: 05 grudnia 2013, 23:40
Wejścia do kanałów raczej nie przypominają tych okrągłych żeliwnych włazów znanych z każdej ulicy. Port jest przy samej rzece i kanały są tu już bardzo duże, niektóre, te głónwne to wymurowane rowy, (w których zmieściłby się tir) przykryte od góry potężnymi żeliwnymi kratami, tak że widać wszystko pod spodem. Boczne odnogi mają, już bardziej znaną nam formę kanałów, ale zejćia do nich to wciąż schodki prowadzące w podziemia.
Większość dokeró ubiera się całkowicie po swojemu, choć raczej praktycznie. Tylko niektóre kompanie portowe mogą sobie pozwolić na umundurowanych pracowników i takich dokerów w drelichach z nazwami kompanii jest tylko niewielki odsetek. Dość dobrze umundurowani są najemnicy z kompanii najemnych (chć to też nie jest regułą), no i oczywiście typowe służby mundurowe: wojskowi Khardzi.
Zbyt krótko obserwowałeś teren aby zorientować się w grafiku patroli (o ile takowy istnieje), ale wydaje się, że patrole kręcą się najcześciej w pobliżu portu wojskowego, a im dalej od niego, tym coraz mniej żołdaków z Khardu.
Jeśli chodzi o żebraków, to nie jest ich tu zbyt wielu, jak w innych dzielnicach miasta. No może poza nabrzeżami, gdzie przypływają rejsowe stakti i mogą liczyć na ewentualny zysk. Wszędzie indziej wre praca i nikt nie zawraca sobie głowy żebrzącymi, toteż nie jest ich zbyt wielu.
Większość dokeró ubiera się całkowicie po swojemu, choć raczej praktycznie. Tylko niektóre kompanie portowe mogą sobie pozwolić na umundurowanych pracowników i takich dokerów w drelichach z nazwami kompanii jest tylko niewielki odsetek. Dość dobrze umundurowani są najemnicy z kompanii najemnych (chć to też nie jest regułą), no i oczywiście typowe służby mundurowe: wojskowi Khardzi.
Zbyt krótko obserwowałeś teren aby zorientować się w grafiku patroli (o ile takowy istnieje), ale wydaje się, że patrole kręcą się najcześciej w pobliżu portu wojskowego, a im dalej od niego, tym coraz mniej żołdaków z Khardu.
Jeśli chodzi o żebraków, to nie jest ich tu zbyt wielu, jak w innych dzielnicach miasta. No może poza nabrzeżami, gdzie przypływają rejsowe stakti i mogą liczyć na ewentualny zysk. Wszędzie indziej wre praca i nikt nie zawraca sobie głowy żebrzącymi, toteż nie jest ich zbyt wielu.