Post
autor: 8art » 08 stycznia 2016, 12:10
Obieżyświat siedział spokojnie w kącie gospody Pod Rozbrykanym Kucykiem i czekał. Póki co nic się nie działo i tajemniczy wędrowiec zabijał czas piciem gęstego Ale. W rzyć uprzejmy karczmarz co i znów chciał napełnić cynowy kufel przybysza, ale Aragorn już nie miał już ochoty pić więcej i stanowczym ruchem ręki odesłał właściciela z powrotem za szynkwas. Piwo było dobre, ale kiszki miał już pełne ciemnego ale, a wolał nade wszystko uniknąć wychodzenia na zewnątrz celem opróżnienia pęcherza. Tego wieczora lało jakby się troll zesiurał i ta pogoda odstręczała ochoty do spacerów wszystkim.
Aragorn powoli wyciągnął swą fajkę i wystudiowanymi ruchami zaczął ją powoli nabijać fajkowym zielem. Przestał nagle przypominając sobie o spoczywającym w wewnętrznej kieszeni płaszcza małym skórzanym woreczku, który zakosił Gandalfowi, gdy po raz ostatni widzieli się w Bree. W owym woreczku czarodziej trzymał swoje fajkowe ziele i pobudzony kilkoma Ale dunedain zdecydował, że spróbuje innego tytoniu niż swoje selekcjonowane ziele z Shire.
Opróżnił cybuch i nabił od nowa aromatycznym zielem od Gandalfa. Gdy skończył, schwycił szczypcami kawałek żarzącego się drewna z kominka i odpalił fajkę. Zaciągnął się i niemal od razu zakrztusił.
O w mordę, niezłe buchanie ma dziadyga. Troche wieje orczą podeszwą ale moc jest niewątpliwie.
Krztusząc się co jakiś czas Aragorn spalił faję, a świat wokół stawał się coraz bardziej spokojny i przyjacielski. Karczmarz znów przyszedł z dzbanem piwa i Aragorn pozwolił sobie nalać. Zaczynał czuć ogromny głód, toteż zwrócił się do gospodarza:
- Podaj jeszcze mięsiwa karczmarzu bom zgłodniał jak wilk... Pokój bracie..
- Tak panie, pokój też się znajdzie panie, hmmm każę zaraz szykować komnatę
- Nie, nie. Pokój już mam na górze. Pokój z tobą bracie...
Karczmarz lekko przerażony stanowczo pokiwał przecząco rękoma:
- Co to to nie panie. Chcecie to dziewkę mogę wam przysłać do pokoju, albo hmmm jak wolicie mężów zadki, to znam ja paru takich nicponi, co...
- Nie zrozumieliśmy się. Chodziło mi że wiesz bracie... Pokój na świecie, wiesz żadnych wojen, zagrożenia ze wschodu... Tron gondoru w rękach prawowitych... - Aragorn dostrzegł błysk całkowitego skonfudowania w oczach karczmarza: - Zresztą nieważne... Podaj mięsiwa, a nie żałuj.
Karczmarz spojrzał na Aragorna zachodząc, o co tez mogło chodzić jego rozmówcy. Znów wciągnął nosem ciężką woń ziela jakie niedawno palił Obieżyświat, ale dopiero teraz skojarzył zapach. Że owym zapachem był zawsze przesiąknięty Szary Wędrowiec i jakie to miało skutki:
- Mus mi jeno powiedzieć panie, że to ziele co palicie, to pewne hmmm niedogodności sprowadza i potem mus do wychodka gnać...
- Co wy mi tu prawicie człeku? - oburzył się Dunedain: - My, potomkowie Isildura takowym zdrowiem, że byle sraczka nas nie bierze.
- Jeno mówie panie co wiem... Hmmmm pójde już po strawę lepiej...
Karczmarz zniknął w kuchni, a Aragorn wyjrzał przez okienko zasłonięte rybią błoną. Błyskało się mocno, co zwiastowało rychłe nadejście burzy. Zagrzmiało raz a potem drugi. Mężczyzna wstał i powoli podszedł to karczemnego szynkwasu. Miał ochotę zbratać się z miejscowymi, posłuchać plotek, potrzebował dziś towarzystwa do rozmowy. Stanął przysłuchując się bełkotliwej rozmowie dwóch pijanych mieszczan. Nie mógł się jednak skupić na tym co mówili, bowiem zbierało mu się na potężnego pierda, a wpojone w dzieciństwie zasady dobrego wychowania surowo zabraniały zatruwania atmosfery w towarzystwie. Zresztą zbierały mu się nie tylko gazy. Aragorn spiął pośladki skupiając się tylko na tym, żeby nie urągnąć zasadom bon tonu.
Karczmarz wyszedł z półmiskiem z kapłonami i warzywami i z miejsca spostrzegł czerwieniejącą twarz Aragorna:
- Coście panie tak spąsowiali?
Coraz bardziej nerwowy Aragorn spojrzał przerażonym wzrokiem na rozmówce zastanawiając się co odrzec, ale nie mógł, bo bał się, że puści gaza. Z wybawieniem przyszedł kolejna błyskawica i grzmot. Dunedain wykorzystując długi i nadzwyczaj głośny burzowy pomruk i pierdnął donośnie. Ulga przyszła momentalnie.
- A nic to takiego...
- Ale rąbnęło, nie?
- W istocie... - Aragorn poczuł jak smrodliwy dowód jego wstydliwego czynu zaczyna się rozchodzić wokół, swoimi mackami chwytając kolejnych bywalców gospody "Pod Rozbrykanym Kucykiem". Musiał jakoś zareagować i to szybko: - Czujcie karczmarzu? Chyba w wychodek rąbnęło bo strasznie jedzie.
- Każe wysłać parobka żeby sprawdził.
- Nie trudźcie go, sam muszę skorzytać, tedy przy okazji sprawdze. Dajcie jeno kaganek bo w tej ćmicy można w końskie łajno wdepnąć.
Aragorn wyszedł i na deszcz i szybkim krokiem skierował się ku przybytkowi zlokalizowanu tuż koło stajni. Zamknął się w środku po sciągnięciu pludrów rozsiadł wygodnie na drewnianym siedzisku. W migotliwym świetle kaganka dostrzegł grubą księgę z zatartym tytułem, której wyraźnie brakowało części stron. Czując, że czeka go dłuższe posiedzenie zagłębił się w lekturze, której treść niemal magicznie przyśpieszyła czynność jakiej się oddawał. Wypróżnił się całkowicie już po dwóch akapitach
Na czekoladowe oko Saurona, co to są Ropuszczaki Mackowate?
Teraz zorientował się, że nie zabrał ze sobą liści do podcierki, ale szybko domyślił się czemu służyła również pozostawiona w wychodku księga. Wydarł stronę, zmiął dłońmi i zabrał się za papierkową robotę. Dostrzegł jeszcze jeden detal, który podsunął mu genialny pomysł. Pośród różnych wyskrobanych nożami na drewnianych ścianach sracza napisów, głównie wulgarnie opisujących szczegóły anatomiczne różnych ludzi, jak się można domyśleć mieszkańców Bree, widniał jeden bardzo ważny:
"Tu byłem i srałem. Mithrandir"
Jeśli nawet Gandalfa rozerwało po tym ziole, to muszę go dosypać do lembasów temu staremu kutwie Elrondowi. Pilnuje cnoty Araweny jak nienormalny. Może jak go przypili porządnie to będzie czasu na szybki bzyk...
Pełen nadzieji i w dobrym nastroju wrócił do karczmy, gdzie młody hobbit wraz z trójką kompanów przedstawiał się właśnie karczmarzowi:
- Jestem pan Underhill...
Coś podpowiadało Aragornowi, że ruszy do Rivendell nawet szybciej niż się tego spodziewał...