Pikap stoczył się w dół bocznej szosy, sunąc z warkotem silnika pomiędzy gąszczem zieleni wdzierającej się na stare ogródki działkowe, skwery i wprost do niektórych prawie całkiem zniszczonych domostw. Stojący na pace za szoferką Salt wbił wzrok w oleistą powierzchnię rzeki, kiedy tylko jej koryto wychynęło zza pozostałości zawalonego dwupiętrowego domku, zmarszczył czoło.
- Mętnie to wygląda - burknął w stronę Jamesa - I muliście.
- Daj spokój, nie zamulaj - zaśmiał się w odpowiedzi Radeford - Mam do Paula zaufanie, będzie dobrze.
Samochód stanął półtora metra od brzegu rzeki, Wilson wysiadł z szoferki i ponownie podszedł do krawędzi koryta wybierając wzrokiem najlepsze miejsce do zjazdu. Salt i Radeford zeskoczyli z paki samochodu oglądając uważnie płynący leniwie nurt.
- Zjadę tutaj - powiedział Paul wskazując palcem pas trawiastej ziemi dochodzącej łagodnie do tafli wody - Jakby coś poszło nie tak, zawsze możemy przywiązać linę z wyciągarki do tamtego drzewa.
Ebenezer kiwnął głową z aprobatą, a potem wzruszył ramionami kierując się w stronę linowego mostku. Jack machnął kierowcy dłonią i potruchtał w ślad za kaznodzieją, wyprzedzając go jeszcze w drodze do mostku i jako pierwszy wchodząc na chybotliwą konstrukcję, która ugięła się lekko pod jego ciężarem dotykając w swej środkowej części powierzchni wody.
- Aleś się spasł w ostatnim czasie, grzeszniku! - sarknął z udawaną dezaprobatą Radeford - Tyłek jak wrota od stodoły, zaraz cały most zarwiesz!
Kurier fuknął z udawaną złością, odmówił sobie przyjemności równie złośliwej riposty lustrując w zamian bacznie wzrokiem przeciwny brzeg rzeki. Przedostał się na drugą stronę koryta ze ściskanym oburącz pistoletem, omiatając lufą broni każdą podejrzaną kępę krzaków. Ryk pracującego na wyższych obrotach silnika podpowiedział mu, że Paul rozpoczął przeprawę przez rzekę, toteż przyklęknął opodal wejścia na mostek i zerknął szybko ponad ramieniem w kierunku samochodu.
Wilson wjechał powoli do rzeki, rozchlapując maską wodę i porykując przegazowanym silnikiem. Kierowca wystawił głowę z szoferki, zagryzł wargi widząc wodę sięgającą nieco powyżej linii drzwi. Do środka kabiny natychmiast wdarła się ciepła ciecz, przeciekająca przez pozbawione dobrego uszczelnienia szczeliny i dziury w dolnej części kadłuba pikapa.
- Nie stawaj, jedź! - krzyknął stojący w połowie mostku kaznodzieja, machając w kierunku wozu ręką - Inaczej go utopisz!
Paul dodał gazu i samochód przyśpieszył tworząc wokół siebie falę, która rozeszła się szerokimi kręgami wokół pojazdu. Porykując głośno silnikiem i płosząc w ten sposób okoliczne ptaki pikap pokonał połowę nurtu, w najgłębszym jego miejscu zanurzając się do połowy drzwi kabiny. Wysoko zabudowany silnik i poprowadzona w górę rura wydechowa nie uległy zalaniu, ale w szoferce wdzierająca się do środka woda sięgnęła Wilsonowi do połowy łydek przemaczając natychmiast nogawki jego spodni.
Jack oderwał wzrok od sunącego poprzez rzekę samochodu zerkając ponownie w kierunku okolicznych krzaków, świadomy faktu, że odbijające się echem od ścian wąwozu dźwięki silnika mogły zwabić nad rzekę niepożądanych ciekawskich. Mężczyzna podniósł się z klęczek i zrobił kilka kroków w stronę kępy rzucających głęboki cień drzew, kiedy nuta pracującego na pełnych obrotach silnika zmieniła nagle swe brzmienie wieszcząc charakterystycznym dźwiękiem kłopoty.
Znajdujący się niedaleko przeciwnego brzegu samochód stanął nagle w miejscu pomimo obracających się szybko kół, wyrzucając za siebie strugi wody.
- Zakopał się! - Salt uderzył zaciśniętą w pięść dłonią w linę mostku - Kurwa, czułem to!
Paul wcisnął gaz do końca czując jak wóz szarpie się w miejscu mieląc oponami muliste dno i zapadając się o kilka centymetrów głębiej. Mężczyzna wyrzucił z siebie wyjątkowo wulgarne przekleństwo, tracąc swe zwyczajowe opanowanie na widok odległego zaledwie o osiem metrów brzegu.
Wątek techniczny
Nie myśleliście chyba, że będzie łatwo, co? Pikap pokonał ponad połowę rzeki, ale zakopał się kilka metrów od przeciwnego brzegu i jeśli Paul dalej będzie mielił kołami, wóz zacznie jeszcze bardziej grzęznąć w mule. Oczywistym rozwiązaniem jest tutaj skorzystanie z nawiniętej na bęben wyciągarki stalowej liny i miejmy nadzieję, że tym razem naprawiana już wielokrotnie wyciągarka się nie spieprzy! Ktoś musi zatem wskoczyć teraz do rzeki, przedostać się do maski wozu, rozwinąć ręcznie bęben i przeciągnąć linę na brzeg, a tam umocować ją do najbliższego drzewa. Oczywiście zawsze można pokombinować z wspomagaczami tego procesu, aby urządzenia zbytnio nie obciążać - gdybyście zdemolowali części linowego mostku, moglibyście wyrwane z niego deski podłożyć pod koła samochodu zapewniając mu pewniejsze oparcie, wtedy wyciągarka nie natrafi na tak silny opór i nie będzie się zbyt szybko przegrzewała.
Jeśli nie chcecie niszczyć mostku, pozostaje Wam również opcja zajrzenia do niektórych zrujnowanych domów w okolicy, by tam wyszabrować jakieś kawałki drewna - Mistrz Gry na pewno wejrzy łaskawym wzrokiem na tego rodzaju inicjatywę i kiedy tylko wyrżniecie w pień kolonię wypasionych węży paciorkowców oraz rządzących nimi sadystycznych szopów, na pewno pozwolę Wam wejść w posiadanie tych kilku kawałków spróchniałego drewna