PBF - Cienie z przeszłości
- To wszystko skomplikowane - mruknął jeden z krasnoludów. Z powodu półmroku ciężko było określić, jak miał na imię. - Przez wzgląd na nasze niedawne przygody odłóżmy wszyscy broń i zajmijmy się Drundem! - dodał po chwili, od razu realizujac swój pomysł.
Przy rannym dwóch innych brodaczy już coś robiło.
- Nie okradamy ich, to po pierwsze. Tylko zabieramy swoje ukryte wcześniej skarby. Zresztą, gdyby umarli mogli mówić...
- ...to z pewnością powiedzieliby wam, chciwe krasnoludy, że grobowiec to nie najlepszy skarbiec! - dokończyła zjawa, którą wcześniej obwieściła przybycie "sług ciemności".
*
Drund został opatrzony. Jego rany są poważne, ale przy dobrej kuracji wyzdrowieje. Tymczasem, w niewielkiej krypcie ukrytej w grobowcu, przy pomniku elfa spotkali się wędrowcy, hobbit, duch oraz krasnolud Neli, nieoficjalny zastępca dowódcy karawany.
- To o co tu tak naprawdę chodzi, do jasnej cholery?! - zdenerwował się Dwalin.
Drugi krasnolud tylko westchnął przeciągle, ale po przytaknięciu zjawy zaczął mówić.
- Wiele lat temu, nasz klan z Gór Żelaznych regularnie przewoził przez Mroczną Puszczę różne metale i klejnoty, zatrzymując się w leśnych osadach na handlu. Po zaopatrzeniu się w niezbędne nam materiały i drewno, wracaliśmy w góry, zadowoleni z profitów, jakie obie strony czerpały. Jednak kilkadziesiąt lat temu, coś nagle wydarzyło się w Mrocznej Puszczy; zawsze był to las pełen tajemnic, mroku a nawet i grozy, ale dało się tu żyć. Teraz, jakaś zaraza i mroczne siły pustoszą ten las jeszcze szybciej. Wioska, do której się udaliście, byłą niegdyś ważnym węzłem handlowym. Pewnego razu po prostu nikogo tu już nie było; wieźliśmy wtedy nasze wyroby, ale po drodze natknęliśmy się na patrol orków. Ukryliśmy więc tutaj nasze skarby i uciekliśmy czym prędzej do Żelaznych Gór, by kiedyś wrócić tu i odebrać, co nasze.
- Tak było - powiedział po chwili ciszy wysoki duch mężczyzny leśnego ludu.
- Chcieliśmy też was nastraszyć, byście czym prędzej sami uciekli do waszego celu podróży, zostawiając nas w spokoju. To się nie udało, więc podróżowaliśmy dalej, czekając na okazję, która później spadła nam jak z nieba. Gdy poszliście na zwiad i nie wracaliście długo, byliśmy niemal pewni, że ludzie w maskach wzięli was w niewole, dlatego porzuciliśmy wozy i ukryliśmy się kawałek dalej... - Neli kontynuował, co chwilę wzruszając ramionami i wzdychając ciężko. - Teraz przyszliśmy odebrać naszą własność, i... sami wiecie.
Przy rannym dwóch innych brodaczy już coś robiło.
- Nie okradamy ich, to po pierwsze. Tylko zabieramy swoje ukryte wcześniej skarby. Zresztą, gdyby umarli mogli mówić...
- ...to z pewnością powiedzieliby wam, chciwe krasnoludy, że grobowiec to nie najlepszy skarbiec! - dokończyła zjawa, którą wcześniej obwieściła przybycie "sług ciemności".
*
Drund został opatrzony. Jego rany są poważne, ale przy dobrej kuracji wyzdrowieje. Tymczasem, w niewielkiej krypcie ukrytej w grobowcu, przy pomniku elfa spotkali się wędrowcy, hobbit, duch oraz krasnolud Neli, nieoficjalny zastępca dowódcy karawany.
- To o co tu tak naprawdę chodzi, do jasnej cholery?! - zdenerwował się Dwalin.
Drugi krasnolud tylko westchnął przeciągle, ale po przytaknięciu zjawy zaczął mówić.
- Wiele lat temu, nasz klan z Gór Żelaznych regularnie przewoził przez Mroczną Puszczę różne metale i klejnoty, zatrzymując się w leśnych osadach na handlu. Po zaopatrzeniu się w niezbędne nam materiały i drewno, wracaliśmy w góry, zadowoleni z profitów, jakie obie strony czerpały. Jednak kilkadziesiąt lat temu, coś nagle wydarzyło się w Mrocznej Puszczy; zawsze był to las pełen tajemnic, mroku a nawet i grozy, ale dało się tu żyć. Teraz, jakaś zaraza i mroczne siły pustoszą ten las jeszcze szybciej. Wioska, do której się udaliście, byłą niegdyś ważnym węzłem handlowym. Pewnego razu po prostu nikogo tu już nie było; wieźliśmy wtedy nasze wyroby, ale po drodze natknęliśmy się na patrol orków. Ukryliśmy więc tutaj nasze skarby i uciekliśmy czym prędzej do Żelaznych Gór, by kiedyś wrócić tu i odebrać, co nasze.
- Tak było - powiedział po chwili ciszy wysoki duch mężczyzny leśnego ludu.
- Chcieliśmy też was nastraszyć, byście czym prędzej sami uciekli do waszego celu podróży, zostawiając nas w spokoju. To się nie udało, więc podróżowaliśmy dalej, czekając na okazję, która później spadła nam jak z nieba. Gdy poszliście na zwiad i nie wracaliście długo, byliśmy niemal pewni, że ludzie w maskach wzięli was w niewole, dlatego porzuciliśmy wozy i ukryliśmy się kawałek dalej... - Neli kontynuował, co chwilę wzruszając ramionami i wzdychając ciężko. - Teraz przyszliśmy odebrać naszą własność, i... sami wiecie.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Osz Wy... Wy...!!! -twarz Dwalina z każdą chwilą stawała się coraz bardziej purpurowa. Chciwie łapiąc powietrze przez chwilę nie wykrztusił ni słowa. Lecz chwili owej nikt nie śmiał zakłócać, roztrzęsiony krasnolud wyglądał bowiem tak, jak wulkan, który za chwilę dokona straszliwej erupcji, toteż nikt nie chciał zastępować mu drogi.
Leniwe, pozbawione honoru, przestępne, tchórzliwe pokraki! Własny zysk cenicie wyżej niż dobro naszej rasy? Rozumiem, że łajno was obchodzą elfy, czy też ludzie, ale mnieee, krasnoluda jako i Wy tak do wiatru wystawiać?!?!
Nuże, portki w dół kolejno, już ja Was moresu nauczę!!!!
-okoliczne ptactwo i drobna zwierzyna zmotywowane wrzaskami rozpoczynało właśnie podróż tam ... i niekoniecznie z powrotem.
Leniwe, pozbawione honoru, przestępne, tchórzliwe pokraki! Własny zysk cenicie wyżej niż dobro naszej rasy? Rozumiem, że łajno was obchodzą elfy, czy też ludzie, ale mnieee, krasnoluda jako i Wy tak do wiatru wystawiać?!?!
Nuże, portki w dół kolejno, już ja Was moresu nauczę!!!!
-okoliczne ptactwo i drobna zwierzyna zmotywowane wrzaskami rozpoczynało właśnie podróż tam ... i niekoniecznie z powrotem.
Planuję spuścić im manto na gołe dupska.
Neli przełknął głośno ślinę, widząc wściekłego Dwalina, którego ręka aż świeżbiała do wymierzania należnych klapsów. Swój ratunek krasnolud z Żelaznych Gór upatrywał w odpowiedziach satysfakcjonujących dunedaina, bo zaraz rozpoczął odpowiedzi.
- Runa... runa... a, tak! To było zaklęcie chroniące nas przed klątwami tej puszczy. Nie, niechcieliśmy przyciągać waszej uwagi! Dlatego uśpiłem hobbita, bo, bo... bo myślałem, że on pierwszy wstanie i zaalarmuje was! Tak, tak było! - pisnął, gdy piorunujące spojrzenie Dwalina zjeżyło mu włosy na karku.
- Jest pewien sposób, w który możecie wynagrodzić nam nasz brak spokoju... - Duch zamyślił się chwilę, po czym kontynuował - jak wspomniałem wcześniej, co jakiś czas czarni słudzy porywają jednego z nas. Chcemy wiedzieć czemu... i gdzie. Podejrzewam, że to wszystko sprawka Czarnoksiężnika z Dol Guldur. Ostatnio wzmożył swoją aktywność; wojska orków i ludu z maskami na twarzach regularnie przemierzają leśne trakty; od wschodu do wieży i z powrotem. Jednak ruszenie tam to czyste szaleństwo - stwierdził po chwili ciszy. - Istnieje jednak pewna alternatywa - dodał po chwili.
Cisza trwała jeszcze przez chwilę, i gdy któryś z towarzyszy chciał coś powiedzieć, zjawa znowu przemówiła.
- Znajdziecie Aiwendila, naszego odwiecznego przyjaciela i przewodnika. Powiadają, że mieszka nieco na południe od traktu, dwadzieścia mil w promieniu Dol Guldur; lecz nikt nigdy gościł u niego. To zawsze on przychodził w gościnie, opiekując się nami i puszczą. Aiwendil z pewnością będzie wiedział, co tu się dzieje. Możecie zasięgnąć jego rady - cień mężczyzny stał zwrócony do towarzyszy, odwracając się plecami od Neli.
- My też się wybierzemy - stwierdził krasnolud, odzyskując głos w gardle.
- Nie. Wy zostaniecie tutaj i odbudujecie to, co zniszczyliście.
- Runa... runa... a, tak! To było zaklęcie chroniące nas przed klątwami tej puszczy. Nie, niechcieliśmy przyciągać waszej uwagi! Dlatego uśpiłem hobbita, bo, bo... bo myślałem, że on pierwszy wstanie i zaalarmuje was! Tak, tak było! - pisnął, gdy piorunujące spojrzenie Dwalina zjeżyło mu włosy na karku.
- Jest pewien sposób, w który możecie wynagrodzić nam nasz brak spokoju... - Duch zamyślił się chwilę, po czym kontynuował - jak wspomniałem wcześniej, co jakiś czas czarni słudzy porywają jednego z nas. Chcemy wiedzieć czemu... i gdzie. Podejrzewam, że to wszystko sprawka Czarnoksiężnika z Dol Guldur. Ostatnio wzmożył swoją aktywność; wojska orków i ludu z maskami na twarzach regularnie przemierzają leśne trakty; od wschodu do wieży i z powrotem. Jednak ruszenie tam to czyste szaleństwo - stwierdził po chwili ciszy. - Istnieje jednak pewna alternatywa - dodał po chwili.
Cisza trwała jeszcze przez chwilę, i gdy któryś z towarzyszy chciał coś powiedzieć, zjawa znowu przemówiła.
- Znajdziecie Aiwendila, naszego odwiecznego przyjaciela i przewodnika. Powiadają, że mieszka nieco na południe od traktu, dwadzieścia mil w promieniu Dol Guldur; lecz nikt nigdy gościł u niego. To zawsze on przychodził w gościnie, opiekując się nami i puszczą. Aiwendil z pewnością będzie wiedział, co tu się dzieje. Możecie zasięgnąć jego rady - cień mężczyzny stał zwrócony do towarzyszy, odwracając się plecami od Neli.
- My też się wybierzemy - stwierdził krasnolud, odzyskując głos w gardle.
- Nie. Wy zostaniecie tutaj i odbudujecie to, co zniszczyliście.
Spoiler!
Krasnoludy wchodząc do grobowca odkopały wejście, możecie swobodnie wyjść. Fabularnie macie dwie możliwości: wycieczkę do Dol Guldur i zbadanie, co tam się dzieje lub poszukiwanie tajemniczego Aiwendila. Oczywiście wszelkie inne pomysły mile widziane 
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Trzy dni później, gdzieś na południu Mrocznej Puszczy
Ogień ponuro trzaskał na palących się z trudem, dużych szczapach suchego drewna. Pozbierane gałęzie wystarczyłyby na kilkudniowe ognisko, z tym że nie bardzo chciały się palić. Dodatkowym problemem były kurczące się zapasy pożywienia: można było ocenić, że skończą się za około 6 dni, chyba, że uda się w końcu upolować jakąś zwierzynę.
Im głębiej wchodziło się do południowego lasu, tym jakby robiło się bardziej... zielono. Lecz mimo to Mroczna Puszcza dalej była... no, mroczna.
- Mówię wam, że zgubiliśmy się, bo dopiero co mijaliśmy ten głaz - powiedział Wilburn, grzejąc się przy ognisku.
- Bzdury gadasz. Pierwszy raz go widzę - odburknął Dwalin.
- Niziołek mieć racja. My tu już być kiedyś... - mruknął Nagro, rozglądając się bacznie.
- Aha! W końcu ktoś...
- Cicho! - uspokoił wszystkich Galdor, podnosząc rękę.
Coś ruszyło się w krzakach na przeciw obozowiska. Wiatr wiał akurat od strony podróżnych, więc nawet wyczulone zmysły Nagro nic nie wyczuły.
Szelest stawał się coraz wyraźniejszy, aż nagle ustał zupełnie, razem z dziwnym trzaskiem.
Ogień ponuro trzaskał na palących się z trudem, dużych szczapach suchego drewna. Pozbierane gałęzie wystarczyłyby na kilkudniowe ognisko, z tym że nie bardzo chciały się palić. Dodatkowym problemem były kurczące się zapasy pożywienia: można było ocenić, że skończą się za około 6 dni, chyba, że uda się w końcu upolować jakąś zwierzynę.
Im głębiej wchodziło się do południowego lasu, tym jakby robiło się bardziej... zielono. Lecz mimo to Mroczna Puszcza dalej była... no, mroczna.
- Mówię wam, że zgubiliśmy się, bo dopiero co mijaliśmy ten głaz - powiedział Wilburn, grzejąc się przy ognisku.
- Bzdury gadasz. Pierwszy raz go widzę - odburknął Dwalin.
- Niziołek mieć racja. My tu już być kiedyś... - mruknął Nagro, rozglądając się bacznie.
- Aha! W końcu ktoś...
- Cicho! - uspokoił wszystkich Galdor, podnosząc rękę.
Coś ruszyło się w krzakach na przeciw obozowiska. Wiatr wiał akurat od strony podróżnych, więc nawet wyczulone zmysły Nagro nic nie wyczuły.
Szelest stawał się coraz wyraźniejszy, aż nagle ustał zupełnie, razem z dziwnym trzaskiem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
W krzakach leżał zając, próbujący wydostać się z czegoś białego i kleistego... wyglądającego jak pajęczyna.
- A to dziwne - mruknął Galdor, zaglądający pomiędzy krzaki. - Jakiż to pająk robi taką paję...
Strażnik nie dokończył, bo po lesie rozległ się okrzyk pełen przerażenia, wydobywający się z gardła Wilbura.
Z pobliskiego drzewa powoli w dół sunął ogromny pająk; przypominał on Dunedainowi pająki napotkane w Goblińskiej Bramie, nie tak dawno temu; ale te miały bardziej brunatny kolor, cieńsze, ale dłuższe odnóża i... większe kły jadowe, które nieubłaganie sunęły na unieruchomionego ze strachu hobbita.
- A to dziwne - mruknął Galdor, zaglądający pomiędzy krzaki. - Jakiż to pająk robi taką paję...
Strażnik nie dokończył, bo po lesie rozległ się okrzyk pełen przerażenia, wydobywający się z gardła Wilbura.
Z pobliskiego drzewa powoli w dół sunął ogromny pająk; przypominał on Dunedainowi pająki napotkane w Goblińskiej Bramie, nie tak dawno temu; ale te miały bardziej brunatny kolor, cieńsze, ale dłuższe odnóża i... większe kły jadowe, które nieubłaganie sunęły na unieruchomionego ze strachu hobbita.
NPC Wilbur jest unieruchomiony na 2 tury ze strachu. Atakują was - na pierwszy rzut oka - trzy ogromne leśne pająki...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dunedain napiął łuk i zaczął strzelać. Jednocześnie starał się mieć oko na wszystko i uważał czy wrogów nie przybywa.
To przez takie stwory jak te pająki Zielony Las jest obecnie nazywany Mroczną Puszczą, im bliżej Dol Guldur tym gorzej, pomyślał jeszcze Galdor.
To przez takie stwory jak te pająki Zielony Las jest obecnie nazywany Mroczną Puszczą, im bliżej Dol Guldur tym gorzej, pomyślał jeszcze Galdor.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2014, 17:58 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.