Ciepłe powietrze drgało wypalając suche trawy, w oddali krążyły sępy. Być może wyczuwały napięcie powstałe w szeregach czarnoskórych krążąc na nieskazitelnie błękitnym niebie. Może przyzywał je instynkt w poszukiwaniu żeru. Takie zgromadzenie ludzi zawsze mogło przynieść szansę na padlinę...
Stojąc w otoczeniu świty Szamana, pomiędzy innymi Białymi Lwami, barbarzyńca przyglądał się mrużąc oczy nadciągającemu poselstwu Królowej Akaana. Starał się dopatrzeć jakichś oznak kobiecości, coś co mogłoby przemówić za odrobiną człowieczeństwa w jej istocie. Jednak ciało pokryte nagą skórą, błoniaste skrzydła i ptasi pysk z domieszką gadziej fizjonomii nie sprawiały pozytywnego wrażenia.
Nawet górna część ciała odrobinę przypominająca kobietę, mały biust, prawie chłopięcy na którym zwieszały się jakieś ozdoby, nie wzbudzał należnego zainteresowania.
Pokraczny chód istoty, nienawykłej do poruszania się w wyprostowanej postawie, towarzystwo świty królewskiej składającej się z zasuszonej starszyzny i ptasi fetor zmieszany z resztkami zaschniętej krwi potęgował niechęć, wręcz budził obrzydzenie.
Czekając na nadchodzący przebieg rozmów, z nietajoną satysfakcją usłyszał wściekły okrzyk Zoriana, świst pierwszych strzał wręcz wlał się balsamem w jego duszę potęgowany okrzykiem wyrwanym z wielu gardeł żądnych zemsty.
Szybkim ruchem poderwał kuszę mierząc w środek starszeństwa tuż za Królową i z satysfakcją nacisnął spust. Narastający zgiełk bitwy, uwolnione napięcie oczekiwania na decydujące starcie poczęło burzyć krew. Póki jeszcze mógł starannie wymierzył, i rzucił toporem w występujących z zamiarem zasłonięcia Królowej. Było mu w tym momencie wszystko jedno czy uda się ją wziąć żywcem, czy też szybko zakończy żywot kreatury budzącej obrzydzenie. Sam się sobie dziwił, że do ostatniej chwili chciał postrzegać w niej chociaż odrobinę kobiecości.
Widząc wściekłość wykrzywiającą twarz Zoriana czuł, że ten nie będzie zbytnio zważał na swoje bezpieczeństwo i rzuci się w najgorszy wir walki. Z wściekłym okrzykiem, wywinął potężnym toporem nad głową, ruszył na ogromnego przeciwnika wydając gromki okrzyk mający na celu zastraszenie.
Szybko skracając dystans, wykonał zwód w prawą stronę unikając wysuniętych szponów i szybkim ruchem przerzucając topór do drugiej ręki wbił go od dołu w krocze wykorzystując impet broni. Ostrze z ohydnym mlaśnięciem zagłębiło się w żylaste ciało tnąc ku górze mięśnie, ścięgna i ostatecznie zatrzymując się na mostku. Ciepła posoka bluznęła na dłonie, wokół rozszedł się smród wylewających się wnętrzności potęgując obrzydzenie i narastającą żądzę krwi.
Brutalnym szarpnięciem wyrwał broń z opadającego ciała i dojrzał kątem oka stwora pikującego z góry na walczącego Zoriana. Okrzyk bólu wydany w momencie gdy Akaana udało się wgryźć w ramię towarzysza, spotęgował jego wysiłek. Wiedział, iż liczą się sekundy. Ruszył wściekle nie zwracając uwagi na pazury rozrywające plecy, boki czy ramiona. Czerwona mgła wściekłości zaczynała zasnuwać pole widzenia...
W biegu, wywijając młyńca, ciął nadlatującego stwora prosto w pysk. Dzięki przewadze długości styliska udało mu się uniknąć ostrych jak brzytwa pazurów, jednak impet spadającego ciała przewrócił go na ziemię pod nogi atakujących stworów. Wykorzystując masę ciała przetoczył się kilka razy podcinając kończyny nadbiegających. Wiedział, iż w kłębowisku jaki powstał ze splątanych ciał przewagę będzie miał ten kto pierwszy stanie na nogach.
Młócąc dookoła pięścią, starał się unikać szponów, bijących na oślep skrzydłami zdezorientowanych przeciwników. Dzięki sile jaką dysponował udało mu się w końcu podnieść i zrzucić jakiegoś upartego stwora który uwiesił mu się na szyi i wrzeszczał przenikliwie do ucha. Zamachnął się potężnie przerzucając go w ciżbę zbitych ciał i z wściekłością rąbał wijące się pod nogami ciała.
Na szczęście, z pomocą przyszli czarnoskórzy. Ktoś widząc co się dzieje, wydał polecenie i kilku włóczników rzuciło się z odsieczą dobijając niezdarne istoty. Miał chwilę na nabranie paru głębszych oddechów gdy dostrzegł nieopodal samotnego Vanko w starciu z kilkoma Akaana.
Wykrzywił się mściwie z myślą, iż ma za swoje, gdy zobaczył jak jeden ze stworów wytrąca mu z ręki sejmitar i odrzuca daleko poza pole walki. Wiedział co teraz nastąpi, przewaga była po stronie stworów, gołe pięści wobec pazurów ostrych jak sztylety. Warknął do obecnych czarnoskórych wskazując co się dzieje i wytężając resztki sił ruszył ku walczącym.
Nawet nie oglądał się za siebie czy ruszyli za nim, zrozumieli czy nie. W biegu rzucił jeszcze toporem w nadlatującego stwora tym samym rozbrajając się skutecznie. Jednak widząc, iż walka dobiega końca, kompan jest w niebezpieczeństwie, postawił wszystko na jedną szalę.
Ostatnia szarża, ostatni zryw.
Pełnym pędem wpadł na pierwszego ze stworów otaczających Vanko, wbijając mu pięść prosto w pysk z obrzydliwym chrzęstem miażdżonych chrząstek. Tuż obok Zamoriańczyk klęczał nad przeciwnikiem zaciekle dusząc wijącego się stwora. Nagle zza niego, jak spod ziemi, pojawił się Akaana z dzikim grymasem na oślinionym pysku. Widząc opadające szpony w kierunku szyi towarzysza i jego szeroko otwarte z bólu oczy, poczuł wściekłość. Wyrzucił ją z siebie ochrypłym okrzykiem rzucając się na stwora zamierzającego się w ostatecznym ciosie na osuwającego się na ziemię Vanko.
Kopnięciem odrzucił stwora pochylającego się nad ofiarą, skoczył i przygwoździł go do ziemi zgniatając mu klatkę piersiową.
Odwracając się dojrzał Zamoriańczyka leżącego na ziemi w rosnącej kałuży krwi, patrzącego niemo w niebo. Rzucił się ku niemu, rozerwał rękaw koszuli i starał się zatamować krew wypływającą z rozoranej szyi...
Przepraszam chłopaki, brak weny :/
Teraz co do leczenia:
Druss w czasie walki zarąbał 8 akaana i otrzymał 9 trafień, odnosząc średnią i poważną konsekwencję
OPCJE: za 3 PL możesz uniknąć poważnej, za 2PL średniej, za 1Pl za mienić lekką na średnią, ew. za 2 PL zamienić powazna na lekką
Trochę się pogubiłem...
Też mam 4 PL czy 3PL?
Jakby coś to poważną na lekką i reszta na leczenie Vanko.
Chyba że poważną na średnią i trzeba się dłużej kurować...