PBF - Płonąca granica

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 listopada 2011, 23:38

Przeprawa we Freeman, popołudnie 4 maja 2055

Pikap stoczył się w dół bocznej szosy, sunąc z warkotem silnika pomiędzy gąszczem zieleni wdzierającej się na stare ogródki działkowe, skwery i wprost do niektórych prawie całkiem zniszczonych domostw. Stojący na pace za szoferką Salt wbił wzrok w oleistą powierzchnię rzeki, kiedy tylko jej koryto wychynęło zza pozostałości zawalonego dwupiętrowego domku, zmarszczył czoło.

- Mętnie to wygląda - burknął w stronę Jamesa - I muliście.

- Daj spokój, nie zamulaj - zaśmiał się w odpowiedzi Radeford - Mam do Paula zaufanie, będzie dobrze.

Samochód stanął półtora metra od brzegu rzeki, Wilson wysiadł z szoferki i ponownie podszedł do krawędzi koryta wybierając wzrokiem najlepsze miejsce do zjazdu. Salt i Radeford zeskoczyli z paki samochodu oglądając uważnie płynący leniwie nurt.

- Zjadę tutaj - powiedział Paul wskazując palcem pas trawiastej ziemi dochodzącej łagodnie do tafli wody - Jakby coś poszło nie tak, zawsze możemy przywiązać linę z wyciągarki do tamtego drzewa.

Ebenezer kiwnął głową z aprobatą, a potem wzruszył ramionami kierując się w stronę linowego mostku. Jack machnął kierowcy dłonią i potruchtał w ślad za kaznodzieją, wyprzedzając go jeszcze w drodze do mostku i jako pierwszy wchodząc na chybotliwą konstrukcję, która ugięła się lekko pod jego ciężarem dotykając w swej środkowej części powierzchni wody.

- Aleś się spasł w ostatnim czasie, grzeszniku! - sarknął z udawaną dezaprobatą Radeford - Tyłek jak wrota od stodoły, zaraz cały most zarwiesz!

Kurier fuknął z udawaną złością, odmówił sobie przyjemności równie złośliwej riposty lustrując w zamian bacznie wzrokiem przeciwny brzeg rzeki. Przedostał się na drugą stronę koryta ze ściskanym oburącz pistoletem, omiatając lufą broni każdą podejrzaną kępę krzaków. Ryk pracującego na wyższych obrotach silnika podpowiedział mu, że Paul rozpoczął przeprawę przez rzekę, toteż przyklęknął opodal wejścia na mostek i zerknął szybko ponad ramieniem w kierunku samochodu.

Wilson wjechał powoli do rzeki, rozchlapując maską wodę i porykując przegazowanym silnikiem. Kierowca wystawił głowę z szoferki, zagryzł wargi widząc wodę sięgającą nieco powyżej linii drzwi. Do środka kabiny natychmiast wdarła się ciepła ciecz, przeciekająca przez pozbawione dobrego uszczelnienia szczeliny i dziury w dolnej części kadłuba pikapa.

- Nie stawaj, jedź! - krzyknął stojący w połowie mostku kaznodzieja, machając w kierunku wozu ręką - Inaczej go utopisz!

Paul dodał gazu i samochód przyśpieszył tworząc wokół siebie falę, która rozeszła się szerokimi kręgami wokół pojazdu. Porykując głośno silnikiem i płosząc w ten sposób okoliczne ptaki pikap pokonał połowę nurtu, w najgłębszym jego miejscu zanurzając się do połowy drzwi kabiny. Wysoko zabudowany silnik i poprowadzona w górę rura wydechowa nie uległy zalaniu, ale w szoferce wdzierająca się do środka woda sięgnęła Wilsonowi do połowy łydek przemaczając natychmiast nogawki jego spodni.

Jack oderwał wzrok od sunącego poprzez rzekę samochodu zerkając ponownie w kierunku okolicznych krzaków, świadomy faktu, że odbijające się echem od ścian wąwozu dźwięki silnika mogły zwabić nad rzekę niepożądanych ciekawskich. Mężczyzna podniósł się z klęczek i zrobił kilka kroków w stronę kępy rzucających głęboki cień drzew, kiedy nuta pracującego na pełnych obrotach silnika zmieniła nagle swe brzmienie wieszcząc charakterystycznym dźwiękiem kłopoty.

Znajdujący się niedaleko przeciwnego brzegu samochód stanął nagle w miejscu pomimo obracających się szybko kół, wyrzucając za siebie strugi wody.

- Zakopał się! - Salt uderzył zaciśniętą w pięść dłonią w linę mostku - Kurwa, czułem to!

Paul wcisnął gaz do końca czując jak wóz szarpie się w miejscu mieląc oponami muliste dno i zapadając się o kilka centymetrów głębiej. Mężczyzna wyrzucił z siebie wyjątkowo wulgarne przekleństwo, tracąc swe zwyczajowe opanowanie na widok odległego zaledwie o osiem metrów brzegu.


Wątek techniczny

Nie myśleliście chyba, że będzie łatwo, co? Pikap pokonał ponad połowę rzeki, ale zakopał się kilka metrów od przeciwnego brzegu i jeśli Paul dalej będzie mielił kołami, wóz zacznie jeszcze bardziej grzęznąć w mule. Oczywistym rozwiązaniem jest tutaj skorzystanie z nawiniętej na bęben wyciągarki stalowej liny i miejmy nadzieję, że tym razem naprawiana już wielokrotnie wyciągarka się nie spieprzy! Ktoś musi zatem wskoczyć teraz do rzeki, przedostać się do maski wozu, rozwinąć ręcznie bęben i przeciągnąć linę na brzeg, a tam umocować ją do najbliższego drzewa. Oczywiście zawsze można pokombinować z wspomagaczami tego procesu, aby urządzenia zbytnio nie obciążać - gdybyście zdemolowali części linowego mostku, moglibyście wyrwane z niego deski podłożyć pod koła samochodu zapewniając mu pewniejsze oparcie, wtedy wyciągarka nie natrafi na tak silny opór i nie będzie się zbyt szybko przegrzewała.

Jeśli nie chcecie niszczyć mostku, pozostaje Wam również opcja zajrzenia do niektórych zrujnowanych domów w okolicy, by tam wyszabrować jakieś kawałki drewna - Mistrz Gry na pewno wejrzy łaskawym wzrokiem na tego rodzaju inicjatywę i kiedy tylko wyrżniecie w pień kolonię wypasionych węży paciorkowców oraz rządzących nimi sadystycznych szopów, na pewno pozwolę Wam wejść w posiadanie tych kilku kawałków spróchniałego drewna :P

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 listopada 2011, 23:48

O rany. Ale ja chciałem by ktoś jechał na pace, to nikt nie musiałby wchodzić do rzeki. Najgorsze te sadystyczne szopy... No nie wiem ja już jestem zamoczony. Przestaję wciskać gaz.


Wątek techniczny

Jak da radę to ja bym rozwinął tą linę a potem wrócił do pikapa a chłopaki przywiążą linę do drzewa. Chyba że przeszukamy okoliczne domy a robi się ciemno. :o
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2011, 23:57 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 listopada 2011, 23:57

Wątek techniczny

Do nowych deklaracji odniosę się dopiero jutro, a teraz z marszu ustosunkuję się do pewnej kwestii, którą wcześniej przeoczyłem. Mam nadzieję, że natraficie jeszcze kiedyś na Jeremiasha Holtza i ciekaw jestem jego reakcji na Wasz widok, bo pojechał przez Brush Fork do Bluefield, a Wy ani nie powiedzieliście mu o dziwnym stworze z Brush Fork (normalny człowiek to to nie był, skoro z rękawa wystawała mu pazurzasta dłoń) ani tym bardziej o motocyklowym gangu, który rozbił obóz w Bluefield (relacja grotołazów z zajazdu w Kellysville)!

Na pewno dołączycie do grona osób, z którymi Holtz chętnie odnowiłby znajomość! :D

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 00:06

Wątek techniczny:
Ale wtopa z tym gangiem, mam nadzieję, że Holtz weźmie pod uwagę, że byłem w szoku po stracie ucha... I ja mu powiedziałem, że nie widzieliśmy nic podejrzanego, ale nikt mnie nie poprawił... );( To twardy sukinkot da sobie radę. :D :/uklon Na razie martwią mnie te sadystyczne szopy i pikap w rzece.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 00:29

Na wstępie przepraszam, chwilowy zanik czasu i weny, nieudana instalka (brak malej litery Ł). Zatem tylko techniczny.

Mogę zostać na czatach, w sumie już siedzę na drugim brzegu. Przyda się zakamuflowanie w krzakach na wszelki... (lepiej widzieć niż być widzianym), ewentualnie mały rekonesans w kierunku drogi tak by słyszeć kompanów.

Szopy możemy sobie odpuścić, lepiej nie zadzierać z chłopakami w maskach :)
Możemy naciąć gałęzi, powiązać w pęki i wepchnąć pod kola. Powinno zadziałać podobnie do desek. Inna alternatywa: rozejrzeć się za większymi kamieniami.

Z Holtzem nie pękamy, co widzieliśmy może zostać dla nas, równie dobrze mogliśmy nic nie widzieć. A relację "grotołazów" musiałby poznać zawadzając o Kellysville i karczmarza, oczywiście pytając o nas.
Wierzę, że wszystko możliwe, ale cóż, mogliśmy zapomnieć. Mógł tak się nie spieszyć w drogę tylko zaprosić na głębszego :)
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:03 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 20 listopada 2011, 07:42

Szybkim ale ostrożnym krokiem przechodzę na drugą stronę rzeki. Rozglądam się i jak ocenię, że jest w miarę spokojnie, zrzucam płaszcz. Wchodzę do rzeki, spluwę trzymam wysoko w górze jedną ręką, w drugiej trzymam kij, którym sonduje dno. Idę po linkę do wciągarki. Wyszukuje ją i wyciągam na brzeg. Przywiązuje do pnia drzewa w miarę możliwości jak najniżej.


Wątek techniczny

Tego typka to tylko Paul widział, a z tego co pamiętał nie wspominał o jego pazurach, więc nadal myślę, że był to zwykły pustelnik. Holtz nie chciał się ze mną wdawać w rozmowę to ma za swoje. Brak szacunku dla pomazańca boga może się skończyć spotkaniem z mutantami i rozwścieczonym gangiem.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 09:17 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 09:37

Przeprawa we Freeman, popołudnie 4 maja 2055

Paul wrzucił jałowy bieg i wyskoczył z szoferki samochodu wprost do wody, zanurzając się po pas w ciepłej oleistej cieczy spływającej powolnie w dół koryta rzeki. Rozchlapując wokół siebie migotliwe kropelki mężczyzna dobrnął do maski pikapa, z trudem wyciągając podeszwy butów z grząskiego dna.

- Rzucę wam linę! - krzyknął w stronę towarzyszy zanurzając się jeszcze głębiej i macając rękami pod powierzchnią wody. Palce mężczyzny natrafiły na bęben wyciągarki, cofnąwszy blokadę Wilson zaczął rozwijać linę robiąc jednocześnie kilka kroków w stronę brzegu. Ebenezer doskoczył do brzegu łapiąc ciśniętą minę, toteż Paul z miejsca zaczął się oglądać za przedmiotami przydatnymi do podłożenia pod koła.

Ebenezer oplótł gruby pień drzewa liną, zapiął starannie uchwyt haku, a potem pobiegł szybko w kierunku mostku, gdzie dobrnął w międzyczasie Paul. Tnąc i piłując nożami obaj mężczyźni zaczęli karczować rosnące przy brzegu kępy zdrewniałych badyli i krzewów, przyciskając zdobyte kawałki do piersi. Mając już dość dużo gałązek Radeford mruknął pod nosem kilka słów psalmu, a potem zeskoczył z mostku do wody, momentalnie wbijając się do połowy łydki w szlam. Brodząc niczym czaple obaj mężczyźni dopadli pracującego na jałowym biegu pikapa i zaczęli wpychać kawałki drewna pod koła samochodu, uwijając się jak w ukropie w obawie przed ewentualną zasadzką.

Gdyby ktokolwiek zdecydował się właśnie teraz na napaść, miałby wszelkie powody do wiary w swe zwycięstwo nad grupką kurierów. Paul zostawił swoje włócznie na siedzeniu pikapa, Ebenezer zaś swego obrzyna na kładkach mostku, gdyby bowiem którykolwiek z nich upuścił przypadkiem broń do rzeki, mogłaby przepaść bez śladu w mulistym dnie, a to byłaby strata, na którą żaden z nich nie mógł sobie pozwolić.

Kaznodzieja odskoczył od samochodu rozchlapując wokół siebie oleistą ciecz, Wilson wsiadł czym prędzej do szoferki i wrzuciwszy jedynkę uruchomił jednocześnie wyciągarkę. Silnik urządzenia zaryczał basowo i pociągnął bębnem w tym samym momencie, kiedy kierowca zwolnił pedał sprzęgła i dodał gazu. Koła samochodu znalazły oparcie na kawałkach drewna wciskając je głębiej w dno rzeki, ale ruszając jednocześnie z miejsca. Wspomagany wyjącą przeraźliwie wyciągarką pojazd sunął do przodu, dopóki nie dotarł na brzeg rzeki i nie przyśpieszył gwałtownie wystrzeliwując na pas traw dzielący koryto od pnia drzewa oplecionego liną wyciągarki.

Radeford odetchnął z ulgą i wygramolił się z rzeki w ślad za pikapem. Kaznodzieja podtruchtał pod samochód i padł na plecy wśród trawy wyciągając na słońcu swe okryte przemoczonym ubraniem ciało. Paul wyłączył na chwilę silnik pikapa, wysiadł z szoferki obchodząc ociekający wodą wóz wkoło i przyglądając mu się uważnie. Jack wsadził pistolet do kabury, odpiął linę od drzewa zwijając ją w rękach i przynosząc pod maskę samochodu.

- Mało brakowało - zauważył kurier, tym razem jednak bez zwyczajowej kpiny, ponieważ posępna mina Wilsona skutecznie zniechęciła ją do ciętych komentarzy.

- Brakowało, ale daliśmy rady - skwitował krótko kierowca - Sprawdźcie podjazd w górę wąwozu, nawinę tylko bęben i ruszamy dalej.

Wzrok Wilsona myszkował po zaroślach rosnących kępami wzdłuż rzeki, a coś w jego oczach sprawiło, że Salt spojrzał na kierowcę nieco uważniej czując w myślach leciutkie ukłucie niepokoju.

- Coś się stało? - zapytał kładąc rękę machinalnie na pistolecie, ale Paul machnął mu natychmiast uspokajająco dłonią.

- Nic takiego - odpowiedział odrywając wzrok od chaszczy i podchodząc szybkim krokiem do pikapa - Widziałem tu wcześniej szopa, takiego trochę dziwnego, ale pewnie już dawno zwiał za sąsiednią górę. Trochę tu nahałasowaliśmy. Zmykaj poszukać jakiejś drogi wyjazdowej.


Wątek techniczny

Tak oto przeprawę mamy już za sobą. Lekko nie było, ale zakończyliście ją pomyślnie, mechanizm wyciągarki nadal jest sprawny, mostek wciąż jeszcze nadaje się do użytku. Paul i Ebenezer musieli się niestety wykąpać w rzece, Jackowi ów zaszczyt został oszczędzony.

Żeby nie przedłużać sceny we Freeman dodam, że wyjazd na drogę numer 52 nie sprawił Wam żadnej trudności, ponieważ również na tym brzegu było kiedyś niewielkie osiedle jednorodzinnych domków połączone z wyższą częścią miasteczka takimi samymi drogami dojazdowymi jak ta, którą dostaliście się wcześniej na dno wąwozu. Tak więc zaledwie dziesięć minut później Wasz pikap był już na pięćdziesiątce dwójce po przeciwnej stronie zawalonego mostu, wciąż kapiąc od nadmiaru wody, ale szybko schnąc w ciepłym powietrzu.

Przed Wami kolejny etap podróży: piętnaście mil dzielących Freeman od Anawalt. Pojedziecie na północny zachód łagodnym łukiem poprzez ruiny miasteczek Maybeury i Switchback, a potem w Elkhorn zjedziecie z pięćdziesiątki dwójki na zachód na sto sześćdziesiątkę jedynkę w stronę Anawalt. Przed wojną trasę tę można było pokonać w pół godziny, ale w dzisiejszych czasach (zwłaszcza przy dzisiejszym stanie nawierzchni dróg) nastawiałbym się raczej na dwie godziny.

Zakładam, że Paul nadal siedzi za kierownicą, a reszta według wcześniejszego układu? Radeford w szoferce, Salt na pace? Przypominam że spodnia część kabiny jest mokra, paka natomiast nie (motor na szczęście nie zamókł). Paul i Ebenezer mają też mokre ubrania - chcecie się częściowo rozebrać, żeby je wysuszyć?
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 11:49 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 09:58

Jak sobie pomyślę, że będe walczył bez spodni to chyba wole siedziec w mokrych gaciach... Nadal prowadzę, zostane jak jestem, wytrzymam do Anawalt, cos takiego jak ogrzewanie pewnie tu nie działa?


Wątek techniczny

Jak to możliwe, włócznie mam w szoferce z tyłu za siedzeniem, naostrzę też nóż stępiony na chaszczach, nim ruszymy dalej. Na trasie uważam.

Rzeczywiście dopiero teraz usłyszałem o pazurzastej łapie tego gościa, a o gangu owszem goście nawijali, ale ja im nie uwierzyłem. :/dymek
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 10:09 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 10:14

Maybeury, popołudnie 4 maja 2055

Pięć mil na północ od Freeman i dobre czterdzieści minut później praktycznie już suchy pikap dotarł do przedmieść malutkiego miasteczka Maybeury, rozsypującego się w niemal całkowitą ruinę i zdewastowanego w stopniu identycznym, co Freeman. Płynąca po prawej stronie drogi rzeczka podtopiła sporą część pięćdziesiątki dwójki powodując osunięcie się gruntu o dobry metr, toteż wlokący się w iście żółwim tempie Paul zwolnił jeszcze bardziej, przejeżdżając na sąsiedni pas i wypatrując uważnie pęknięć w nawierzchni szosy.

Intruz pojawił się w ostatnim momencie, praktycznie niezauważony przez kurierów, chociaż Wilson podejrzewał potem, że całe zajście nie zostało wcale wyreżyserowane, lecz było dziełem czystego przypadku. Na łuku wchodzącej pomiędzy ruiny Maybeury szosy stał rdzewiejący wrak ciągnika siodłowego z naczepą przeżartą korozją tak dalece, że całe jej fragmenty poodpadały pod wpływem uderzeń wiatru i deszczów. Paul zwolnił jeszcze bardziej mijając wielki wrak, bo z doświadczenia wiedział, że w dających podobny cień miejscach chowały się czasami drobne zwierzęta, które nader często wpadały spłoszone prosto pod koła pikapa.

Obcy zrobił sobie postój w cieniu rzucanym przez naczepę, za bokiem zaparkowanego pod ostrym kątem ciągnika. Siedział na motocyklu, najprawdopodobniej popijając z metalowej manierki wodę, bo trzymał ją ciągle w lewej dłoni, kiedy pikap wjechał powolutku w jego pole widzenia.

Lecz nie manierka zwróciła na siebie natychmiastową uwagę kurierów, tylko lufa ciężkiego karabinu opartego nonszalanckim gestem o biodro mężczyzny oraz kierownicę motocykla, mierząca prosto w przednią szybę samochodu.

- Co jest, kurwa? - sarknął zaskoczony Salt opierając rękę na tkwiącym w olstrze pistolecie, ale nie robiąc żadnych innych agresywnych ruchów, ponieważ motocyklista tkwił w spokojnym bezruchu obserwując obcych spod uniesionej przyłbicy kasku.


Wątek techniczny

Oto małe spotkanie losowe, wygenerowane za pomocą skomplikowanej tablicy "Spotkań losowych sadystycznego Mistrza Gry", oczywiście mojego autorstwa! Siedzi facet na motorze w cieniu wraku tira, pewnie na małej przerwie w podróży. Maszyna jest zwrócona kierownicą w stronę południa, więc zapewne jedzie na Freeman albo Bramwell. Ponieważ ze względu na zatarasowaną sporą część nawierzchni Wy jedziecie bardzo powoli, macie sporo czasu na wszelką paletę zachowań, od wciśnięcia pedału gazu do podłogi po łagodne zahamowanie celem pogawędki. Gość musiał Was usłyszeć chwilę wcześniej i zapewne dlatego sięgnął po swoją broń, ale położył ją na motocyklu w taki sposób, by nie stanowiła swym widokiem otwarcie wrogiego sygnału. Co więcej, jest to wojskowy karabin snajperski M25, więc jego szybkostrzelność raczej nie stanowi dla Was zagrożenia, gdyby doszło do otwartej konfrontacji. Facet ma na sobie solidnie poprzerabiany kombinezon pełen dodatkowych uprzęży, zaczepów i kieszonek, a w kaburze na udzie coś wielkokalibrowego (sądząc po rozmiarze kolby) i bardziej szybkostrzelnego od M25, ale na razie siedzi bardzo grzecznie.

Co zamierzacie z tym fantem zrobić?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 10:31

Rzucam do towarzyszy, może zagadamy z tym gościem?
Wątek techniczny:
Jestem czujny zwalniam nieco, zatrzymam się obok motocyklisty nie gasząc silnika, macham wolno dłonia by go pozdrowić, ale jak zauważe cos podejrzanego to jestem gotów przyspieszyć gwaltownie, Ebenzer i Salt co myslicie zatrzymujemy się? warto by zasiegnąc języka... Mam nadzieję, że to nie członek gangu a jeden z łowców mutantów podobny do Holtza...
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 11:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 11:11

Salt zerknął uważnie na okolicę i przeniósł wzrok na nieznajomego. Widok broni nie wzbudzał obawy, na szlaku trudno było pozwolić sobie na zbytek ostrożności. Zainteresowało go dziwne odzienie i tak dobre wyposażenie na tym bezludziu. W końcu nie każdy może liczyć na łut szczęścia i znaleźć w krzakach doborowe wyposażenie. Znając odrobinę życie zakładał, że to samotny wędrowiec, z tych co to wiedzą jak radzić sobie w obecnych czasach. Nie liczył aby rabusie obwieszali się bronią jak choinki, przynajmniej nie tak dobrą i zdolną skusić do wetknięcia sztyletu pod żebra przy odrobinie nieuwagi.
Odpiął dyskretnie kaburę, zwolnił zabezpieczenie Deseart'a i zeskoczył z paki gdy pick'up wyhamował.

Trzymając ręce lekko odchylone tak by zapewnić o pokojowych zamiarach zagaił z uśmiechem:

- Witaj nieznajomy! Rzadko można spotkać ludzi na szlaku zatem może i pozwolisz dołączyć na krótki popas jeśli nie zakłócimy spokoju okolicy. - popatrzył uważnie pozornie nie zwracając uwagi na wymierzony w stronę kabiny karabin - Zdążamy na północ, chętnie podzielimy się nowinkami ze świata...


Szanse na wrogie zachowanie i ucieczka bez zneutralizowania przeciwnika chyba znikome, snajperka może szybko nie strzela ale daleko i celnie :) Zatem, chętnie bym zamienił kilka słów. W sytuacji zagrożenia oczywistym jest aby uporać się z nieznajomym, przynajmniej unieruchomić i dopiero wiać...

Zastanawiam się czy ktoś zwrócił uwagę na jakiekolwiek kable telefoniczne w mijanych miasteczkach. Fakt, sam o tym zapomniałem.
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:05 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 11:21

Wyhamowuje ze 2 metry obok gościa nie gasze silnika.

Watek techniczny:
Mam taki plan dpstarczymy listy do Anawalt, potem zbadamy te osiedla jakie mijalismy co do kabli telefonicznych i innych zmnalezisk. W Anawalt moze coś kupimy po wypełnieniu zadania. Pogadamy tam z miejscowymi, moze dostaniemy jakies namiary na te kable, jak nie poszukamy sami. Teraz zas pogadamy z owym motocyklistą, na razie nie wtrącam sie do rozmowy jestem gotów ruszyc naprzód w razie problemów.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 12:04 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 20 listopada 2011, 13:38

Przyglądam się dokładnie nowej personie. Być może to człowiek o którym wspominał burmistrz, ale tamten miał być pieszo.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 13:46

Maybeury, popołudnie 4 maja 2055

Motocyklista śledził uważnie wzrokiem zbliżającego się do niego człowieka, zerkając co chwila ponad ramieniem Salta do szoferki, gdzie James przepychał się bez gwałtownych ruchów na miejsce kierowcy.

- Koledzy mniej towarzyscy czy tylko słońca nie lubią? - zapytał niskim, ale opanowanym tonem obcy. Przyłbica kasku rzucała cień na jego oblicze, toteż Jack nie dostrzegał koloru oczu mężczyzny ani detali jego twarzy.

- Są ostrożni, w każdym razie ostrożniejsi ode mnie - odpowiedział powoli Salt, rozkładając ręce lekko na boki - My nie szukamy kłopotów, a ty?

- Ja? - spod kasku dobiegł stłumiony warstwą plastiku śmiech - Przed wojną byłbym pewnie urodzonym pacyfistą.

- Ten twój gnat na pacyfę nie wygląda - skomentował sucho Jack, spoglądając znacząco na M25.

- Och, to na zwierzynę łowną, przyjacielu - wzruszył ramionami obcy - Każdy musi coś żreć, taka już nasza natura, a po co mam się z łukiem męczyć jak mi wpadł w ręce lepszy sprzęt? To co, grzecznie popasamy czy robimy zadymę?

- Może najpierw pogadajmy, co? - zaproponował Jack - Potem się zobaczy, co i jak.

- Czemu nie? - wzruszył ponownie ramionami motocyklista - Ale niech tamci wylezą z auta, chcę widzieć, że trzymają łapy z daleka od spluw, to ja moją też odstawię. I żadnego pogrywania, bo ktoś mi kiedyś powiedział, że mam nadpobudliwy charakter. Nie wiem dokładnie, o co mu chodziło, a kropnąłem gościa, zanim mi to wytłumaczył, więc lepiej dmuchajcie na zimne.

Motocyklista mówił pozornie twardym tonem, ale Salt nie mógł się oprzeć wrażeniu, że na jego ukrytej pod kaskiem twarzy widniał lekko kpiarski uśmieszek.


Wątek techniczny

Cóż, niewiele się na razie wyjaśniło odnośnie tego motocyklisty, ale pierwsze lody zostały przełamane. Facet nie zachowuje się agresywnie i nawet przejawia chęć do rozmowy, ale stawia pewne warunki (chyba nawet nie najgorsze): macie wysiąść z samochodu i podejść bliżej, żeby widział, że nie macie rąk na broni. Naturalnie zawsze istnieje ryzyko, że to zasadzka motocyklowego gangu, ale rzut oka na tira zdradzi Wam od razu, że przy wraku nie ma nikogo oprócz tego obcego, a najbliższe ruiny dające jakąkolwiek osłonę strzelcom znajdują się około stu pięćdziesięciu metrów dalej w głąb drogi - jeśli siedzi tam kilku innych gości z takimi samymi M25, to Was kropną jak amen w pacierzu w przeciągu paru sekund, ale siedząc w pikapie stanowicie tylko minimalnie mniejszy cel jak stojąc na zewnątrz pojazdu.

Cóż, wybór tak czy owak należy do Was, więc czekam na deklaracje.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 15:09

Dobra Ebenzer wychodzimy. Ta Twoja zwierzyna łowna to pewnie nie zawsze tylko cos do zjedzenia? Nie wyglądasz na zwykłego myśliwego. I żeby było jasne nie mam nic złego na myśli. My jedziemy do Anawalt. Jestem Paul Wilson. Jacka już poznałeś a ten kaznodzieja to Ebenzer. Staramy się nie być nadpobudliwi. Może też jedziesz do Anawalt? Albo stamtąd wracasz?

ODPOWIEDZ