PBF - Mały Chłopiec
Desmond wpadł w krzaki,niemalże je tratując. Potknął się o sterczący z ziemi korzeń obejrzawszy się za siebie by zobaczyć odjeżdzającego pickupa.
Ktokolwiek siedział w zrujnowanej rezydencji z całą pewnością wiedział że ktoś skrada się w zaroślach.
Ktokolwiek siedział w zrujnowanej rezydencji z całą pewnością wiedział że ktoś skrada się w zaroślach.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2013, 12:22 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
Pickup podtoczył się jak najbliżej tyłu domu. Przezorny vocal ustawił wóz za sporym kawałem stojącego muru który zapewniał skuteczną zasłonę. Nie miał wątpliwości że odgłosy wydawane przez gruchota słyszalne były w całej okolicy więc był pewien że ''oni'' wiedzą zapewne o intruzach. Mur rzucał spory cień więc wielebny Lobo jak tylko zeskoczył z paki pojazdu odrzucił z twarzy kaptur ukazując swe trupioblade,wytatuowane oblicze.
Wyszczerzył się do Facemana wykrzywiajac je w możliwie przyjazny sposób,tatuaże jednak wcale nie poprawiały jego wizerunku. Wielebny zdecydowanie różnił się od tradycyjnych duchownych których vocal znał z Azylu. Pytanie czy różnice te miały wyjść mu na dobre w najbliższej przyszłości.
Podwórze za domem było puste,porośnięte wysokim zielskiem sięgającym przynajmniej do pasa. Rosło tam kilka drzew,między którymi widać było tył rezydencji i szeroko otwarte drzwi prowadzące do wnętrza.
Wyszczerzył się do Facemana wykrzywiajac je w możliwie przyjazny sposób,tatuaże jednak wcale nie poprawiały jego wizerunku. Wielebny zdecydowanie różnił się od tradycyjnych duchownych których vocal znał z Azylu. Pytanie czy różnice te miały wyjść mu na dobre w najbliższej przyszłości.
Podwórze za domem było puste,porośnięte wysokim zielskiem sięgającym przynajmniej do pasa. Rosło tam kilka drzew,między którymi widać było tył rezydencji i szeroko otwarte drzwi prowadzące do wnętrza.
Desmond szeleścił na wszystkie mozliwe sposby próbując przedrzeć się przez zarośla. Jednak kiedy mu się to udało stanął na pasie skruszałego asfaltu będącego resztką dawnej uliczki. Tutaj również zielsko rządziło niepodzielnie. Na środku drogi leżała sterta żelastwa będąca niegdyś poteżną cieżarowką ciagnącą cysternę. Na pozostałościach zbiornika zachowała się reszta napisu. ''NAJLEPSZE NAWOZY TOMA''. Tracker zatrzymał się w pół kroku. Niczym diabeł z pudełka pojawiła się dziewczyna. Wysoka lecz nieco wychudzona kobieta miała zgrabną figurę i ładną twarz.Wielkie brązowe oczy wpatrywały się w Desmonda studiując każdy jego najmniejszy ruch. O jej stroju można było powiedzieć jedynie że zakrywał najintymniejsze części ciała. Cały efekt psuł jedynie napięty łuk i strzała wymierzona w trackera.
Desmond,zanim złożysz się do strzału z Mosina być może zarobisz strzałę.
Misjonarz doskonale zdawał sobie sprawę, że musieli być doskonale słyszani, kiedy ich "furmanka w stylu retro" zawinęła pod wypatroszoną, starą ruderę. Licząc, że w ten sposób skutecznie odwróci uwagę od hałasującego nadmiernie trackera, wychylił się powoli, nieznacznie zza murka onzajmiając donośnym głosem:
Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom! Amerykański sługa boży pozdrawia ludzi dobrej woli i uczciwego serca.
Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom! Amerykański sługa boży pozdrawia ludzi dobrej woli i uczciwego serca.
Skąd pomysł, że Lobo ma zabijać stworzenie boże? Poza tym mogłaby być awantura, a misjonarz jeszcze nie wybiera się do amerykańskiego nieba 
Ostatnio zmieniony 10 czerwca 2013, 12:20 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Kobieta podejrzliwie obserwowała Desmonda,ani na chwilę nie przestając mierzyć do trackera z łuku.
-Papo!!- zawołała nie odwracając głowy. W frontowych drzwi wychylił się starszy mężczyzna trzymający w rękach karabin. Pomału skierował swe kroki w stronę ulicy. Kiedy zobaczył Desmonda,wycelował w niego karabin i krzyknął.
-Broń na glebę,synu.Przeszukaj go-druga uwaga była skierowana do skąpo ubranej dziewczyny.
Kiedy amazonka upewniła się że starzec będzie pewny strzału,opuściła broń i podeszła ostrożnie do zwiadowcy.
-Papo!!- zawołała nie odwracając głowy. W frontowych drzwi wychylił się starszy mężczyzna trzymający w rękach karabin. Pomału skierował swe kroki w stronę ulicy. Kiedy zobaczył Desmonda,wycelował w niego karabin i krzyknął.
-Broń na glebę,synu.Przeszukaj go-druga uwaga była skierowana do skąpo ubranej dziewczyny.
Kiedy amazonka upewniła się że starzec będzie pewny strzału,opuściła broń i podeszła ostrożnie do zwiadowcy.