie i natrętnie obrazy widzianych w pieczarach ludzi, złożonych na marach nieszczęśników o skórze pokrytej krwawymi wybroczynami, o strumykach tej samej krwi sączących się z ich uszu, oczu i nosów. Nie potrafił przestać myśleć o wyczuwalnym konflikcie w łonie duvikańskiej rady starszych, o rozmowie z Sanną przed wieczorną modlitwą, o nieznanych jeszcze przyczynach zaginięcia blisko dwudziestu miejscowych górników. Nad Duvikiem gromadziły się mroczne chmury, dużo czarniejsze niż młody kapłan dotąd sądził.

Wiodąca do kopalni ścieżka okazała się dość szeroka, by mogło nią stąpać ramię w ramię trzech dorosłych mężów, a znaczące jej powierzchnię koleiny dowodziły jawnie tego, że często jeździły tędy dwukołowe wózki z urobkiem. Eithart podejrzewał, że władycy Duviku regulowali swe zobowiązania wobec skarbca Tureganu miedzią właśnie, dlatego zaprzestanie wydobycia połączone z morderczą w skutkach chorobą musiało być dla miejscowych prawdziwym ciosem.

- Cisza aż w uszach dzwoni - powiedziała szeptem Uhra, ściskając wyciągniętą z pochwy szablę i rozglądając się cały czas uważnie wokół siebie. Wszyscy wędrowcy mieli przy sobie obnażone ostrza, ponieważ nikt nie chciał dać się zaskoczyć w drodze do kopalni nagłej zasadzce. I chociaż wszyscy mieli przy sobie olejne lampki, nie zapalili ich jeszcze przez wzgląd na ostatnie promienie zachodzącego słońca. Półmrok nie był dość gęsty, by stanowić dla śmiałków zagrożenie, niepodobne do ludzkich oczy Uhry, Trehanta i Mordila doskonale sobie z nim radziły. Czas na kaganki miał przyjść dopiero przy zejściu w kopalniane szyby.


Wątek techniczny

I tak oto ekipa wchodzi do akcji! Jesteście na skalistym szlaku biegnącym wzdłuż łagodnego zbocza płaskowyżu, w drodze do kopalni. Miara czasu w postaci jednej klepsydry odpowiada rzecz jasna jednej godzinie. Okolica odludna i nieprzyjazna, niewiele skąpej roślinności, dużo skał, kamieni, kamyczków i piasku. Robi się ciemno, ale jeszcze nie czarno, na razie możecie się wstrzymać z zapalaniem lampek czy łuczyw. Wokół spokój absolutny, iście jakby coś wypłoszyło z okolicy wszelkie żywe stworzenia prócz kilku jaszczurek, które dały na Wasz widok łapę.

Pomyślcie zawczasu o szyku jaki przyjmiecie w kopalnianych chodnikach. Z planów i opisów Duvikan wynika, że jest tam dość miejsca na stanie ramię w ramię dwóch mężczyzn, ale sufit jest chwilami bardzo niski i często sterczą z niego ułomki skał (bieganie po ciemku szczerze odradzane).

: 07 czerwca 2011, 01:48
autor: 8art
Eithartowe oczy zwęziły się do wąskich szparek i można było przysiąc że błysnęły w nich pioruny od zuchwałej mowy Mordila, po chwili jednak kapłan wziął głeboki wdech i powoli zwrócił się do goblina najspokojniej jak tylko potrafił:
- Po pierwsze Mordilu nie bedziesz mi rozkazywał, boś nie u siebie w jurcie a ja ani nikt z tu obecnych Twoim rękodajnym nie jest... i bacz lepiej co Ci ślina na ozór przynosi, bo Ci go już Detlef o mało nie skrócił, jak żeś się za targowanie wziął... Po drugie, po coś tu do kopalni przylazł obwieszony żelastwem, no bo chyba nie o rzyci gulmaczej dumać. A po trzecie, miast tu teraz po złości i próznicy gadać, było z nami na spyże iść i słuchać jak mądrzejsi radzą. Jadło i napitek jako i Esajanie dostaniemy na czas pobytu tutaj. A jeśli na jakieś błyskotki liczysz, to wybacz Mordilu ale ja się o to nie będę w Twoim imieniu upominał. Chcesz, droga wolna, - wskazał w kierunku Duviku - pędź do Brunty o mieszek targować, jeno pamiętaj, żeby słów bardziej obyczajnych niż wobec mnie używać, bo Ci z rzyci bukłak albo bębenek zrobią wedle uznania...
Kapłan spojrzał wyczekująco na rozsierdzonego goblina licząc, że ten zaraz się uspokoi...

: 07 czerwca 2011, 09:51
autor: mordimer00
-" Moja szkoda strzępić jęzor na wasza, ty dalej nic nie rozumieć, te ludź chcieć nas wykorzystać a ty łazić jak one ci powiedzą, ja całe życie mieszkać na pustynia i nie było nikaj taka zarazy, gdzie dzieciaki, dlaczego je matkom odebrać co? Ty nie widzieć, że w ta osada szykować się bunt mieszkańców, przeciw staremu? Ja bym za następnym zakrętem poczekał kilka godzin i wrócił do nich mówiąc, że nic nie znaleźlim i wtedy zobaczył co dalej i ja wiedzieć, że one nas nie wypuścić z ta osada. Klecho zastanów się czy ty byś nie wysłał na pomoc górnikom kogoś z twa osada od razu, bo wtedy być duża szansa na znalezienie żywa te ludzia??"

: 07 czerwca 2011, 12:54
autor: Treant
- Wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy znaleźli w kopalni mniej niż 19 ciał, odliczając uprzednio ewentualnych żywych niezdolnych do powrotu. Spodziewam się też pewnych... trudności po wyjściu z kopalni. Ale póki co skupmy się na zadaniu. Czy ktoś z was ma jakoweś pojęcie o kopalnianych korytarzach?

: 07 czerwca 2011, 17:26
autor: Ula
"Mądrze gada - dać mu wódki" skomentowałam wypowiedź Trehanta "Nigdy w życiu w kopalni ni byłam, ruszyć się trza.. może któryś z was, znająych sie na śladach pójdzie przodkiem, by w razie czego jakby ślady jakie były byśmy ich nie zdeptali?"